Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Mam wątpliwości, czy powstańcy Wandei doczekają się kiedykolwiek należytego miejsca w historii Francji, bowiem są niewygodni. Psują obraz niepowtarzalnych obchodów, od których każdego 14-go lipca mienią się w Paryżu Pola Elizejskie, maszerują wojska, latają samoloty rozpuszczając na niebie trzy kolory symbolizujące francuskie: „wolność, równość, braterstwo” (Liberté-Égalité-Fraternité).
22.01.2014r.


   Styczeń w historii Francji obfituje w wiele wydarzeń, które, jak sądzę, Francuzi woleliby wymazać z pamięci, z kart historii, zapomnieć, skoro do dzisiejszego dnia udają, że nic takiego jak powstanie w Wandei nie miało miejsca. Warto zatem przy różnych okazjach przypominać, że droga do Republiki Francuskiej - której święto odbywa się 14-go lipca z wielką pompą i fajerwerkami - wiodła przez eksterminację ludności Wandei i okolicznych departamentów, która uznawana jest przez niektórych historyków jako pierwszy nowożytny przykład ludobójstwa.

   Trochę historii.

Mimo tego, że Wandeę zamieszkiwała ludność o poglądach konserwatywnych, mieszkańcy na początku nie odnosili się wrogo do zmian rewolucyjnych. Warto jednak przypomnieć, że przed rewolucją Kościół w Wandei był właścicielem około 10% ziemi, która była mu darowana przez prywatnych darczyńców na przestrzeni setek lat. Prywatne osoby, zapisując w testamentach ziemię Kościołowi, chciały w ten sposób zapewnić byt księży, kościołów i zakonników. Testamenty darczyńców stanowiły także o konieczności walki z ubóstwem, konieczności utrzymania szkół i szpitali. Wydawać by się mogło, że nic bardziej chwalebnego.

Jednak w listopadzie 1789 r. Zgromadzenie Narodowe odebrało wszystkie dobra kościołowi i wyemitowało asygnaty, na podstawie których można było nabyć te (wcześniej odebrane!) dobra. W konsekwencji, dało to ogromne pole do wzbogacenia się wielu skorumpowanych urzędników, a miejscową ludność pozbawiło opieki medycznej, społecznej i szkolnictwa. To był pierwszy punkt zapalny, który spowodował bunt ludności Wandei i trochę ciężko dyskutować z jego zasadnością.

   Kolejnym punktem zapalnym było zaprzysiężenie księży na wierność narodowi – cokolwiek to znaczyło, bo w moim mniemaniu ksiądz winien być wierny Bogu i Jego przykazaniom. Stało się więc tak, że parafianie nie chcieli wpuszczać do kościołów nowo zaprzysiężonych księży i musiała interweniować Gwardia Narodowa, która była i tak nienawidzona przez ludność.

W styczniu 1791 r.  w Saint-Christophe-du-Ligneron ponieśli śmierć pierwsi parafianie, którzy bronili niezaprzysiężonych księży, zaś w sierpniu 1792 r. niemal wyklęta przez mieszkańców Gwardia Narodowa dokonała mordu na około pięćdziesięciu nieuzbrojonych (!) parafianach. Działo się to w miasteczku Breissure, a owi parafianie byli zakładnikami wziętymi z miejskiej ludności, która przeciwstawiała się eksmisji sióstr z pobliskiego klasztoru.

   To antykościelne postępowanie nowych władz, jak również stracenie na gilotynie Króla Ludwika XVI (21 stycznia 1793 r.) wywoływało wielkie niezadowolenie i bunt mieszkańców Wandei. Ostatnia kroplą, która przelała czar goryczy Wandejczyków był dekret o poborze do wojska wydany tuż przed pierwszymi pracami wiosennymi w polu (mieszkańcy Bretanii od ponad 250 lat nie mogli być zmuszani do służby wojskowej poza granicami regionu), a na obszar objęty powstaniem przypadało bez mała 18.000 poborowych.

   Początkowo przywództwo powstania przejęli niezaprzysiężeni (na wierność narodowi) księża, rzemieślnicy, byli wojskowi. Szlachta przyłączyła się do wojny dopiero później i nierzadko była do tego zmuszana postawą chłopów. Na moment wybuchu powstania armia republikańska stacjonująca w Belgii mogła wystawić przeciw powstańcom około 10 – 15 tysięcy żołnierzy, głównie z Gwardii Narodowej. Powstańcy zaś mieli lepszą orientację w terenie, lepiej strzelali, a gdy dowództwo powstania objęła szlachta – wzrosły ich możliwości strategiczne. Początkowo więc powstańcy odnotowali wiele zwycięstw. Nie udało się im jednak zdobyć miast nadmorskich, a to pozwoliłoby na kontakt z Anglią. W czerwcu 1793 r. powstańcy zdobyli jedno z większych miast zachodniej Francji, Angers, co niby otwierało drogę na Paryż. Ale… przywiązanie chłopów do ziemi i niechęć do opuszczania rodzinnych terenów sprawiły, że skierowali się, zamiast na Paryż, to na Nantes. Miało to o tyle znaczenie, że na terenie całej Francji powstawały ogniska buntu, punkty zapalne, których nie udało się połączyć.

   To była niezwykle brutalna wojna. Już na początku, gdy poborowi odmówili ciągnięcia losów (metoda poboru do wojska), Gwardia Narodowa strzelała do nieposłusznych. Dziarscy i młodzi chłopi pokonali jednak gwardzistów i rozpoczęli trwające miesiąc egzekucje, w których zabili około 600 osób. Na reakcję władz nie trzeba było długo czekać: 1 sierpnia 1793 r. Komitet Ocalenia Publicznego nakazał bezwzględnie spacyfikować zbuntowaną Wandeę i nakazał wymordować wszystkich mieszkańców – niezależnie od wieku, płci i stosunku do władzy (!).

 

   Wypełniając dyspozycje władz rewolucyjnych przystąpiono do systematycznej eksterminacji ludności Wandei. W tym celu od 21 stycznia 1794 r. swoją „działalność” rozpoczęły tzw. „kolumny piekielne” pod dowództwem gen. Turreau i nadzorem komisarza Jeana Carriera. Ostatecznie powstało 12 kolumn, które mordowały Wandejczyków na wszelkie możliwe sposoby. Jak napisał w raporcie jeden z republikańskich generałów: „Obywatele republikanie. Wandea już nie istnieje. Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła pod naszą wolną szablą [...]. Zgodnie z rozkazami, któreście mi dali, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety, które nie będą już rodzić bandytów [...] Litość nie jest rewolucyjną sprawą”. Inny z nich stwierdził: „Cały czas poluję. Każdego dnia moi myśliwi przynoszą mi co najmniej 10 głów bandytów [...], ilość zwierzyny jednak się zmniejsza [..]. Zabijamy ich dwa tysiące dziennie.” Do czasu odwołania w maju „kolumn piekielnych” zabiły one, wedle różnych szacunków, od 20 do 50 tys. ludzi. Szczególnie okrutnym sposobem mordowania, który stał się symbolem tego okresu stały się tzw. noyades wymyślone przez samego Carriera. Stosowano je głównie w miejscowościach portowych leżących nad Loarą - Nantes i okolicach.

   Metodą tej egzekucji było masowe topienie ludzi na barkach specjalnie do tego przystosowanych. Podczas czwartej takiej operacji (grudzień 1793 r.) było, przed zatopieniem, dodatkowe upokarzanie ludzi (w tym dzieci) poprzez rozbieranie ich do naga i wiązanie w pary ludzi przeciwnej płci.  Praktykę tę nazywano cynicznie „małżeństwa republikańskie”.

Liczba ofiar Powstania w Wandei jest trudna do oszacowania. Niestety, archiwa państwowe dotyczące tego powstania są sukcesywnie niszczone przez władze Francji. Niektórzy historycy szacują liczbę ofiar na około 350 tysięcy ludzi.

   Oczywiście, historycy francuscy bronią się przed określeniem tych mordów jako „ludobójstwo” czy „eksterminacja”. A jakże! Niczego innego się nie spodziewam. W tym momencie zwraca jednak uwagę rozkaz wydany przez Komitet Ocalenia Publicznego generałowi Turreau, który brzmiał nie inaczej jak: „Przeprowadzić eksterminację wszystkich powstańców, do ostatniego człowieka. Spalić ich farmy, wygnieść tych tchórzy jak pchły. Skruszyć tych ohydnych Wandejczyków".

Zdaniem historyka Reynalda Sechera pamięć o masowych zbrodniach w Wandei była konsekwentnie eliminowana przez polityków i nierzetelnych badaczy - proces ten, w jego ocenie, trwa od czasów rewolucji do dziś i jest przez niego określany jako pamięciobójstwo.

Nie sposób pominąć przy tej okazji fakt, że z wandejskiego ludobójstwa czerpał inspirację nie kto inny niż W. I. Lenin, który, gdy objął władzę w Rosji w 1917 r. powiedział: „Musimy eksterminować Kozaków. To nasza Wandea”.

   Do niedawna nie byłam taka mądra i ze wszystkich zdarzeń historycznych, które tu opisałam, znane mi było jedynie zgilotynowanie Ludwika XVI i Rewolucja Francuska (nie wiem, czy zasługuje na wielką literę).

   Tylko przez przypadek sięgnęłam do książek, które były ulubionymi pozycjami mojego śp. męża, który kochał historię tak Polski jak i Francji. Ów przypadek polegał na tym, że w owym czasie pracowałam tu przy ulicy „Quatrieme zouaves” (jakby „Czwarty żuaw”; żuawi – formacja lekkiej piechoty). Rodowód żuawów jest nieco późniejszy, ale natrafiłam na tę nazwę w literaturze francuskiej również przy okazji Wandei i tak trafiłam na ten plugawy rozdział historii Francji.

   I tak wtedy, jak i teraz, przy porządkowaniu tej notki, naszły mnie takie smutne refleksje, które poruszyły wiele dzwonków pamięci w mojej głowie: odbieranie dóbr należących do Kościoła, zmuszanie księży do przysięgania wierności komukolwiek innemu niż Bogu, zmniejszenie dostępu do oświaty i służby zdrowia, władza, która może wszystko, bezprawie i mordowanie ludzi pod sztandarem „republiki”, czyli ni mniej, ni więcej, a „rzeczy publicznej”.

   Mam wątpliwości, czy powstańcy Wandei doczekają się kiedykolwiek należytego miejsca w historii Francji, bowiem są niewygodni. Psują obraz niepowtarzalnych obchodów, od których każdego 14-go lipca mienią się w Paryżu Pola Elizejskie, maszerują wojska, latają samoloty rozpuszczając na niebie trzy kolory symbolizujące francuskie: „wolność, równość, braterstwo” (Liberté-Égalité-Fraternité).

Mało kto pamięta, że tak właściwie to hasło sformułowane w czerwcu 1793 r. brzmi : "Wolność, Równość, Braterstwo, albo Śmierć" (Liberté, Égalité, Fraternité, ou la Mort). Oryginalny pierwowzór zdaje się „tłumaczyć” los, który spotkał Wandejczyków.

 

[Ilustracja: „Bóg i Król” – symbol powstańców wandejskich.]



/Ossala/

Nasze blogi:





Komentarze
#1 | ossala dnia 23.01.2014
To nam się refleksje rozminęły Smile
#2 | Artur dnia 23.01.2014
Ossala ja pisałem na temat Twojego komentarza o 10.04. niemniej nieważne. Smile pozdrawiam
#3 | ossala dnia 23.01.2014
Zapomniałam doprecyzować, że mówiąc o drugim miejscu Francji w stratach w ludziach mam na myśli państwa Ententy. Bo Austro-Węgry straciły np. 90% zmobilizowanych.
#4 | ossala dnia 23.01.2014
Wiesz, Arturze, straty Francji wśród zmobilizowanych - niezależnie od źródeł - plasują się zwykle na drugim miejscu (mówię o I WŚ). Na około 8,5 mln zmobilizowanych Francuzi odnieśli straty na poziomie 75%. Mówiąc o stratach mam tu na myśli tak poległych jak i rannych czy zaginionych.
Mobilizowani byli najczęściej (w tym nie ma niczego odkrywczego) mężczyźni. Straty był więc tak wielkie, że Francji groziło wyginięcie nacji (co, mam wrażenie) częściowo się stało.
#5 | Artur dnia 23.01.2014
Ossala - masz rację, wiadomo o co chodziło wtedy - teraz to widać, pozdrawiam
#6 | ossala dnia 23.01.2014
Jacku, taka notka powstanie, ale bez podłoża historycznego, tj. udziału Francji w I Wojnie Światowej i strat w ludności, refleksja będzie niepełna. A, jak pewnie wiesz, w historii rzadko co dzieje się bez przyczyny.
Taką miałam "zawziętą" panią od historii w podstawówce i nie jestem w stanie jej się wywdzięczyć: daty były ważne, owszem, ale każde historyczne zdarzenie, każdy przewrót, każdą wojnę czy rewolucję omawiała (i tak odpytywała) wg schematu: przyczyny, przebieg i skutki.
#7 | Jacek Mruk dnia 23.01.2014
Ossalo
Dobrze odczytałaś moje intencje , co dobrze rokuje w temacie.
Pozdrawiam
PS. możesz pisać w skrócie nie używając drugiego członu nicka.
#8 | ossala dnia 23.01.2014
P.S. Jacek Mruk: bo wywiadu nie miałam jeszcze szans posłuchać. Stąd pytanie.
#9 | ossala dnia 23.01.2014
Arturze, a czy miałeś inne złudzenia?
Bo mnie z nich odarto. To się stało pewnego sobotniego poranka, 10 kwietnia 2010 r.
#10 | ossala dnia 23.01.2014
Jacku Mruku, rozumiem, że jesteśmy w II Wojnie Światowej...
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną