Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Wspomnienie tego filmu, który zrobił na mnie, naówczas nastolatce, tak piorunujące wrażenie, przywodzi mi na myśl wiele, nierzadko filozoficznych refleksji. Dobrze, powiedzmy egzystencjalnych, bo do filozofa to mi daleko: jak często naszym życiem rządzi przypadek, jak nigdy nie wiadomo, która przypadkowa chwila zostanie w naszej pamięci na długie lata, i jak duży wpływ na dalsze postrzeganie świata może mieć obejrzany autentycznym zrządzeniem losu film.
30.04.2014r.


      Wspomnienie tego filmu, który zrobił na mnie, naówczas nastolatce, tak piorunujące wrażenie, przywodzi mi na myśl wiele, nierzadko filozoficznych refleksji. Dobrze, powiedzmy egzystencjalnych, bo do filozofa to mi daleko: jak często naszym życiem rządzi przypadek, jak nigdy nie wiadomo, która przypadkowa chwila zostanie w naszej pamięci na długie lata, i jak duży wpływ na dalsze postrzeganie świata może mieć obejrzany autentycznym zrządzeniem losu film.

      Mało tego, pamiętam, że jak go wtedy oceniłam po tytule, to zawahałam się czy nie lepiej iść na spacer, no bo kto daje filmowi ze wszech miar ważnemu i godnemu polecenia tytuł: „Nie ma dymu bez ognia”? I nie to, że mamy tu do czynienia z tłumaczem, który puścił wodze fantazji i tytułowi w oryginale, nie wiem, powiedzmy „Jackie Brown” nadał polski tytuł „Domek na wzgórzu”. Nie. Tytuł oryginału tej francuskiej produkcji z 1972 roku brzmi: „Il n'y a pas de fumée sans feu”.

      Byłam wtedy bodaj w ostatniej klasie chorzowskiego liceum i pojechałam do Katowic na zajęcia teatralne. Komórek wtedy nie było (w każdym razie ja o ich istnieniu nie wiedziałam), Internetu tym bardziej, więc nie było jak zawiadomić młodzieży, że z powodu czegoś tam zajęcia są odwołane. Kiedy wyszłam rozżalona z budynku domu kultury natychmiast pomyślałam, że skoro mam wolne te dwie godziny, to pójdę do kina, może coś ciekawego grają tym bardziej, że z domu, jako nastolatce, nie było łatwo się wyrwać.

      Naprawdę się zawahałam, bo niby zachęcał fakt, że film był z przeciwnego kierunku geograficznego niż „Iwan Wasiliewicz zmienia zawód” (na który nas, chyba za karę, zapędzono ze szkołą), na plakacie rozpoznałam twarz francuskiej aktorki, Annie Girardot, jak również Mireille Darc (swego czasu żonę Alaina Delona), ale ten tytuł! Chyba mi się skojarzył z naszą komedią „Nie ma róży bez ognia”.

      O tym, na ile mnie ten film poruszył niech świadczy fakt, że widziałam go jeden, jedyny raz, wtedy. Nigdzie go znaleźć potem nie mogłam (w kinach), na kasetach też nie, może teraz, mieszkając tutaj popróbuję na DVD, może w jakiejś kolekcji filmów a Annie Girardot… Niestety, już wiem, że zamieszkanie we Francji nie gwarantuje sukcesu, bo tak szukałam kiedyś „Starej strzelby” z Romy Schneider aż w końcu usłyszałam, że ten film nigdy nie został wydany na DVD i jak go gdzieś trafię w sieci, to to będzie podróba.

      O ile pamiętam, akcja „Nie ma dymu bez ognia” rozgrywa się w małym miasteczku w przededniu wyborów do jakichś władz lokalnych. Mąż Annie Girardot, lekarz o bardzo dobrej opinii, postanawia wystawić swą kandydaturę, zachęcony namową przyjaciół. Miejscowym politykom, zasiedziałym na swoich stołkach, nie podoba się taki pomysł i nagle, nudna jak flaki z olejem kampania zamienia się w koszmar, bo przeciwnicy lekarza ujawniają zdjęcia ze zbiorowej orgii seksualnej, której jedną z uczestniczek jest jego żona.

      Wokół lekarza-kandydata i całej jego rodziny wybucha atmosfera skandalu choć początkowo sami zainteresowani nie przejmują się zbytnio, gdyż są przekonani, że zdjęcie jest fotomontażem i mają do czynienia z oszustwem. Bodaj (jak mówiłam – film widziałam jeden raz) smaku całemu bajzlowi nadaje fakt, że autentyczna uczestniczka orgii (tę rolę gra właśnie Mireille Darc) i żona lekarza mimo, iż są bardzo różnymi kobietami – przyjaźnią się.

      Jednak upublicznione, skandaliczne zdjęcie jest poddawane kolejnym analizom i badaniom – i kolejne laboratoria stwierdzają jego autentyczność, czy raczej nie mogą się doszukać żadnego śladu fotomontażu. Mam wrażenie, że ujawniony został, zdobyty jakimś cudem negatyw zdjęcia i to ostatecznie przesądzało, że żona lekarza bierze udział w zbiorowych orgiach, bo w opinii publicznej liczba pojedyncza „wzięła” w mnogą „bierze” zmienia się przecież z prędkością światła.

      Może na twarzach niektórych wywołam ironiczny uśmiech, ale stanęły mi przed oczami obrazy z tego filmu, wszelkie weryfikacje feralnego zdjęcia, w tym wykonane przez jakiś instytut wojskowy – kiedy otrzymaliśmy z Moskwy kopię kopii kopii nagrania z czarnych skrzynek rządowego TU-154M z 10.04.2010. A film jest z początku lat 70-tych.

      Pamiętam, że podczas projekcji sama zaczęłam wątpić w zapewnienia żony niedoszłego kandydata, że w żadnej orgii nie brała nigdy udziału. Jej postawa, oburzenie, wzajemne uczucie, w ogóle – cała ich rodzina, bliskość, wyznawane wartości, wszystko mówiło „fotomontaż”, a tu, cholera, kolejne laboratorium stwierdza, że zdjęcie jest autentyczne.

      Inny wątek filmu, który wycisnął na mnie swoje piętno, to było zaufanie, jakim darzyła się ta para. Lekarz spytał żonę bodaj raz, czy to ona jest na tym zdjęciu, ona odpowiedziała, że nie i na tym w zasadzie zakończyli dyskusję. Wszelkie dalsze działania były już tylko wspólne, w celu ujawnienia oszustwa.

      Pamiętam taką scenę, kiedy oboje siedzieli w jakimś komisariacie i byli przesłuchiwani, każde w oddzielnym pokoju (taki tam standard w kryminałach, żeby jedno z dwóch zaczęło „śpiewać”). I każde z nich usłyszało (klasyka), że pani/pana mąż/żona właśnie się przyznało, że nie ma już sensu dłużej kręcić i utrudniać, że okoliczności łagodzące i takie tam. I każde z nich, nie mając ze sobą żadnego kontaktu, odpowiedziało niemal tak samo: „Dobrze, w porządku, rozumiem, ale najpierw chcę to samo usłyszeć od mojej żony (męża) na własne uszy, prosto w twarz”.

      Zdjęcie było fotomontażem, ale nie chcę komuś, kto filmu nie widział a się jednak do niego dogrzebie (polecam się łaskawej pamięci) psuć przyjemności oglądania wyjawiając w jaki sposób i dlaczego także negatyw był nie do podważenia.

      Inna rzecz, że pomysł scenariusza jest z lat 70-tych, więc nie takie rzeczy Wasze oczy pewnie widziały, a uszy słyszały.

      A tytuł? Faktycznie – banał, bo poruszona skandalem rodzina decyduje się opuścić miasteczko, żegna ich garstka najwierniejszych przyjaciół, którzy nigdy nie zwątpili w żadne z nich, a reszta znajomych się odsunęła wychodząc z założenia, że „nie ma dymu bez ognia”.

/Ossala/





Nasze blogi:













Komentarze
#1 | ossala dnia 01.05.2014
To jest nas dwoje, Niueste!
Tak, to prawda, niszczenie człowieka to główny temat tego filmu, ale tak jest wiele ciekawych warstw skłaniających do refleksji.
Niestety, nie trafiłam na ten film w telewizji, ale jak tylko znajdę chwilę, to poszukam, może tu trafię.
No trudno, niech już będzie w wersji oryginalnej Wink
#2 | Niueste dnia 01.05.2014
Ossalo. Jesteś. Smile))
Ja ten film widziałam w telewizji dość dawno temu, nie pamiętam kiedy, ale były takie cykle filmów francuskich.
Oryginał zdjęcia z orgii dał lekarzowi chyba przeciwnik polityczny z warunkiem rezygnacji z kandydowania albo zniszczą opinię żony. Mną wtedy wstrząsnęło, jak łatwo można zniszczyć człowieka, który stsje w poprzek czyimś ciemnym interesom. Może można go będzie znależć na TVP?
Ja zbyt dobrym szperaczem nie jestem.
Artur ma rację, atmosfera wyborcza taka sama. Zgroza.
Pozdrawiam. Smile)) Uściski dla Ulki.
#3 | ossala dnia 30.04.2014
Ossala nigdzie nie zniknęła. Dwa "wolne" od pracy dni w domu oznaczają: opędzenie nadeszłej (chyba nie ma takiego słowa) korespondencji, zaległe prania, sprzątania, zakupy i kontakt z córką.
Ale jestem.
Wpisowi chciałam pierwotnie dać tytuł "Szukam filmu", ale ponieważ mam na myśli cykl poszukiwań, wyszło inaczej.
Zdjęcie było sfałszowane w taki sposób, że wstawiono na oryginale twarz żony lekarza, zretuszowano i robiono kolejne zdjęcia fałszywek. Dlatego odnaleziony negatyw niczego nie wyjaśnił.
Mam wrażenie - bo film widziałam raz - że w końcu wyznała prawdę wspomniana przeze mnie przyjaciółka, bo analiza samego zdjęcia nic nie dała.
#4 | Artur dnia 30.04.2014
Ossala nam zniknęła Smile pewnie tyra ale wróci zapewne i odpisze jak odsapnie.
#5 | Ka dnia 30.04.2014
Napisane z ogniem i dymem, fajny tekst.

Serdeczności.
#6 | Jacek Mruk dnia 30.04.2014
Niestety nie ma przypadku w zdarzeniach , czy spotkaniach pewnych ludzi na naszej drodze życia.
Podobnie nie przypadkowo doszło do realizacji zamachu, bo o KATYNIU ,wreszcie dowiedział się Cały Świat. Żal że to kosztem naszej Elity, którą trudno będzie wyszkolić przez wiele lat. Kłamstwa są jak widać żywiołem, który niszczy wszystko, w tym ludzi Prawych.
Pozdrawiam
#7 | Kazia dnia 30.04.2014
Ossalo, nie przypominam sobie tego filmu, jednak skojarzenie bardzo trafne. Tak mało potrzeba propagandzistom aby źle przedstawić, w jak najgorszym świetle obecną opozycję. A pamiętasz co działo się gdy żył Lech Kaczyński? A jak teraz ze zrozumieniem rozciągają parasol nad bezmyślnością Komorowskiego. Za mniejsze rzeczy Kaczyńskiego rozszarpali by na strzępy a temu uchodzi wszystko. I piękny wzór opisałaś, też uważam, że zaufanie, lojalność, takie wierne trwanie pomimo nagonki jest najważniejsze, bo po to są przecież najbliżsi, rodzina, przyjaciele, no i najbliższy przyjaciel, czyli ta druga połowa. Pięknie opisałaś całą tę historię.
Pozdrawiam
#8 | Artur dnia 30.04.2014
Umiesz pisać i z każdej historii potrafisz zrobić nowelkę na najwyższym poziomie. Problem lojalności - to co opisujesz na końcu, dla mnie jakoś szczególnie istotny. Trwanie mimo wszystko, mimo opluwania, rzucania kłamstw, kalumnii. Ile złego spotkało tych którzy zginęli 10.04 2010, ile spotyka ich rodziny dzisiaj. Już niektórzy przesuwają tę, wydawałoby się kiedyś nieprzekraczalną, granicę przyzwoitości coraz dalej. Wystarczy spojrzeć na głos PO na S24, kobietę cytowaną przez samego Tuska. Ona jest już bardzo z przodu... Jeszcze troszkę a inni, jej wzorem, ruszą otwartym frontem na rodziny.

Fabuła filmu o którym piszesz aktualna, mamy przecież kampanię wyborczą i jak znam życie wiele przed nami. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną