Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Gdybyśmy bowiem mieli takie podejście, wówczas wszystko można by było sprowadzić do kategorii przypadkowości. Także przetrwanie okupacji, zdobywanie wszechstronnej wiedzy w tajnym nauczaniu, opór zalewowi komunizmu, walka z bezbożnym i zbrodniczym systemem itd. Wszystko to nie można rozpatrywać tylko jako zwykłą kolej rzeczy. Ja jednak chciałbym zatrzymać się dzisiaj, nad faktami nieco może zapomnianymi, a w naszych usłużnych mediach w zasadzie pominiętymi, które w biografii św. Jana Pawła II są niezwykle, dla wielu wręcz nieprawdopodobne, a dla nas - jak ufam - po prostu cudowne.
27.04.2014r.


„Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.

      Po wsze czasy Tomasz będzie spersonifikowanym symbolem niedowiarstwa. Chociaż tak naprawdę to przecież był, jest i pewnie pozostanie kimś, kto na głos wypowiedział swoje wątpliwości; wątpliwości, jakie i my często miewamy. Chrystus Pan rozumie jego rozterki, dlatego – pouczywszy o potrzebie bezwarunkowej wiary – upewnia ucznia, jak byśmy to dzisiaj określili, empirycznie – pokazując ręce i bok. Wie bowiem doskonale jak krucha bywa ludzka wiara. A i my bywamy sceptyczni, zwłaszcza wobec wydarzeń lub czynów niewytłumaczalnych z ludzkiego punktu widzenia. I nam niejednokrotnie potrzeba nadprzyrodzonych znaków, jeśli nie do wzbudzenia wiary, to choćby do jej umocnienia. Co jakiś czas Bóg, znając naszą słabość w tym względzie, takie znaki nam daje, choć pewnie wiele z nich uchodzi naszej uwadze. Ale dzisiejszych wydarzeń na Placu św. Piotra, a przede wszystkim ich religijnego aspektu nie da się nie zauważyć. Dostrzegają go nawet ci, którzy od Boga stoją bardzo daleko, albo nawet są Mu zdecydowanie wrodzy. Dziś, w Niedzielę Bożego Miłosierdzia, przeżywamy uroczystość niezwykłą. Dwóch Papieży: Jan XXIII i Jan Paweł II zostaje włączonych do grona Świętych Kościoła katolickiego. Kościół ogłasza całemu światu, w tym także wielu – tak jak ewangeliczny Tomasz – niedowierzającym fakt niezaprzeczalny: Oni żyli i umarli w opinii świętości. Jakby chciał powiedzieć: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. W tym konkretnym przypadku przytoczone słowa możemy zrozumieć np. w taki sposób: „Przypomnijcie sobie Ich życie, poczytajcie Ich nauczanie i przekonajcie się na własne oczy, że to byli ludzie Boży”. Trudno w krótkim rozważaniu nawiązać do każdego z kanonizowanych, dlatego zatrzymajmy się przy osobie naszego wielkiego Rodaka, chcąc – jak św. Tomasz – umocnić swoją wiarę. Może będzie jeszcze okazja, by powrócić do osoby drugiego ze Świętych.

      Już w dzień pogrzebu na transparentach wierni, w naszym przekonaniu natchnieni przez Bożego Ducha, napisali: „Santo subito” (Święty natychmiast). Jak zadziwiająco trafny jest ten zmysł wiary Ludu Bożego (nazywany w teologii „sentire cum Ecclesia). Czyż nie należy rozpatrywać go w kategorii współczesnego cudu? Na pewno tak. Czyli cuda się jednak zdarzają. Zresztą konieczne były do – niejako urzędowego, przepisanego wymogami kanonicznymi – potwierdzenia faktu świętości Jana Pawła. Ale, jeśli się tak mocniej zagłębimy w Jego życiorys, to dostrzeżemy tam w zasadzie całe pasmo cudownych wydarzeń. Matka Emilia, proroczo zapowiadała: „Mój Lolek zostanie wielkim człowiekiem". Oczywiście wiemy, że każda kochająca matka miewa podobne wyobrażenia, ale w tutaj raczej trudno mówić o zwykłym zbiegu okoliczności. Gdybyśmy bowiem mieli takie podejście, wówczas wszystko można by było sprowadzić do kategorii przypadkowości. Także przetrwanie okupacji, zdobywanie wszechstronnej wiedzy w tajnym nauczaniu, opór zalewowi komunizmu, walka z bezbożnym i zbrodniczym systemem itd. Wszystko to nie można rozpatrywać tylko jako zwykłą kolej rzeczy. Ja jednak chciałbym zatrzymać się dzisiaj, nad faktami nieco może zapomnianymi, a w naszych usłużnych mediach w zasadzie pominiętymi, które w biografii św. Jana Pawła II są niezwykle, dla wielu wręcz nieprawdopodobne, a dla nas – jak ufam – po prostu cudowne. Wróćmy na chwile do roku 1981. Dla naszej Ojczyzny był to rok niezwykły. I to nie tylko z jednego (ogólnie – z wyjątkiem rzecznika pewnej lewicowej partii – znanego powodu) powodu. Wtedy był cały splot wydarzeń, mających na celu zniszczenie nie tylko solidarnościowego zrywu, ale przede wszystkim niezaprzeczalnego wpływu Jana Pawła II na losy swej Ojczyzny i świata. Szatan wręcz szalał. Dla współczesnych Tomaszów podam dowody. W Warszawie umierał Prymas Tysiąclecia Kard. Wyszyński, którego wpływu na rozwój ówczesnych wydarzeń (pamiętając o „Non possumus”) bardzo się obawiano. 10 marca 1981 r. John Hinckley usiłował zabić znienawidzonego przez komunistów prezydenta USA Ronalda Reagana (Jaka szkoda, że dzisiaj ktoś o podobnych walorach osobistych i zaangażowaniu nie zasiada w Białym Domu). Kula cudownie minęła serce. Prezydent przeżył. Po upływie 45 dni Ali Agca strzela do Papieża. Mierzy dokładnie, w głowę. Chce być skuteczny w tym zbrodniczym akcie. Ojciec św. pochyla się, by wziąć na ręce maleńką Sarę Bartoli i ten ludzki, pełen dobroci gest ratuje mu życie, bo kule wystrzelone jedna po drugiej trafiły w dłoń i brzuch, omijając ważne dla życia organy. Śmierć przechodzi obok. Czyż to nie są cuda? Pewnie, że są. Ewangelicznego Tomasza tylko świadectwo własnych doświadczeń było w stanie przekonać, że Zmartwychwstały Jezus to nie jakaś zjawa, ale rzeczywistość. Nas, też może czasem bardziej zapatrzonych w nieomylność naszych zmysłów, chyba powyższe fakty powinny utwierdzić w przekonaniu, iż mamy do czynienia z Bożą interwencją. Ci, którzy na wiosnę 1981 r. mieli już nie żyć, za parę lat przyczynili się do rozerwania tej okrutnej czerwonej pajęczyny w Europie Środkowo-Wschodniej i do niespodziewanego zwrotu w historii naszego kraju. Nas wszystkich. Co więcej, zarówno Ojciec św. jak i Reagan swoje cudowne ocalenie zdecydowanie przypisywali Bożej interwencji, a przez to czuli się niejako zobowiązani, by wynagradzając Bogu, podjąć jeszcze bardziej zdecydowaną walkę z ówczesną tyranią. Historia przyspieszyła. Doszło do czegoś w rodzaju „Świętego Przymierza”. Podjęto konkretne, odważne i dalekowzroczne działania, których realizacja – nawet u niedowiarków – musi budzić podziw. Upadł mur berliński, w Polsce przeprowadzono częściowo wolne wybory, a państwa wschodniej Europy uwolniły się od sowieckiej opresji.

      Może się wydawać niezrozumiałym, dlaczego o tym wszystkim piszę. Otóż przyjąłem postawę współczesnego św. Tomasza. Trochę niedowierzającego w to, co wokół się dzieje. Potrzebowałem może jeszcze jakichś niepodważalnych dowodów dla umocnienia mojej wiary. Do mnie przemówiły akurat te, które wyżej wymieniłem. Do P.T. Państwa może przemówią inne. A może wcale ich nie potrzebujecie, bo Wasza wiara jest mocna jak głaz. Natomiast wszyscy powinniśmy starać się pokonywać wszelkie ewentualne wątpliwości.

      W konkluzji odczytanej dzisiaj Ewangelii są następujące słowa: „I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów”. Wiele tych znaków uczynił Pan również zarówno w życiu jak i przez wstawiennictwo swoich Świętych Papieży, których Franciszek dzisiaj kanonizuje. Obyśmy teraz, a przede wszystkim w wieczności, mogli stanąć u boku św. Tomasza Apostoła, św. Jana Pawła II, św. Jana XXIII i powtórzyć wraz z Nimi: „Pan mój i Bóg mój”.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Jacek Mruk dnia 27.04.2014
Szkoda że pod Świętych podłączają się ateiści i wrogowie Kościoła, by z większą furią destabilizować go później.
Zostaje nam Modlitwa , bo w niej Moc Wielka niwelująca zło równo z ziemią.
Pozdrawiam
#2 | Kazia dnia 27.04.2014
Jak głaz. Jak skała. Niewzruszona. Woda przy Chrystusie też gdy trzeba było stawała się jak skałą, równą i stałą. A Tomasz gdy się przekonał nie miał już wątpliwości i zestalił się. On w zasadzie jest pierwszym naukowcem - postawił tezę, udowodnił ją, sprawdził i już był pewien, ustalił wynik badania dla siebie na stałe, w zasadzie nie wiem czemu się go czasem postponuje, jest przecież taki współczesny. Bo nie tak łatwo uwierzyć "na słowo" czasem chce się dowodu. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną