Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Z Zuzanną Kurtyką, krakowską kandydatką do Senatu popieraną przez PiS, żoną prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który zginął w katastrofie lotniczej samolotu prezydenckiego w Smoleńsku - rozmawia Marek Bartosik
26.09.2011r.


      Czyta Pani internetowe opinie na temat swego wejścia do polityki?
Od czasu do czasu tak.

Co w nich Panią cieszy?
Przede wszystkim wyrazy poparcia i taka ciepła akceptacja tego co robię.

A coś w tych komentarzach boli?
A tak. Jest wiele opinii bardzo złośliwych, obrażających mnie. Bolesne są te, których autorzy uznają mnie za nienormalną, niepoczytalną.

Na czym polega przemiana, jaką Pani przeszła od 10 kwietnia 2010 r.? Ma ona jakieś pozytywne aspekty?


Nie. Prawdę mówiąc ta przemiana jest totalna. Przed katastrofą moje życie sprowadzało się do pracy i rodziny. Po katastrofie takie moje życie przestało istnieć. Po prostu.

Rodzina została...

Ale to już jest rodzina okaleczona. Dla mnie i dla Janusza miała bardzo dużą wartość. To, co się stało, generuje we mnie tylko głęboki ból.

A odnalazła Pani teraz w sobie coś, czego się Pani przed tą datą w sobie nie spodziewała?

Tak. Zawsze wydawało mi się i mówiłam to bardzo często, że nie będę mogła istnieć w momencie gdy mąż umrze, albo go przy mnie zabraknie. Stanowił fundament mojego funkcjonowania w świecie. Znaliśmy się ponad 30 lat, zawsze byliśmy z sobą i odkąd go znam dawał mi podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Można się było na nim w stu procentach oprzeć. Mogłam być pewna jego reakcji, zachowań, wsparcia duchowego. Czułam się przy nim całkowicie bezpieczna. Bałam się, że jak stracę to poczucie bezpieczeństwa, to absolutnie nie poradzę sobie z dalszym życiem. Ale okazało się, że sobie radzę...

A nadzieja na to, że życie może jeszcze dać Pani radość, przyszła?

Jeżeli chodzi o życie osobiste, to nie.

O to nie ośmieliłbym się pytać. Chodzi mi o wiarę w sens życia.

Znalazłam sobie formułę funkcjonowania przez wyznaczanie sobie i spełnianie kolejnych, konkretnych zadań. To jest metoda na przetrwanie. Ale nadziei na to, że będzie dobrze, miło, wesoło nie mam.

Na rok przed Smoleńskiem w mediach ukazała się informacja o romansie Pani męża. Rozumiem, że jego śmierć przyszła w trudnym okresie waszego małżeństwa, które przedstawia Pani teraz jako olbrzymią wartość. Jak tamta historia z romansem wpłynęła na przeżywanie odejścia męża?

Nie wpłynęła w żaden sposób. Historia romansu Janusza została spreparowana, by go skompromitować. Tylko i wyłącznie po to.

Od początku w to Pani uwierzyła?

Od początku.

Teraz próbuje Pani mężowi coś udowodnić?

Udowodnić? Nie...

Jest Pani pewnie teraz taka, jakiej nigdy nie znał?

Myślę, że znał.

Taką energiczną, bezkompromisową, zawziętą?

Tak. Jestem pewna, że nie jest zdziwiony moim zachowaniem.

Jest Pani teraz niesłychanie aktywna publicznie. Czy sprawność, jaką Pani przy okazji wykazuje, zaskakuje także Panią?
Tak, choć mojej aktywności nie nazwałabym niesłychaną. Ale swoją odwagą i uporem jestem zdziwiona.

Łapie się Pani czasem na złych emocjach? Myśli Pani źle o innych ludziach?

Nie nazwałabym tego uczucia złością, wielu ludzi raczej sprawia mi przykrość. Nie mam wyidealizowanej wizji ludzi, wiele dobrego się po nich nie spodziewam. Zdaję sobie sprawę z ich wad i wiem, że warunki, w jakich żyją, sprawiają, że mało kto jest zdolny wyzwolić się spod życiowych konieczności czy nacisków otoczenia. Jestem w stanie to zrozumieć i staram się nikomu nie szkodzić.

Co Pani myśli o ludziach, którzy teraz, czyli po katastrofie smoleńskiej, zagłosują na PO?

Padną ofiarą braku informacji albo dezinformacji - o tym, co się w naszym kraju naprawdę dzieje.

A co im przeszkadza, by uzyskać wiedzę taką, jaką ma Pani? Dysponuje Pani źródłami informacji niedostępnymi dla każdego z nas?

Nie mam takich źródeł. Ja tylko inaczej selekcjonuję wiedzę. To wymaga trochę pracy nad sobą. Trzeba przejrzeć dokładnie to, co się pojawia na portalach w internecie, poczytać więcej, spotykać się z ludźmi, czytać właściwe książki, a nie ograniczać się tylko do oglądania telewizji.

Nie boi się Pani, że ból, gorycz ograniczają Pani pola widzenia?

Nie rozumiemy się. Ja mówiłam o bólu czy smutku, ale to nie oznacza, że mam do kogoś pretensje. Przechodząc przez to osobiste nieszczęście wypracowałam sobie taki stosunek do spraw śmiesznych czy małych, że znacznie łatwiej mi się dystansować, bo patrzę na nie z oddali. Na przykład strona materialna istnienia człowieka nie ma dzisiaj dla mnie żadnej wartości. Cenię sobie za to kontakt z ludźmi, przyjaźnie, jakie przetrwały 10 kwietnia. Wszystko inne jest bez znaczenia.

Pani synowie dojrzewają. Nie obawia się Pani, że ten już trudny dla nich przez śmierć ojca moment, zostanie przedłużony, kiedy Pani działalność publiczna będzie ciągłym rozdrapywaniem tej rany?
Dlaczego spodziewa się pan rozdrapywania?

Przecież PiS domaga się ponownego zbadania katastrofy. Nie wyobrażam sobie, żeby Pani jako senator w tym nie uczestniczyła?
Dzieciom ofiar należy się prawda o śmierci rodziców. Moi chłopcy są tego świadomi. To mądre dzieci i bardzo w ostatnim roku wydorośleli.

Czy polityka zdążyła Panią już poparzyć?

Polityka to brzmi bardzo pejoratywnie. Dla mnie to praca na rzecz dobra wspólnego. Takiej polityki się nie obawiam.

Ale w realnej polityce, na jej wyidealizowaną postać miejsca jest bardzo mało.

Tak, ale przez całe życie starałam się dystansować od zakulisowych rozgrywek w pracy, plotek, obmów. Mam ogromną nadzieję, że jeśli uda mi się wejść do Senatu, to zdołam zachować się podobnie i stanąć obok tego, co mnie obraża, zniechęca.

A da się stanąć obok?
Jeżeli mi się to nie uda, to odejdę z polityki.

Czy były argumenty przeciwko kandydowaniu, które musiała Pani pokonać?
Zastanawiałam się jak ułożę sobie życie rodzinne. Bo muszę zająć się Krzysiem, czyli młodszym synem, który kończy podstawówkę. A po drugie, nie wyobrażam sobie bym mogła przestać być lekarzem. Chciałabym nadal leczyć dzieci chore na mukowiscydozę, bo jeśli je zostawię, to w Krakowie zostaną bez lekarza. Wszyscy mi mówią, że to skandal, że nadal pracuję, a nie biorę się za kampanię. Jednak do tej pory i z jednym, i z drugim nieźle sobie radzę. Ani praca, ani kampania na tym nie cierpią. Mam mniej czasu dla Krzysia, ale potem mu to wynagrodzę z nawiązką. Liczę, że gdyby mi się udało wygrać wybory, to będę mogła wiele mojej senackiej pracy wykonywać tutaj w Krakowie.

Nie czuje Pani onieśmielenia, gdy w swym programie umieszcza stanowcze słowa na temat reformy służby zdrowia. Ma Pani opinię dobrego pediatry, ale żadnego doświadczenia w kierowaniu służbą zdrowia?

Jestem od lat tak głęboko wciągnięta w codzienną pracę kliniczną w służbie zdrowia, że mam pełne prawo do takiego formułowania swych postulatów. Doskonale wiem z zawodowej praktyki jak to wszystko działa. Nie czarujmy się: menedżer tak naprawdę pojęcia o funkcjonowaniu szpitali czy przychodni specjalistycznych mieć nie może. A leczenie chorych wymaga bardzo głębokiej wiedzy i żaden menedżer nie jest w stanie ustawić tego leczenia tak, jak może zrobić to lekarz. Służba zdrowia to nie fabryka, bank.

Teraz ministrem zdrowia jest lekarz. W rządzie PiS był nim kardiochirurg, w rządzie SLD psychiatra. A jednak żadnemu z nich nie udało się doprowadzić do zmian, które by także Panią zadowalały. W czym jest Pani lepsza od nich wszystkim?
Mam swoje poglądy, potrafię ich bronić. A jeżeli ktoś próbuje mnie zmusić do ich zmiany jestem w stanie powiedzieć "dziękuję" i odejść. Moja przewaga jest w bezkompromisowości.

Chce Pani by pieniądze do służby zdrowia szły za pacjentem. To hasło, które słyszymy od kilkunastu lat. Nikomu, włącznie z rządami PiS, nie udało się tego zrobić. Wie Pani dlaczego?

Nikt się za to nie wziął, nawet nie spróbował. Zostało to tylko hasłem. Bo żeby je zrealizować trzeba ogromnej pracy i poświęcenia się tylko tej sprawie. I wcale nie jest powiedziane, że społeczeństwo skutki takiej zmiany zaakceptuje. Bo jego większość ciągle przyjmuje postawę, że mu się należy i już. A na efekty reform trzeba czekać.

Akceptuje Pani prywatyzację szpitali?
Na pewno nie klinicznych, prowadzących leczenie najbardziej skomplikowanymi, kosztownymi metodami. To nigdzie na świecie się nie udało. Podczas mojego stażu w świetnym szpitalu w Bostonie widziałam na każdym boksie na intensywnej terapii plakietki z nazwiskami fundatorów. Zaawansowane procedury wymagają tak kolosalnych pieniędzy, że żaden prywatny inwestor nie udźwignie podobnych wydatków.

Wygląda na to, że gdyby nie kwestia smoleńska i sprawy tradycji niepodległościowej, to z takimi poglądami mogłaby Pani należeć do PO.
Nie należę do partii i myślę, że tak zostanie. Nie planuję wstąpienia do żadnego ugrupowania.
Chce Pani likwidacji gimnazjów, twierdząc, że ich wprowadzenie do systemu oświaty doprowadziło do wzrostu agresji i patologii wśród dzieci. Skąd Pani czerpie wiedzę o skali tego problemu?
Z własnej codziennej pracy z dziećmi i ich rodzicami, a także z prasy... To codzienne doniesienia. Choćby dzisiaj czytałam w internecie historię 13-letniej dziewczynki, którą zamknięto w szpitalu dla psychicznie chorych, bo rzucała się z nożem na koleżankę.

Nie pamięta Pani, że w naszych starych, ośmioklasowych podstawówkach podobne sytuacje też się zdarzały?

Wady charakterów, namiętności mogą być w zależności od warunków albo wyciszane lub pogłębiane, wzmacniane lub osłabiane. Dawna podstawówka dawała dzieciom poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty. Autorytet nauczyciela, którego znali od początku, miał szanse na nie wpłynąć. Dzieci z klas starszych opiekowały się młodszymi.

Idealizuje Pani.
Nie. Nie zdarzało się, żeby klasy starsze istniały w szkole oddzielnie. I jeszcze jedno.... Po 1989 roku Polska zaczęła nadrabiać zapóźnienia wobec Zachodu. Przejęliśmy tamtejszy styl życia, a razem z nim przyszło wiele patologii społecznych i ogólne przyzwolenie na nią, które najlepiej widać w mediach.

Pamięta Pani czasy, kiedy media nie pokazywały zła? Czy wtedy go w Polsce nie było? Czy ono przychodzi do szlachetnego polskiego narodu tylko z zewnątrz?

Mówię tylko o jednym fragmencie życia...

Ale czy nie szuka Pani zbyt prostych, jak na przyszłego parlamentarzystę, diagnoz i rozwiązań?
Rozwiązania proste są najlepsze. Wikłając się w skomplikowane analizy i programy ryzykujemy, że wszystkie problemy staną się nierozwiązywalne.

Gdyby Pani miała wymienić powody, dla których zdecydowała się Pani kandydować...

Najważniejsze byłoby to, że staram się zbudować sobie nowe życie służąc ludziom i sprawom, które są dla mnie ważne. Jeżeli komuś pomogę, będzie to dla mnie zwyczajnie ważne. Dotąd satysfakcję dawało mi leczenie dzieci, zwłaszcza że one są bardzo wdzięczne. Każdemu życzę by mógł odczuć taką wdzięczność. Ideę służby dla państwa, dla historycznych wartości, wyznawał mój mąż. Czuję się zobowiązana, może nieudolnie i znacznie mniej skutecznie niż on, jakoś pomagać środowiskom niepodległościowym, które jemu zaufały, a teraz odwołują się do mnie.

Trzydzieści lat temu Pani kolegą z roku na Akademii Medycznej w Krakowie, a pewnie i z NZS był Bogdan Klich, który po raporcie Millera odszedł ze stanowiska ministra obrony. Kontaktowaliście się od czasów studenckich?

Nie, spotkaliśmy się przypadkiem na którejś uroczystości jakieś trzy lata temu

A po Smoleńsku?
Nie.

Jak Pani o nim teraz myśli?

Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo się zmienił.

Jakim go Pani pamiętała, a jakim się teraz okazał?

Bogdan był bardzo sympatycznym kolegą, który prowadził nasz uczelniany NZS. Wydawało mi się, że takie wartości jak walka z komuną, walka o suwerenną Polskę to były dla nas rzeczy ewidentnie wspólne. Teraz Bogdan zachowuje się tak, jakby te wszystkie wartości przestały być dla niego ważne.

To znaczy Polska, walka z komuną itd?
Dokładnie w tym sensie.

Żałuje Pani, że nie dojdzie między wami do wyborczego pojedynku?

Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.

zdjęcie: Wojciech Matusik

Wywiad: Link

Przeczytaj co o tym wywiadzie pisze Zuzanna Kurtyka w swoim pamiętniku wyborczym:Link




Komentarze
#1 | Stefania Pak dnia 26.09.2011
Pani Zuzanno! Przeczytalam powyzsze wspaniale komentarze i zreflektowalam sie, jak kobieta. Dlatego pozwoli Pani, ze przypmne najwazniejsze: zycie jest glownie po to, zeby zyc. Misje spelniamy, ale nie one sa zawartoscia zycia. Tylko czescia naszej aktywnosci. Przy calym szacunku dla Pani zaangazowania, poswiecenia, planow i programow, prosze nie zapomniec, ze najwieksze obowiazki ma Pani wobec siebie. To nie egoizm, to zadanie, jakie dal nam Bog, darujac czlowiekowi zycie. Pozdrawiam serdecznie i , spogladajac za i przed siebie, prosze z oczu nie tracic Zuzanny!
#2 | Wincenty Koman dnia 25.09.2011
Po ostatnim komentarzu, Nic dodać, Nic ująć! Powodzenia i Naprzód Pani Zuzanno!
#3 | Krzysztof Pasierbiewicz dnia 25.09.2011
W ramach komentarza załączam tekst jaki zamieściłem na Niezależnym Forum Publicystów Salon24 w marcu tego roku, który zadedykowałem Pani Zuzannie Kurtyce.

CZEGÓŻ INNEGO MOŻNA BYŁO OCZEKIWAĆ

Dedykowane Wielce Szanownej Pani Zuzannie Kurtyce

Zbliża się pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej.

Niestety, znacząca część społeczeństwa odnosi wrażenie, że Władze starają się pomniejszyć znaczenie tej apokaliptycznej narodowej tragedii. Wielu ludzi czuje, że ktoś nie chce im pozwolić na zamanifestowanie tego, co mają głęboko w sercach. Więcej, że ludzi wskazujących na wynikający z naszej narodowej tradycji związek między ofiarą i wolnością, którego symbolem jest krzyż, oskarża się o złe intencje.

Zamiast się rozpisywać, co może być tego przyczyną, zacytuję teraz słowa pewnego absolwenta historii z Uniwersytetu Gdańskiego:

"Pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, Dziejowe misje, polskie miesiące... Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-punury-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność"... Gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pietyzm, my krzyczymy Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); gdzie inni budują, kochają i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy... Polskość nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem. Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami, i trudno by było inaczej" (Donald Tusk, Polak przełamany, "Znak" 11/1987)"

Czegóż, więc innego można było oczekiwać skoro nami rządzi Premier, który jako 30-letni mężczyzna w sile wieku napisał, że „polskość to nienormalność”, że „polskość nas ogłupia, zaślepia i prowadzi w krainę mitu”, że „nasza polskość jest mitem”.

Na koniec zapytam, ilu jeszcze pamięta słowa z „Czerwonych maków na Monte Cassino”:

Czy widzisz ten rząd białych krzyży?
To Polak z honorem brał ślub,
Idź naprzód – im dalej, im wyżej,
Tym więcej ich znajdziesz u stóp. [...]
Bo wolność krzyżami się mierzy...

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

Żródło oryginalne:
http://salonowcy.salon24.pl/291444,czegoz-innego-mozna-bylo-oczekiwac
#4 | Artur dnia 25.09.2011
Jeden z bandy - tak ten wywiad zawiera pytania których dziennikarz z klasą by nie zadał. Niestety wielu ludzi wierzy w pewne rzeczy które nie miały miejsca, i dlatego jednak zamieściliśmy wywiad. Pozwól że nie będę rozwijał swej myśli, pozdrawiając w tym miejscu mojego ekskolegę - miłośnika Amielina - z pewnego portalu, który jest bardzo blisko redakcji pewnej gazety. O ile nas czyta. Pozdrawiam
#5 | Stefania Pak dnia 25.09.2011
"Polska, jaka znam i w jakiej zylem od urodzenia, to Polska zerwanej ciaglosci" (Ryszard Legutko, "Esej o duszy polskiej"Wink.

Pani Zuzanno! Ten cytat, lekko sparafrazowany, moglby byc najkrotszym opisem Pani obecnej sytuacji.
Decyzja o kandydowaniu do senatu powinna te ciaglosc znow ustanowic, bo i Pani, i my, winni jestesmy ofiarom katastrofy pamiec poprzez poznanie prawdy, zas zyjacym bedzie Pani przykladem odwagi w stawianiu pytan. Przesylam serdecznosci!
#6 | Jeden z bandy dnia 25.09.2011
Uwaga na brudne buciory.Sa pewne granice...Angry

"Są w życiu chwile piękniejsze niż wiersze
Piękniejsze niż słowa w pięknej piosence
Spełnią się wszystkie twoje marzenia
Jest w życiu miłość oprócz znużenia ..."
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną