Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

W tych dniach, gdy na nowo odżywa w nas wspomniana właśnie tragedia, Marta, siostra zmarłego przyjaciela Jezusa, Łazarza, jest nam tak bardzo bliska. Jej słowa bowiem są, co tu ukrywać, wyrażeniem i naszych odczuć. Szczególnie tych, przeżywanych wciąż na nowo, właśnie w tym czasie. Nie możemy uciec od pytania: Dlaczego? Dlaczego tak się stało? Dlaczego oni?
06.04.2014r.


„Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”.

      Słowa niezwykle charakterystyczne i niezwykle nam bliskie. Przypomnijmy sobie ileż to razy zastanawialiśmy się: Gdyby Pan tu był nie odeszliby najbliżsi, nie spotkałoby mnie to nieszczęście, nie dopadłaby mnie choroba, nie zdradziłby mnie ktoś bliski, nie byłoby tylu kataklizmów i ludzkich dramatów, nie byłoby tylu krzywd i wzajemnej nienawiści, nie obawialibyśmy się ludzkiej podłości, nie balibyśmy się, że ktoś znienacka wbije nam nóż w plecy, ominęłoby nas niewyobrażalne cierpienie po tragedii katyńskiej i smoleńskiej itp.

      W tych dniach, gdy na nowo odżywa w nas wspomniana właśnie tragedia, Marta, siostra zmarłego przyjaciela Jezusa, Łazarza, jest nam tak bardzo bliska. Jej słowa bowiem są, co tu ukrywać, wyrażeniem i naszych odczuć. Szczególnie tych, przeżywanych wciąż na nowo, właśnie w tym czasie. Nie możemy uciec od pytania: Dlaczego? Dlaczego tak się stało? Dlaczego oni? „Panie, gdybyś tu był…”. I, podobnie jak siostry Łazarza, pewnie nie do końca przekonują nas słowa, że to czy inne zdarzenie jest czymś, „(…) dzięki czemu Syn Boży zostanie otoczony chwałą”. Wiemy, że – podobnie, jak Łazarza – nas też Pan kocha. Ale, no właśnie, czemu Go tu nie ma? Czy rzeczywiście? Chyba jednak nie do końca. On zawsze jest tam, gdzie człowiek cierpi. Znakomicie wyjaśnił to podczas katechezy 9 listopada 1988 r., Ojciec św. Jan Paweł II. Obchodziliśmy w tym tygodniu 9 rocznicę Jego odejścia do Pana i jednocześnie czekamy na kanonizację. Sądzę, że warto i trzeba nawiązać do Jego nauczania. Zwłaszcza dlatego, że w tym konkretnym przypadku pragnie uwypuklić sens cierpienia w świetle Męki Chrystusa. Problematyka jak najbardziej na czasie.

      „Odkupienie dokonane przez Chrystusa za cenę męki i śmierci krzyżowej, jest wydarzeniem przełomowym w dziejach ludzkości. Jest ono przełomowe i decydujące nie tylko, gdy chodzi o cały Boski plan sprawiedliwości i miłosierdzia. Jest ono przełomowe również, gdy chodzi o nowe znaczenie cierpienia w świadomości człowieka. Nie ma zaś problemu, który ciążyłby bardziej nad człowiekiem, nad całokształtem Jego stosunku do Boga oraz do własnego bytowania na ziemi, jak właśnie cierpienie. W pewnej mierze stanowi ono synonim zła, z którego obecnością w świecie człowiek nie może się pogodzić.

      Krzyż Chrystusa — Jego cierpienie i męka — rzuca na ten problem zupełnie nowe światło. Ukazuje inny sens cierpienia ludzkiego w ogóle. W Starym Testamencie cierpienie bywa na ogół uważane za karę, którą człowiek musi ponosić za swe grzechy ze strony sprawiedliwego Boga. Jednakże, pozostając w obrębie takiego horyzontu myślowego, który ma swoją podstawę w Bożym objawieniu, człowiek musi napotkać na nieprzezwyciężalną trudność, gdy chodzi o każdy fakt cierpienia niezawinionego. Ten problem znalazł swój „klasyczny” wyraz w Księdze Hioba. Niemniej już w Księdze Izajasza jest ukazany w nowym świetle, gdy postać Sługi Jahwe w szczególny sposób zdaje się przygotowywać do tajemnicy paschalnej, w której centrum znalazł się „Mąż boleści”, cierpiący człowiek wszystkich czasów i narodowości. Chrystus, który cierpi, jest — wedle słów współczesnego poety — „Świętym, który cierpi”, i dlatego cierpienie Jego posiada głębię niewymowną — jest z pewnością najbardziej niewinny, najbardziej bezgrzeszny pośród wszystkich Hiobów, pośród wszystkich cierpiących bez własnej winy. Tylko Chrystus jest naprawdę bez grzechu, więcej — nie może w żaden sposób popełnić grzechu. Jest przeto Tym jedynym, który absolutnie nie zasługuje na cierpienie. Równocześnie najwyraźniej przyjmuje to cierpienie — przyjmuje dobrowolnie i z miłością. Dlatego pragnie kielich boleści „wypić do dna” (por. J 18,11); jak powie apostoł Jan: „za grzechy nasze, i nie tylko nasze, ale za grzechy całego świata” (por. 1 J 2,2). Poprzez takie pragnienie i poprzez takie cierpienie bez winy Chrystus dokonuje odkupienia świata. Moc odkupieńcza cierpienia tkwi w miłości. W ten sposób, za sprawą Chrystusa zmienia się radykalnie sens cierpienia. Nie wystarczy w nim widzieć karę za grzechy. Trzeba dostrzec moc odkupieńczą, moc zbawczą miłości. Zło cierpienia w tajemnicy Odkupienia Chrystusowego zostaje przezwyciężone, a w każdym razie przemienione: staje się ono mocą do wyzwolenia od zła, do zwycięstwa dobra. Każde cierpienie ludzkie „dopełnia” tego, czego „nie dostaje cierpieniom Chrystusa, dla dobra Jego Ciała” (por. Kol 1,24); a Ciałem tym jest Kościół jako uniwersalna wspólnota zbawcza. W swoim nauczaniu przedpaschalnym Chrystus nieraz dawał poznać, że rozumienie cierpienia wyłącznie jako kary za grzech jest niewystarczające, a nawet niewłaściwe. Tak na przykład, gdy doniesiono Mu o Galilejczykach, „których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar”, Chrystus powiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? […] Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?” (Łk 13,1-4). Chrystus wyraźnie kwestionuje ten sposób myślenia, który był powszechnie przyjęty, wskazując, że nie można cierpienia, nieszczęścia, rozumieć wyłącznie jako karę za grzechy. „Bynajmniej” — mówi Jezus, i dodaje: „lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (por. Łk 13,3.5). W kontekście słów poprzednio wypowiedzianych, należy te ostatnie rozumieć jako konieczność unikania grzechu, gdyż sam w sobie jest on złem, a zważywszy na solidarność, która łączy ludzi, jest ostatecznym korzeniem wszelkiego cierpienia. Nie wystarczy unikać grzechu tylko z obawy tego zła, jakim jest kara. Trzeba się z niego „nawrócić” na dobro, tak aby w myśl solidarności, idącej w odwrotnym, właściwym już kierunku, cierpienie człowieka połączone z cierpieniem Chrystusa mogło wywierać pozytywny wpływ na innych członków rodziny ludzkiej. W tym samym kierunku wskazują słowa, jakie Chrystus wypowiada przy uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Gdy uczniowie zadają Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym — on czy jego rodzice?”, Jezus odpowiada: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże” (J 9,2-3). Przywracając wzrok niewidomemu, Chrystus daje poznać te „sprawy Boże”, jakie miały się objawić w tym nieszczęśliwym, cierpiącym od urodzenia człowieku, z pożytkiem dla niego i dla tych, którzy mieli się o tym dowiedzieć. Samo cudowne przywrócenie wzroku jest „znakiem”, który pozwala uzdrowionemu uwierzyć w Chrystusa, a w duszach innych zasiewa zbawienny niepokój. W wyznaniu wiary objawia się istotna „sprawa Boża”, zbawczy dar, jaki uzdrowiony otrzymuje wraz z darem widzenia. „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? […] A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? […] Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. […] Wierzę, Panie!” (por. J 9,35-38). Na tle tego wydarzenia wypada jeszcze dodać, iż sąd o cierpieniu jako karze za grzech jest przeciwny miłości człowieka. Widać to było już w wypadku rozmówców Hioba, którzy go oskarżają opierając się w swej argumentacji na takiej koncepcji sprawiedliwości, w której nie istnieje otwarcie na miłość (por. Hi 4,7 n.) Widać to w wypadku niewidomego od urodzenia: „Kto zgrzeszył? On czy rodzice jego, że się ślepy urodził?” Cierpienie stanowi nie tylko udrękę fizyczną, ale — w kręgu tego sposobu myślenia — prowadzi do napiętnowania w znaczeniu moralnym: cierpi, a więc musiał zawinić! Trzeba było, aby objawiło się w sposób radykalny cierpienie Niewinnego i Świętego, „Męża boleści”, aby temu ciasnemu, niesprawiedliwemu sposobowi myślenia położyć kres. Od czasu, kiedy to nastąpiło — od czasu krzyża na Golgocie — wszyscy, którzy cierpią, zwłaszcza, którzy cierpią niewinnie, mogą spotkać się z obliczem cierpiącego Chrystusa. W Jego męce znajduje się pełna prawda o cierpieniu, jego dogłębny sens i znaczenie. Wszyscy cierpiący są przez tę prawdę wezwani do uczestniczenia w dziele Odkupienia dokonanym przez krzyż. Uczestniczyć w krzyżu Chrystusa — to znaczy wierzyć w zbawczą moc ofiary, którą każdy cierpiący może składać wraz z Odkupicielem. Cierpienie wówczas zostaje wyzwolone z poczucia bezsensu, zyskuje swój twórczy sens i wymiar. Schodzi niejako na dalszy plan jego wyniszczająca moc, skoro tajemnica Odkupienia świadczy, że właśnie cierpienie wydaje szczególne owoce. Sam Chrystus mówi o tym w takich słowach: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,23-24). Od krzyża do chwały! Łączy się z tym drugi aspekt, który w Ewangelii Chrystusowej znajduje mocny wyraz: „Jezus — mówi Mateusz — […] głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości” (Mt 9,35). Łukasz z kolei podaje, że Jezus, kiedy był pytany o właściwe znaczenie przykazania miłości, odpowiedział przypowieścią o dobrym Samarytaninie (por. Łk 10,30-37). Z tych wypowiedzi wynika, że zdaniem Jezusa, cierpienie winno w sposób szczególny pobudzać do miłości bliźniego, do posług samarytańskich. Taka miłość i takie posługi — w każdej możliwej formie — stanowią podstawowe dobro moralne, które niejako „towarzyszy” cierpieniu. Mówiąc o Sądzie Ostatecznym, Chrystus w szczególny sposób uwydatnił, że każda taka posługa, każdy uczynek miłości w stosunku do cierpiącego człowieka, jest równocześnie spełniony w stosunku do samego Odkupiciela: „byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25,35-36). Te słowa stanowią bazę całej etyki chrześcijańskiej w odniesieniu do posług, również w wymiarze społecznym, i wyrażają w sposób ostateczny wartość cierpienia przyjmowanego w świetle krzyża.

      Czyż nie to właśnie stanowi odpowiedź, na którą czeka dziś ludzkość? Odpowiedź, jakiej może udzielić tylko Chrystus ukrzyżowany, „Święty, który cierpi”, który potrafi dotrzeć do samego sedna ludzkich problemów, stoi bowiem u boku wszystkich cierpiących, którzy proszą Go, aby natchnął ich nową nadzieją”.

      Niech powyższe słowa będą dla nas wstępem do refleksji. W ich świetle starajmy się przeżyć takie nasze, osobiste ćwiczenia rekolekcyjne, byśmy nie musieli sobie stawiać zarzutu, że Papieża Polaka chętnie oklaskujemy, ale Jego nauki nie tylko nie realizujemy, ale nawet nie usiłujemy poznać. Mamy okazję ku temu, by ją zgłębić. Czas wielkopostny sprzyja temu przedsięwzięciu. Nie marnujmy go.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | XWM dnia 08.04.2014
Rzeczywiście, taki był mój zamysł, by w okresie wielkopostnym zdopingować Państwa, ale przede wszystkich siebie do refleksji nad stanem naszego ducha. W tym tygodniu zamierzam kontynuować poruszoną tematykę. Pozdrawiam Wszystkich
#2 | Ka dnia 06.04.2014
Zaczął Ksiądz tym wpisem rekolekcje dla czytelników portalu? Bardzo fajny pomysł. To będą rekolekcje kilkudniowe? Ilu? Może wydrukuję sobie teksty żeby je spokojnie przemyśleć. I zapraszam tez na mój blog. Jest całkiem nowy. Szczęść Boże.
#3 | Jacek Mruk dnia 06.04.2014
Cierpienie jest zrozumieniem niesienia Krzyża na wzór Syna Boga. Przez cierpienie dla wielu łatwiej jest zrozumieć człowieczeństwo i stosować wsparcie dla potrzebujących.
Pozdrawiam
#4 | Kazia dnia 06.04.2014
Sens cierpienia. Niby się go rozumie ale najbardziej gdy dotyka kogoś obok, osobiście jest z tym gorzej. Przypomniał Ksiądz homilię naszego papieża. Czytałam kiedyś teksty jego rekolekcji wielkopostnych dla kurii rzymskiej w 1976 r. Mocna rzecz, po czymś takim nie dziwie się, że został wybrany papieżem.
Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną