Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Jestem przekonana, że zjawisk, które za chwilę opiszę, a które były moim własnym doświadczeniem – jest wokół naprawdę mnóstwo, tylko ich sobie nie uświadamiamy. Zagonieni, zapracowani, zmęczeni nie mamy czasu ani siły pójść jakimś tropem, by doprowadzić sprawy do końca.
30.12.2013r.


      Jestem przekonana, że zjawisk, które za chwilę opiszę, a które były moim własnym doświadczeniem – jest wokół naprawdę mnóstwo, tylko ich sobie nie uświadamiamy. Zagonieni, zapracowani, zmęczeni nie mamy czasu ani siły pójść jakimś tropem, by doprowadzić sprawy do końca. A jak się to już uda, uszczęśliwieni finałem, nie mamy głowy na refleksję i odpowiedź na pytanie, z czym faktycznie się zetknęliśmy? W państwie należącym do Unii Europejskiej, w XXI wieku, w kraju, w którym niemal każdy polityk (zwłaszcza ci z lewej strony) wyciera sobie gębę (przepraszam za kolokwializm) słowem „demokracja” i „wolność słowa” – bo to tak ładnie brzmi. Szkoda, że tylko brzmi.

      Zdarzenia, które opisuję miały miejsce jakoś w latach 2008-2010, nie wcześniej, a zwłaszcza nie w jakiejś głębokiej komunie! Przeczytałam wówczas obszerny artykuł w dodatku do „Rzeczpospolitej” ”Plus minus” autorstwa bodaj prof. Krasnodębskiego na temat twórczości Jarosława Marka Rymkiewicza.

      Utwory J. M. Rymkiewicza były mi znane dużo wcześniej, niezwykle ceniłam jego wiersze (i głównie tkwił w mojej pamięci jako poeta właśnie), znałam też sztuki teatralne jego autorstwa, ze dwie, trzy komedie, ale tytuły książek, które znalazłam we wspomnianym artykule nie mówiły mi nic. Pamiętam, że nawet przez chwilę się zastanawiałam, czy to aby na pewno ten sam J. M. Rymkiewicz. A mowa była o takich tytułach jak „Wieszanie”, „Kinderszenen”, „Samuel Zborowski”.

      Chwilę się wtedy zastanowiłam, jak to się stało, że nic mi te tytułu nie mówią. Poczułam się zawstydzona (jako polonista) i postanowiłam szybko nadrobić karygodne zaległości w dziadzienie literatury współczesnej. Owszem, w obecnej „współczesności” literackiej panuje niemały rozgardiasz, ale żeby Rymkiewicza przegapić! Wstyd! Tak pomyślałam.

      Tak się wtedy złożyło (pamiętam jak dziś), że tuż po lekturze artykułu, który mnie tak zawstydził – musiałam wyjechać do Katowic. Miałam kilka wolnych chwil w oczekiwaniu na jakieś spotkanie i pomaszerowałam do bodaj największego empiku, który się reklamuje jako Empik Katowice Silesia Megastore! Zwracam uwagę na określenie wytłuszczone przeze mnie.

      Po odnalezieniu działu książki odnotowałam wzrokiem stosy, dosłownie stosy książki Tomasza Lisa „My, naród” i Lecha Wałęsy „Droga do prawdy. Autobiografia”. Publikacja Wałęsy jedynie mnie rozbawiła, szczególnie słowo „prawda” w tytule, ale Lis to mnie po prostu wściekł. Owszem, jakiś tam dziennikarz, ale mnie akurat guzik obchodziło co miał do powiedzenia w (również) mojej sprawie.

      Skierowałam kroki pod literę „R” i szukałam nazwiska Rymkiewicz. Niemal przegapiłam jakiś cieniutki, niepozorny tomik poezji, który dawno miałam u siebie, a po szukanych tytułach ani śladu! Zaczęłam naiwnie szukać w dziale „promocje”, potem wśród prozy, potem pod „J” jak Jarosław, potem pod „M” jak Marek i w końcu, wściekła, poszłam do informacji. Pani, nie powiem, uprzejmie, poinformowała mnie, że może mi te tytuły zamówić! Wycofałam się z tego rakiem, bo w Katowicach byłam jedynie przejazdem i pomyślałam zła, że – Śląsk – jak za dawnych czasów (tam skończyłam szkołę podstawową i liceum) jest dalej kulturalną sypialnią, że nie znają Rymkiewicza tak, jak swego czasu nic im nie mówiło nazwisko poety, Rafała Wojaczka i wyszłam stamtąd wkurzona do granic wytrzymałości.

      Gdy wróciłam do Warszawy, pomaszerowałam dziarsko, pewna swego, do księgarni przy ul. Kasprowicza (Dom Książki) i spytałam o kolejne trzy (!!!) poszukiwane tytuły. Żadnego. Literalnie nic, tylko znowu jakiś dawny tomik poezji. A! I oczywiście – Wałęsa i Lis.

      Nie pamiętam już teraz, ile warszawskich księgarni przemaszerowałam w poszukiwaniu wspomnianych pozycji. Wiem, że byłam w empiku przy al. Zjednoczenia, na pewno byłam w księgarni „Nike”, na pewno szukałam na Krakowskim Przedmieściu, naprzeciw Uniwersytetu Warszawskiego. I nic. To znaczy, przepraszam, nie takie znowu nic: Wałęsa i Lis był, ale on nie leżeli w polu mojego zainteresowania.

      Tu się pragnę podzielić smutną refleksją: nie było ani jednej księgarni, w której osoba pytana o te książki Rymkiewicza nie powiedziałaby do mnie tak: „Wie pani, nie ma, ale chyba będziemy musieli ściągnąć, bo dużo ludzi o nie pyta!”

      No żesz mać! „To na co panie czekają?” – miałam chęć wrzasnąć.

      Książki w końcu zdobyłam. Wszystkie. Weszłam na stronę internetową którejś z księgarni wysyłkowych i je otrzymałam.

      Czas na refleksję, co się właściwie zdarzyło przez tygodnie poszukiwania najnowszych książek Jarosława Marka Rymkiewicza dostarczyła mi Poczta Polska. Gdy książki przyszły, nie było mnie w domu, a na poczcie musiałam w kolejce odczekać swoje. I tak sobie wtedy pomyślałam, że mamy do czynienia z wyjątkowo wyrachowaną cenzurą, bo wszak J.M. Rymkiewiczowi nikt nie zabrania pisać tego, co chce. A że jego książek kupić się nie da – w środku Europy, w XXI wieku, w wolnym (ponoć) i demokratycznym (wg np. Józefa Oleksego, bo on szczególnie uwielbił to słowo) kraju – to już jest całkiem inna historia.

/Ossala/



Nasze blogi:









Komentarze
#1 | ossala dnia 01.01.2014
Niueste, wiesz, ja mam takiego znajomego, który chciał mi dać przeczytane egzemplarze GW, bo miałam szczeniaczka, który się uczył sikać metodą "na gazetę". Zażartowałam sobie, że nie wiem, bo może psina jeszcze się czegoś nabawi...
To był żart, którym chciałam zamanifestować swój brak uznania i zainteresowania GW, a ten to wziął na serio, gazety zabrał i tyle się widzieliśmy.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
#2 | Niehrabiabis dnia 01.01.2014
No coz dodac, moze na pocieche, ze to wykladane na stosych przy wejsciu "bestsellery" leza az do przemialu.Pozdrawiam
#3 | Niueste dnia 31.12.2013
Tak Ossalo, masz rację oni nas urabiają i to trwa. Dwa lata temu kupowałam coś więcej w empiku i w "nagrodę" dano mi książeczkę wyrabiającą pozytywne nastawienie do homozwiązków. Wzięłam i przepuściłam przez komin, o jedną sztukę mniej. Ostatnio częstowano mnie jakimś magazynem z JoląK na okładce. Grzecznie podziękowałam, mówiąc, że nie odpowiadają mi poglądy pani na okładce i spotkałam się ze świętym oburzeniem, bo to za darmo przecież. A w niedzielę było mi smutno bardzo, bo w moim kościele nie czytano listu biskupów ostrzegającego przed gender, decyzję podjął nasz Proboszcz. Czytam Cię tu i cieszę się, że mam Cię gdzie czytać. Pozdrawiam i życzę by spotykało ćię samo dobro.
#4 | Kazia dnia 30.12.2013
Sądzę że za jakiś czas te wszystkie książki będzie można zobaczyć na stołach w supermarketach z wielkim nagłówkiem - "każda książka za 2-3-5 złotych - okazja", niestety, niektórych pozycji na siłę nawet nie chce już nikt czytać. A dobre książki nawet nie muszą być reklamowane, same się rozchodzą.
#5 | ossala dnia 30.12.2013
Niestety, zdarzenia, które opisałam, traktuję jako fragment większej, niechlubnej całości. To nie jest żaden przypadek, że książka Lisa na mnie wszędzie napadała, a o Wałęsę się potykałam, bo nie dało się przejść inaczej.
To jest urabianie nas, walka o nasze dusze.
#6 | Kazia dnia 30.12.2013
Muszę Ci się przyznać że ja już nie patrze co mają w księgarni, wchodzę i pytam czy jest to co chce konkretnie kupić a jak nie mają - to zamawiam. Najczęściej zamawiam, bo zwykle oczywiście nie mają. tak się do tego przyzwyczaiłam, że już nawet się nie dziwię. A co do Rymkiewicza to mainstream chyba najbardziej żałuje, ze dał mu kilka lat temu nagrodę Nike.
Pozdrawiam.
#7 | Artur dnia 30.12.2013
Rzeczywiście tak jest, choć nadzieja w małych księgarniach. Koło mnie otworzyli niedawno jedną i z ciekawości sprawdziłem, jest Cenckiewicz, jest Legion Cherezińskiej, zapytam o Rymkiewicza jak tam będę.

Inna sprawa że teraz panuje moda na sprzedaż "na zamówienie". Wyobrażasz sobie że w największej galerii meblowej w moim mieście są poważne problemy z kupieniem krzesła? Zwykłego normalnego krzesła.. choć krzeseł tam cała masa. Zrobili nam w domu zabudowę i potrzebowaliśmy do niej krzesło. Chodziliśmy z żoną godzinę bo najpierw siadaliśmy, oglądaliśmy żeby wybrać to najlepsze. Galeria jest dość spora ma dwa piętra. Kiedy już wybraliśmy to które nam najbardziej odpowiadało okazało się, że można je kupić ale... za 3 tygodnie.. Podobna sytuacja miała miejsce w kilku innych sklepach w tej galerii. W końcu chodziliśmy tylko i pytaliśmy " czy u was można kupić od ręki krzesło?" i w sumie po dwóch godzinach natrafiliśmy na mały sklepik w którym mogliśmy je kupić. Tym sposobem kupiliśmy, nawet ładne niemniej nie to które najbardziej nam się podobało.

Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną