Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Zadziwiające, bo mimo tego, że kara śmierci jest tematem ważnym, ciężkim gatunkowo i wywołującym żywe emocje – na co dzień - w gronie rodziny, znajomych, przyjaciół, ten temat nie jest poruszany. Piszę tak dlatego, że nader często zdarza się, że kogoś znam, dłużej lub krócej, to jest akurat kwestia przypadku, wymieniamy poglądy, wydaje się, że w niemal wszystkim jesteśmy zgodni, aż tu nagle bęc! Okazuje się nagle, że wywołany przypadkowo, wręcz zdawkowo temat kary śmierci jest tym, który nas dzieli.
10.01.2014r.


      Zadziwiające, bo mimo tego, że kara śmierci jest tematem ważnym, ciężkim gatunkowo i wywołującym żywe emocje – na co dzień - w gronie rodziny, znajomych, przyjaciół, ten temat nie jest poruszany. Piszę tak dlatego, że nader często zdarza się, że kogoś znam, dłużej lub krócej, to jest akurat kwestia przypadku, wymieniamy poglądy, wydaje się, że w niemal wszystkim jesteśmy zgodni, aż tu nagle bęc! Okazuje się nagle, że wywołany przypadkowo, wręcz zdawkowo temat kary śmierci jest tym, który nas dzieli.

      Tak się stało i tym razem, stąd pomysł napisania niniejszej notki i chęć wymiany poglądów, co jest, z mojej strony, pomysłem dość przewrotnym, bo ze mną za bardzo dyskutować w tej sprawie się nie da. Może inaczej: wymienić poglądy się da, ale niczego to zmienia, bo obstaję zawsze przy swoim poglądzie, że życia ludzkiego nie wolno odbierać, nawet (a może zwłaszcza) w majestacie prawa, nie my decydowaliśmy o czyimś przyjściu na świat, nie nam decydować o czyjejś śmierci.

      Głównym powodem, dla którego zostaję wierna temu poglądowi jest nieodwracalność śmierci. Po niej, na naszym łez padole nie ma już nic. Jeśli nastąpi więc jakaś sądowa pomyłka i człowiek niewinny zostanie niesłusznie skazany i w majestacie prawa zamordowany, nie da się go – przepraszam za cynizm – odkopać, wydobyć z trumny, otrzepać z kurzu i powiedzieć: „Wstawaj, możesz dalej żyć, bo myśmy się pomylili”.

      A mówiąc o sądowych pomyłkach nie mam tu na myśli przypadków opisanych w tzw. fikcji literackiej czy filmowej (żeby daleko nie szukać „Ścigany”), tylko autentyczną aferę w Stanach Zjednoczonych opisaną u nas przez dziennik „Rzeczpospolita”.

      Otóż czarny, młody mężczyzna został skazany na śmierć za zgwałcenie i bestialskie zamordowanie młodej, białej dziewczyny. O kolorach skóry piszę nie bez powodu, bo proces odbywał się w atmosferze nacisków opinii społecznej o ukaranie „czarnucha”. Tylko samozaparcie matki i narzeczonej oskarżonego i czekającego na egzekucję w celi śmierci sprawiło, że sprawę zaczęto rozpatrywać ponownie, gdyż cały wymiar sprawiedliwości zawiódł mimo (znowu: a może zwłaszcza), że o ostatecznym wyroku zdecydowało badanie DNA.

      Nie pamiętam już na skutek czego trop śledczych w ponownym postępowaniu został skierowany na laboratorium, w którym zostały przeprowadzone analizy próbek DNA. Okazało się wówczas, że próbki zostały sfałszowane, tzn. poprawiono w nich procent zgodności. Mało się na tym znam, ale wyobrażam sobie, że np. z 55% zrobiono 98%. Kiedy zaczęto przyglądać się postaci pani dyrektor wspomnianego laboratorium rządowego (a jakże) okazało się, że jest to osoba o skrajnie rasistowskich poglądach, a to właśnie ona, jako druga, składała swój podpis na każdym wyniku wysyłanym do sądu.

      Poddano więc weryfikacji absolutnie wszystkie wyniki zgodności DNA podpisane przez tę „damę” i okazało się, że było ich niemal dwieście. Dalsze postępowanie wykazało, że spora część była „dopasowana” bądź do oczekiwań opinii publicznej, bądź poglądów szefowej laboratorium. Dość powiedzieć, że bazując na badaniach tego konkretnego laboratorium – skazano i stracono kilkadziesiąt niewinnych ludzi, bądź takich, gdzie o ich winie ostatecznie decydowały wyniki badań DNA.

      Ale ta dość głośna afera była dla mnie jedynie potwierdzeniem, że poglądy przeze mnie wyznawane są słuszne. Doszło do tego jedynie potwierdzenie, że wymiar sprawiedliwości jest omylny, wyniki badań dowodów w sprawie także, jako ludzie jesteśmy zatem zbyt ułomni, aby decydować o takiej wartości, jaką stanowi ludzkie życie.

      Drugi aspekt, to aspekt wiary, może lepiej byłoby powiedzieć: strach przed karą boską, głębokie przekonanie, że każde zło (a odebranie życie jest złem) do nas wraca, czasem w zdwojonej postaci. Dlatego nigdy w życiu nie mogłabym, nie chciałabym być sędzią, bo mnie przeraża przekonanie człowieka o jego własnej nieomylności. Zostawiam to innym.

      Dodatkowo, wydaje się, że wyposażeni w narzędzia XXI wieku, w intelektualne osiągnięcia naszej cywilizacji – mamy aż nadto możliwości, aby karać ewidentnych morderców i zwyrodnialców i ich napiętnować. Jeśli tych współczesnych brak, zawsze pozostają jakieś kamieniołomy, prace użytku publicznego, łańcuch, kula u nogi, brak prawa do amnestii, brak prawa do złagodzenia wyroku z dożywocia za dobre sprawowanie, dożywotnie pozbawienie praw publicznych, etc. Inna rzecz, że uważam, że znakomita większość zbrodni popełniana jest przez recydywistów i winien jest temu nie bandzior, a chory wymiar sprawiedliwości, który skazanego za wielokrotne zbrodnie i przemoc wypuszcza „na przepustkę” za dobre sprawowanie. Facet wychodzi, morduje całą rodzinę (co zapowiadał niejednokrotnie kolegom w celi), a potem następuje medialna głupawka z pytaniem numer jeden w tle: „Jak to się stało, że ktoś taki został wypuszczony na przepustkę”?

      Trzeci, równie niebagatelny aspekt to taki, że w obecnym świecie relatywizowania niemal wszystkiego, w co do tej pory wierzyłam, co wpojono we mnie w domu rodzinnym, niezwykle kurczowo trzymam się zasad i poglądów zaszczepionych mi jako dziecku. Boję się, że gdy się zacznę wycofywać i zadawać sobie pytanie „a może jednak…”, to nie zostanie mi już nic.

      Żaden cywilizowany kraj się tym nie chwali, żadna szanująca się demokracja nie informuje opinii publicznej, ile niewinnych ludzkich istnień zostało straconych na skutek pomyłek, presji mediów, opinii publicznej, fałszywych przesłanek czy wreszcie politycznego nacisku. Dla mnie zaś każde jedno takie niewinne istnienie jest wartością wyższą, niż problem przepełnionych więzień czy konieczności utrzymywania skazanych z budżetów poszczególnych państw.

      A iluż niewinnych stracono i w Polsce, na przykład tuż po zakończeniu II Wojny Światowej? Że ewidentnie niesprawiedliwie? Bądźmy więc konsekwentni (mówię tu szczególnie do zwolenników kary śmierci). Na owe czasy generał „Nil” był wrogiem systemu, który nastał. Mam świadomość prowokacji, której właśnie dokonuję, ale wydaje się, że szczególnie kary śmierci wykonywane w określonych warunkach politycznych, w każdym kraju, nie tylko w Polsce, powinny dać sporo do myślenia.

      Nie jestem na tyle naiwna by wierzyć, że ta krótka notka zmieni czyjś pogląd w tej sprawie. Pozwalam sobie jednak pozostać w nadziei, że wywoła choć chwilę refleksji.

/Ossala/



Nasze blogi:









Komentarze
#1 | Artur dnia 15.01.2014
Ossalo pozwól że coś zacytuje w temacie, i pytanie - czy uważasz że wszystko jest OK? Kara odbyta - wierzysz w moc resocjalizacji? A gdyby ten człowiek zamieszkał w mieszkaniu obok - co byś czuła?

http://wiadomosci...icza/l98ps

Jeszcze żeby było jasne - moim zdaniem kara śmierci i wykonana już dawno. Pozdrawiam
#2 | ossala dnia 11.01.2014
Kaziu, chyba nieuważnie przeczytałaś.
Noworodki nie były duszone przez matki, które je wydawały na świat, a przez lekarkę, która odbierała poród. To ona dokonywała wyboru mówiąc matce, że dziecko było zbyt słabe i nie przeżyło.
Co się zaś tyczy mojego sprzeciwu co do kary śmierci nie mówię o wyborach ludzi dokonywanych w warunkach ekstremalnych (jak towarzysze broni podczas wojen nie zostawiali rannych na pastwę wroga tylko ich albo dobijali, albo zostawiali broń, aby sami odebrali sobie życie), tylko mówię o ludzkim życiu, co którego podejmuje się decyzje w czasach pokoju, w zaciszu gabinetów, na bazie papierków i badań (czasem fałszowanych), przez ludzi przebranych w czarne togi (czasem z perukami na głowach), których zdaje się rajcować ich moc podbudowana przekonaniem w własnej nieomylności.
#3 | Kazia dnia 11.01.2014
Mniejsze zło tez jest złem. Te kobiety nie zachowały się heroicznie, cóż, jak wpisał Artur była to sytuacja ekstremalna, nie wiem jak bym postąpiła, skoro nie jestem w obozie mogę uznać że ja bym nie udusiła własnego dziecka. Podobnie nie zakładam, że gdyby los rzucił mnie na bezludną wyspę - nie zjem współtowarzysza. Natomiast coraz mniej Cię rozumiem - odrzucasz prawo do eliminacji mordercy natomiast uznajesz że matka może w ekstremalnej sytuacji udusić własne dziecko bo co jest dobre a co złe zależy od sytuacji? No to ja się z Tobą nie zgadzam. Złe jest zabijanie zawsze i w każdej sytuacji, zło jest złem czy jest duże czy małe. Ale ja dopuszczam możliwość, kary śmierci, -o ile nie ma innej możliwości - po wyroku sądu i zbadaniu sprawy. natomiast nie przyjmuję poglądu że kategoria moralna naszych czynów zależy od naszego widzi mi się i "sytuacji". Natomiast ocena tego jaki jest nasz czyn - to zależy od naszego sumienia, ono jest subiektywne zatem jest właśnie relatywne. Ossalo mam wrażenie że mieszasz pojęcie sumienia z obiektywną kategorią moralną. A Nietzsche w zasadzie był cynikiem,... chyba tak na serio z nim się nie zgadzasz.
#4 | ossala dnia 11.01.2014
Nie wymiguję się. Do głowy mi to nie przyszło. Próbowałam jedynie doprecyzować.
Tak, gdyż wybierała w tych ekstremalnych warunkach mniejsze zło.
Uprzedzając Twoje wnioski i kierunek myślenia od razu chcę dodać, iż Twoja uwaga o działaniu w warunkach zniewolenia jest bardzo zasadna, czego się nie da powiedzieć o współczesnym sądownictwie (tj. że działają w ekstremalnych warunkach zniewolenia) skazując ludzi na śmierć.
#5 | Artur dnia 11.01.2014
Ten przykład z obozu nie jest najszczęśliwszym, bo to są warunki zniewolenia. Niemniej mordowanie niemowląt było złem. Tak jak mordowanie kobiet przez Niemców. Zło jest zawsze złem. I ta kobieta wiedziała że czyni zło. Ale zadałem pytanie i się wymigałaś: czy uważasz że ta kobieta robiła dobrze czy źle? Ciekawi mnie Twój punkt widzenia.
#6 | ossala dnia 11.01.2014
Arturze, wpis jest deklaracją mojego poglądu na temat kary śmierci i próbą uzasadnienia tejże deklaracji.
Opisany przykład z obozu koncentracyjnego jest opisem trudnych wyborów (!!!) człowieka w obliczu zagrożenia jakim jest wojna i ekstremalnie trudnych emocjonalnie i etycznie decyzji, które czasem przychodzi nam podejmować.
Mam nadzieję, że wyjaśniłam Ci różnicę.
#7 | Artur dnia 11.01.2014
Ossala czyli jednak uważasz że można odbierać człowiekowi życie, bo się gubię? Domyślam się że odpowiesz iż w przypadku ratowania innego życia. Ja właśnie tak traktuję karę śmierci. Pozdrawiam
#8 | ossala dnia 11.01.2014
Oczywiście, że z punktu widzenia własnej cywilizacji. Ja również. Tylko ja wiem o istnieniu innych, nie kwestionuję tego istnienia, nie kwestionuje ich praw do samostanowienia i nie uważam "mojej" cywilizacji za lepszą, tylko co najwyżej za inną.
Co się zaś tyczy pojęcia dobra i zła, to ośmielam się z Tobą nie zgodzić.
Pojęcie dobra (zła) było tematem wielu filozoficznych rozważań, a poszczególne definicje znacząco się od siebie różniły.
Najbliższa moim poglądom, dla Ciebie być może "niestety", jest teoria Fryderyka Nietzsche, który twierdził, że tak dobro jak i zło są to wartości subiektywne, które zależą od sytuacji i warunków.
I jeśli przyjrzeć się np. historii życia (nie przeczę, drastycznej przez warunki, w których miała miejsce), to to, co usiłuję powiedzieć nabiera takiego właśnie, relatywnego wymiaru.
Mam tu na myśli lekarkę (jak Ci będzie zależało, to sobie zadam trud i poszukam jak się nazywała, choć nazwisko nie wydaje mi ważne, bo piszę o jej wyborach), która dusiła przychodzące na świat noworodki w obozie koncentracyjnym podczas II wojny światowej (spraw wyszła na jaw, gdy wystąpiła o obywatelstwo amerykańskie).
Faktem jest, że wiele kobiet, zwłaszcza młodych, oddawało się w latrynach za kawałek chleba czy miskę kaszy. Te nowo przybyłe, u których naturalne procesy nie zdołały jeszcze zaniknąć - zachodziły w ciążę.
Ciąże były ukrywane, brzuchy ściskane, bo wiadomo było, że kobieta w ciąży zostanie natychmiast zamordowana przez Niemców lub poddana nieludzkim eksperymentom Mengele po czym i tak umrze.
Ale przychodził moment rozwiązania i wspomniana przeze mnie lekarka odbierała poród, po czym wychodziła z baraku i wznosząc modlitwę do Boga, aby jej wybaczył, dusiła noworodka.
Wybierała mniejsze zło kierując się przekonaniem, że ratuje przynajmniej matkę, której daje niniejszym szansę (szansę!) na posiadanie jeszcze dzieci, natomiast matka razem z noworodkiem nie przeżyją ani chwili, po odkryciu ich przez Niemców.
Kaziu, obiektywnie czyniła zło, bo dusiła noworodki, ale w tych konkretnych okolicznościach, działając w takiej a nie innej rzeczywistości, czyniła dobro, bo z dwóch istot udawało jej się uratować choć jedną. Wiele z tych kobiet, faktycznie przeżyło obóz i wojnę i miało normalne rodziny.
Trudno więc, choćby w tym przypadku, nie zgodzić się z poglądami Nietzsche'go, które, tak w ogóle, bliskie mi nie są, ale ten jego pogląd jest zbliżony do tego, co sama uważam.
#9 | Kazia dnia 11.01.2014
Ossalo nie ma "innych pojęć dobra i zła" właśnie na tym to polega, dlatego wszyscy jesteśmy ludźmi i ci w afrykańskim buszu i w Brukseli, takimi samymi ludźmi. Nie ma relatywizacji w tym względzie, dobro i zło istnieje niezależnie od nas, to jest świat wartości, Hegel owszem chciał wmówić ze jest inaczej ale nie miał racji. A że rozpatruję sprawę z punktu widzenia mojej cywilizacji? trudno prowadzić dywagacje wedle kryteriów innej, bo ja nie znam innych cywilizacji a własną.
#10 | ossala dnia 11.01.2014
Kaziu, pisząc o czipach nie lansowałam ich wprowadzenia tylko usiłowałam podkreślić, że jest - przed wyrokiem i wykonaniem kary śmierci - parę innych możliwości. Tylko tyle.
Co się zaś tyczy obiektywnego istnienia dobra i zła to zauważ, że przykładamy do tego swoje kryteria, tj. szeroko pojętej kultury zachodniej, Europy, naszej cywilizacji.
Co masz zamiar począć z cywilizacją wioski afrykańskiej, która kieruje się często zgoła innymi pojęciami dobra i zła?
Ja nie myślę o sobie jak o jednostce należącej do "rasy panów", która wie lepiej.
Ale to jest uwaga na boku.
Istotą mojej notki były nie wartość, a sprzeciw wobec kary śmierci, tj odbierania ludzkiego życia w majestacie (często omylnego) prawa.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną