Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Nie zamierzam oceniać postawy – skądinąd gorliwego, mocno związanego z Kościołem i cytowanego w tym miejscu przeze mnie – naczelnego redaktora „Frondy”, ale nie ukrywam, iż jestem w pewnej rozterce. Wywołał ją mój siostrzeniec (wprost niepoprawny prawicowiec i „katol”, wygląda, że obciążony genetycznie), prosząc, bym ustosunkował się do tego faktu. Zaczerpnąłem nieco opinii z pewnego tygodnika, ale i tam – co mnie w zasadzie nie zdziwiło – niewiele znalazłem. Na chwilę jednak przy tym się zatrzymam.
12.10.2014r.


„Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?”

      Ten fragment nasunął mi się, gdy przeczytałem o wizycie aktywnego katolickiego publicysty w „jedynie słusznej” stacji telewizyjnej, gdzie gospodarzem programu był ktoś, kogo nazwiska nie zwykłem wymieniać ze względu na fakt, iż – jak zabrzmiało to w klasyce polskiego kabaretu (Boże, gdzież te czasy, gdy satyrycy szanowali siebie i widzów, tworząc po prostu arcydzieła, a nie jakieś paskudne gnioty, nad którymi zapłakać by należało?) – „chamstwu należy sprzeciwiać się siłom i godnościom osobistom”. I przyznam się szczerze, że mam spory dylemat. Nie zamierzam oceniać postawy – skądinąd gorliwego, mocno związanego z Kościołem i cytowanego w tym miejscu przeze mnie – naczelnego redaktora „Frondy”, ale nie ukrywam, iż jestem w pewnej rozterce. Wywołał ją mój siostrzeniec (wprost niepoprawny prawicowiec i „katol”, wygląda, że obciążony genetycznie), prosząc, bym ustosunkował się do tego faktu. Zaczerpnąłem nieco opinii z pewnego tygodnika, ale i tam – co mnie w zasadzie nie zdziwiło – niewiele znalazłem. Na chwilę jednak przy tym się zatrzymam. Bardzo charakterystyczne są tam słowa: „Katolicki publicysta odegrał w tym medialnym show rolę wierzącego, który nie ma żadnych wątpliwości, zna odpowiedzi na wszystkie trudne kwestie i ponieważ odnalazł swoje miejsce, niczego już nie musi szukać. Przyjął pozę twardziela, próbującego przekonać widzów, że bycie praktykującym członkiem Kościoła sprawia, że życie staje się niemal bezproblemowe. To może i zaimponowało, (…) ale nie było całą prawdą o byciu człowiekiem wierzącym”.

      Nie bardzo zgadzam się ze stwierdzeniem, że ktoś – nawet głęboko wierzący – nie ma chwil zwątpienia. Ma. Nikt z nas nie jest wolny od takich odczuć. Wszyscy przecież mamy – większe lub mniejsze – wątpliwości. Nikt z nas nie ma też gotowych odpowiedzi na „wszystkie trudne kwestie”. I wreszcie, co jest chyba najbardziej nietrafionym stwierdzeniem, nie jest prawdą, że „niczego już nie musimy szukać”. Jerzy Liebert wspaniale wyjaśnia nam tę kwestię: „Uczyniwszy na wieki wybór, W każdej chwili wybierać muszę”. Nie ma „twardzieli” i nie ma „pewniaków”, a już na pewno nie ma „bezproblemowego życia”. I nie sądzę, by przyjmowanie takiej „pozy” przyniosło jakiekolwiek skutki dla widzów tamtego, skądinąd bardzo nędznego, programu. Historia pokazuje, że wielu zbyt pewnych siebie, którym zwyczajnie zabrakło pokory, marnie skończyło, choć świetnie się zapowiadali. Oczywiście nie jest to w najmniejszym stopniu jakakolwiek sugestia personalna, ale raczej przestroga dla nas wszystkich.

      Pozostaje jeszcze jeden wątek poruszanego przeze mnie zagadnienia. Ktoś może, wydawać by się mogło całkiem słusznie, stwierdzić: „A przecież Pan Jezus nie gardził celnikami i grzesznikami, a nawet ich odwiedzał”. To prawda. Nawet obiecał im zbawienie, jako nagrodę za prawdziwe nawrócenie („Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu” – rzekł do Zacheusza, celnika, czyli kogoś o dość kiepskiej reputacji). Ale trzeba tu zwrócić uwagę, że wielkim łukiem omijał niepokornych, cynicznych szyderców; niegodziwców pozbawionych podstawowych wewnętrznych uczuć, świadczących o przynależności do gatunku „homo sapiens”. Proszę zauważyć, że z własnej inicjatywy nie nawiedził np. Heroda czy Piłata, czyli – jak byśmy dzisiaj, raczej delikatnie określili – mało ciekawych „typów”, choć będących „na świeczniku”, bo z nimi się liczono. Doprowadzono Go tam siłą już po pojmaniu. Nie byli oni bowiem dla Pana, nawet w najmniejszym stopniu, partnerami do dyskusji (u jednego milczał, u drugiego wypowiedział niewiele słów, będących kwintesencją Jego ziemskiej misji), a wcześniejsza dobrowolna wizyta u tych panów, jak widać nie wchodziła w rachubę, bo – jak można się domyślać – uwłaczałaby Jego godności. Ten fakt winien dać nam wiele do myślenia.

      „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?” – czytamy w dzisiejszej Ewangelii. W tym wypadku – w moim przekonaniu – „stroju weselnego” brakło raczej nie zaproszonemu, ale zapraszającym. Jak czytamy gość omawianego programu: „(…)był swobodny, przyjazny, nawet dowcipny. Do tego modne okulary, dżinsy, ładna marynarka, luźne zachowanie – to wszystko sprawiło, że szybko wszedł w konwencję i przystosował się do reguł stworzonych przez gospodarza. (…) już na początku przypiął mu łatkę katocelebryty, co ewidentnie gościowi nie przeszkadzało. Przyjął postawę dialogiczną, w niektórych momentach wręcz pokorną. Zręcznie wymigiwał się od niewygodnych pytań lub powtarzał, że nie jest niczyim sędzią, by oceniać”. A mnie się wydaje, że to „wesele” było nie dla niego. Nie pomogła nawet zarówno zewnętrzna jak i wewnętrzna „maska(rada)”. Pozostał jakiś niesmak i wyraźne zdegustowanie, widoczne również u mojego krewniaka, człowieka bardzo młodego, któremu takie zachowania powinny przecież, zdaniem wielu, imponować. A jednak nie. Stwierdził on w konkluzji: „Niepotrzebnie pan, którego szanuję i cenię, poszedł w takie miejsce. Uważam, że przyniosło to więcej szkody niż pożytku”. Pewnie tak. Co więcej – pomimo wysiłków – tego faux pas niepodobna raczej wymazać. Przez to czuje się (zaznaczam, że nie oglądałem programu, a znam go tylko z recenzji i opinii internetowych) pewnego rodzaju niechęć (pewnie to za mocne słowo, ale jakoś nie nasuwa mi się w tym momencie żadne inne, może nieco delikatniejsze) do takich postaw. Być może. Takie są moje osobiste odczucia, chociaż nie stawiam się tutaj w roli kogoś wyjątkowo kompetentnego czy wręcz nieomylnego. A jak P.T. Państwo zapatrują się na tę kwestię? Zapraszam do polemiki. Chętnie przeczytam wszelkie opinie.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | XWM dnia 14.10.2014
Przepraszam, że dopiero dzisiaj (byłem "nieuchwytny" przez kilka dni) włączam się do dyskusji, której "rozmiary" przerosły moje oczekiwania. Bardzo dziękuję za cenne opinie, a zarazem cieszę się, że P.T. Państwo poruszyli tak wiele wątków wspomnianej problematyki. Jest ona na pewno złożona, ale opinia Państwa jest jednoznaczna. Żywię nadzieję, że omawiane wydarzenie, skądinąd chyba niezbyt fortunne, otworzy oczy na fakt, iż żyją wśród nas także tacy ludzie, którzy chcieliby więcej prostolinijności, szczególnie u osób publicznych. Pozdrawiam Wszystkich
#2 | Giaur dnia 13.10.2014
Mam takie samo zdanie jak Jacek Mruk. Nie wiem czy widzieliśmy tą samą dyskusję - ja widziałem z udziałem reżysera Grzegorza Brauna - ale wypowiedzi redaktora Terlikowskiego na temat judaizmu znokautowały mnie, tzn jego samego w moim odbiorze. Wydaje mi się, że tacy ludzie oglądają "Kod da Vinci" z wypiekami na twarzy. Po pobieżnym przeszukaniu internetu co do udziału red. T. w programie Wojewódzkiego uważam, że był to kogel-mogel chrześcijaństwa ze światem a skutek sianie zwątpienia.
#3 | Ka dnia 12.10.2014
Nie lubię Pana T. jest bufonowaty i sztuczny a jego niezdrowa ekscytacja różnymi "cielesnymi" tematami źle świadczy o stanie jego psychiki. Lubi widać tez lans skoro poszedł do programu osobnika, który prezentuje wszystko tylko nie dziennikarstwo. Mam wrażenie jak słucham opisanego dziennikarza że jest Kościół Katolicki potem długo nic i osobno stoi Pan T. który posiadł wiedzę o tym jak też KK powinien funkcjonować. Nie oglądam TV Republika a informacja kto został tam dyrektorem nie zachęca mnie do zmiany zdania. Pozdrawiam i dziękuję za znakomity wpis.
#4 | Jacek Mruk dnia 12.10.2014
Moje odczucia są zgodne z reakcją na bufonadę jaką się popisuje wymieniony dziennikarz.
Taki swoisty guru od wszystkiego, a w rzeczywistości od niczego.Kiedyś nawet go ceniłem , dopóki nie obejrzałem jego wystąpienia w dyskusji na temat kościół katolicki, a judaizm. Tam wyszedł z siebie i objawił swoje skłonności do judofilli, co stoi w sprzeczności z Wiarą Katolicką.
Całe szczęście że nie oglądam TV , bo nie natknąłem się na jego wypowiedzi.
Pozdrawiam
#5 | Kazia dnia 12.10.2014
Nie da się polemizować z Twoją opinią Arturze bo akurat jest właściwa. Red. Terlikowski mówi zawsze z zapałem, wręcz ekscytacją przez co staje się nieszczery i sztuczny. Zamiana red. Wildsteina na Terlikowskiego jest złym posunięciem, co widać po Frondzie, przestała byc swoiście elitarna stała się lekko sensacyjna i taka jednostajna. Dobrze że Ksiądz jednoznacznie odniósł się do postawy red. Terlikowskiego. Pozdrawiam
#6 | Artur dnia 12.10.2014
Świetny wpis - zmusza do myślenia i stawiania pytań. Nasuwa się kilka refleksji odnośnie postawy pana redaktora, którego osobiście nie darzę sympatią. Jego postawa w mediach jest antypatyczna, i odbieram ją jako sztuczną pozę. Egzaltowane wystąpienia, częste odniesienia do spraw związanych z seksualnością człowieka (którą uważam za sferę absolutnie prywatną) mnie wręcz irytują i moim zdaniem zasadniczym jest postawienie pytania czy mamy do czynienia z autentyczną postawą czy też swoistego rodzaju sposobem na zarabianie pieniędzy. Tak zwany potocznie "lans", głoszenie teorii, że nieważne co o mnie mówią ważne żeby mówili co owocuje odwiedzaniem takich programów o których ksiądz wspomina, mnie osobiście wręcz od tego pana odrzuca. Zmian jakie ostatnio zaszły w TV Republika nie uważam, w związku z tym, za pozytywne i chyba łatwo przewidzieć jak to się skończy dla tej telewizji. Tyle na gorąco, pewnie będzie dyskusja pod tekstem to jeszcze zabiorę głos, Pozdrawiam księdza
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną