Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Często mamy już dość i chcemy krzyczeć: „A myśmy się spodziewali…”. Czego? Ano, że będzie łatwiej, może wygodniej, prościej, spokojniej itp. A tu masz? Bywamy coraz bardziej zagubieni. Tak nam mieszają w głowach, że już nie wiemy co mamy myśleć. Przykład z ostatnich tygodni. Pod koniec marca, zwolennicy pewnej opcji, której wymienienie z nazwy nie licowałoby z powagą i wartością tegoż Portalu, zorganizowali uliczne „przedstawienie”, którego głównym motywem była - w ich rozumieniu „męczeńska” - śmierć pierwszego (wedle ich oceny) polskiego ateisty.
04.05.2014r.


„O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia…”.

      Gdy czytam lub słyszę tę ewangeliczną perykopę brzmią mi w uszach słowa wybitnego ordynariusza tarnowskiego ks. abpa Jerzego Ablewicza, które wypowiedział przed trzydziestu laty. Skierował je do ówczesnych kandydatów do święceń (m.in. także do mnie). Nawiązując do wypowiedzi Pana stwierdził, że tłumaczenie w tym względzie jest bardzo subtelne i delikatne. Jezus bowiem nie miał zwyczaju ubierać w piękne słówka czegoś, co należało powiedzieć otwarcie i bez udawania. Otóż trzeba raczej rozumieć, wedle zapamiętanej przeze mnie egzegezy biskupiej, iż Pan zwrócił się do uczniów mniej więcej w tym sensie: „Jacy wy jesteście naiwni i głupi. Przecież w tym wszystkim zupełnie nie o to chodziło. Mesjasz miał zupełnie inną misję do spełnienia i zrealizował ją w sposób najdoskonalszy. Owszem miał odkupić Izraela, ale nie w sensie – jak wy to pojmujecie – czysto politycznym, ale głównie wewnętrznym, duchowym. I zwyciężył, chociaż do tej wiktorii droga wiodła przez mękę i śmierć. Ale taka właśnie była Boża ekonomia zbawienia. I wy tego nie rozumiecie?! Czegoście się spodziewali? Zbrojnego powstania? Obudźcie się w końcu! Najwyższa pora, by zrozumieć, że zwycięstwo przychodzi przez krzyż! Ale właśnie dlatego jest ono jedyne w swoim rodzaju, niepodważalne i ostateczne”.

      To takie – dla niektórych może dość dowolne – próby rozumienia przesłania dzisiejszej Ewangelii. Ale, niejako zdopingowany przez wspomnianego arcybiskupa, próbuję odnieść owo wydarzenie do dzisiejszych czasów. W jakimś sensie każdy i każda z nas zmierza bowiem do bliżej nieokreślonego, współczesnego Emaus i też miewa rozterki, jak Kleofas i jego kompan. Tym bardziej, że – podobnie jak im – nie jest łatwo zmierzyć się z nie mniej trudnymi wyzwaniami. Często mamy już dość i chcemy krzyczeć: „A myśmy się spodziewali…”. Czego? Ano, że będzie łatwiej, może wygodniej, prościej, spokojniej itp. A tu masz? Bywamy coraz bardziej zagubieni. Tak nam mieszają w głowach, że już nie wiemy co mamy myśleć. Przykład z ostatnich tygodni. Pod koniec marca, zwolennicy pewnej opcji, której wymienienie z nazwy nie licowałoby z powagą i wartością tegoż Portalu, zorganizowali uliczne „przedstawienie”, którego głównym motywem była – w ich rozumieniu „męczeńska” – śmierć pierwszego (wedle ich oceny) polskiego ateisty. Już na wstępie informacji byłem zaskoczony, bo i chwalić nie bardzo się jest czym, skoro na pojawienie się tego „polskiego Giordano Bruno” – jak go określają – musieli czekać aż do początku XVII w. Czymże się chwalić, skoro pierwsi chrześcijanie ginęli niemal od początku naszej ery. Ale pomińmy te dywagacje. Nie jestem historykiem, więc nie znam dokładnie dziejów owego pana. Poszperałem w internecie i ubogaciłem nieco swoją wiedzę. Okazuje się bowiem, że mamy do czynienia z byłym jezuitą (przebywał w zakonie 8 lat). Tak zazwyczaj bywa, już od czasów Judaszowych, że niektórzy „eks” wyrastają nie tylko na bezbożników, ale – co o wiele bardziej przykre – także na czynnych wrogów Kościoła (vide: nasz parlament). Dowiadujemy się również, że dał się też poznać jako oddany żołnierz. Uzyskał nawet przychylność samego króla Jana III Sobieskiego, który mianował go podsędkiem brzeskim. Król, w zachowanym dokumencie odnotował, że dotyczący „brał udział w wojnie z najazdem moskiewskim, szwedzkim i węgierskim". Wedle przekazów narażał swoje życie i nie skąpił mienia. Ożenił się, a następnie zaangażował się w politykę (został m.in. posłem na Sejm elekcyjny). Jako wojewódzki podsędek wydawał wyroki (m.in. przeciwko jezuitom). Ekskomunikowany wdał się dodatkowo w konflikt z sąsiadem, a ten wykradł z jego mieszkania rękopis traktatu „O nieistnieniu Boga". Pamiętajmy, że to były inne czasy. Duchowni po przeczytaniu 265 stronicowego dokumentu uznali go za ateistę, heretyka i bluźniercę. Wedle obowiązujących wtedy procedur wtrącili go do aresztu i wytoczyli proces. Prokurator zażądał kary śmierci. Sejm wyrok przegłosował, a – co bardzo istotne – król Jan III Sobieski go podpisał. I tutaj powstaje pewna trudność: Dlaczego? Skoro nasz „bohater” był tak zasłużony, to czemuż król nie skorzystał z prawa łaski? Czyżby sprawa miała jakieś drugie dno? Trudno wyrokować. Niech zajmują się tym odpowiedzialni historycy, a nie domorośli „komedianci”, usiłujący wchodzić w role dla siebie całkiem obce. I pewnie dzisiaj, gdyby ktoś z ich zwolenników przeczytał całą prawdę (nie tylko wybrane, zmanipulowane fragmenty) też powtórzyłby za ewangelicznymi uczniami: „A myśmy się spodziewali…”.

      Kleofas i jego druh nie obrazili się, chociaż Chrystus potraktował ich bez taryfy ulgowej. Wiedział, że teraz musi już wymagać od uczniów czegoś więcej niż tylko spełniania roli mało zainteresowanych swoją rolą najemników. My także musimy pamiętać, że przed nami z każdym rokiem, z każdymi przeżytymi rekolekcjami, z każdym okresem Wielkiego Postu i Świętami, które mamy za sobą, Pan staje się coraz bardziej wymagający. Chce, by nasze serca były coraz bardziej „skore do wierzenia”. A to jest możliwe do spełnienia. Uczniowi podążający do Emaus nie obrazili się, ale – wręcz przeciwnie – zgodnie z zasadami dobrego wychowania (ale pewnie i z pragnienia serca) zaprosili Mistrza do siebie. „Zostań z nami” – to nie tylko zaproszenie, ale wyrażenie uczuć tych, do niedawna jeszcze zagubionych ludzi. A kiedy „otworzyły się im oczy (…) poznali Go przy łamaniu chleba (…) i serce w nich pałało”. Naturalna kolej rzeczy. smutek, niezrozumienie Pisma, ociężałość serca i zwykła ignorancja, natychmiast przemieniły się w radość, zrozumienie, wdzięczność i ponowne, całkowite oddanie się Chrystusowi. I to wszystko wydarzyło się przy stole; jakbyśmy dzisiaj określili – eucharystycznym stole. Świetnie wyraził to R.H. Smith: „Panowanie Jezusa nie zostało oznajmione czy zamanifestowane poprzez wojny, odpłaty czy budzące grozę potężne znaki, lecz zostało potwierdzone przez krzyż i wyrażone w formie posiłku - czynności wyrażającej gościnność, pokój, ludzkie braterstwo".

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Zuzanna dnia 05.05.2014
Może i nasza droga do wolności jest dla nas lepsza niż osiągnięcie celu...
#2 | XWM dnia 04.05.2014
Otóż, jak pewnie wiadomo, Stalin (syn popa)uczęszczał do Prawosławnego Małego Seminarium Duchownego w Tyflisie. Twórca stanu wojennego ponoć był wychowywany przez zakonników. Niedawno, jeden z moich kolegów wspominał czasy "KUL-owskie", gdzie studiował filozofię i m.in. podzielił się ze mną pewnymi pikantnymi szczegółami, o których jednak pisać nie wypada. Dość powiedzieć, że gdyby żył O. Krąpiec, miałby nam sporo do zakomunikowania. Ale jest wielu, którzy te czasy doskonale pamiętają. Serdecznie pozdrawiam.
#3 | Artur dnia 04.05.2014
Tak zazwyczaj bywa, już od czasów Judaszowych, że niektórzy „eks” wyrastają nie tylko na bezbożników, ale – co o wiele bardziej przykre – także na czynnych wrogów Kościoła (vide: nasz parlament). . Hartmann na ten przykład jest po KUL-u... Ciekawy przypadek ale wiele mówiący o psychice wspomnianego - to tak jakby Stalin zapisał się do seminarium duchownego. Pozdrawiam księdza
#4 | Kazia dnia 04.05.2014
Chyba dobrze że czasem jesteśmy nierozumni? Inaczej nie trzeba byłoby nam wyjaśniać wielu ważnych spraw. Ważne, aby umieć przyjąć wiedzę, z całą pokorą, no i szukać prawdy. A zauważył Ksiądz, że najwięcej w Ewangelii zdarza się "w drodze"? Do Emaus, potem do Damaszku, wcześniej do Betlejem, do Egiptu, no i Chrystus też cały czas wędrował. Pod tym względem Polacy nie odbiegają daleko od czasów ewangelicznych, jesteśmy narodem perypatetyków Wink
Pozdrawiam
#5 | Jacek Mruk dnia 04.05.2014
Cierpienie jest drogą do zbawienia, choć nie każdy potrafi to przyjąć z pokorą. Kontrast między cierpieniem , a zbawieniem bardziej unaocznia nam jego różnicę z korzyścią dla Boskiej Miłości .
Zasłanianie wartości Zbawienia przez wysłanników zła to służenie diabłu, ale czy każdy potrafi odróżnić zło od Dobra?
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną