Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Tam poznałam, mając 7 lat, przyjaciółkę, która jest moją przyjaciółką do dziś!, tam się pierwszy raz zakochałam w chłopaku, tam „ukradłam” z biblioteki tomik poezji Rafała Wojaczka (powiedziałam, że książkę zżarł mi pies i musiałam zapłacić za egzemplarz), tam skończyłam podstawówkę, tam zdałam maturę (w tym samym, I LO im. Juliusza Słowackiego, co J. Buzek, ale za bardzo się tym nie chwalę)…
18.01.2014r.


      Tam poznałam, mając 7 lat, przyjaciółkę, która jest moją przyjaciółką do dziś!, tam się pierwszy raz zakochałam w chłopaku, tam „ukradłam” z biblioteki tomik poezji Rafała Wojaczka (powiedziałam, że książkę zżarł mi pies i musiałam zapłacić za egzemplarz), tam skończyłam podstawówkę, tam zdałam maturę (w tym samym, I LO im. Juliusza Słowackiego, co J. Buzek, ale za bardzo się tym nie chwalę), tam, podczas świąt „Trybuny Robotniczej” rozsmakowałam się w krupniokach i nie przeszło mi do dziś, tam, po lekcjach, spotykałam się z koleżanki w dawnej „Malinowej” (dziś już nie istnieje), tam, na „Wolce” (ulica Wolności) smakowałam lody włoskie, hot-dogi i kurczaki z rożna, tam trenowałam piłkę ręczną w AKS – Chorzów, tam jest pochowana (niestety) moja przyjaciółka ze „Słowaka”, tam…

      Kocham to miasto, bo w nim przeżyłam najwspanialsze i bodaj najważniejsze lata mojego życia: dzieciństwo i okres dorastania i już wiem, że moje przywiązanie do Chorzowa nigdy się nie zmieni.

      Chorzów, w latach 1922 – 1934 Królewska Huta, od 1939 do 1945 roku Königshütte, miasto w województwie śląskim.

      Chorzów w mojej pamięci, to miasto, w którym paliły się piece w Hucie Kościuszko, w Hucie Batory, to kręcące się szyby kopalni „Barbara-Chorzów”, „Prezydent”, „Barbara-Wyzwolenie”, to słynna „Elka” w Chorzowskim Parku Kultury i Wypoczynku, to „Wesołe Miasteczko” ( a w nim „diabelski młyn”) i Planetarium Śląskie.

      Chorzów, to wreszcie Stadion Śląski, na którym odbył się słynny mecz AS ROMA – GÓRNIK ZABRZE, a ja, wraz z koleżankami, siedziałam w oknie i spisywałam napisy z transparentów kibiców. Jako że byłyśmy niepoważne małolaty, to zanotowałyśmy szybko: „Choć Herrera was trenuje, nie wygracie z nami…” ten tego :). A w składzie Górnika… min. Lubański, Gorgoń, Szołtysik a w bramce Hubert Kostka.

      Chorzów to też drewniany Kościół Św. Wawrzyńca, do którego chodziłam na religię, to także ratusz chorzowski i Gmach Urzędu Pocztowego (XIX-wieczny bogato zdobiony neogotycki budynek, będący wizytówką miasta), to także park, nasza Góra Redena, do której uciekaliśmy przez okno z lekcji chemii (!!!) i w której bawiliśmy się w podchody. Była tam też sala taneczna, na której odbywały się nasze zabawy szkolne, z których najbardziej pamiętam taką wielką, obracającą się u sufitu kulę z mnóstwem lustereczek, w których odbijały się światełka.

      Chorzów to poranny przemarsz orkiestry górniczej w każdą Barbórkę, Chorzów to akademie, na których miałam „solówę” i wyśpiewałam dzielnie „Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska, poleciałbym ja za Jaśkiem do Śląska..”, Chorzów to akademie, na których recytowałam wiersze o harcerzach z wieży spadochronowej w Katowicach.

      Chorzów to także familoki, to Ślązaczki w ich oknach, z łokciami opartymi na poduszce, to także ratlerki (małe pieski zwane na Śląsku „sarenki”) przy ich łokciach, to „moje” tramwaje numer 6 (szóstka) i 11 (jedenastka), to rynek, na którym zgubiłam (!) ukochanego psa – pręgowaną bokserkę, która była siódma w miocie i jej nikt nie chciał!

      Chorzów to także wychowawcy (8 lat podstawówki ten sam wychowawca!), nauczyciele, a wśród nich polonista I LO im. Juliusza Słowackiego – Janusz Paprocki (brat tenora, Bogdana Paprockiego), dla wszystkich uczniów „Papuć”, to profesor geografii, pani Furmanikowa, żona Henryka Furmanika, taternika i alpinisty, który zginął w Kanadzie, w Górach Świętego Eliasza w lawinie śnieżno-lodowej.

      Chorzów to także szkoła muzyczna, do której uczęszczałam 5 lat, jako uczeń klasy „skrzypce”. Chorzów to również szpital dziecięcy przy ul. Truchana, z którego uciekłam w lutym w pidżamie, kiedy zobaczyłam w gabinecie zabiegowym (przez uchylone drzwi) na czym polega punkcja zatok, która mi groziła!

      Chorzów to też gwara śląska i tylko wtajemniczeni mogą wiedzieć, gdzie poszedł kolega, jeśli poszedł do „omy”!.

      Chorzów to również „Sól ziemi czarnej” z Olgierdem Łukaszewiczem urodzonym w Chorzowie, to Teatr Rozrywki, którego kierownikiem literackim jest moja szkolna koleżanka, a w którym można było posłuchać Michała Bajora, Urszuli Dudziak, Grzegorza Turanu, Stanisława Sojki, Jacka Wójcickiego czy wreszcie grypy Dżem.

      Chorzów to także Ryszard Riedel, który w Chorzowie się urodził i tamże zmarł.

      Kochani, długo by pisać. Z Chorzowem mam tak, że kiedy w szeroko pojętym „dziś” tam jestem i przysiadam na murku nowoczesnego dziś deptaku, w który zmieniła się „moja” „Wolka” – tak tęsknię, że zamykam oczy i mam wrażenie, że kiedy je otworzę, zobaczę kolegów i koleżanki ze szkolnej ławy i siebie w śród nich – jakimi byliśmy przed laty.


/Ossala/



Nasze blogi:









Komentarze
#1 | Kazia dnia 18.01.2014
Proszę! nawet mieliście własne duchy, ale fajnie.
#2 | dieudonne dnia 18.01.2014
witaj Kaziu, u nas byla jedna taka komorka w ktorej starsze rodzenstwo zamykalo mnie i straszono duchami...
#3 | Kazia dnia 18.01.2014
Patrz, komórek nie było i nikt nie wiedział gdzie się bawimy! Szok. Teraz by to już nie przeszło.
#4 | ossala dnia 18.01.2014
Kaziu, w Chorzowie jest wiele "fajnych" miejsc, poza tym, że w nim dorastałam. I czasy były inne, bardziej sprzyjały poznaniu wszystkich urokliwych zakątków. Komputerów nie było, komórek nie było, iPodów nie było, gier komputerowych też nie.
Człowiek biegał po podwórku, grał w gumę, w zbijaka, w klasy, w chowanego, w podchody...
#5 | Kazia dnia 18.01.2014
Ossalo pięknie piszesz, nostalgicznie, w Twoim opisie Chorzów staje się taką "Atlantydą" choć w obiegowej opinii to jedno ze śląskich czyli przemysłowych miast, a tu taka niespodzianka.
#6 | Kazia dnia 18.01.2014
Witaj Dieudonne miło Cię widzieć na naszym portalu. Kraków to szczególne miejsce, ma wyjątkową atmosferę.
Pozdrawiam
#7 | dieudonne dnia 18.01.2014
Witaj, ja mam to samo, ale z Krakowem....a do Chorzowa lub Katowic jezdzilo sie by cos kupic w do jedzenia na swieta w latach 70-tych.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną