Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Załóżmy, że ktoś chciałby zdetonować zdalnie ładunek wybuchowy w samolocie, potrzebuje do tego celu anteny i odbiornika aby przesłać sygnał drogą radiową i sterownika który poprzez rozprowadzone okablowanie odpali sygnałem elektrycznym ładunki punktowe w odpowiednie kolejności. Zamontowanie dodatkowej anteny na poszyciu kadłuba samolotu wzbudzi od razu podejrzenia, co to jest? itp. Jest jeszcze inna możliwość, jako odbiornik posłuży modem GSM.
18.10.2013r.


W tym opracowaniu zajmę się problemami występującymi na pokładzie TU154M 101, które do tej pory nie były specjalnie nagłaśniane i też dokładnie analizowane.

Po powrocie z zakładów remontowych z Samary, naszego TU-154M  101 prześladowała fala usterek oraz dziwnych incydentów w funkcjonowaniu urządzeń elektrycznych i radiowych zainstalowanych na jego pokładzie.

W oficjalnych raportach Anodiny i KBWL temat ten jest zupełnie przemilczany.

Na pierwszy rzut oka można sadzić iż te usterki spowodowane były Rosyjską niesolidnością w pracy i kiepskim wykonaniem produktów oraz niedokładnym remontem przeprowadzonym tanim kosztem.

Istnieje jednak pewna zależność w występowaniu tych awarii ale o tym dokładnie w dalszej części tekstu.

 

W sieci pojawił się opis tych problemów, zamieścił go portal Nowe Państwo, do niedawna artykuł ten był dostępny pod tym linkiem:

 

 http://www.panstwo.net/330-rozdzial-ii-remont-u-olega-wladimirowicza

 

Poniżej przedstawiam fragmenty artykułu:

 

Już 7 stycznia 2010 r. – czyli zaledwie dwa tygodnie po powrocie maszyny z Samary – po starcie pojawiła się informacja o zakłóceniach systemu nawigacyjnego samolotu. 17 stycznia 2010 r. podczas lotu brak było wskazań wibracji na jednym ze wskaźników silnika nr 1. Druga niesprawność to brak działania systemu SELCAL, czyli systemu automatycznej identyfikacji samolotów przy użyciu sygnału radiowego.”

„22 stycznia 2010 r., po powrocie z Samary, Tu-154 nr 101 poleciał z misją humanitarną na Haiti. Na lotnisku w Portoryko stwierdzono awarię sterowania klapami. Dzień później – niesprawność zespołu ABSU (autopilot). Stwierdzono także uszkodzenie agregatu sterowania wychyleniem lotek RA-56-w-1. W wyniku tej bardzo poważnej awarii polska załoga zmuszona była odbyć bez autopilota kilkunastogodzinny nocny lot przez Atlantyk. Za wyczyn ten 4 lutego 2010 r. gen. Andrzej Błasik wręczył im wyróżnienia.”

 

„To był lot mistrzowski, nie ma co do tego wątpliwości” – mówił ekspert „Gazety Polskiej”, kontroler lotu z Okęcia . „Należy chylić czoła przed kapitanem Protasiukiem, który przez 14 godzin z czterema międzylądowaniami zdołał dociągnąć do Warszawy z wyłączonym autopilotem, i to w locie nocnym nad Atlantykiem. To niezwykły wyczyn” – twierdził w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” inż. Nikołaj Wasylenko, rosyjski pilot doświadczalny, który latał m.in. na Tu-154 w Aeroflocie.”

„To nie wszystkie awarie po remoncie w firmie Deripaski. 28 lutego 2010 r. podczas lotu z Krakowa na Okęcie wykryto niewłaściwe wskazania oleju silnika nr 3. O ile to uchybienie miało marginalne znaczenie, o tyle zauważonych na tej samej trasie i tego samego dnia przerw we wskazaniach odbiorników GPS-1 i GPS-2 nie można zlekceważyć. Zdaniem pilota Grzegorza Pietruczuka powodem tych przerw mogła być praca radiostacji ratowniczych ARM, zamontowanych przez Rosjan podczas prac remontowych w Samarze. Według naszych informatorów, Pietruczuk zeznał w prokuraturze, że „zakłócenie pracy GPS-1 i GPS-2 mogą mieć bardzo duże znaczenie w nawigowaniu przy podejściu do lądowania”. W podobnym tonie mówił o tych zakłóceniach Krzysztof Zalewski, redaktor branżowego miesięcznika „Lotnictwo”: „To bardzo poważna sprawa. W takim przypadku przed ponownym dopuszczeniem samolotu do użytku powinny zostać przeprowadzone badania zgodności elektromagnetycznej, które wykazałyby, czy zamontowane w Samarze radiostacje ratownicze faktycznie zakłócały działanie GPS-1 i GPS-2. Nie wyobrażam sobie, by takich badań nie wykonano” . Podczas tego samego lotu okazało się, że na wysokości 15 tys. stóp wskazania VOR (systemu radionawigacji lotniczej, wykorzystującego pasmo radiowe 108-118 MHz) pojawiły się dopiero 20 mil morskich od radiolatarni.”

 

Nie dawał mi spokoju artykuł o problemach w działaniu urządzeń radiowych i nawigacyjnych na pokładzie, postanowiłem przyjrzeć się bliżej tym usterkom. Z powyższego opisu wynika iż w samolocie występowały problemy ze wskazaniami odbiorników GPS, które pracują w zakresie częstotliwości -1,5 GHZ oraz z radiokompasem VOR pracującym w zakresie VHF 108-118MHz w postaci obniżonej czułości jego radioodbiornika lub zakłócania częstotliwości odbiorczej oraz też zakłócenia w radiostacji fonicznej pilotów VHF AM 118-136MHz w postaci szumów i trzasków oraz w systemie identyfikacji SELCAL, który pracuje w zakresie pasm radiowych HF i VHF.

To sytuacja niedopuszczalna w działaniu urządzeń zainstalowanych na pokładzie samolotu, które projektuje się i produkuje na podstawie rygorystycznych norm EMC czyli kompatybilności elektromagnetycznej.

Pokrótce mówiąc urządzenia te nie mogą się nawzajem zakłócać ani utrudniać sobie pracy.

Reasumując, być może jedno z nich uległo awarii utrudniając prace innym lub na pokładzie zostało zainstalowane urządzenie wywołujące incydenty EMC i zakłócające prace pozostałych.

Wzajemne wpływy radiostacji ratunkowej ARM – 406 AC 1 oraz ARM – 406P i odbiornika GPS to błędny trop, ponieważ radiostacje te działają tylko w sytuacji awaryjnej  i uruchamia je dopiero włącznik reagujący na przeciążenia oraz co najważniejsze pracują w paśmie 460MHz.

 

Natrafiłem też na pewien ślad, w stenogramach IES z CVR, jest tam wzmianka o zakłóceniach na kanałach radiowych radiostacji VHF do komunikacji głosowej.

Strona 70/171 - zakłócenia w kanale 1 i 2 kilkukrotne radio on i radio off w czasie 0,6 sek. 8:06:220,5 sek. 8:06:28, w czasie 2,6 sek. 8:06:29.

To zakłócenie jest słyszalne w głośniku radiostacji jako trzaski wymieszane z szumem, częstotliwość zakłócająca jest na tyle silna iż powoduje nagłe i szybkie otwieranie i zamykanie blokady szumów w odbiorniku co objawia się trzaskami. 

Być może większość z nas pamięta jak J.Miller latał do Moskwy bo zapisy z CVR były nieczytelne, ponoć szumiały i brumiały i brakowało kilkunastu sekund nagrania. Chyba coś się zarejestrowało na taśmie co nie powinno się nagrać. 

W sieci jest też kilka artykułów opisujących problemy z jakimi muszą się borykać biegli badający zapisy CVR, rzekomo eksperci maja poważny problem z buczeniem i brumem zarejestrowanym na „taśmie” z TU-154M 101.

 

Oto pierwszy z nich:

 

http://www.wykop.pl/ramka/514225/klopoty-polskich-sledczych-z-odsluchem-zapisow-z-tu-154/

 

„Polscy śledczy mają kłopoty z odsłuchaniem nagrań z kokpitu prezydenckiego Tupolewa, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem. Kopia nagrań z rejestratora rozmów, którym dysponuje prokuratura zakłócona jest buczeniem, które pojawiło się tam najprawdopodobniej przez rosyjski prąd - informuje serwis tvn24.pl.

 

Krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych, który prowadzi badania rejestratora stara się usunąć to buczenie, ale by to zrobić musi poznać częstotliwość prądu, jaka była w momencie kopiowania nagrań z oryginalnych taśm w Moskwie.

 

Okazuje się jednak, że ustalenie jaką częstotliwość miał moskiewski prąd nie jest takie proste. Polscy śledczy zwrócili się o pomoc do ambasadora RP w Rosji, Jerzego Bahra. Ten jednak ustalił, że te informacje mogą zostać pozyskane jedynie poprzez wystosowanie przez ambasadę noty dyplomatycznej do rosyjskiego MSZ. Dyplomata zasugerował, by poruszyć tę kwestię w kolejnym wniosku o pomoc prawną skierowanym do rosyjskiej prokuratury

 

Polska prokuratura poprosiła o ustalenie tej częstotliwości w szóstym wniosku skierowanym do rosyjskich śledczych. - Badamy ten wątek. We wniosku o pomoc prawną do Rosjan zwróciliśmy się o wykonanie stosownych czynności procesowych. Jest to ważne z punktu widzenia biegłych opracowujących opinię fonoskopijną - powiedział w rozmowie z tvn24.pl płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

 

Eksperci zwracają uwagę, że może być jeszcze inny powód, dla którego polscy biegli chcą poznać częstotliwość prądu. Dzięki temu można sprawdzić czy nagranie rzeczywiście skopiowano w Moskwie i czy w nie ingerowano - czytamy w serwisie.”

 

Następny artykuł:

 

http://tygodnik.onet.pl/1,72939,druk.html

 

IES „Śledząc przydźwięk

 

 „...Sygnały użyteczne

 

„...Agata Trawińska, kierownik Pracowni Analizy Mowy i Nagrań, o Smoleńsku nie zgadza się rozmawiać. Wynikami badań przeprowadzonych przez jej zespół dysponuje wyłącznie prokuratura...”


„...Agata Trawińska dodaje, że podstawową sprawą przy badaniu trudnego materiału jest ustawienie poziomu: – Jedni ocenią, że jakość danego materiału uniemożliwia identyfikację danej osoby, inni podejmą próbę. Jaki ten poziom powinien być, to nie jest opisane ani zestandaryzowane. W ocenie przydatności materiału dowodowego do badań trzeba uwzględnić zbyt wiele czynników, żeby opisać je jednym parametrem, który rozstrzygałby, kiedy biegły może podjąć badania identyfikacyjne, a kiedy nie powinien; tak samo zresztą z badaniami odsłuchowymi – tłumaczy.

Biegli z IES zajmują się też sprawdzaniem, czy materiał dowodowy nie został zmanipulowany. Na monitorze urządzenia o wdzięcznej nazwie Moses II dokładnie widać np. ścieżki zapisu na taśmie kasety magnetofonowej. Jakość wizualizacji pozwala na bardzo szczegółową analizę.

W przypadku nagrań cyfrowych w IES bada się również tzw. przydźwięk, czyli zakłócenia zwane „brum” – tak właśnie brzmią. W Europie jest to sygnał o częstotliwości około 50 Hz, w Ameryce – 60 Hz, czyli o częstotliwości prądu w sieci elektroenergetycznej, bo stąd właśnie przydźwięk się bierze. Do niedawna sądzono, że rejestruje się on tylko przy sieciowym zasilaniu rejestratora. W latach 2002-04 eksperci z Instytutu prowadzili badania, w wyniku których stwierdzili, że pole magnetyczne wokół nas jest na tyle silne, iż przydźwięk może się zarejestrować również na urządzeniach zasilanych bateryjnie.

Ale to, co jest zmorą każdego akustyka, może stać się dla biegłego cennym źródłem wiedzy o nagraniu. Rzecz tkwi w drobnych odchyleniach od częstotliwości 50 Hz. Biegli porównują sekwencje tych zmian z zarejestrowanymi w bazie zmianami częstotliwości prądu. Przydźwięk rejestrują sami w sposób ciągły, ale dla celów procesowych korzystają z danych operatora sieci. Przykładowo: jeśli fragmentu sekwencji brakuje w przydźwięku ze stanowiącego dowód nagrania, widać jak na dłoni, ile z nagrania wycięto. Dlatego właśnie biegli z IES mówią o tym zakłóceniu „nasz kochany przydźwięk”.

Słuchając wyjaśnień biegłych, można się więc domyślać, że gdy np. dziennikarz „Super Expressu” z oburzeniem relacjonował, iż na udostępnionych przez Rosjan cyfrowych kopiach nagrań słychać uporczywe buczenie „spowodowane przez rosyjski prąd”, nie wiedział albo nie rozumiał, że może to być równocześnie cenna wskazówka dla ekspertów...”

 

Znalazłem też artykuł w którym próbuje się to zjawisko wytłumaczyć różnicą w częstotliwości sieci energetycznej Polski  i Rosji, to oczywiście bzdura.

Sieć w Polsce i Rosji pracuje na tej samej częstotliwości czyli 50Hz, różnica jest tylko w poziomie napięcia, 230V AC Polska oraz 220V AC Rosja.

                            

Artykuły te napisały osoby nie mające pojęcia o co tak naprawdę chodzi, lub mamy tutaj prowadzoną celową akcję dezinformacyjną.

 

Pewien portal internetowy, Wybrzeże24 zamieścił kiedyś fragmenty zapisów rozmów z czarnej skrzynki TU-154, których rzekomo odsłuchał minister Kwiatkowski, oto link:

 

http://wybrzeze24.pl/gazeta-gdanska-temat-dnia/ujawniamy-nagrania-ze-smolenskiego-sledztwa-2

 

W artykule przeczytamy także wzmiankę jak niby kiepskiej jakości są zapisy z czarnych skrzynek Tupolewa. Na tej stronie znajdują się też cztery pliki audio z fragmentami rozmów, istotny jest ten brum (buczenie) występujący pomiędzy korespondencjami głosowymi.

Plikiem audio wykorzystanym do dalszej analizy będzie VN780134.mp3 opisany na stronie jako Cześć IV.

Nagranie to skojarzyłbym z następującym wpisem ze stenogramu IES: (fragment niezrozumiałej korespondencji radiowej o niskim poziomie, trwający około 10s od 8:11:03 do 8:11:13,3). Strona 82/171.

A teraz o co chodzi z tym przydźwiękiem i brumem, jeśli nagrał by się naprawdę to byłby słyszalny cały czas na materiale dźwiękowym, podczas korespondencji głosowej jak i też podczas przerw.

Nasuwa się też logiczne pytanie skąd przydźwięk 50Hz w samolocie, przecież nie na pokładzie sieci energetycznej 230V AC 50Hz? Natomiast generatory zasilania pokładowego pracują z częstotliwością 400Hz.

Gdy uważnie przesłuchamy nagrania z portalu Wybrzeże24, zauważymy, że buczenie pojawia się tylko podczas przerw, natomiast korespondencja radiowa jest czysta i nie zakłócona brumem.

Logicznym wytłumaczeniem tego zjawiska jest pojawienie się zakłoceń po stronie radiowej na częstotliwości pracy radiostacji fonicznej AM VHF o poziomie większym niż próg zadziałania blokady szumów w radioodbiorniku.

 

Wyżej wymieniony plik audio podałem badaniu z wykorzystaniem analizatora widma m.cz i porównywałem z innymi znanymi mi przypadkami zakłóceń radiowych.

Analiza nie wykazała obecności częstotliwości sieci energetycznej 50Hz ani 60 Hz.

Natomiast w widmie widoczne są oscylacje w okolicy częstotliwości 400Hz wraz z subharmonicznymi 300Hz, 200Hz,100Hz i harmonicznymi 800Hz i 1200Hz.Piki (szpilki), które możemy zaobserwować w paśmie akustycznym 1KHz-3KHz to klasyczne widmo zakłóceń pochodzące od cyfrowej transmisji danych np. RS232 lub RS422.

Wynik nie pozostawia złudzeń, to klasyczne widmo zakłóceń radiowych generowanych przez transmisje cyfrową oraz intermodulacje oscylatora zasilacza impulsowego korzystającego z sieci pokładowej napięcia 400Hz.

 

Załóżmy, że ktoś chciałby zdetonować zdalnie ładunek wybuchowy w samolocie, potrzebuje do tego celu anteny i odbiornika aby przesłać sygnał drogą radiową i sterownika który poprzez rozprowadzone okablowanie odpali sygnałem elektrycznym ładunki punktowe w odpowiednie kolejności.

 

Zamontowanie dodatkowej anteny na poszyciu kadłuba samolotu wzbudzi od razu podejrzenia, co to jest? Itp..

 

Jest jeszcze inna możliwość, jako odbiornik posłuży modem GSM.

Ze względu na bliskość pasma radiowego GSM 900MHz i 1.8GHz zostanie on włączony w tor antenowy odbiornika GPS 1.5GHz przy pomocy splitera czyli rozdzielacza sygnału antenowego.

Nie bez znaczenia jest też prędkość samolotu w trakcie podchodzenia do lądowania około 270km/h, przy tej prędkości klasyczna łączność radiowa w paśmie VHF jako medium do transmisji danych nie sprawdza się zbyt dobrze, natomiast pasmo GSM 900MHz nadaje się idealnie.

Stąd prawdopodobnie problemy z działaniem GPS i jego wskazaniami w końcowej fazie lotu, wysokość GPS skacze o 100m, oczywiście komisja Milera ma to gdzieś.

Takie rozwiązanie ma jeszcze jedna zaletę, instalacja ożyje gdy zainstaluje się w modemie kartę SIM bez opcji Roamingu i uaktywni się on tylko na terenie Rosji, gdy zaloguje się do ich sieci GSM.

Do modemu zostaje podłączony poprzez złącze RS232 sterownik mikroprocesorowy, który zdetonuje ładunki punktowe w określonej sekwencji aby precyzyjnie obezwładnić samolot.

Prawdopodobnie jest on źle ekranowany i poprzez podłączone do niego przewody do zapalników elektrycznych przenoszą się zakłócenia radiowe i są słyszalne w paśmie VOR i łączności głosowej pilotów VHF.

To może być przyczyną opisywanych problemów w funkcjonowaniu aparatury radiowej TU-154.

Dodatkowo dochodzą jeszcze zakłócenia intermodulacyjne pochodzące od zasilacza dostarczającego napięcia do instalacji detonatora.

Oscylator po stronie pierwotnej zasilacza pracował prawdopodobnie na granicy wzbudzenia generując zakłócenia o częstotliwości zmiennej w czasie.

Z zasilaczu tym zastosowano też kiepskiej, jakości filtry EMC po stronie pierwotnej i wtórnej.

W wyniku czego postały produkty intermodulacyjne promieniujące z instalacji kablowej.

Co ciekawe antena taborowa VHF w TU-154 znajduje się blisko centro-płatu i miejsca głównej eksplozji.

Jeśli teraz przyjmiemy za prawdziwą hipotezę o detonacji ładunków punktowy, to bliskość przewodów od zapalników elektrycznych przebiegających w pobliżu anten tłumaczy pojawienie się zakłóceń na kanałach radiowych.

 

W okolicy ścieżki podejścia TU-154 przy ulicy Gubieńki  znajduje się stacja bazowa GSM tzw. BTS.

Być może nie bez znaczenia było wydanie pozwolenia przez wieżę do zejścia do 50m, prawdopodobnie  poto aby detonator złapał sygnał i zalogował się do sieci GSM.

 

Artykuł w najbliższym czasie zostanie uzupełniony o analizę dokładnego miejsca i czasu transmisji sygnału inicjującego sekwencje detonacji ładunków.



/Regnorum Occasus/



 

Polecamy na podobny temat:

 

Fotoamator: Zamach w Smoleńsku - akustyka

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=4182

 

Matematyka niesmoleńska

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3941

 

Fotoamator: Zamach w Smoleńsku - lista nonsensów

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3934

 

Fotoamator & Regnorum Occasus: Zamach w Smoleńsku - anatomia zbrodni

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3460

 

Byliśmy w Smoleńsku

 

http://www.pomniksmolensk.pl/viewpage.php?page_id=11

 

Zamach w Smoleńsku arcyboleśnie prosta prawda - mało znane zdjęcia z miejsca Tragedii

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=3169

 

Fotoamator: Zamach w Smoleńsku - kolejne „dowody” wkrótce

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=2737

 

Fotoamator: Zamach w Smoleńsku - fotograficzna analiza uszkodzeń

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=2715

 

Fotoamator: Zamach w Smoleńsku - okrywanie prawdy

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=2658&c_start=10

 

I Konferencja Smoleńska w Warszawie - otwarcie obrad i referat wstępny: prof. Piotr Witakowski - nasza relacja:

 

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=2618

 

I Konferencja Smoleńska w Warszawie - referaty

 

http://www.youtube.com/watch?v=2oQZt6bdhls&list=PLUvJRL3yUkhfQk3MFjs-OL3695mnQotuW

 

Nasze relacje z posiedzenia Zespołu Parlamentarnego

 


Komentarze
#1 | Artur dnia 18.10.2013
RF ENGINEER - mam prośbę. Dyskutujmy ale starajmy się unikać pogardliwego tonu i form. Pozdrawiam
#2 | RF ENGINEER dnia 18.10.2013
"Regnorum Occasus"

Niestety , drogi kolego ale proponuje raz jeszcze przeczytać ze zrozumieniem to co pisałem wcześniej. Czytając twój tok rozumowania kompletnie nie mogę się z tym zgodzić. Załączony wykres spektrum audio w żaden sposób nie dowodzi tego co usiłujesz dowieść. Nie można z niego wnioskować czy zakłócenia pochodzą od zasilacza impulsowego systemu detonatora przetwornica step-down ( określenie Step-Down, czy Step-Up nie są moimi określeniami ale używanymi w elektronice określeniami technicznymi czy przetwornica impulsowa PWM powoduje obniżenie napięcia względem źródła czy podniesienie napięcia względem źródła. Rozumiem że temat ten jest koledze, podobnie jak kwestia w.cz. GSM/GPRS nieco , jeśli nie kompletnie obca ) oraz transmisji cyfrowej po RS232 lub RS422 w wyniku intermodulacji na częstotliwości radiowej. Nie znam przypadku aby transmisja RS232 lub RS422 powodowała zakłócenia tego typu , szczególnie w pracy radiostacji VHF. Niestety wnioski kolegi z pracy blokady szumów radiostacji są także chybione. Myli kolega pracę radia opartego o modulacje FM z radiem pracującym w oparciu o modulacje AM. Owszem w radiostacjach z modulacja częstotliwości FM słychać często taki końcowy poszum ale w przypadku radiostacji AM nie koniecznie. Zależy to od automatyki blokady szumu i najzwyczajniej jakości radia. Co innego tanie "szumofony CB" a co innego profesjonalna radiostacja lotnicza AM. W tego typu radiostacjach po zakończeniu detekcji fali nośnej można wyciszyć poszum w dość łagodny sposób aby uniknąć, szczególnie w słuchawkach, nieprzyjemnego puknięcia czy poszumu. W swojej 30 letniej karierze krótkofalarskiej , posiadając sprzęt nawet wyższej klasy niż montowany w Tutce niestety nie słychać rzekomego stuknięcia blokady szumów , szczególnie w opcji z użyciem modulacji amplitudy AM. Własnie po to używa się w lotnictwie modulacji AM a nie FM aby po pierwsze zwiększyć zasięg radiostacji przy zachowaniu niedużej mocy nadawczej do ok. 36 - 50 W oraz aby pozbyć się własnie nieprzyjemnych trzasków w uszy pilotów i kontrolerów.

Natomiast co do stwierdzenia -> ".... Wskazuje to na instalacje przewodową do detonacji, poprzez przewody rozprowadzone do zapalników elektrycznych propagują się zakłócenia od sterownika mikroprocesorowego oraz intermodulacyjne od zasilacza impulsowego. Przewody zadziałały w tym przypadku jako anteny nadawcze zakłóceń.
Należy przypuszczać iż zakłócenia miały zmienną amplitudę i częstotliwość w czasie. Raz przeszkadzały w pracy VOR inny razem utrudniały łączność głosową 118-136MHz, czyli mówiąc żargonem pływały ..." O ile nie kwestionuję faktu że detonatory i ładunki mogły być połączone wspólną linia to znowu nie znam przypadku aby mały mikroprocesor AVR pracujący nawet z prędkością kilkunastu MHz, bo to jest typowe dla małych procesorów miał możliwość spowodowania takiego zakłócenia. Mało tego zegar procesora w postaci rezonatora kwarcowego jest i musi być zaraz przy procesorze, dodatkowo kwarc taki jest bocznikowany przez kondensatory. Poziom rezonacji jest tak mały że nie ma szans aby był słyszalny nawet na dużym wzmocnieniu audio. Natomiast nie ma sensu, jeśli mówimy o wspólnym torze kablowym aby sygnał do poszczególnych detonatorów był realizowany transmisja danych. To kompletnie bezsensu z punktu możliwości wykrycia obcego protokołu przez system diagnostyczny aparatury diagnostycznej. A jeśli przyjęlibyśmy nawet że detonatory były by wpięte w linie danych komputerów pokładowych to wybiórczy pakiet danych wprowadzony w linie TTL, BUS czy CAN czy RS niczym nie różnił by się od normalnej pracy tych linii i wykrycie tego metodą audio-foniczną jako odmienny przydżwięk jest kompletna bzdurą. Natomiast jeśli mowa o sposobie wyzwolenia detonatora za pomocą przewodów wspólnych to aby zdetonować ładunek wystarczy, z resztą co sam napisałeś, niewielki ładunek elektryczny , tylko że taki ładunek nie ma charakterystyki ciągłej a powstaje w chwili wyzwolenia ładunku w milisekundach a wykrycie tego typu poziomu ładunku elektrycznego nie jest możliwe na pewno przez inne urządzenia pokładowe samolotu.

Co do dalszych wywodów to ręce mi całkiem opadają Frown W tekście "... Co do GSM, modem GSM = GPRS czyli pakietowa transmisja danych.... " GSM to nazwa systemu telefonii komórkowej a GPRS to typ transmisji pakietowej w systemie GSM. Tak GSM może = potocznie GPRS . GPRS jako transmisja pakietowa nie jest z automatu w roamingu. Po przekroczeniu strefy rodzimych BTS-ów system musi się ponownie logować i uzyskać dostęp. Jedynym światowym standardem w telefonii jest protokół SMS. Innym słowy, jeśli modem zostanie uaktywniony do pracy GPRS i z jakiś powodów wyjdzie z rodzimej sieci w której znajduje się karta operatora, nie jest z automatu nawiązywane kolejne połączenie w systemie GPRS. Nie ma też gwarancji że inny operator sieci np. na terenie Rosji udostępni transmisje pakietową GPRS w danym roamingu czy dla danego modemu. Temat ten przerabiałem projektując systemy śledzenia pojazdów i ładunków. Dlatego takie pewne 100% stwierdzenie że GSM / GPRS to najlepsze medium to kolega poprostu nie bardzo ogarnia pewne kwestie techniczne, jeśli tak twierdzi. Nie mówię że nie można tego wykorzystać w ten sposób ale system GSM dla zamachowców w tej sytuacji jaka się tworzyła i jaka się zdarzyła w Smoleńsku niesie więcej problemów niż korzyści ( pisałem o tym wcześniej ) , dlatego nie uważam aby użyto do detonacji czegokolwiek powiązanego z siecią komórkową i nie ma na to żadnych dowodów ! Jeśli by tak było szybciej uwierzył bym w to że zamachu dokonali domowi amatorzy niż wojskowi zawodowcyGrin

Dalej -> "... Włączenie w tor antenowy GPS przy pomocy splitera z separacja DC modemu nie uniemożliwia działania odbiornika GPS, natomiast GSM będzie działał bez problemu. Nie mam na myśli zwykłego trójnika np. SMA... " No tu kolega wykazał kompletną nie wiedzę z zakresu anten. Ile takich systemów kolega zbudował aby tak twierdzić ??? NIE MA ŻADNEJ MOŻLIWOŚCI SPRZĘŻENIA MODEMU GSM W TOR GPS BEZ USZCZERBKU DLA PRACY GPS BEZ ŻADNEJ KORZYŚCI DLA GSM !!! Raz jeszcze powtarzam , każda antena GPS jest antena aktywną, jej wzmacniacz wąsko-pasmowy ma wejście zwarte do masy !!! Sygnał z ceramicznego Pacha jest tak słaby ( zakres nawet - 140dBm ), ze jakakolwiek ingerencja w tor anteny powoduje sparaliżowanie pracy systemu GPS. Natomiast antena GPS w żaden sposób nie wzmocni pracy GSM , to są chroniczne bzdety !!! Dużo lepszy efekt będzie jeśli modem GSM będzie miał zwykły drucik w gniazdku niż spliter DC w antenie GPS !!! Dajmy temu spokój , to są pomysły kompletnych amatorów a nie elektroników z branży Shock Ktoś kto dostał zadanie wysadzenia samolotu na pewno nie korzystał z porad domorosłych hobbystów !!!

Natomiast kompletnie rozłożył mnie na łopatki tekst -> " ... Co do prędkości i łączności radiowej, analogiczna sytuacja występuje w kolejach dużych prędkości. Do około 160km/h sprawdza się VHF natomiast już przy 200 i 250-270km/h dopiero wyższe częstotliwości i dlatego powstał standard GSM-R czyli 950MHz do zbierania i wysyłania danych z pojazdów. W przypadku tutki mamy teoretycznie 270km/h i więcej...." No to już Markoni przewraca sie w grobie. Kolega kompletnie nie rozumie co to jest HF, VHF czy UHF. A więc tłumaczę że na prędkość samolotu, rakiety czy czegokolwiek co porusza się poniżej prędkości światła nie ma znaczenia podział na pasmo HF, VHF czy UHF. Fala radiowa jak by nie była porusza się zawsze z tą sama prędkością !!! Każda fala radiowa w zakresie czy to fal długich, krótkich czy ultra-krótkich ma kompletnie inne znaczenie niż to co kolega tu wypisuje. Fala HF jako fala długa to jest fala jonosferyczna, ma tendencje szybkiego uginania się w górne części atmosfery po czym następuje odbicie fali . Fala ta ma wysoka przenikliwość materii i dzięki odbiciom od warstw górnych a nastęnie od ziemi, itd. okrążania ziemi i dzięki charakterystyce ósemkowej może być słyszalna na tysiące km. Jednak jako taka słabo nadaje się na łączności średniodystansowe, może podlegać też znacznym zakłóceniom elektromagnetycznym. Problemem są tez duże anteny. Natomiast fala VHF ma charakterystykę pośrednia pomiędzy fala jonosferyczną a horyzontalna i zmienia się znacząco względem częstotliwości. Dlatego, choć nie tylko , w łączności lotniczej używa się pasma VHF 118 ( czyli 110 - 136 MHz ) dlatego że pasmo to ze względu na swoje cechy zapewnia w łączności ziemia - powietrze najbardziej dalekosiężna łączność bezpośrednia !!! Natomiast zaś pasmo UHF jest fala przyziemną, bardzo horyzontalną, podatną bardzo na przeszkody terenowe. Jest wykorzystywane przede wszystkim dla łączności transmisji danych i stacji przemiennikowych. Ze względu na swoje cechy fizyczne ma zdolność osiągania w łączności bezpośredniej dużych dystansów przy stosunkowo niewielkich mocach i stosuje się małogabarytowe anteny. Naprawdę pominę tu wzory fizyczne bo szkoda na to czasu. Jest wiele opracowań na ten temat, polecam ! A więc stosowanie pasma HF, VHF czy UHF nie zależy do prędkości pojazdu a od sposobu w jaki ma być realizowana łączność w terenie i co ta łączność ( fala radiowa ) ma nieść za informację !

I dalej -> "... Pasma 433MHz i 868 MHz są nie strzeżone to tzw. śmietnik nadaje tam prawie wszystko, piloty do alarmów samochodowych, alarmy domowe, czujki PIR, piloty do bram, piraci radiowi, mikrofony estradowe bezprzewodowe, sterowniki zabawek itp. To pasmo nie nadaje się na taką akcję, zbyt duże ryzyko przypadkowej detonacji lub zakłócenia sygnału wysłanego do samolotu.
Wyobraźcie sobie następująca sytuacje: idzie jakiś facet do garażu przy ul. Gubienki otwiera auto pilotem, a tu nagle Tutka mu Bummm nad głową..." Tu kolejna nieznajomość systemów łączności i fali radiowej. Nie chce mi się już tego tłumaczyć. Przypominam tylko że wszystkie piloty mają własne protokoły kodowania, piloty radiowe do bramy, auta, itp. maja tzw niepowtarzalne kody. Nie ma możliwości aby moja płytka z unikatowym kodem binarnym był "uruchomiona" przez przypadkowego pilota..." Kolega kompletnie nie zrozumiał mojego poprzedniego wywodu , zaś jedynie moje sugestie co do wykorzystania sterowników na przykładowe pasma 433, 868, itp. były jedynie przykładem, natomiast stosuje się wiele częstotliwości pracy a projektując system nadawczo-odbiorczy wystarczy przesunąć pasmo pracy nieco poniżej lub powyżej standardowej częstotliwość lub nawet na całkiem inna. Projektując takie systemy mogę sobie wybrać dowolna częstotliwość pracy, oprogramować procesor własnym kodem binarnym i zapewniam kolegę że nikt na świecie nie będzie w stanie ani mnie podsłuchać ani zdetonować za mnie przypadkowo ładunku choćby nie wiem jak chciał i używał wszystkich pilotów na świecie jednocześnie. Zlokalizowanie nadajnika , który wysyła fale radiową z kodem detonacji w ułamku sekundy z lasu z niewielką mocą jest praktycznie w 99,99% nie do wykrycia , wiec nikt nie musi się obawiać o to że ktokolwiek zarejestruje taki impuls, w przeciwieństwie do GSM , który loguje się w sieci co chwile zostawiając po pierwsze ślad drogi, po drugie jako nadajnik musi się logować w systemie powodując banalnie proste zdemaskowanie. Ponadto GSM można bardzo łatwo obezwładnić systemami zagłusząjącymi i jak pisałem wcześniej bardzo prosto jest to zrobić i mieszczą się w dłoni, powodując zakłócenie pracy wszystkich urządzeń GSM / GPRS / 3G / LTE w odległości od kilku do kilkudziesięciu metrów !!! A co do Meaconingu, proponował bym jednak poczytać ciut więcej , szczególnie o osiągnięciach Rosjan w tej dziedzinie , nim kolega dalej rozwinie się w tej materii Wink.

Reasumując więc , o ile pewnym jest że samolot wybuchł z powodu ładunków wybuchowych i o ile pewne jest że nie był to jeden centralny wybuch ani nie awaria o tyle nie wiemy i szybko się nie dowiemy jak zrealizowano to dokładnie. Możemy przypuszczać ale w granicach zdrowego rozsądku , w oparciu o prawa fizyki i realne środki techniczne a nie dewagacje i wyssane z palca teorie techniczne , często poprostu mało realne albo w ręcz myli kolega pewne sprawy, wprowadzając zamęt w głowach czytelników.

Prosił bym więc aby poświecić temu więcej powagi, jeśi kolega ma konkretne dowody - ok, ma doświadczenie w pewnych kwestiach czy aspektach jako wieloletni praktyk to ok, jeśli to wyłącznie dewagacje lub amatorskie podeście, szczególnie do tematów elektroniki oraz łączności radiowej wykraczających poza sferę pojmowania i doświadczenia zawodowego to proponuje raczej wstrzemięźliwość w forowaniu tego typu teorii techniczno-elektronicznych Smile

Pozdrawiam.
#3 | Regnorum Occasus dnia 17.10.2013
Witam

RF-ENGINEER

Analiza pliku VN780134.mp3 nie wspomina o zakłóceniach od transmisji GSM, a wręcz przeciwnie mówi o zakłóceniach od zasilacza impulsowego systemu detonatora ( przetwornica step-down - twoje określenie) oraz transmisji cyfrowej po RS232 lub RS422 w wyniku intermodulacji na częstotliwości radiowej. Jest to dokładnie wyjaśnione co i jak.
Jeżeli występują takie zakłócenia po stronie radiowej to mamy tutaj przypadek z niestabilnym zasilaczem impulsowym lub z słabym filtrem EMC, może być on z podtrzymaniem buforowym oraz też transmisje cyfrową danych przewodową.
Przesłuchując uważnie ten plik zauważymy, że po zakończeniu transmisji głosowej nie słychać charakterystycznego „stuknięcia” blokady szumów w odbiorniku i momentalnie pojawia się buczenie. Świadczy to ewidentnie o zakłóceniach po stronie w.cz a nie m.cz.
Gdyby został uszkodzony np. ekran kabla sygnałowego audio do rejestratora to buczenie było by słyszane cały czas.
Tutaj korespondencja głosowa jest czysta.
Zakłócenia od GSM to tzw. terkot powstają najczęściej gdy fala w.cz dostaje się do toru m.cz, proste doświadczenie tel. komórkowy przy głośnikach aktywnych kompuerowych.

Longbeach – szumy i stuki nagrane na CVR pochodzą z radiostacji (stenogram IES) a to dość istotny ślad. Wskazuje to na instalacje przewodową do detonacji, poprzez przewody rozprowadzone do zapalników elektrycznych propagują się zakłócenia od sterownika mikroprocesorowego oraz intermodulacyjne od zasilacza impulsowego. Przewody zadziałały w tym przypadku jako anteny nadawcze zakłóceń.
Należy przypuszczać iż zakłócenia miały zmienną amplitudę i częstotliwość w czasie. Raz przeszkadzały w pracy VOR inny razem utrudniały łączność głosową 118-136MHz, czyli mówiąc żargonem pływały.
Mamy ślady trotylu na wraku, to bardzo dobry materiał na tego rodzaju akcje, jest stabilny termicznie, najlepszym detonatorem do kostek trotylowych mogą być zapalniki elektryczne przewodowe np. ZD-K3-PM.
To proste i skuteczne rozwiązanie, ładunków nie trzeba zasilać, wystarczy podać tylko napięcie do zapalników w określonej sekwencji ze sterownika mikroprocesorowego.
Ładunki z własnym autonomicznym zasilaniem to ryzyko uszkodzenia ogniwa np. pożar, przypadkowy wybuch lub brak łączności radiowej ze sterownikiem co w konsekwencji oznacza brak detonacji.

Co do GSM, modem GSM = GPRS czyli pakietowa transmisja danych.
To idealne medium do sterowania, a w połączeniu z GPS do przesyłania pozycji obiektu w zależności od interwału możemy niskim rastrem pomiaru.
Więc jeśli wyobrazimy sobie centrum całej akcji w jakimś miejscu to GSM-GPRS jest do tego celu idealny, mogli śledzić samolot na mapie i zdetonować go w „dowolnej” chwili. System detonatora można skonfigurować z różnych modułów, napisał o tym Fotoamar. Dodatkowo można pobierać różnego rodzaju dane z samolotu, monitorować lub wysyłać do niego np. fałszywe dane do systemów.
GPRS ma ta zaletę że można zaadresować tylko konkretna kartę SIM i tylko konkretny modem (numer unikatowy IMEI). To 100% pewność iż sygnał z poleceniem trafi tam gdzie trzeba. Ryzyko przypadkowej detonacji wynosi zero.
Sieć GSM ma pracować cały czas to medium strategiczne – pewność połaczenia.
Włączenie w tor antenowy GPS przy pomocy splitera z separacja DC modemu nie uniemożliwia działania odbiornika GPS, natomiast GSM będzie działał bez problemu. Nie mam na myśli zwykłego trójnika np. SMA.
Należy pamiętać też, że mieliśmy ta gęsta mgłę więc detonacja z tzw. krzaków nie wchodzi w grę ze względu na nieobliczalne skutki.
Przy bardzo dobrej widoczności celu taka ewentualność może być brana brać pod uwagę.

Co do prędkości i łączności radiowej, analogiczna sytuacja występuje w kolejach dużych prędkości. Do około 160km/h sprawdza się VHF natomiast już przy 200 i 250-270km/h dopiero wyższe częstotliwości i dlatego powstał standard GSM-R czyli 950MHz do zbierania i wysyłania danych z pojazdów.
W przypadku tutki mamy teoretycznie 270km/h i więcej.
A teraz ślady w sieci GSM, owszem znajdują się, ale podobno prokuratura nie otrzymała odpowiedzi na wniosek prawny jakie komórki i karty były zalogowane do sieci GSM 10.04. Zresztą sieć znajduje się na terenie Rosji, mogą więc posprzątać. Jak zapewnie pamiętacie świadkowie mówili o dziwnych zjawiskach występujących w sieci GSM po katastrofie, znikające połączenia i sms-y z telefonów, czyżby szybkie pochopne sprzątanie w logach systemu?
Pasma 433MHz i 868 MHz są nie strzeżone to tzw. śmietnik nadaje tam prawie wszystko, piloty do alarmów samochodowych, alarmy domowe, czujki PIR, piloty do bram, piraci radiowi, mikrofony estradowe bezprzewodowe, sterowniki zabawek itp. To pasmo nie nadaje się na taką akcję, zbyt duże ryzyko przypadkowej detonacji lub zakłócenia sygnału wysłanego do samolotu.
Wyobraźcie sobie następująca sytuacje: idzie jakiś facet do garażu przy ul. Gubienki otwiera auto pilotem, a tu nagle Tutka mu Bummm nad głową.

Meaconig GPS, to potraktowałbym jak S-F, dodatkowa flota fałszywych satelitów GPS na niebie a może GLONAS udaje GPS? Albo retransmitery sygnału GPS wisiały na drzewachWink ?
Owszem istnieją systemy retransmisji sygnału GPS ale to działa np. w hangarach, antena nadawcza jest zainstalowana na suficie hangaru symuluje sygnały z konstelacji satelitów.
Ta eksplozja wygląda mi na sekwencyjną czyli ładunki zostały odpalone w odpowiedniej kolejności od tyłu samolotu do środka, to logiczne jeżeli detonator był w środku samolotu.
Inaczej sam by sobie uszkodził okablowanie zapalników.

Pzdr.
#4 | RF ENGINEER dnia 16.10.2013
"fotoamator"

Oczywiście, ja nie twierdzę że użyto z pewnością banalnie prostych metod ale nie twierdzę też że tego nie zrobiono. Po prostu z odsłuchu zapisów jakie mogłem przestudiować , przynajmniej jeśli chodzi o aspekt przydźwięku "brumu" mogę wykluczyć że powodem tego zakłócenia był system GSM a dlatego że w swojej pracy konstruktorskiej wiele razy "walczyłem" z usuwaniem tego typu zakłóceń z systemów m.cz audio i wiem dokładnie jakie jest to zjawisko. GSM daje bardzo charakterystyczny, szybko zmienny przydźwięk, z resztą można to sprawdzić przykładając zwykły telefon GSM w chwili logowania czy dzwonka do wejścia audio wzmacniacza domowego. W zapisie natomiast jest stały przydźwięk, nie jest on zmienny, a więc nie może być to transmisja radiowa typu FSK . Zgadzam się natomiast z tobą że nie należy traktować Rosjan jako imbecyli technicznych. Znam wiele konstrukcji rosyjskich , naprawdę świetnych , niestety pomysły nie zawsze idą w parze z wykonaniem czy jakością ISO. Zakładam jednak że dla zmylenia tropów aby odsunąć maksymalnie podejrzenia od armii i władzy w razie wpadki użyto by z jednej strony sprzętu raczej popularnego ( co nie oznacza ze rodem z Biedronki czy MediaMarkt :-) a nie dostępnego jedynie dla wojska. Wiele firm oferuje różnorakie modemy, odbiorniki i transmitery do budowy systemów komunikacyjnych czy transmisji danych. Rynek dostawców elektroniki komercyjnej jest przeogromny ! Z drugiej strony musisz wziąć pod uwagę fakt że pomimo iż robiono wszystko aby delegacja poleciała własnie tym samolotem i tak wypchanym to jednak nie mieli do końca pewności na 100% czy coś nie ulegnie zmianie. A więc z góry zaprogramowany ładunek kompletnie odpada. Mogło być opóźnienie w locie, mogli zmienić samolot, mogli pojechać pociągiem, mogło być wiele sytuacji które trzeba przewidzieć. A więc nie można z góry zaplanować na 100% miejsca, czasu i daty eksplozji. Takie decyzje podejmuje się tuż przed zdarzeniem. Kwestia wybuchów sekwencyjnych nie jest naprawdę problemem w dobie elektroniki. Ładunki i owszem , to co zapewne zrobiono , można sprytnie pochować w trakcie remontu samolotu w dziesiądkach miejsc niedostępnych dla zwykłych techników - np. zbiorniki paliwa, siłowniki, agregaty, automatyka, nawet zwykle radio VHF :-) itp. miejsca. W silniku czy zbiorniku wystarczy naprawdę niewielki ładunek aby samolot obrócić w złom kiedy wybucha paliwo. Jeśli umieszczono w śród tysięcy części silnika mały , przypominający jakąś tam cześć mechaniczna odbiornik z zapalnikiem i małym ładunkiem, który wybuchając uszkadza istotne mocowanie , gdzie przy ogromnych siłach podczas pracującego silnika się to stanie to silnik rozlatuje się w drobny mak, a robi to wrażenie przypadkowej ale dramatycznej w skutkach awarii technicznej. Jedna awaria może powodować kolejne, czy to w sposób zamierzony czy przypadkowy czy wszystko razem. Ale do ich wyzwolenia , wiedząc że samolot kiedyś tam w końcu przyleci do Rosji i wiedząc którędy bo na to akurat mieli wpływ użył bym właśnie odbiorników komercyjnych różnie rozlokowanych , które zaprogramowane z ładunkami mogą sobie latać 2-3 lata a wybuchnąć we właściwym momencie po naciśnięciu "właściwego guzika" No ktoś musiała to zdetonować, efekt znamy . Oczywiście że Rosjanie dysponują wysoką technologią i zaawansowaną elektroniką, w końcu potrafili wysłać rakietę w kosmos :-). Ale w takim "szatańskim planie " trzeba też się zabezpieczyć przed wpadką. Jeśli posłużono by się wyrafinowanym sprzętem wojskowym to od razu wiadomo kto za tym stoi. Jeśli użyto by popularnego sprzętu komercyjnego ( liczy się wyłącznie efekt końcowy a nie klasa zamachu ) to w przypadku wpadki, odkrycia detonatorów nie wskazuje to bezpośrednio jeszcze na armię . Oni wówczas zawsze mogą się wyłgać właśnie że przecież gdyby to była armia to użyto by wyrafinowanego sprzętu no bo przecież nikt nie użył by zwykłego komercyjnego sprzętu rodem domowej konstrukcji. Ale mieliśmy już dewagacje na temat trotylu i wszyscy się śmieli że gdzie tam trotyl ??? w XXI wieku ??? Trotyl ??? - no przecież są nowoczesne ładunki. Owszem są ale wówczas wskazują dokładniej kto miał do tego dostęp , kto mógł sobie na to pozwolić. Dlatego reasumując nie wykluczam absolutnie możliwości nawet zdalnego odpalenia z użyciem satelit, ale twierdzę też że nie wykluczam użycia zwykłych komercyjnych urządzeń popularnie dostępnych. Zależy czym się kierowano ale czasem najprostsze rozwiązania są zarazem najskuteczniejsze i maskujące sprawcę. Nie mniej absolutnie , na tym etapie dowodowym jakie znamy nie można stwierdzić jeszcze autorytatywnie jak to dokładnie technicznie zrealizowano bo opcji jest zbyt wiele.
#5 | Artur dnia 16.10.2013
Ze względu na trwająca dyskusję pozwoliłem sobie podbić tekst nieco wyżej. Pozdrawiam dyskutantów.
#6 | longbeach dnia 16.10.2013
Od dawna wywiady i inne służby mają przygotowane całe rodziny elementów do konfiguracji dowolnych systemów destrukcji. Nikt się nie bawi w tworzenie systemów metodami amatorskimi. Po prostu systemy detonacyjne buduje się tak jak dom z odpowiednich cegiełek. W tym wypadku system musiał byc tak skonfigurowany aby zadziałał ze 100% pewnością a ponadto inicjacja systemu musiała byc taka aby nie była wykryta przez nasłuchy natowskie.
Jeśli chodzi zaś o rolę pałkownika Krasnokutskowo to on miał nadzorowac tylko i wyłącznie pierwszą fazę destrukcji czyli przygotowanie do sprowadzenia samolotu na zbyt niska wysokość a o reszcie nawet nie miał prawa widzieć, za niska szarża. Wydaje mi się, że nie wiedział o tym również generał Benediktow, chyba tak wabi się ta swołocz, bo jeszcze żyje. Ci co mogli wiedzieć zbyt dużo na pewmo po ziemi już nie chodzą. Tak zawsze było, jest i będzie w takim kraju jak Rosja która nie ma co ukrywać jest największym pasożytem świata.
#7 | fotoamator dnia 15.10.2013
RE ENGINEER

Nie jestem do końca przekonany, że posłużono się "prostymi" narzędziami. Prostota jest nieprzewidywalna, a tutaj musiała być pewność, co do miejsca, czasu i charakterystyki rozpadu w taki sposób, aby nikt nie przeżył by być świadkiem. Ręczne sterowanie raczej wykluczyłbym, właśnie z tego powodu. Człowiezjk jest zawodny a tutaj musiała być nie tylko precyzja, ale też zapewne zdublowany system sekwencyjnego odpalenia ładunków. Nie bez powodu podałem ostatni link, w któym analogiczny system powstał jako projekt w pracy doktorskiej, oczywiście służąc innym celom. Logika każe sądzić, że Rosjanie dysponują wystarczającymi mozliwościami technicznymi, aby opracować podobne, niezawodne rozwiązania do celów militarnych, albo terrorystycznych. Owszem jest to kraj zacofany w pewnym stopniu, ale na pewno pod względem militarnym potrafi zaskoczyć i raczej nie stawałbym na proste rozwiązania.

Natomiast w sztuce dezinformacji Rosjanie są perfekcyjni, podobnie jak w polityce nacisków.

Putin potrafił wywołać wojnę w Czeczenii, posługując się prowokacją, nie możemy o tym zapominać - bo świat o tym wie, a Putin nadal rządzi.

Czekam na odpowiedź RO uściślającą kwestie techniczne
#8 | RF ENGINEER dnia 15.10.2013
Jak już pisałem wcześniej, a jest to też w pewnym sensie w dalszej części odpowiedź do "longbeach" na pytanie ".... jak spowodować serię mini-wybuchów w sposób kontrolowany i zapewniający absolutna skuteczność... " Proszę mi wierzyć dla nawet zwykłego elektronika-konstruktora nie jest to naprawdę żaden problem. Jak wspomniałem uważam, a nawet jestem tego pewny, że użycie modemu GSM jest zbyt ryzykowne i zbyt niepewne z powodów o których pisałem. Wbrew wszystkiemu w Rosji jest masę naprawdę zdolnych speców od elektroniki czy hakerów, także w wojsku. Naprawdę należy przyjąć że plan zamachu był naprawdę genialnie zaplanowany ale niestety jak zwykle zawiodła organizacja ludzka, emocje i pech. Dla przeprowadzenia takiej akcji , na taką skalę i na takim szczeblu nie wystarczy zła czy dobra wola Krasnokudzkiego , Putina czy tylko wieży kontroli lotów . Proszę wziąć pod uwagę fakt potencjalnego skandalu miedzynarodowego, tego że jeśli planuje się zamach na głowę przedstawiciela kraju europejskiego , tym bardziej kraju NATO nie można tak sobie puścić rakiety a potem się głupio wytłumaczyć. Łatwiej było by ( co z resztą Rosjanie zrobili ) zestrzelić samolot pasażerski ale nie samolot o statusie HEAD wojskowy z przedstawicielami Państwa. Nie ma to znaczenia że się kogoś lubi czy nie, gesty gestami ale Rosji naprawdę nie potrzebny byłby konflikt otwarty z NATO. Nie zmienia to oczywiście faktu że komu jak komu a Rosji na pewno zlikwidowanie Śp. Lecha Kaczyńskiego , brata Jarosława i wielu parlamentarzystów czy wojskowych było na rękę zarówno jako zemsta za Gruzję i sprzedaż uzbrojenia ale przede wszystkim z dwóch extra powodów - sprawy blokowania interesów Gazpromu który jest dla Rosji być albo nie być najważniejsze a ponadto przygotowywana kwestia drugiej części aktywnych agentów sowieckich w Polsce w strukturach władzy III RP. Tu należy spojrzeć na chwilę co się stało zaraz po "wypadku" Nasz specjalista od ważenia bigosu z Ruskiej Budy poleciał do Belwederu i wygarnął wszelkie dokumenty w tym własnie te listy agentury. Czemu ? Zapewne było tam i sporo na niego jak i na jego kolesi z WSI i współbraci moskali. Nie wykluczone a prawie pewne że lista wstrząsnęła by Polska jak tsunami. Interes w zlikwidowaniu przeszkody w postaci braci Kaczyńskich jako władz PiS jak też generalicji oczywistym jest faktem osłabiającym suwerenność kraju, jego zdolności mobilizacyjnej i gospodarczej, zabezpieczenie interesów Rosji, przy okazji Niemiec a także utajnienie agentury, co się stało i co widzimy w okół. Biorąc więc choćby z grubsza te fakty oraz zdarzenia jakie miały zajście ( przetargi , samobójstwa, zniknięcia, nekrolog na 5 godzin przed katastrofą zamieszczony na serwerach a wcześniej dziwne spotkania Tuska w Sopocie, dziwne tajne kolacje z przedstawicielami rosyjskimi po knajpach, itp. a potem nagle szybkie słowa Sikorskiego - "wszyscy zginęli" - słowa wypowiedziane bez dokładnej analizy miejsca wypadku !, świadczą że plan był szyty co najmniej od 2 lat przed 10-kwietnia. Wszystko miało wyglądać niepozornie, być może nawet niewinnie, przypadkowo, niby zwykły chaos, wypadek, winni piloci. Niestety przy takim szerokim planie nie ma szans aby wszystko wyszło perfekcyjnie i nie wyszło ! Jarosław Kaczyński nie wsiadł do samolotu podobnie jak paru innych, samolotu nie udało się sprowadzić we właściwe miejsce bo polska załoga wyczuła w ostatnim momencie zagrożenie i trzeba było improwizować, odpalić ładunki wcześniej bo było już za późno na rezygnację z planu - jedna okazja i koniec. Oczywiście że zaplanowano detonacje bo liczyć na to że pilot sam z siebie przywali w ziemie to trzeba być niespełna rozumu, to nie mogło być pozostawione przypadkowi. A zatem jak wiemy nawet na dzień przed wylotem dokonywano poważnych modyfikacji elektroniki pod pozorem napraw. Czy wadliwe działanie systemu GPS czy autopilota był celowym działaniem osób zainteresowanych aby mieć okazje w ostatnim momencie na dojście do samolotu a nie pośpiechem i fuszerką, ciężko stwierdzić bez dokładnej ekspertyzy. Bynajmniej tego raczej na zapisie Voice-Recordera czy innej aparatury pokładowej rejestracji parametrów nie stwierdzimy, nie sądzę aby Rosjanie dali plamę i podłączali się bezpośrednio pod te systemy zasilania czy transmisji danych. Takie sprawy mogli by wykryć inni technicy na lotnisku. To zbyt ryzykowny plan.

Natomiast jak pisałem wcześniej dostępne są różnej maści odbiorniki i systemy transmisji danych które można zastosować. Jeśli mówimy o kontrolowanych wybuchach w różnych częściach samolotu to wystarczy choćby kilka czy kilkanaście małych pudełek z odbiornikami wielkości zapałek w których znajduje się odbiornik FSK z procesorem zaprogramowanym na sekwencję właściwego kodu, który może po zaaktywowaniu odpalić zapłonnik z dowolnym przesunięciem czasu. Innym słowy mogę sobie zbudować np. 10 odbiorników, który każdy będzie np. reagował na wspólny impuls lub grupę impulsów i mogę ustawić je tak aby po "jednym naciśnięciu guzika" wszystkie odebrały sygnał jednocześnie ale wykonały sekwencyjną procedurę. Zasilanie może być w postaci akumulatora, może być wpięte w rózne systemy zasilania. Takie odbiorniki pobierają tak marginalny prąd że podobnie jak zegarek mogą być w czuwaniu 2-3 lata. Nosimy zegarki na ręku, czy wymieniamy tam baterie co miesiąc - nie , a jaka jest malutka ??? Tak więc takie sprawy są banalnie proste. Po detonacji wszystko jest zniszczone i oczywiście można znaleźć dowody tylko trzeba to najpierw zbadać. Przykładem zapłonnika zdalnego było Lockerby. U nas nikt nie badał wraku poza Rosjanami bo po co badać coś co się wie jak się zdarzyło :-) . Przecież spec Lasek ( od modeli samolocików ze skrzydełkami na gumkę od gaci ) od razu powiedział że wrak nie jest mu do niczego potrzebny. No jeśli się nie chce czegoś zbadać to się robi wszystko aby tego nie zbadać. Winni , a jestem pewny że są nimi w zmowie zarówno Polacy ( zleceniodawcy ) jak i Rosjanie ( wykonawcy ) dlatego tak zacięcie walczą bo gra idzie nie o zbadanie wypadku a własnie o dowody zbrodni !

Reasumując więc, jest wiele możliwości technicznych aby przeprowadzić sekwencję wybuchu z użyciem łaczności radiowej ale na pewno nie użyto do tego systemu GSM. Jak już wspomniałem w przypadku pasma UHF pracującego w zakresie pasma od powiedzmy 400 - 900 Mhz nie problemem jest uzyskać zasięg nawet do kilku-kilkunastu km z nadajnika o mocy do 500 mW a dziś urządzenia minaturowe maja nadajniki nawet do 4-5 W czyli 8-10-krotnie mocniejsze. Każdy kiedyś zapewne widział walkie-talkie sprzedawane w sklepie, takie małe "krótkofalówki" potocznie zwane też PMR. Małe urządzenie na 2-4 baterie, są też takie radyjka w postaci zegarków na rękę. Moc nadawcza wynosi ok. 250 - 500 mW. Przy otwartej przestrzeni a tym bardziej ziemia - samolot pozwala na zasięg do kilku km. Czasem używają tych radii paralotniarze i w powietrzu łączą się nawet na kilkanaście km. Jest to najbardziej prymitywny przykład, aby unaocznić czytelnikom , że tanie, dostępne dziś urządzenia potrafią bez żadnych dużych anten zapewnić łączność na tak wystarczającej odległości że samolotu nawet nie trzeba oglądać aby spowodować w nim ewentualny wybuch na odległość paru km. Nie trzeba tego robić z wierzy , wystarczy że niepozornie w pobliżu był ktoś z OMON-u, kto na rozkaz z lasu przycisnął guzik, mógł być to niby niepozorny turysta przed ulicą Kutuzowa, który zapoczątkował sekwencję, ktoś w aucie, itp. Znając dokładnie trasę przelotu, godzinę a mając powielokroć dostęp niestrzeżony do samolotu "pchełki" o różnej sile i czasie zadziałania można pomocować w wielu miejscach samolotu tak że żaden pies, czy przeciętny dozór techniczny tego nie stwierdzi. A po blisko 4 latach zaplanowanego rozkradania i dewastowania wraku na terenie sowietów sądzę że będzie to nie lada łud szczęścia i fart jeśli cokolwiek i ktokolwiek znajdzie konkretnego. Mam jednak nadzieję że zdolność Rosjan do dezorganizacji, spaprania najlepszego nawet planu nie pozbawi nas mimo wszystko sposobności dojścia prawdy i przyczyn.

Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji Cool
#9 | fotoamator dnia 15.10.2013
A tutaj podaję link do projektu systemu który można potraktować jako najbardziej odpowiadający "potrzebom"

http://pbc.gda.pl...zegorz.pdf
#10 | fotoamator dnia 15.10.2013
I jeszcze jedno uzupełnienie w linku - dotyczy zdalnego monitorowania i sterowania

http://www.automa...m_GPRS.pdf
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną