Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

I druga relacja. Tym razem z portalu internetowego, którego trudno posądzać o sympatie względem katolicyzmu, a także wszystkich i wszystkiego co jest z nim związane. Aż dziwi, że tego rodzaju wywiad w ogóle się ukazał. Szkoda, że takich artykułów jest jak na lekarstwo.
27.07.2014r.


„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę”.

      Zdecydowanie można powiedzieć, że taki „skarb ukryty w roli” odkryli dwaj kapłani, którym chciałbym dzisiaj poświęcić moje rozważanie. Zapewne sami dotyczący nie chcieliby jakiegoś specjalnego, wielkiego rozgłosu, ale naszą rolą jest wyszukiwanie takich „pereł” i ukazywanie ogółowi. Z pewnością będzie to, z o wiele większym pożytkiem, zwłaszcza dla młodego pokolenia, niż nagłaśnianie prawdziwych lub wyimaginowanych skandali, o których społeczeństwo w znakomitej większości słuchać już nie chce. Chcielibyśmy bowiem zapatrzyć się na postacie, które wnoszą w naszą codzienność (skądinąd zwykle mało przyjemną, bo „miłościwie panujący” skutecznie się o to starają) promień prawdziwego ludzkiego piękna; tego wewnętrznego piękna, za którym – często może bezwiednie – wciąż tęsknimy. A tych pozytywnych przykładów – jak na lekarstwo. I to nie tylko ze względu na fakt ich braku, lecz z powodu dziwnego reglamentowania tego, co powinno być eksponowane w bardziej wyrazisty sposób. Chcę więc zaradzić tym wyraźnym manipulacjom.

      Niedawno w jednym z tygodników katolickich ukazał się poruszający artykuł poświęcony osobie niezwykłej – śp. ks. Piotrze Błońskim. Święcenia kapłańskie przyjął w Boże Narodzenie 2013 r., pół roku wcześniej niż cały jego rocznik. Pośpiech ten spowodowała choroba nowotworowa, którą stwierdzono u niego na trzecim roku Seminarium Duchownego. Przez pół roku, po święceniach, był wikariuszem parafii katedralnej w Płocku. Zmarł 30 czerwca ubiegłego roku. Żegnając go, bp płocki Piotr Libera powiedział m.in.: „Wielu poznało Cię, Piotrze, po śladach gwoździ Twojego cierpienia, gdy przyszli tu do katedry i natrafili na Twoją z trudem odprawianą Mszę, na świadectwo podczas rekolekcji. Mówiłeś tu wtedy, że w chorobie uczyłeś się powtarzać „Bądź wola Twoja. Bądź wola Twoja, Panie”. To stało się mottem Twojego kapłaństwa. (…) My chrześcijanie nie szukamy cierpienia. Ty też go nie szukałeś. Ale uczyłeś się i nauczyłeś się mówić z prostotą: „Bądź wola Twoja. Panie!” (…) Oddałeś wtedy wszystkie myśli i wątpliwości Panu Bogu. I poprosiłeś o święcenia. Nie miałeś zdanych jeszcze wszystkich egzaminów, nie odbyłeś „kanonicznych” rekolekcji. Ale nie miałem najmniejszych wątpliwości, że swoim stylem przeżywania cierpienia zaliczyłeś z najwyższą oceną egzamin do kapłaństwa; że w Ogrojcu swoich zmagań przeżyłeś najwymowniejsze rekolekcje. Ile razy pytano Cię w tych miesiącach: „Piotrze, jak się czujesz?”, niemal zawsze z Twoich ust, ust wycieńczonego, często zmęczonego bezsenną nocą neoprezbitera, padała ta sama odpowiedź: „Dobrze, dobrze się czuję.. Jadę do katedry, odprawię Mszę św., potem będę spowiadał”. (…) Piotrze, wierzę, że jesteś w gronie błogosławionych w niebie”. Piękne świadectwo biskupa o kapłanie, którego wyświęcił „na życzenie”; o kapłanie, który wiedział, że „królestwo Boże jest bezcennym skarbem ukrytym w roli” (w jego przypadku cierpienia); o kapłanie, który w tak krótkim czasie posiadł prawdziwą Bożą mądrość, wiedząc, że tylko ludzie ewangelicznie mądrzy są gotowi oddać wszystko, co posiadają, by mieć szansę ją osiągnąć.

      I druga relacja. Tym razem z portalu internetowego, którego trudno posądzać o sympatie względem katolicyzmu, a także wszystkich i wszystkiego co jest z nim związane. Aż dziwi, że tego rodzaju wywiad w ogóle się ukazał. Szkoda, że takich artykułów jest jak na lekarstwo. Ale nie będę marudził. Dobre i co. Wywiad przeprowadzono z ks. dr. Janem Kaczkowskim, 37-letnim kapłanem, mieszkającym w Sopocie i w Pucku, moralistą i bioetykiem, założycielem i prezesem Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio, współzałożycielem zespołu szkół im. Macieja Płażyńskiego w Pucku, odznaczonego Krzyżem Kawalerskim Orderu "Polonia Restituta", watykańskim orderem "Curate Infirmos" i Orderem za Zacność. Podobnie jak ks. Piotr zachorował na nowotwór. Napisał książkę pt.: „Szału nie ma, jest rak”. Cały wywiad jest niezwykły i głęboko poruszający. Przytoczę krótkie jego fragmenty. Dziennikarka zapytała księdza czy czasem płacze. Oto odpowiedź: „Tak, zrobiłem się bardzo miękki. Płakanie jest bardzo męskie, ale ja nie płaczę nad sobą. Wzruszam się bardzo. Jak widzę małe dzieci, jak sobie śpiewam moje ulubione pieśni pobożne - mam takich kilka, jak spotykam bardzo dobrych ludzi. Nie rozpaczam. Jest to raczej płacz szczęścia i takiego też dziękczynienia Panu Bogu, że mnie jeszcze na tym świecie nosi. I mam tylko jedną prośbę do niego. Żebym maksymalnie długo mógł być świadomy. Bo tego się najbardziej boję. Żebym mógł do końca przyjmować komunię świętą. Żebym mógł odprawiać mszę. Żebym był przydatny, żebym chociaż ostatnim jednym palcem udzielał rozgrzeszenia. Boję się tego, że będę nielogiczny. Jeżeli mi tego oszczędzi, to będę mu bardzo wdzięczny. (…)Jestem w pewnym procesie. Nie jest tak, że od razu to wszystko poukładałem. Postanowiłem, że bez względu na wszystko tę końcówkę życia, która mi została, będę żył na pełnej petardzie. Będę pracował więcej niż muszę. Oczywiście mam pełną świadomość, że ta nadaktywność może skrócić moje życie. I to jest mój świadomy dar. Tylko tyle mogę dać. Przede mną jeszcze jedna próba, próba zaufania. To znaczy zaakceptować to, że kiedyś mogę być zupełnie bezradny, bezbronny. Czy będę wtedy potrzebny? Co taki nieprzytomny i nielogiczny ksiądz może dać innym? Co może dać innym osoba nieprzytomna, mogąca być odrażająca? Skoro każdy człowiek wezwany jest do dawania, może bezbronność, w której powierzę się innym, ufając, że takiego mnie nie odrzucą? Może ta bezbronność otworzy ich na dobro? Ale to dla mnie jeszcze za wcześnie. Na razie mogę obiecać, że będę starał się być lepszym człowiekiem i księdzem niż do tej pory.”

      I znów mamy przykład pięknego człowieczeństwa, tego niezwykłego skarbu dla wielu „ukrytego w roli”. Dla wielu, ale nie dla księży: Piotra i Jana. Oni go znaleźli. Szukajmy i my, zwłaszcza wtedy, gdy wydaje nam się, że w ogóle go nie ma, albo jest gdzieś bardzo, bardzo daleko. Nie, on już tuż, tuż, na wyciągnięcie dłoni.


/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | XWM dnia 27.07.2014
Podobnych przykładów jest bardzo wiele i nie tylko wśród duchownych. Podjąłem się opisania tych ostatnich nie ze względu na "przynależność zawodową", ale głównie dlatego, że ukazuje się nas głównie jako... . Ale pociesza mnie fakt, że coraz mniej jest chętnych na takie jednostronne spojrzenia. Pozdrawiam
#2 | Artur dnia 27.07.2014
Piękne postawy, bardzo dobrze że ksiądz je "wyciąga" na światło dzienne" w końcu ludzie kościoła to nie tylko "ksiądz" Lemański.. Pozdrawiam serdecznie w upalny dzień
#3 | Jacek Mruk dnia 27.07.2014
Pokora w doznawaniu cierpienia jest wyjątkowa i tylko nieliczni potrafią się z nią zmierzyć. Dobrze że Bóg wybiera też ludzi , którzy potrafią dawać dowody pokory w cierpieniu, a może to nieliczni ludzie dorośli do WIARY.
Pozdrawiam
#4 | Kazia dnia 27.07.2014
Dziękuję Księdzu za te bardzo ludzkie wspomnienia, świadectwa obu kapłanów, ludzi, mężczyzn, którzy odktryli i oddali swoje pełne i dojrzałe człowieczeństwo. I tylko szkoda, że najczęściej wzrastanie poprzedza cierpienie, a rzadko chwile szcześcia. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną