Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Od 2005 r., według CBOS, obserwujemy systematyczny wzrost liczby osób zaliczających się do raczej lub całkowicie niewierzących. Chociaż nie przekracza on granicy 7 proc. Dużo to, czy mało? To zależy. Głównie od tego, jak spojrzymy na ten problem. Jeśli będziemy patrzeć oczyma ludzi zatroskanych szczerze o zbawienie drugich, to nawet jeden niewierzący, będzie tym jednym za dużo. Ale można patrzeć też inaczej.
20.10.2013r.


„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

      Pytanie aktualne od dwóch tysięcy lat. Gdy spoglądamy na naszą codzienność można odnieść wrażenie, że dzisiaj ma ono wyjątkową wymowę. Wielokrotnie poruszałem tę kwestię także w swoich rozważaniach. Wciąż jeszcze trwający Rok Wiary skłania ku refleksom dotykającym tej kwestii.

      Od 2005 r., według CBOS, obserwujemy systematyczny wzrost liczby osób zaliczających się do raczej lub całkowicie niewierzących. Chociaż nie przekracza on granicy 7 proc. Dużo to, czy mało? To zależy. Głównie od tego, jak spojrzymy na ten problem. Jeśli będziemy patrzeć oczyma ludzi zatroskanych szczerze o zbawienie drugich, to nawet jeden niewierzący, będzie tym jednym za dużo. Ale można patrzeć też inaczej. I czynią to różnego rodzaju – mniej czy bardziej odpowiedzialni i wiarygodni – badacze naszej rzeczywistości. Moją uwagę przykuła zaobserwowana prawidłowość, że ponad połowa osób przyznających się do swojego ateizmu, to mieszkańcy największych miast (liczących co najmniej 100 tys. mieszkańców). Czyżby tutaj chodziło o tych „młodych, wykształconych, z wielkich miast”? Być może. Jeśli tak, to bardziej staje się jasnym fakt, skąd się bierze niewiara i gdzie – na naszym, polskim podwórku – szukać jej „siewców”. Może moje słowa wydają się P.T. Państwu dość odważne i nie do końca odpowiadające rzeczywistości (sam mam takie obawy), ale – proszę tak bezstronnie ocenić – czyż nie nasuwa się w tym miejscu mocno wyrazista analogia? Zdecydowanie tak. Tym bardziej, że studiując dalej opracowanie CBOS, trzy czwarte polskich niewierzących (75 proc.) to osoby z co najmniej średnim wykształceniem. I wreszcie w gronie osób wierzących i głęboko wierzących wyraźnie dominują emeryci. Tych ostatnich trudno posądzać o pewne, określone, jedynie słuszne sympatie społeczno-polityczne. No i sprawa nam się klaruje.

      Skąd się bierze współczesny ateizm? Bardzo trafną odpowiedź daje ks. prof. Jan Sochoń: „Gdy spojrzymy na ateizm, dostrzegamy dwie jego przyczyny. Jedną można nazwać mocną, druga jest słaba. Te "mocne" to system filozoficzny lub ideologia przyjmujące wizję świata, w której nie ma miejsca na Boga i próbują to teoretycznie uzasadnić. Zaś "słabe" są osoby, które z jakichś prywatnych, emocjonalnych powodów uważają, że Bóg nie jest im specjalnie do szczęścia potrzebny. Może im nawet trochę przeszkadza? - Ktoś wyznał, że jeśli uzna istnienie Boga, to życie mu się skomplikuje, a bez Niego jest po prostu łatwiej. Ma rację, bo Kościół domaga się, aby poświadczać swoim codziennym postępowaniem swoją więź z Bogiem. Jeśli tego nie robi, znaczy to, że jesteśmy poza obszarem Jego oddziaływania”.

      Zapewne proponowałem już Państwu obejrzenie filmu dokumentalnego, który utkwił mi głęboko w pamięci i trwa do dziś. Tytuł tego dokumentu był – o ile dobrze pamiętam – „Msza św. z księdzem Jerzym”. Tym razem chciałbym zwrócić uwagę Państwa na uczestników tamtego nabożeństwa. Kim oni są? Otóż w dużej mierze to ci, którzy dzisiaj odwracają się (a może nigdy po tej stronie nie byli) od wiary, Kościoła, Ojczyzny. Chociaż mienią się nadal być „sumieniami narodu”. To odrażające, że potraktowano ludzi Kościoła tak bardzo instrumentalnie, a dzisiaj odżegnuje się ich od czci i wiary. Dziwne, iż wtedy nie dostrzegano, że duchowni, pod których skrzydła się niejednokrotnie kryli, dzisiaj są dla nich „nienażartymi pasibrzuchami”. „pazernymi na grosz krwiopijcami” czy „zawodowymi pedofilami”. Współczesny Kościół jest ukazywany jako siedlisko wszelkiego zła. Trzeba mieć (przepraszam za wzburzenie) wyjątkowo perfidne i niegodziwe patrzenie na otaczający nas świat, by nie dostrzegać tego niezmierzonego dobra, jakie przez wieki – i dzisiaj także – swoje źródło miało i ma w Ludzie Bożym. Taka podłość musi boleć. I boli. Zapewne nie tylko mnie.

      „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” To pytanie samo się nam nasuwa, a odpowiedź na nie przeraża. Przecież to, co się dzisiaj wyprawia, jest już wręcz przemysłem niszczącym wiarę współczesnych ludzi. Depcze się wszelkie autorytety. Szczególnie mające związek z postawą religijną. Tylko co w zamian za to zamierzają dać owe ciemne typy, którzy nie znoszą jasności, którym wyraźnie chodzi o zniszczenie prawdziwego dobra? Może życie bez zobowiązań, odrażające dla większości społeczeństwa związki, listki marihuany (niekoniecznie te w klapach marynarek), czy inne wymysły skretyniałych umysłów. Choć tak naprawdę wydaje mi się, iż ta „pedofilska ofensywa” nieprzypadkowo zbiegła się w czasie z warszawskim referendum. Może się mylę, ale każdy sposób jest dobry na odwrócenie uwagi ludzi od tego, co niewygodne dla rządzących. Lepiej uderzyć w tych, którzy najczęściej nie mogą się bronić, albo obrona jest wyjątkowo trudna. I chociaż w przytłaczającej większości te wyjątkowo podłe zarzuty się nie potwierdzą, to nic. Rzucone błoto i tak się przyklei. Potem może i odpadnie, ale nie w całości. Zresztą pewien typ ludzi (czyżby?) uwielbia paprać się w błocie. Ale najwyższa pora, by ktoś na całe gardło wrzasnął: „Dość tej niegodziwości!” Czynię to ja, ale mam nadzieję, że mój głos się spotęguje. Nie sposób bowiem dalej żyć w takim paskudnym grzęzawisku.

      Nie załamujmy się jednak. Wspomniany ks. Sochoń konkluduje: „Ale dziś mamy do czynienia z modą, która, jak to często bywa, z opóźnieniem dociera do Polski. Od dłuższego czasu ujawnia się, równolegle z głodem duchowości, rozpropagowany przez media nowy ateizm, który ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii dociera do nas. Na Zachodzie ta fala liberalizmu i ateizmu raczej opada, a do Polski właśnie dociera. W takich krajach jak Francja czy Holandia ludzie uświadamiają sobie powoli - i to nie tylko ze względu na bliskość islamu - że życie społeczne bez religii prowadzi do skostnienia i zniszczenia, więc powoli próbują wrócić do nurtu religijnego w wymiarze wspólnotowym. U nas ta moda to także wynik nowego stylu życia, w którym ludzie mają zapewnione względnie stabilne warunki materialne. W materialnie nasyconym społeczeństwie Bóg się oddala. Moda na ateizm dotarła na naszą wspaniałą prowincję, trzeba ją przeczekać, dając świadectwo”.

      Wierzę, że uda nam się przeczekać tę wyjątkowo toksyczną modę i wyjść z tego doświadczenia wzmocnionymi duchowo. Niech tak się stanie!

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | XWM dnia 20.10.2013
Z tymi konfesjonałami to troszkę jest inna sprawa. Otóż, pomimo powyższych danych, liczba chętnych do Spowiedzi św. np. przed większymi Świętami (mogę zaświadczyć, jako bezpośrednio zainteresowany) wcale nie maleje, co daje sporo do myślenia.
Pani Kaziu, dzięki za nutkę optymizmu. Pozdrawiam
#2 | Kazia dnia 20.10.2013
"uda nam się przeczekać tę wyjątkowo toksyczną modę i wyjść z tego doświadczenia" - Amen Smile

w przeszłości bywały gorsze momenty, po Rewolucji Francuskiej, w okresie międzywojnia... Damy radę. Pozdrawiam. I miłej niedzieli.
#3 | Jacek Mruk dnia 20.10.2013
Może zbyt mocno to podkreślę, ale cieniem na atak na Kościół i pasterzy , leży w braku lustracji. Czyści kapłani nie poddali by się nagonce na Krzyż. Szkoda że ks. Isakowicz nie mógł poprowadzić oczyszczenia, ale przypuszczam że byłoby to bardzo bolesne dla takich biskupów jak Gocłowski i inni.
Tylko podążając w Prawdzie możemy dotrzeć do Boga.
Nie przyznający się do Wiary obawiają się ,że skończy się ich życie w rozwiązłości. Jednak w czasach ostatecznych, będą się tratować w wyścigu do konfesjonałów.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną