Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Cierpienie nie jest czymś, co jest pragnieniem człowieka, bo uciekamy przed nim, lecz nie w sposób paniczny i absolutny, dlatego że jesteśmy świadomi, iż ono ma swój sens. Nie jest to postawa pomieszania, ale postawa wynikająca z myślenia o człowieku w jego całkowitej kondycji psychicznej, duchowej, fizycznej oraz odpowiedniej, długiej perspektywie, jaką jest historia zbawienia.
13.04.2014r.


„Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”.

      Wchodzimy właśnie w przeżywanie tajemnic Wielkiego Tygodnia. Przed kilkoma dniami rozważaliśmy tematykę cierpienia w świetle nauki bł. Jana Pawła II. Kontynuując ten wątek, pragnę dzisiaj – ze zrozumiałych powodów – nawiązać do Męki Pana. Niech pomocnymi w tym względzie będą refleksje jednego z najwybitniejszych współczesnych teologów, ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego. Cenię go za ogromną erudycję, jak również za bezkompromisowość, gdy chodzi o odniesienie do spraw społeczno-politycznych.

      Cierpienie nie jest czymś, za czym, pisząc oględnie, jakoś szczególnie jesteśmy stęsknieni. To zrozumiałe. Przecież i P. Jezus w Ogrójcu, w obliczu zbliżającej się męki, wołał: „Oddal ode Mnie, Panie, ten kielich". Nie chodzi o odepchnięcie cierpienia, lecz prośbę, gdyż boimy się tego doświadczenia, wydaje nam się, że nie wytrzymamy, obawiamy się o swoją kondycję. Boimy się, ale mówimy: „Niech się dzieje wola Boża". W ten sposób nieustannie powtarzamy modlitwę z Ogrójca. To jest postawa chrześcijańska. Oczywiście musimy być świadomi, iż łatwo się to wypowiada w słoneczny dzień, wtedy, gdy wszystko układa się po naszej myśli, a jakże trudno, kiedy jest pochmurno i ciemno, gdy jesteśmy powaleni ciężarem ludzkiej niemocy. Chrystus był świadomy, z jaką miarą świadectwa przyszedł na ten świat. Wielokrotnie w czasie swego nauczania powoływał się na wolę Ojca. Był świadomy misji, którą przyjął. Tuż przed spełnieniem się tej misji przeszedł normalną ludzką reakcję - był Bogiem i człowiekiem - doświadczył ciemności, która dotyka człowieka cierpiącego, owego dna cierpienia, doznał go. Doświadczał ogromnego bólu, bardziej natury wewnętrznej. Wtedy padła ta bardzo ludzka modlitwa: „Bądź wola Twoja". Mamy prawo prosić Boga: „Panie, daj zdrowie, uchroń przed cierpieniem, daj spokojne życie", a z drugiej strony musimy być świadomi, że nie jesteśmy niewysłuchani, jeżeli Bóg inaczej zdecyduje, gdyż wcześniej mówiliśmy: „Bądź wola Twoja". Nie, nic nie chcemy Mu dyktować i nie dyktujemy. Naturalnie mamy prawo się modlić, aby krzyż, jeśli już musi być, był jak najmniejszy. Cierpienie nie jest czymś, co jest pragnieniem człowieka, bo uciekamy przed nim, lecz nie w sposób paniczny i absolutny, dlatego że jesteśmy świadomi, iż ono ma swój sens. Nie jest to postawa pomieszania, ale postawa wynikająca z myślenia o człowieku w jego całkowitej kondycji psychicznej, duchowej, fizycznej oraz odpowiedniej, długiej perspektywie, jaką jest historia zbawienia. Czasami tylko chciałoby się zapytać, jak ów Żyd ze Skrzypka na dachu, gdy dowiedział się, że czeka ich kolejny pogrom ze strony Rosjan: „Panie Boże, ja wiem, że jesteśmy narodem wybranym, ale może byś tak na chwilę wybrał sobie inny naród". Świadomość wartości Jezusowego cierpienia każe nam je świadomie przyjąć, niekoniecznie szukać, ale przyjąć i – w miarę naszej kondycji psychofizycznej – zmierzyć się z nim, by wyjść z tego doświadczenia zwycięsko. I w tym miejscu trzeba nam przywieźć na pamięć jeszcze jedno zdanie Zbawiciela: „Boże mój, czemuś mnie odpuścił?” To są słowa psalmu, który każdy pobożny Żyd odmawiał w momencie śmierci. Żydzi mieli różne psalmy na różne okoliczności, podobnie jak my mamy modlitwy na różne okazje. Gdy człowiek czuł nadchodzącą śmierć, odmawiał psalm Boże mój, czemuś mnie opuścił. Słysząc te słowa w czasie męki Pańskiej, gdy w Wielki Piątek stajemy pod krzyżem, przeszywają one nas na wskroś. Wyrażają ogromne osamotnienie umierającego, prawdę o tym, że umieramy pojedynczo, tak pojedynczo, że nawet trudno odczuć obecność Boga. Jesteśmy sami. Żyjąc w małżeństwie przez 60 lat, małżonkowie będą umierać samotnie. Samotność w umieraniu jest niesamowita. W życiu bowiem żyjemy w różnych wspólnotach: rodzinie, gronie przyjaciół, znajomych. Ale w tę ostatnią podróż wyruszymy sami. Nawet Bóg, do którego podążamy, wydaje się wtedy milczący. Trzeba nam jednak przekroczyć ów „próg nadziei”, by powrócić do pierwotnej harmonii z Bogiem, do tej wartości, która została zaatakowana przez grzech pierworodny. Swoim życiem chrześcijanie próbują naprawić ów nieład. Idziemy do nieba, wracamy do raju. To powrót do porządku, do przyjaźni z Bogiem. To, co nas czeka, jest skąpo opisywane dlatego, że kategorie, którymi się posługujemy na ziemi, są nieprzystające do tego, co nas czeka. Brakuje nam słów, by opisać smak chleba czy miłość. Posługujemy się wtedy poezją, różnymi porównaniami. A jak opisać świat, którego nie znamy, w którym nie ma czasu, inna jest przestrzeń, komunikacja? Wiemy jedno, że zmierzamy do jedności z Bogiem. Mówią o tym przypowieści Jezusa o uczcie, o radości na spotkanie z Ojcem, który czeka w progach domu. Wtedy człowiek zrozumie, że to wszystko miało sens. Szczęście to jest tak proste i niezwykle przystępne, jasne, że nas to zaskoczy. Nie bawimy się w owo uszczegółowienie. Wizje, które mają mistycy, niewiele nam dają, gdyż są pisane poprzez odczucia świata ziemskiego, naszego. Najważniejszą prawdą, która powinna nas napawać radością, jest to, że będziemy trwali. Jest takie logiczne rozumowanie pokazujące rozwój fizyczny człowieka, który wzrasta do któregoś tam roku życia. Później rozpoczyna się starość. Więcej doskonałości biologicznej w nas już nie będzie. Nie przybędzie więcej komórek nerwowych, będzie spadać sprawność fizyczna. W momencie naturalnej śmierci ciało się kończy, jest niedołężne. A rozwój duchowy? On w dniu śmierci, przy sprawności intelektualnej osiąga maksimum swoich możliwości. Zatem w chwili, gdy człowiek jest duchowo najbardziej doskonały, kończy się biologicznie. Zatem albo jesteśmy najbardziej absurdalnym stworzeniem na ziemi, albo też to, co jest w człowieku, co tworzy jego „ja", rozwija się dalej. Podobnie jest z rozwojem człowieka w łonie matki, gdzie wiele rzeczy rozwija się jakby pozornie niepotrzebnie. Po co tam oczy, słuch, nóżki, ręce. Zatem podobnie: po co nam cały rozwój duchowy - aby się zawalił w momencie śmierci, czy też jak w przypadku rozwoju dziecka ma to sens? Chrześcijaństwo w swym objawieniu mówi nam, że to ma sens, ponieważ dalej będzie rozwijane poprzez spotkanie Boga twarzą w twarz. „Teraz widzicie mnie jak w zwierciadle, a później zobaczycie twarzą w twarz" - jak mówi św. Paweł. „Trwają tak samo wiara, nadzieja i miłość, a największa z nich jest miłość". Wiara przestanie być potrzebna, bo będziemy widzieć, nadzieja się spełni, zostanie tylko miłość, będzie się dalej rozwijała. Oczywiście wierzymy w to. Dowodów nie ma. Tu najważniejsza jest nasza wiara. Nie byłoby elementu, który jest nieodzowny do rozwoju miłości, a mianowicie wolnej woli, w przypadku braku wiary. Gdybyśmy Boga zobaczyli, stalibyśmy się Jego niewolnikami. Mógł nas mieć w ten sposób jako wierne, bezmyślne monstrum, ale czy to miałoby sens? Widzenie bezpośrednie odebrałoby nam wolną wolę. Tę prawdę i obawy o wolność wobec wielkich znaków widzialnych mamy na przykład w bajkach. Król boi się powiedzieć o swej miłości – ubogiej pasterce, gdyż przyćmiłby ją posiadanym złotem. Dlatego przebiera się za pasterza i w tej roli zdobywa jej serce. Zdobywa ją dobrocią i później już nie boi się pokazać jej swego bogactwa. Wie, że to jest miłość prawdziwa. Inaczej obawiałby się, że nie jest to miłość autentyczna, lecz pójście za bogactwem, które przyniósł z sobą jako król. Ta bajka wyraża podobną obawę Boga, że może odebrać wolną wolę człowiekowi, który nigdy wcześniej tyle dobra nie widział. To jest bajka nieporównywalna ze skalą spotkania człowieka z Bogiem. Pan Bóg pokaże nam taką ucztę, takie skarby, że na pewno tego nie odrzucimy. A czemu nie pokazał jej wcześniej: Otóż to jest moment wybierania Boga. Widzimy Jego owoce, efekty, nasze trwanie. Bóg mówi: „Wybieraj", i my musimy się zdecydować. Nie rzuca nam złotem w oczy, lecz swoją miłością. Wybierzmy tę Miłość, bo tylko Ona daje nam gwarancję szczęśliwości wiecznej, za którą – może czasem bezwiednie – podążamy.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Ka dnia 13.04.2014
Miłość mi wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.
A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.

Więc w tej ciszy ukryty ja - liść,
oswobodzony od wiatru,
już się nie troskam o żaden z upadających dni,
gdy wiem, że wszystkie upadną.
Ten wiersz Jana Pawła II skojarzył mnie się z Księdza wpisem. A że za moment kanonizacja więc wlepiam. I pozdrawiam.
#2 | ossala dnia 13.04.2014
Kaziu, jeśli pozwolisz, bo dotknęłaś mojego obecnego fachu.
Ogólnie rzecz biorąc (by nie wchodzić w szczegóły) chorzy na Alzheimera niby lepiej pamiętaj odległą przeszłość, w tym - teoretycznie - tych, których kochali.
Ale to chyba tylko część prawdy.
"Moja" podopieczna, dotknięta tą chorobą (dwie córki i jeden syn) przebywała ze mną osiem miesięcy, od poniedziałku do soboty, około 7-8 godzin dziennie.
Trójkę dzieci widywała naprzemiennie w niedziele, a że dzieci jest trójka, bywało, że jedno z nich widziała raz w miesiącu.
I popatrz: moje 8 miesięcy, a z dziećmi - całe życie.
I przyszedł dzień (od którego zaczęło się nam przestać układać, tj. opiekunce i tej jednej, konkretnej córce), gdy weszłyśmy do domu obie, wspomniana córka i ja, i starsza pani powiedziała do mnie z ciepłym uśmiechem na twarzy: "Witaj, moja droga", a potem odwróciła twarz w stronę własnej córki, uśmiech z jej twarzy zniknął i ją spytała: "A pani co tu robi?!"
#3 | Kazia dnia 13.04.2014
Podobno chorzy na altzheimera zapominają wszystko, ale nigdy miłości. Reagują pozytywnie na tych, których kochają. Zatem miłości nie da się zapomnieć i odrzucić, mimo, że w tej chorobie chyba właśnie ciało trwa aż do biologicznej śmierci a świadomość umiera wcześniej. "Będziemy trwali"... ważna obietnica. Bardzo optymistyczna. Pozdrawiam
#4 | ossala dnia 13.04.2014
Byłam przy swoim mężu gdy nas, mnie i córkę, opuszczał i szedł do Domu Ojca. Faktycznie, co mogłam zrobić, co było mi dane, to trwać przy nim, trzymać za rękę, nie opuścić do śmierci.
Dalej poszedł sam i teraz jedynie wiara, tylko i wyłącznie wiara pozwala mi trwać, bo wierzę, że kiedyś się wszyscy spotkamy, że może tak miało być, że mąż odszedł pierwszy i to on, jako głowa rodziny, przygotuje dla nas miejsce.
Ubodzy są ci, którzy nie wierzą.
Dziękuję za słowa zawarte w tej notce.
#5 | Jacek Mruk dnia 13.04.2014
Szkoda że tak wielu ludzi odgradza się od Boga, podążając drogą wytyczoną przez złego. Zwabieni błyskotkami , czy zabawą w bycie Bogiem na ziemi sprawia im chwilową przyjemność. Jednak bluźniąc Bogu sami pchają się do piekła skąd nie będzie wyjścia.
Jak wielką radość może sprawić dotarcie do Boga zaznają nieliczni jeszcze na ziemi, czego opisanie jest niemożliwe. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną