Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Powróćmy jeszcze do „awansu” naszego przywódcy. Na jednym z portali wyczytałem opinię amerykańskiego eksperta ds. międzynarodowych i wykładowcy Lyndon B. Johnson School of Public Affairs. Lorinc Redei, bo o nim mowa, bardzo ostro krytykuje w swoim tekście dokonane w Brukseli wybory. A tak na marginesie, od dość dawna się zastanawiam, jak ów wybór wygląda?
21.09.2014r.


„Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

      Nie wszyscy o tym pamiętają, bo niektórzy nie chcą pamiętać, albo zapamiętać się im nie pozwala. Wszyscy ostatnimi czasy jesteśmy wręcz bombardowani wieścią i wynikającymi z niej najwspanialszymi konsekwencjami. Mam oczywiście na myśli wybór na Przewodniczącego Rady Europejskiej (gdy piszę ten tekst to jeszcze urzędującego) premiera naszego kraju. I chociaż nigdy jakoś nie należałem do jego zagorzałych zwolenników, potrafię bezstronnie przyznać, iż jest to niewątpliwie wyróżnienie dla mojej nacji i na swój sposób nawet z tego się cieszę. Cóż, kiedy tę radość przesłaniają mi ci, którzy w swoim bezkrytycznym i wręcz odrażającym wazeliniarstwie, usiłują z tego faktu uczynić wręcz epokowe wydarzenie. Jakiś (wybaczcie) debil(ka) wymyślił, że można go porównać z wyborem kard. Wojtyły na Papieża. Ja już pomijam wszystko inne, a zatrzymam się tylko na jednym – wręcz bluźnierczym – aspekcie takiego przedstawiania sprawy. Wcale nie przesadzam. Chyba zapomniano (zapewne celowo), iż Jan Paweł II w tym roku został ogłoszony Świętym Kościoła rzymskokatolickiego. W świetle wiary, którą wyznają przynależący do tejże Instytucji, stawianie Osoby kanonizowanego Ojca św. na równi z kimś, kogo proces beatyfikacyjny jeszcze się nie zaczął (za życia nie ma takiej możliwości) może ocierać się naprawdę o bluźnierstwo. Być może kiedyś przyszłe pokolenia doczekają się bł. Donalda, ale nam pewnie nie będzie dane przeżywać tej (nie)wątpliwej radości. Póki co wydaje się, że jeszcze dość daleka droga do tego niebiańskiego awansu. Oczywiście każdy ma szansę, a nawet powinien dążyć do świętości i wcale z tego grona nie wykluczam dotyczącego, bo nie ja jestem od oceniania cudzych postaw, ale niech nie czynią tego też inni, absolutnie do tej funkcji nieuprawnieni. Ale oni nie chcą o tym pamiętać. Obrzydliwi klakierzy, dla których każda sposobność zyskania przychylności u szefa, nawet kosztem swojej godności, jest dobra. Jeden, w porywie chyba szaleństwa, krzyknął: „Habemus presidentum Europa!”, profanując (nie boję się tego określenia) formułę ogłoszenia nowego Biskupa Rzymu. I to zarówno merytorycznie, jak i gramatycznie. Niedorzeczność co do treści jest tak wyrazista, że nie trzeba w tym miejscu jakoś szczególnie jej uwypuklać. Pozostaje drugi aspekt. Czyżby zbyt częste było przebywanie w Pałacu Prezydenckim, a tam – jak wiadomo – z gramatyką (polską) bywało różnie. Nie przypuszczam bowiem, by absolwent Oxford University nie wiedział, że drugi przypadek winien zabrzmieć: „Europae!”, właśnie z charakterystycznym dla języka łacińskiego dyftongiem na końcu, wymawianym jak polskie „e” (na nagraniu, co można sprawdzić, wyraźnie słuchać na końcu samogłoskę „a”). Chciałoby się rzec: „Disce puer latinae!”, ale gdzież bym śmiał w ten sposób zwrócić się do tak wybitnego jegomościa. Nie będę się więc czepiał „drobiazgów”, bo – jak można sprawdzić na innym miejscu – w formie pisanej jest już poprawna wersja. Chociaż nie wiem czy poprzednik na dyplomatycznym stolcu, ksywa „profesor(?) od wszystkiego”, nie użyłby innego określenia, którego mnie przytaczać w tym miejscu nie przystoi, a poza tym nie chcę się zniżać do takiego poziomu. W każdym razie ewidentne jest skojarzenie z pewną miejscowością w województwie świętokrzyskim, gdzie wybudowano – piękne skądinąd – Europejskie Centrum pewnego sympatycznego zwierzaka, dla uczczenia jego poszukiwawczych wysiłków miejscowości, gdzie „kozy kują”.

      Powróćmy jeszcze do „awansu” naszego przywódcy. Na jednym z portali wyczytałem opinię amerykańskiego eksperta ds. międzynarodowych i wykładowcy Lyndon B. Johnson School of Public Affairs. Lorinc Redei, bo o nim mowa, bardzo ostro krytykuje w swoim tekście dokonane w Brukseli wybory. A tak na marginesie, od dość dawna się zastanawiam, jak ów wybór wygląda? Czy rzeczywiście zachowywane są wszelkie, podstawowe standardy demokracji? Czy to jest naprawdę wybór czy raczej nominacja, bo i taka nomenklatura jest tutaj używana? Jeśli zaś nominacja, to dlaczego nam się wmawia, że taka jest wola całej Unii? Sporo jest tych pytań. Muszę się w tej materii nieco „podszkolić”, bo przyznaję, że nie mam wystarczającej wiedzy na ten temat. Powróćmy do opinii amerykańskiego eksperta. By nie być posądzony o jakąś stronniczość lub swoisty defetyzm, przytoczę tylko kilka zdań, a zainteresowanych odsyłam do źródeł (oczywiście internetowych): „Decyzje personalne podjęte na ostatnim szczycie UE mówią wiele o jej obecnych przywódcach. Nie chcą widzieć na kluczowych stanowiskach polityków, którzy mogliby postawić interes wspólnoty ponad interesami państw członkowskich. Bez względu na to, czy kierowali się oni ignorancją, czy strachem, to konsekwencje tej decyzji odczują zwykli obywatele. To będzie katastrofa. Samodzielnie krajom UE brakuje siły, a razem - ambicji. (…) Przekaz płynący z tej nominacji jest jasny. Liderzy krajów Unii Europejskiej wolą, żeby na czele instytucji stały osoby, które nie będą specjalnie naciskały na to, by to perspektywa europejska była ważniejsza od interesów poszczególnych państw".

      Na koniec jeszcze raz podkreślę, że jako Polak autentycznie cieszę się z wyróżnienia polskiego polityka i jego awansu na europejskich salonach. Pozostaje kwestią otwartą, co z tego wyniknie dla mojej Ojczyzny? Oby jak najwięcej, bo ona tego bardzo potrzebuje. A mogą być naprawdę wymierne efekty wynikające z tego faktu, o ile nasz „wódz” nie zapomni o Chrystusowej przestrodze: „Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Kazia dnia 21.09.2014
Zwrócił Ksiądz na ciekawy problem - sposób wyłaniania kandydatów na czołowe stanowiska UE. Skoro są mianowani a jeszcze głównie przez Niemcy, to prestiż staje się jakby mniejszy... A co do odmiany łacińskiego określenia i znaczenia stanowiska D. Tuska to widziałam gdzieś fajny komentarz: "Habemus Rompuyam" - i to wyrażenie pokazuje różnicę.
Pozdrawiam
#2 | Artur dnia 21.09.2014
Pięknie ksiądz wypunktował poziom wiedzy absolwenta Oxfordu Smile. Myślę że z wiedzą z innych przedmiotów może być podobnie, w każdym razie z savoir vivre na pewno. Pozdrawiam księdza serdecznie.
#3 | Jacek Mruk dnia 21.09.2014
W przeciwieństwie do Księdza radości wyrażać nie mam powodu, ponieważ sabotażysta Polskiej gospodarki i racji stanu dostał w nagrodę stołek od Angeli .
Że Papieża wybierają kardynałowie poprzez natchnienie Ducha Świętego wiadomo dla wierzących. Natomiast że diabeł macza palce przy wyborach komunistycznych POpaprańców widać po ich owocach.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną