Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Tytułem jednorazowego wstępu do notki o bagietce chcę wyjaśnić, że w niedziele tak mam: muszę odsapnąć od trudnej tematyki, od trosk dnia codziennego, od ciężkich gatunkowo tematów. Tak musi być, bo inaczej przyjdzie mi zwariować.
22.12.2013r.


      Tytułem jednorazowego wstępu do notki o bagietce chcę wyjaśnić, że w niedziele tak mam: muszę odsapnąć od trudnej tematyki, od trosk dnia codziennego, od ciężkich gatunkowo tematów. Tak musi być, bo inaczej przyjdzie mi zwariować.

      Z kultem przedmiotowej bagietki zapoznałam się już dawno, pierwszy raz jakieś 25 lat temu, gdy pierwszy raz zaprosił mnie do Paryża mój śp. mąż. Po pierwsze, zostaliśmy zaproszeni na obiad do jego francuskich znajomych i na stole wylądował chleb, tzn. bagietka, bo te słowa są bardzo często używane zamiennie. Że do zakąsek, to jeszcze rozumiałam, ale chleb był jedzony do wszystkiego, tj. nawet do dania mięsnego, któremu towarzyszył ryż.

      Dość powiedzieć, że bagietka jest podawana wszędzie i do wszystkiego. Jest obowiązkowym dodatkiem do każdego posiłku. W taki np. Leonie (Léon de Bruxelles - Restaurant Brasserie Moules Frites – Leon z Brukseli – restauracja, małże i frytki), obok głównych tytułowych małż i frytek – ponoć najlepszych, ale rankingu nie prowadzę – zawsze jest na stole bagietka. Nie wiem? Do frytek???

      Bagietką (zwłaszcza w domu i zwykłych restauracjach) wypada i trzeba wytrzeć wszelki sos z talerza, trzeba tą bagietką nakruszyć na obrus ile się da, bagietkę się łamie, a nie kroi i każdy to robi sam, własnymi ręcami :).

      Kiedy, podczas tego samego pobytu, mąż powiedział, że dziś kupujemy bagietkę i butelkę czerwonego wina i idziemy na Sekwanę, to się grzecznie spytałam: „Po co?”. Otrzymałam spokojne wyjaśnienie, że tam trzeba usiąść na murku, machać nogami, pić wino z butelki (!!!) i okruszać się tą bagietką, ile wlezie. Sądziłam na ów czas, że rozum opuścił mojego męża.

      Jakież było moje zdziwienie i szok (ledwo co uwalnianej spod rosyjskiego jarzma Polki!), że jesteśmy tam jedną z kilkudziesięciu par, które trenują to samo okruszanie się!

      Bagietki się szuka. Początkowo sądziłam, że to tylko jednej mojej staruszce, którą miałam pod opieką, pomyliły się słowa. Nic z tych rzeczy. Niemal wszyscy mówią : „Il faut chercher du pain” [trzeba poszukać chleba (chercher – szukać)]. Nie wiem, czemu go szukają, a nie kupują, bo przecież wiadomo, że chleb (bagietka) jest w piekarni i poszukiwać jej nie trzeba, ale Francuzi mają śmiesznie z wieloma jeszcze wyrażeniami.

      W porze obiadu (między 12.00 a 14.00) z bagietką pod pachą łażą wszyscy: od nastolatek, przez ludzi w średnim wieku, aż po staruszki snujące się z trudem o lasce. Czasem niosą tę bagietkę spokojnie i ona im tylko wystaje z koszyka, czasem ją skubią idąc po chodniku. A że się kruszy po płaszczu, po swetrze, po wszelkim odzieniu wierzchnim – nic nie szkodzi.

      Mało tego! Przed każdą piekarnią są w tym czasie takie kolejki jak w Polsce, w latach głębokiego komunizmu – po papier toaletowy!

      I tu cała głupia jestem, bo chleb ponoć tuczy, pszenica jest sztucznie „zasilana”, gluten powoduje odrębne spustoszenia i wiele diet polega na jego odstawieniu, a ci Francuzi to najbardziej chorego społeczeństwa nie należą, a Francuzki mają indeks BMI (Body Mass Index) najniższy (lub najwyższy – nie wiem, bo pojęcia nie mam), w każdym razie są ponoć najszczuplejsze. W co się więc zamienia pożerana w takich ilościach bagietka – nie wiem…

      Kupujemy więc bagietkę i my z córką. W naszym domu bagietka jest narażana na wyjątkowe tortury, bo pierwsza dobiera się do niej moja córka i wyżera… No właśnie! Środek! I znów nic nie rozumiem. Kiedy byłam mała, odzierałam skórkę z chleba, bo wydawała mi się najlepsza. Ojciec Uli przepadał za piętkami, a ona wyjada środki. Kiedyś, jak będę miała chwilę, zrobię Wam zdjęcie takiej pustej bagietki mimo, że jestem wtedy wściekła! Wpadam bowiem zmęczona do domu, czasu nie mam, bo muszę biec dalej, mam chęć na kanapkę, sięgam po charakterystyczny papier, w którym ma być bagietka, a tam bagietkowa wydmuszka! Raz się zdobyłam na drobny rodzinny żart i nakleiłam na opakowanie po bagietce post-ita z napisem „Ula tu była”.

      Ściskam week-endowo.

      P.S. Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa francuskiego fotografika z początków XX wieku, Willy Ronis’a. Robił piękne, czarno-białe zdjęcia Paryża, a wśród nich to zdjęcia chłopca biegnącego z bagietką pod pachą. Ładniejszego zdjęcia tego obiektu codziennego kultu Francuzów nie znalazłam.


/ossala/



Nasze blogi:









Komentarze
#1 | ossala dnia 22.12.2013
Bardzo różne - w zależności od tradycji w domu. Najczęściej, niestety, to wolny dzień - i nie wszyscy, zwłaszcza bardzo młodzi, wiedzą, z jakiego powodu!
Na szczęście, ta ostatnia uwaga nie dotyczy Bożego Narodzenia, ale mam obawy, że Święta dla Francuzów to szaleństwo w sklepach, prezenty, wyjazdy, pasztet z gęsiej wątróbki....
#2 | Kazia dnia 22.12.2013
Fajnie ze coś dowiemy się o Francuzach i obchodzonych tam świętach. O tym, że nie wolno dzwonić we Francji wiem. Ale jakie są teraz święta właśnie nie bardzo wiadomo.
#3 | ossala dnia 22.12.2013
Tak, Kaziu, możliwe, ale głównie dzięki sklepom prowadzonym przez Polaków z polską żywnością. Polską tzn. ogórki kiszone, kapusta kiszona, wszelkie pierogi, suszone grzyby, etc.
Właśnie dziś byłyśmy z córką w takim sklepiku, który się nazywa "La petite Pologne" (Mała Polska). Zakupy zrobione, bigos prawie gotowy, jutro będzie siekana sałatka, uszka są, barszczyk jest, rybka w ostatniej chwili.
Oczywiście, że napiszę, jak obchodzą Święta laiccy Francuzi, którzy mają więcej świąt katolickich zaznaczonych w kalendarzu na czerwono niż np. Polacy. Taka to już jest ta ich laickość.
A propos tejże: czy wiesz, że nie wszystkie kościoły mają zgodę na bicie dzwonów? No właśnie dlatego, żeby nie drażnić nikogo mającego innego lub też żadnego Boga.
Nasz kościół obok taką zgodę ma i wybija pełne godziny i połówki i chwała proboszczowi, Polakowi (!!!), że taką zgodę wywalczył.
Pozdrawiam (jeszcze nie świątecznie).
#4 | Kazia dnia 22.12.2013
Ossalo, a tak czytam sobie Twój tekst - czy mogłabyś może jakiś mogła - napisać krótko jak wyglądają święta Bożego Narodzenia we Francji? niby wiadomo, podobno pieką ciasto podobne do pnia drzewa, nie mają wigilii itd. Ale jak jest naprawdę? i jak Polakowi (Polce) da się zrobić u nich polskie święta? z karpiem, barszczem z uszkami, czy z makowcem? czy to w ogóle możliwe?. Pozdrawiam.
#5 | Artur dnia 22.12.2013
Rzeczywiście amerykanie nazywają Francuzów "froggeaters" może to powinno się zmienić? A może właśnie tajemnica niskiego indeksu polega na podjadaniu chleba i zapijaniu czerwonym winem? Bo podobno jeść należy z dużą częstotliwością ale małymi porcjami.

Fajne zdjęcie i bardzo klimatyczny wpis. Kiedy byłem we Francji przez tydzień zwróciły moją uwagę pootwierane od rana piekarenki i rzeczywiście wypełnione ludźmi. Pozdrawiam
#6 | Kazia dnia 22.12.2013
Bagietka - kultowa sprawa wiem. A co do "szukania" to chyba jeszcze zaszłość z czasów głodu, który zmusił Francuzów do jedzenia żab. U nas wszystko było bardziej dostępne.
pozdrawiam, fajna notka.
#7 | Wojciech Franciszek D dnia 22.12.2013
Ale smaku narobiłaś Smile
Jutro kupuję bagietkę.
Pozdrawiam.
#8 | ossala dnia 22.12.2013
Cześć, Jacku. Tak właśnie robię, bo Babcia mnie uczyła, żeby chleba nie wyrzucać, nawet jeśli to sama skórka. Poza tym za nią przepadam, tylko czasem mnie to wkurza. Najbardziej wtedy, gdy bagietki są dwie, jeszcze nie zdążyły wystygnąć, a środków już nie mają!
Pozdrawiam
#9 | Jacek Mruk dnia 22.12.2013
Każda nacja ma swoje nawyki, a że niektóre są dziwne dla nas to norma. Jeśli chodzi o skórkę to słusznie ją zjadałaś, bo zawiera najwięcej witamin grup B. Ula widać nie ma potrzeby , albo zatraciła instynkt walki o zdrowie i wyjada miękki uboższy środek. Możesz wykorzystać wydrążoną bagietkę , napełniając ją kremem z twarogu , albo z ryb, ale to sprawa indywidualnego smaku.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną