Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Obok mnie strasznie się wydzierała jakaś młoda dziewczyna. Początkowo byłam na nią zła, bo rozumiałam i już sama wiedziałam, że boli, ale żeby tak się drzeć? Wybaczyłam jej w chwili, gdy zrozumiałam z rozmów personelu medycznego, że to jej pierwszy poród, ona już tam stęka 12 godzin a położna ją uspokaja, że dobry poród to taki, gdy słońce dwa razy na horyzoncie obróci! Ale ją pocieszyła…
24.04.2014r.


      Jest ich pewnie tyle, ile rodzin i jakoś tam każdy z nas ma świadomość, że istnieją i są zjawiskiem niezwykłym, ale na co dzień się o tym nie myśli.
Chwila, dosłownie chwila oddechu podczas Świąt Wielkanocnych przypomniała mi o istnieniu tego jakże uroczego zjawiska, które zasługuje na dłuższe opisanie, tak w mojej jak i każdej innej rodzinie, ale w zagonieniu… :(

      Na Wielkanoc przyjechała nas odwiedzić moja starsza córka, więc miałyśmy szansę, aby trochę pogadać we trzy, powspominać, powygłupiać się. Ale przyszedł moment rozstania, ja musiałam wracać do pracy, nasz gość na studia, tylko młodsza ciągle ma ferie szkolne, co uznałyśmy za niesprawiedliwość dziejową. I właśnie podczas stękania jak to nam się nie chce – ani do pracy, ani na te studia – padło zdanie, które okazało się niezupełnie zrozumiałe, a już na pewno niepoprawne z punktu widzenia języka polskiego dla słuchacza z boku.

      To zdanie ma swoje korzenie w roku 1983, kiedy to przychodził na świat, nie powiem, w bólach, mój syn. Szpital, porodówka niczym kołchoz, nieszczęsne rodzące oddzielone jedynie parawanami (nierzadko w strzępach), jęki, krzyki, komentarze lekarzy, położnych, wreszcie pierwszy wrzask rodzących się dzieci, ale także np. ekipa elektryków naprawiających żarówkę między nogami rodzącej! Takie to były czasy.

      Obok mnie strasznie się wydzierała jakaś młoda dziewczyna. Początkowo byłam na nią zła, bo rozumiałam i już sama wiedziałam, że boli, ale żeby tak się drzeć? Wybaczyłam jej w chwili, gdy zrozumiałam z rozmów personelu medycznego, że to jej pierwszy poród, ona już tam stęka 12 godzin a położna ją uspokaja, że dobry poród to taki, gdy słońce dwa razy na horyzoncie obróci! Ale ją pocieszyła…

      Wieczorem nastąpiła kolejna zmiana lekarzy i na dyżurze pojawił się stażysta, młody lekarz narodowości innej niż polska. Raz, że rysy twarzy i kolor skóry odbiegały od słowiańskich, ale do tego ten lekarz, nota bene, bardzo sympatyczny, posługiwał się językiem polskim w sposób dość paradny. Dość powiedzieć, że po pierwszej jego wypowiedzi wiadomo było, że przyjechał z dalekiego kraju.

      I gdzieś około 10-tej wieczór mój (również pierwszy) poród zamienił się niemal w komedię, gdy nagle usłyszałam, że dziewczyna obok wzywa do siebie owego medycznego cudzoziemca bardzo stanowczym głosem i oświadcza: „Panie doktorze, ja właśnie podjęłam ważną decyzję! Ja nie będę rodzić, mnie to już nie interesuje, ja nie chcę mieć żadnych dzieci i ja chcę stąd natychmiast wyjść!”

      Samo to oświadczenie w kontekście trwającej od wielu godzin akcji porodowej z (przepraszam za szczegóły) rozwarciem na poziomie 8 cm ubawiło mnie tak, że zapomniałam, że sama rodzę i cierpię i zaczęłam się chichrać.

      Zagraniczne siły medyczne uspokajały ją jak mogły, a ona swoje: „Zmieniłam zdanie! Żadnego porodu nie będzie. Ja chcę iść do domu!”.

      W końcu, też chyba nieco rozbawiony lekarz wydusił z siebie owo zdanie, które przeszło do naszego rodzinnego języka: „Urodzi ona, urodzi. Ona się nie martwi, urodzi. Ona nie ma innych drzwi”.

      Chwilę mi zajęło wtedy (wszak też się już wiłam w niezłych boleściach, syn przyszedł na świat o 23.40), aby zrozumieć, że pan doktor, mocując się z niełatwym językiem polskim, chciał zapewne powiedzieć, że „ona nie ma innego wyjścia” :)

      Czasem nawet ja sama zapominam nasze rodzinne powiedzonka: wymyślone przez nas, zasłyszane, wynikłe z jakiegoś konkretnego kontekstu, ze specyficznej, niepowtarzalnej sytuacji. Dopiero gdy niemal płakałam, że muszę zostawić swoje córki i wyjść do pracy, i starsza z nich uśmiechnęła się i powiedziała; „Pójdzie do pracy, pójdzie, ona nie ma innych drzwi” – przypomniała mi o istnieniu tego uroczego zjawiska, jakim jest specyficzny język każdej rodziny.

/Ossala/





Nasze blogi:













Komentarze
#1 | Jacek Mruk dnia 24.04.2014
Śmiech to zdrowie i dobrze że takie anegdotki się trafiają. Na temat porodu nie zabieram głosu , ale drzwi to i owszem, bo innych nie mamGrin
Pozdrawiam
#2 | Artur dnia 24.04.2014
To coś jak nasi piłkarze Smile.
#3 | ossala dnia 24.04.2014
Arturze, cóż...pogadali w swoim stylu i na swoim poziomieWink Uśmiałam się.
Mnie się przypomniało jak zapędziłam ostatnio Ulę do oglądania ze mną meczu siatkówki, którą to siatkówkę uwielbiam ja i miałam nadzieję ją zarazić. Grały jakieś kluby włoskie, dziewczyny.
Drużyna, której ja kibicowałam (wybrana przypadkowo) jakoś nie mogła się odnaleźć na boisku w pierwszym secie i ja podzieliłam się tą uwagą z Ulą.
Ula odparła na to: "Wiesz, to tylko jeden set, a nasza klasa nie odnajduje się sportowo w niczym!".

Pozdrawiam
#4 | Artur dnia 24.04.2014
Fajne. Najważniejsze że dzieci (dziecko) potrafi nieraz rozładować atmosferę i wtedy znowu znajduje się siły. Mój syn często wyprowadza mnie w ten sposób z depresyjnych nastrojów. Ostatnio robi to głównie za pomocą dowcipów przyniesionych ze szkoły. Jeden ponieważ jest polityczny pozwolę sobie zacytować.

Nasz prezydent poleciał do UK na spotkanie z królową. Królowa chcąc pochwalić się jakich ma kompetentnych urzędników woła Tony Blaira i mówi: powiedz mi Blair, kto to jest, nie jest to ani twój brat, ani twoja siostra ale jest dzieckiem twoich rodziców? Blair prawie bez zastanowienia odpowiada: to ja wasza wysokość!

Zatroskany Komorowski chce popisać się przed królową, dzwoni do Tuska i pyta o to samo: Powiedz mi Donald, kto to jest, nie jest to ani twój brat, ani twoja siostra ale jest dzieckiem twoich rodziców? Tusk zastanawia się i mówi: Wiesz Bronek nie chciałbym tak bez konsultacji odpowiadać, nie wiem jak wpłynie to na słupki sondażowe, zadzwonię do kogoś inteligentnego i zapytam o radę. Dzwonie do Jana Rokity, tłumaczy sytuację i mówi: Wiesz Janku mam taki dylemat do rozwiązania, a ty jesteś taki oczytany, powiedz mi proszę: Kto to jest, nie jest to ani twój brat, ani twoja siostra ale jest dzieckiem twoich rodziców? Rokita natychmiast bez zastanowienia odpowiada: to ja.

Tusk oddzwania do Komorowskiego i mówi: Znam odpowiedź! To Jan Maria Rokita. Komorowski na to: Aleś ty głupi Donald - przecież to Tony Blair Smile.

Pozdrawiam
#5 | Ka dnia 24.04.2014
Hej Ossalo, na przesilenie nalepiej sie wysilić Smile A wiesz, że studiując nazwy potraw i używane porzekadła można dojśc skąd kto sie wywodzi? z jakich terenów?
Pozdrawiam
#6 | Kazia dnia 24.04.2014
Mnie z kolei śmieszą dziwne tłumaczenia opisów na towarach. Ostatnio kupiłam matę na płot do ogrodu a tam napisane że jest to produkt "zasłaniacz tarasogrodnik" i materiał: "paprotka" a jest z wikliny. Ta "paprotka" rozłożyła mnie...
#7 | ossala dnia 24.04.2014
Witaj, Kaziu. Po przesileniu wiosennym, w czasie którego nic mi się nie chciało i w niczym nie widziałam sensu, przyszedł czas radości z kolejnej wiosny, która nadeszła i jakoś mi się znów zachciało. W tym czytać, pisać... Cóż? Pewnie wszyscy przechodzimy takie stany.
To, że czasem nie mamy "innych drzwi" przypomniało mi też, że jak dziewczynki były małe, to wymyśliły, aby obejrzeć razem jakiś "film wielorodzinny" a któraś z nich, zdaje się po lekcji biologii w szkole odgrzewała dania w kuchence "mikrofallicznej" Grin
#8 | Kazia dnia 24.04.2014
W każdej rodzinie funkcjonują powiedzonka, czasem nawet bardzo stare, fajnie żeby wszyscy wiedzieli skąd się wzięły, może warto je zapisywać? A swoją drogą - "polska trudna język" nie tylko dla cudzoziemców.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną