Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Wspólnie z rocznikowymi kolegami rozpoczynaliśmy „bycie” księżmi, a co za tym idzie, podejmowaliśmy pracę duszpasterską w czasach bardzo trudnych. Przecież właśnie wtedy został zamordowany bł. ks. Popiełuszko, a Polska dopiero podnosiła się z mroków stanu wojennego. Nie było łatwo.
15.06.2014r.


„Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony…”.

      I znów powracamy do tematyki, będącej skądinąd fundamentem większości rozważań zamieszczanych w tym miejscu. Zresztą nic dziwnego, bo jest to w zasadzie podstawowy punkt odniesienia do wszelkiej zadumy nad naszym życiem. Przytoczone dzisiaj zdanie jest dość wyraziste, wręcz rygorystyczne. Trudno się dziwić, bo dotyczy fundamentu naszej egzystencji, której wiara nadaje sens. Stąd zadaniem dzisiejszych duchownych jest jej głoszenie i to wbrew tym wszystkim, którzy chcieliby dzisiejszy świat budować na tworzonych przez siebie podstawach. Powracam w tej chwili myślami do podniosłej uroczystości, którą miałem okazję przeżywać przed kilkoma tygodniami. W parafii pw. św. Pawła Apostoła w Bochni bp Jan Piotrowski udzielił święceń diakonatu dwunastu młodzieńcom, gotowym podjąć się trudnego wyzwania. Dlaczego trudnego? Może o tym później. Najpierw podzielę się osobistymi refleksjami, jakie wówczas mi towarzyszyły. Myślę, że nie było tam kapłana, niezależnie od „stażu”, który nie wróciłby pamięcią do chwili, kiedy sam przyjmował święcenia; do chwili jedynej w swoim rodzaju, niezapomnianej. W moim przypadku było to przed trzydziestu laty, choć tak naprawdę trwa do dziś. Wspólnie z rocznikowymi kolegami rozpoczynaliśmy „bycie” księżmi, a co za tym idzie, podejmowaliśmy pracę duszpasterską w czasach bardzo trudnych. Przecież właśnie wtedy został zamordowany bł. ks. Popiełuszko, a Polska dopiero podnosiła się z mroków stanu wojennego. Nie było łatwo. Bezpieka bardzo się nami interesowała, a – korzystając ze swoich wyrafinowanych metod – usiłowała niszczyć wszelkie nasze poczynania i nas osobiście. Niestety, w wielu przypadkach jej się to udawało. Ale może będzie okazja jeszcze do tej tematyki powrócić. Zaś dziś powróćmy do tych młodych – użyję tu swoistego określenia – duszochwatów, których odwagę należy podziwiać. Dlaczego? Zastanawiałem się, czy będzie im łatwiej niż nam kiedyś? Nie sądzę. Bardzo ich podziwiam. W czasach, gdy: tu i ówdzie (nie tylko gdzieś bardzo daleko od naszej Ojczyzny) widać, że nie są przestrzegane prawa i wolność ludzka (mam na myśli m.in. poszanowanie wolności religijnej); rozwijają się agresywne ideologie i sekty; uderza się w wewnętrzne życie rodziny; popiera się terroryzm (nie tylko ten militarny, ale – co chyba równie niebezpieczne – doktrynalny); stawia się bardziej na „mieć” niż „być”; dyskryminuje się różne „niewygodne” grupy społeczne (np. patriotów, wierzących, uczciwych, dążących do prawdy itp.); nie reaguje się, albo wręcz popiera, patologie społeczne; nie robi się nic w tym kierunku, by zahamować masową emigrację „za chlebem”, co staje się przyczyną wielu osobistych i społecznych dramatów; nie usiłuje się – poprzez mądre i odpowiedzialne rządy – przeciwdziałać kryzysowi demograficznemu; brak reakcji na egoizm ekonomiczny „wybranych” (czytaj: nietykalnych przez prawo); nie próbuje się przeciwdziałać szkodliwej indoktrynacji dzieci i młodzieży, nie ma prawnej ochrony dla życia tych, którzy sami obronić się nie mogą… itd. Tych współczesnych zagrożeń można wymieniać jeszcze bardzo wiele. I w takim anturażu będą musieli odnaleźć się ci, którzy właśnie rozpoczynają drogę kapłańską. Nie ulega wątpliwości – zadanie szalenie wymagające i – co tu ukrywać – mozolne (jakkolwiek by nie rozumieć tego określenia). Ale zarazem piękne. Ten paradoks jest tylko pozorny, bowiem praca – nie tylko kapłańska – im trudniejsza, ale wykonana sumiennie daje nie tylko satysfakcję, ale także autentyczną radość. Współcześni kapłani nie mają nic łatwiej niż ich poprzednicy. Myśmy musieli robić wszystko, by rozrywać bezbożną „czerwoną pajęczynę”, a ich czeka niezwykle uciążliwa walka z podstępnym „najeźdźcą”, często przybierającym postać bratniej duszy czy wręcz kumpla. Ale tę walkę podjąć muszą. W przeciwnym razie nie zrealizują swego powołania. Tak było od zawsze. Bardzo lubię powracać i przytaczać słowa św. Bonifacego, biskupa i męczennika, a zarazem reformatora Kościoła (widać tacy byli i są potrzebni od zawsze), żyjącego na przełomie VII i VIII w. Niby tak dawno, a przesłanie jakże aktualne. Jako troskliwy pasterz, dbający o swoją owczarnię pisze w jednym ze swoich listów: „Kościół jest jakby wielką łodzią płynącą po morzu tego świata. Gdy uderzają weń liczne fale doświadczeń, nie wolno jej porzucać; trzeba natomiast kierować. Przykłady tego znajdujemy u pierwszych Ojców: Klemensa, Korneliusza i wielu innych w Rzymie, Cypriana w Kartaginie, Atanazego w Aleksandrii. Za czasów pogańskich cesarzy kierowali łodzią Chrystusa, Jego umiłowaną Oblubienicą, to jest Kościołem, nauczając, broniąc, pracując i cierpiąc aż do przelania krwi. (…)Stańmy do walki aż do nadejścia dnia Pana, albowiem "przyszły na nas dni utrapienia i ucisku". Jeśli tak się Bogu spodoba, oddajmy życie za święte prawa naszych ojców, abyśmy zasłużyli na wieczne z nimi dziedzictwo. Nie bądźmy jako nieme psy, nie bądźmy milczącymi gapiami, najemnikami uciekającymi przed wilkiem, ale pasterzami troskliwymi, czuwającymi nad owczarnią Chrystusa. Dopóki Bóg udziela nam siły, głośmy całą prawdę Bożą wielkim i małym, bogatym i ubogim, ludziom wszelkiego stanu i wieku, w porę i nie w porę. Tak właśnie polecił czynić święty Grzegorz w swej księdze Reguły pasterskiej”.

      Wymagania ciężkie, a dla wielu wręcz niemożliwe do zrealizowania. Jestem jednak przekonany, że – przy Bożej pomocy (a przecież bez niej pracy kapłańskiej nie sposób sobie wyobrazić) – jak najbardziej wykonalne. Wystarczy wspomnieć, że ceną za ich urzeczywistnienie jest ludzkie zbawienie. Przecież; „Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony…”. Pamięta o tym, a przynajmniej winien pamiętać każdy pasterz. Nie może też zapomnieć, że: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Nieskończona Boża miłość pozwala zwyciężać wszystko. I w niej nasza moc.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | cunik dnia 16.06.2014
Ja też chciałem złożyć księdzu najlepsze życzenia łask Bożych, wszystkich darów Ducha Św i zdrowia z okazji "perłowego" jubileuszu posługi kapłańskiej. Takich księży nam trzeba w parafiach i oczywiście na naszym portalu. Czy młodzi diakoni są odpowiednio ukształtowani czy to w rodzinach czy w Seminariach aby oprócz posługi czysto duchowej, zaszczepiać młodzieży i parafianom tak niemodne w mediach wartości jak patriotyzm, dbanie o bliźniego. Z moich obserwacji wynika, że księża a nawet cześć biskupów nie chce się narażać i jak mi się wydaje trzyma "stronę rządową". Ksiądz Małkowski jest jednym z nielicznych wyjątków, który potwierdza moją tezę.
#2 | XWM dnia 15.06.2014
Bardzo Państwu dziękuję. Tak naprawdę zupełnie przypadkowo nawiązałem do tego 30-lecia, ze względu na treść rozważania. Przecież nie jest to jakiś, w ścisłym tego słowa znaczeniu, jubileusz. Ale za miłe słowa jestem ogromnie Państwu wdzięczny. Myślę, że te pochwały tak nie do końca są zasłużone, bo nie jestem jakimś wybitnym literatem, tylko zupełnym amatorem w tym względzie. Ale, jeśli moje teksty sprawią, że choćby jedna osoba zastanowi się nad ich przesłaniem, oznacza to, iż spełniły swoją rolę. Serdecznie pozdrawiam.
#3 | Artur dnia 15.06.2014
Wymagało to na pewno wielkiej odwagi, pamiętam tamte czasy, zmasakrowane zwłoki ks. Jerzego, zezwierzęcenie Piotrowskiego na procesie... Pomyśleć, że człowieka odpowiedzialnego za tamtą zbrodnię pochowano z honorami, skandal.

Zawsze z wielką przyjemnością czytam wpisy księdza. Są przemyślane i kompletne. I zawsze cieszę się, że ksiądz dołączył do grona naszych blogerów, którzy mają wyrobioną solidną markę i odpowiedni poziom. Pozdrawiam księdza i gratuluję 30-tej rocznicy.
#4 | Ka dnia 15.06.2014
Wszystkiego najlepszego, gratulacje!

YouTube Video
#5 | Kazia dnia 15.06.2014
Najpierw - najserdeczniejsze życzenia! Wielu łask bożych i pomyślności a także 100 lat oczywiście na naszym portalu Smile

Co do Księdza jak zwykle - znakomitego tekstu - postać bł. księdza Jerzego od początku w przedziwny sposób wiąże się z naszym portalem a nawet - a raczej z osobami, które nasz portal zespalają. Pozdrawiam.
#6 | Jacek Mruk dnia 15.06.2014
Stając zdecydowanie w obronie Boga , Wiary i Ojczyzny, sprawimy że znikną w Kraju wszelkie zgnilizny.
Wielu nie odróżnia życia wiecznego od doczesnego i dlatego skupiają się na graniu w życiu.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną