Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Te sądy jednak działają różnie. Nie zawsze stają na wysokości zadania, by sprawiedliwości stało się zadość. Przed dwoma tygodniami przypomniałem postać śp. ks. Stefana Niedziela, z okazji 25 rocznicy jego śmierci. Tyle samo czasu mija od zamordowania innego, wspaniałego kapłana, ks. Stanisława Suchowolca.
23.02.2014r.


„Słyszeliście, że powiedziano przodkom: "Nie zabijaj"; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi”.

      Te sądy jednak działają różnie. Nie zawsze stają na wysokości zadania, by sprawiedliwości stało się zadość. Przed dwoma tygodniami przypomniałem postać śp. ks. Stefana Niedziela, z okazji 25 rocznicy jego śmierci. Tyle samo czasu mija od zamordowania innego, wspaniałego kapłana, ks. Stanisława Suchowolca. Opierając się na artykule p. Zbigniewa Banacha, z „Naszego Dziennika", nr 41 (2754), 17-18 lutego 2007 r., zatrzymajmy się nad tą wyjątkową postacią.

      Był kapłanem archidiecezji białostockiej, wyświęconym w 1983 r. W czerwcu tegoż roku dostał nominację na wikariusza w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli. Stąd jest zaledwie cztery kilometry do wsi Okopy, miejsca urodzenia słynnego kapłana i męczennika, sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki. Wiekowo dzieliło ich jedenaście lat. Początek drogi kapłańskiej Stanisława zbiegł się z kulminacją dojrzałej posługi duchowej księdza Jerzego. Starszy od pierwszego spotkania stał się dla młodszego wzorem człowieka i kapłana. Zaprzyjaźnili się serdecznie. Wikary z Suchowoli należał do częstych gości w domu Marianny i Józefa Popiełuszków. Po kilku nieudanych zamachach na życie ks. Jerzego, kiedy matka obawiała się o los syna, on przytulał ją i pocieszał słowami: - Mamo, nie martw się. Jeśli mnie - nie daj Boże - coś się stanie, to przecież Staszek mnie zastąpi. Po śmierci przyjaciela ks. Suchowolec opiekował się jego rodzicami jak swoimi własnymi. Miesiąc po pogrzebie odprawił w Suchowoli pierwszą na ziemiach polskich Mszę św. w intencji rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego ks. Popiełuszki. Po śmierci tego ostatniego w życiu ks. Stanisława nastąpił przełom – potwierdzają do dziś zgodnie ci, którzy go znali. Młody suchowolski wikary nie wiedział, że już nazajutrz po historycznych uroczystościach żałobnych w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu bezpieka zintensyfikowała przeciwko niemu tajne, niezgodne z prawem działania.

      W jego mieszkaniu zainstalowano podsłuch telefoniczny. W Mszach św. przez niego odprawianych uczestniczyli systematycznie funkcjonariusze IV Wydziału SB z Białegostoku i potajemnie nagrywali kazania, których interpretacją zajmowali się szefowie wojewódzkiej bezpieki, zawodowi antyklerykałowie aparatu partyjnego i Wydziału ds. Wyznań Urzędu Wojewódzkiego. Taka bowiem była ówczesna praktyka. Sam pamiętam, jak zauważyłem pewnego „smutnego pana” nagrywającego moje kazanie pasyjne, a usiłującego nieudolnie zataić ten proceder. Stenogramy homilii ks. Suchowolca przekazywano do Okręgowego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk, czyli peerelowskiej cenzury, która dopatrywała się w nich „elementów jątrzących przeciw PZPR i organom porządkowym". To dało bezpiece asumpt do zawiadomienia prokuratury, by rozważyła możliwość wszczęcia postępowania przygotowawczego przeciwko autorowi kazań, z paragrafu o nadużywaniu wolności sumienia i wyznania na szkodę interesów PRL. Autorzy służbowego donosu wiedzieli, że kodeks karny przewidywał za tego rodzaju przestępstwo karę pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

      Równolegle z opisanymi przedsięwzięciami formalnymi czynników urzędowych trwały nieformalne działania tak zwanych nieznanych sprawców. Ksiądz kilka razy został dotkliwie pobity. Telefonicznie grożono mu śmiercią. Uszkadzano kilka razy układ jezdny jego samochodu. Wobec nasilających się szykan i prześladowań przełożeni w przenieśli ks. Suchowolca do Białegostoku. W nadziei, że w większym mieście młody wikary będzie bardziej bezpieczny. Bezpieka nie ustawała jednak w prześladowaniu kapłana, ponownie zmierzając do wytoczenia mu procesu karnego. Wydział IV WUSW w Białymstoku zakłada sprawę operacyjnego rozpracowania opatrzoną kryptonimem „Uparty". Pewnie nie odpowiadały im jego słowa, jakie wypowiadał do licznie zgromadzonych wiernych: Mówił np. takie słowa: „Panowie ze Służby Bezpieczeństwa, ja was proszę, zostawcie już przesłuchiwanie ludzi. Oni nie są niczemu winni. Chcecie coś, to przyjdźcie do mnie... Przyjdźcie na wspólną modlitwę. Porozumiejmy się wspólnie. Tutaj. Popatrzcie - my nie wiemy, kim jesteście, a podajemy rękę na znak pokoju. A gdybyśmy wiedzieli, kim jesteście, to też rękę podamy. Naprawdę nie jesteśmy źli, jak wam mówią. My jesteśmy tylko solidarni...”. Meldunki na temat Mszy św. i głoszonych przez kapłana kazań lokalni funkcjonariusze SB przesyłają już nie tylko do IV Departamentu MSW, ale i bezpośrednio do gabinetu ministra spraw wewnętrznych. Ks. Suchowolec jednak nie zraża się tym i działa nadal. Śp. Zbigniew Romaszewski, którego pogrzeb odbył się w ostatni piątek, tak wspomina osobę tego niezłomnego kapłana: „Ksiądz Stanisław Suchowolec należał do pierwszoplanowych postaci białostockiego oddziału Komisji Interwencji i Praworządności NSZZ "Solidarność" oraz był jego duszpasterzem”. Trwa ciąg zdarzeń mających charakter zbrodniczy, kryminalny, skierowanych przeciwko kapelanowi białostockiej „Solidarności". Jako drobiazg można uznać, że nieznana ręka zawiesiła na klamce jego auta kartkę z rysunkiem wiszącego na szubienicy mężczyzny w sutannie, z podpisem - Stanisław. Ale już całkiem inny wyraz ma przecięcie przewodu hamulcowego w samochodzie wikarego. Nieznana ręka luzuje cztery śruby w tylnym kole jego volkswagena passata. Miesiąc później ta sama albo inna nieznana ręka odkręca w aucie nakrętkę kolumny kierowniczej. Nieco później ktoś celowo odkręca obydwie śruby mocujące końcówkę wahacza. Po kilku tygodniach rozcięto osłonę gumową i uszkodzono krzyżaki. Jeszcze później nieznany fachowiec poluzowuje nakrętkę mocującą kolumnę Persona z łożyskami. Zagrożenie wzrastało. Zaszczuty, osaczany i żyjący pod nieustającą presją zagrożenia życia ksiądz występuje o „zezwolenie na posiadanie i ewentualne używanie osobistego miotacza gazu łzawiącego". Zezwolenia jednak nie otrzymuje. Przyjaciele księdza uradzili jesienią 1988 roku utworzenie społecznej pomocy w postaci swego rodzaju straży obywatelskiej. Członkowie NSZZ „Solidarność" i KPN dyżurowali doraźnie w mieszkaniu księdza. Ustalono, że przed każdorazowym udaniem się na nocny spoczynek zatelefonuje do kogoś ze „straży". Inicjatywa szlachetna i godna uznania. Tyle że funkcjonariusze bezpieki wiedzieli o tych przedsięwzięciach dzięki zainstalowanemu w mieszkaniu kapłana podsłuchowi. Szykany wzmagały się nieustannie. Bezpieka urządziła coś na podobieństwo polowania. Całodobowa inwigilacja. Zadręczanie telefonami z pogróżkami. Nieustające kontrole samochodu. Legitymowanie księdza „na mieście". Życie pod nieustającą presją. Niektórzy przyjaciele księdza mieli świadomość, że może mu grozić najgorsze. I rzeczywiście, 30 stycznia 1989 r. znaleziono martwego ks. Stanisława. Za niewątpliwą przyczynę zgonu uznano zatrucie tlenkiem węgla. W górnej części klatki piersiowej kapłana znajdowały się podskórne krwawe wylewy, ściślej – „w dolnej lewej i przednio bocznej części szyi oraz obydwu stawów mostkowo-obojczykowych oraz w powięzi mięśnia piersiowego w rzucie na część chrzęstną drugiego żebra po lewej stronie, a ponadto świeży wylew krwawy do mięśnia piersiowego większego lewego o wymiarach siedem na półtora i jeden centymetrów”. Ocenia się, że w sypialni ks. Stanisława „nieznany sprawca” wywołał krótkotrwały pożar przy użyciu środka łatwopalnego. Płomień błyskawicznie zgasł, ale powietrze wypełniał równie szybko dwutlenek węgla, którego wchłonięcie przez organizm spowodowało zgon kapłana. To była taka specjalna substancja do mordowania ludzi, osobliwie księży.

      Tak, jak w przypadkach innych kapłanów, zbrodnia dokonana na ks. Suchowolcu do dziś pozostaję „doskonałą”. Sprawca(y) – jak wcześniej napisałem – nieznani. Krew jego oraz tych, którzy zginęli w obronie wiary i Ojczyzny woła o pomstę do nieba. I Bóg kiedyś na pewno upomni się o tę krzywdę.


/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | XWM dnia 23.02.2014
Temat dzisiejszego traktowania duchownych (zwłaszcza katolickich) wciąż powraca. Pewnie i ja jeszcze o tym napiszę, bo - wbrew pozorom - nie dotyczy on tylko tej wąskiej grupy, ale tak naprawdę nas wszystkich. Z Państwa uwag wynika, iż nie jesteśmy ani ślepi, ani głusi na podstępne działania.I bardzo dobrze, Pozdrawiam
#2 | Jacek Mruk dnia 23.02.2014
Widać zbrodniarze byli i są na usługach złego. Myślą pewnie głupcy,że zabijając księdza czynią chwalebnie
. Naiwni idioci jakże mali w myśleniu, bo śmierć dosięgnie z nich każdego, a wtedy rozliczenie z czynów będzie uczciwe , a nie jak ich czyny mściwe.
Pozdrawiam
#3 | Kazia dnia 23.02.2014
Czasy się zmieniają metody pozostają te same, szykany i dzisiaj dotykają niezłomnych kapłanów, teraz ich wachlarz chyba jest nawet większy, od działań seryjnego samobójcy po ostracyzm i samosąd w mediach. Niedawno zmarł proboszcz z Suchowoli, ks. Józef Wójcik. Próżno by o nim szukać informacji w głównych mediach. Suchowola to jak widać zagłębie świętych kapłanów. Pozdrawiam
#4 | Artur dnia 23.02.2014
Takie postawy trzeba przypominać i dobrze, że ksiądz to robi. Ja mam natomiast inną myśl jak czytam to co robiono z bohaterem wpisu. Czasy mamy inne ale metody pozostały te same. Więcej nie napiszę bo proszono mnie o dyskrecje, poza tym nie chcę za wiele ujawniać. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną