Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Pisarz zmaga się i z własnymi problemami i z szerszymi, bo ogólnonarodowymi. Stara się samemu sobie wyjaśnić a przy okazji i nam powody nieudanej transformacji po 1989 r. w Polsce, rozczarowujące wybory dawnych towarzyszy z podziemia solidarnościowego i przyczyny jałowego życia emigracji politycznej we Francji. Nic w tych opowieściach nie jest proste.
21.08.2016r.


Od promocji ostatniej książki Bronisława Wildsteina minęło już sporo czasu. Od tej pory rządy PiS-u okrzepły a autor został uhonorowany orderem Orła Białego. Gdy rok temu książka Wildsteina pojawiła się na rynku wydawniczym zaraz ją kupiłam i pomimo, że książki czytam szybko, może nawet zbyt szybko, to z tą publikacją zapoznawałam się bardzo powoli. I nie było to spowodowane zawiłym stylem pisarza czy hermetycznym językiem. Stąd. Książkę czyta się dobrze, wręcz lekko, lecz jak to bywa z powieściami autobiograficznymi, napisana jest w szczególny sposób.

 

Wildstein pisze szczerze. A nawet może zbyt szczerze (fragmenty dotyczące jego samopoczucia, upodobań osobistych, nawet szczegółów życia rodzinnego i małżeńskiego są napisane z ogromną odwagą), lecz wielość dygresji i towarzyszących im opinii sprawia, że czyta się ją powoli, nic nie omijając, z wytężoną uwagą, by nic nie uronić z opowieści. Autor bez emocji opisuje swoją rodzinę, chorą matkę (morfinistkę), pozornie beznamiętnie portretuje ojca, który był jego opoką w dzieciństwie i który odszedł za szybko, o siostrze pisze, że była piękna i „dręczona” przez matkę, nie brakuje także wzmianki o dziadkach, ostatnich w jego rodzinie – „religijnych Żydach” mieszkających przed wojną w Tarnowie, ciotce, która ufundowała ojcu studia w Neapolu, i która zginęła wraz z rodzicami w czasie wojny…

 

Książka jest pisana specyficznie, tak jakby pisarz chciał przekazać swoją historię życia w sposób uporządkowany i chronologiczny, lecz w trakcie wyrzucania z siebie poszczególnych partii teksu dawał się ponieść wspomnieniom i te wręcz zmuszały go do dodawania innych wątków. W efekcie opowieść przewija się jak film, w którym co jakiś czas przebłyskują kadry pamięci innego czasu. O takiej formie książki Wildstein uprzedził w posłowiu pisząc, że jest „to pierwsza moja książka, która powstała bez planu i kolejnych szkiców-przybliżeń. Chciałem, żeby prowadziła mnie sama pamięć, która może pozwoli zobaczyć mi życie na nowo. Ale i tak szlak opowieści kazał przedzierać się przez gąszcz atakujących mnie reminiscencji, wyrąbywać sobie drogę i zostawiać je, odrzucać. I wreszcie muszę się zatrzymać”. Zatrzymuje się więc co i rusz, a my dzięki temu dostajemy relacje z życia opozycji w okresie PRL, powstawania III RP, kapitalną recenzję środowiska Gazety Wyborczej a w końcu chłodną i racjonalną ocenę dziennikarzy tworzących tzw. prawicowe niezależne media, zarówno z otoczenia braci Karnowskich jak i Tomasza Sakiewicza (doskonałe, zawarte w trzech zdaniach sprawozdanie z ostatnich godzin pracy w TV „Republika”).

 

Pisarz zmaga się i z własnymi problemami, i z szerszymi, bo ogólnonarodowymi. Stara się samemu sobie wyjaśnić, a przy okazji i nam, powody nieudanej transformacji po 1989 r. w Polsce, rozczarowujące wybory dawnych towarzyszy z podziemia solidarnościowego i przyczyny jałowego życia emigracji politycznej we Francji. Nic w tych opowieściach nie jest proste, często po latach pisarz dowiadywał się o czymś, stawało się brakującym kawałkiem układanki pozwalającym mu odkryć prawdziwy sens jakiego zdarzenia z przeszłości. Sprawą, która zaważyła na całym jego dorosłym życiu było zabójstwo przyjaciela, Staszka Pyjasa. I zdrada ich wspólnego kolegi, Lesława Maleszki. Może dlatego, po takim doświadczeniu, bez zahamowań Wildstein podaje, czasem w kilku celnie podanych zdaniach, charakterystyki dziennikarzy, którzy przez kilka dekad pretendowali do roli, jeśli nie „rządców dusz” to przynajmniej „elity” narodu czy społeczeństwa, lecz nie zdali egzaminu i ponieśli życiową klęskę. Zajmuje go własna przemiana, od postępowca, zafascynowanego Zachodem - po konserwatystę, oraz przemiana a w zasadzie regres innych w odwrotnym kierunku - od konserwatyzmu do liberalnego lewactwa – po to przytacza kilka kapitalnych anegdotycznych wręcz historyjek odnoszących się do Cezarego Michalskiego, Agaty Bielik-Robson, Janusza Palikota, Tomasza Wołka…

 

W książce 169 razy pojawia się nazwisko Adama Michnika, dla którego Wildstein nie ma litości i dużo mniej razy Jacka Kuronia, którego stara się usprawiedliwić. Przypomina przy tym dla ilustracji swoich ocen niektóre konkretne fakty, np. takie jak ten: „W rocznicę stanu wojennego w 1991 roku prowadzony przez Jacka Kurskiego i Piotra Semkę program telewizyjny „Reflex” poświęcony został sprzedaniu, na aukcji organizowanej przez żonę Kiszczaka, legitymacji Solidarności przez jej legendę, Zbigniewa Bujaka. Została ona wylicytowana za sześćdziesiąt tysięcy złotych, kwotę, za którą można było nabyć wtedy pół litra wódki. Prawie pięćdziesiąt razy więcej zapłacono za mundur Kiszczaka. Cóż, widać wyraźnie, co ceniło tamto towarzystwo. Zachowanie Bujaka, który zresztą swoją opublikowaną nieco wcześniej książkę zatytułował Przepraszam za Solidarność, pokazuje, jak błyskawicznie postępowała ideowa dewastacja solidarnościowego etosu w początkach III RP.”

 

I dalej - „Afera Rywina pokazała, że Michnik i Urban są nieomal nierozłączną parą, choć ich związek jest przez tego pierwszego skrzętnie skrywany. Kiedy w 2005 roku redaktor „Wyborczej” wracał z zagranicznego leczenia, na lotnisku oczekiwał go nie kto inny jak Urban i pierwszy wieczór w kraju spędzili razem w orientalnej restauracji na MDM. Zostali wtedy nagrani przez dziennikarzy „Wprost”. Michnik oburzał się, że w „Pulsie” o lustracji wypowiadał się „młody gnój”. Wspólnie z redaktorem „Nie” deklarowali obrzydzenie wobec nazwisk nowych, którzy pchają się na łamy i ekrany: „Oni wszyscy nazywają się dziś: Warzecha, Paliwoda, Perzyna, Jeżyna i Semka”. Refleks niechęci do motłochu, który wdziera się na salony, okazuje się właściwy dla arystokracji III RP z obu stron barykady Zresztą kwestie Michnika i Urbana można było zamienić. Mówili to samo tymi samymi słowami. Miałem wrażenie, że upodabniają się do siebie także fizycznie. Pojąłem, że właściwie „Nie” i „Wyborcza” prezentują taki sam przekaz. Innym językiem i w innej formie, ale podstawowa treść okazuje się identyczna”.

 

Jak kończy się jego opowieść o Michniku? Kolejnym obrazem, tym razem z restauracji „Sowa i Przyjaciele” – „Już od jakiegoś czasu zauważyłem, że redaktor „Wyborczej” coraz bardziej upodabnia się do postaci z nomenklatury, które stały się jego najbliższymi przyjaciółmi. Mój syn, Szymon, opowiadał, że widział go w ogródku restauracji Sowa i Przyjaciele. Działo się to w trakcie afery podsłuchowej. Autor Wśród mądrych ludzi pił wódkę w towarzystwie „podstarzałej, przebranej za artystów pary” — jak to ujął Szymon. Zachowanie wyglądało na manifestację. Chodziło pewnie o solidarność z tymi, których tu podsłuchano. Zdaje się, że tylko na taką solidarność i takie manifestacje stać go dziś. Był kiedyś wielki. Ale to było dawno. Dziś zachowuje się tak jak jego nomenklaturowi przyjaciele. Wykorzystując instytucjonalną potęgę swojej gazety i swojej pozycji, zaszczuwa procesami tych, którzy nie po jego myśli zinterpretują jego zachowanie. Onegdajszy żarliwy wyznawca wolności w ten sposób częściowo skutecznie restauruje cenzurę”.

 

Przytoczone fragmenty świetnie oddają styl książki, która w zasadzie jest zbiorem wielu mini esejów. Na pewno wszyscy, którzy chcieliby pojąć, co tak naprawdę stało się w Polsce w ciągu ostatnich 25 lat, powinni ją przeczytać, może wtedy tak jak Autor zrozumiemy, czemu nam się nie udało. Czemu Polska nie jest jeszcze Polską.

 

Jakiś czas temu Bronisław Wildstein gościł na spotkaniu klubu Nowa Szewska Pasja w Toruniu. Miał mówić o swojej książce ale zamiast tego przedstawił zwięźle charakterystykę przemian w Polsce po 1989 r., ich skutki oraz wynikające z tego miejsce Polski w Europie  http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=8205

 

Bronisław Wildstein, "Cienie moich czasów", Poznań 2015, Wydawnictwo: Zysk i S-ka, Liczba stron: 452, Format: 155 x 235 mm, ISBN: 9788377857014

 

/Kazia/



Nasze blogi:





Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną