Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Każdy ma prawa do własnego zdania. Czymś, co mnie przygnębiło, była argumentacja drugiej strony. Zapytałem bowiem wprost: „Czemu ten pan (tu wymieniłem konkretną – w mojej opinii szlachetną – osobę) i jego – jak się wydaje – autentyczne zaangażowanie w sprawy narodowe – nie jest przez Ciebie akceptowany?” Odpowiedź była rozbrajająca? „Nie, bo nie!”. Siła przekonywania zaiste porażająca. Ale jeśli będziemy dokonywali takich (proszę wybaczyć) „selekcji” np. politycznych liderów, to obawiam się o przyszłość naszej Ojczyzny.
29.09.2013r.


"Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą"

      Słyszeliśmy pewnie wielokrotnie opinię, że ktoś bez wahania uwierzyłby w Boga, gdyby zobaczył jakiś spektakularny cud. Te, o których przeczytał lub słyszał wcale go nie przekonały. Natomiast, gdyby coś wyjątkowego jemu się przydarzyło, to wtedy byłby asertywny (modne ostatnio słowo) w swoich przekonaniach. Oczywiście są też tacy, którzy „z definicji” zakładają, że „cudów nie ma”. Dziwne to, bo często – w innych okolicznościach życia – są w stanie uwierzyć w każdą, najbardziej nawet wyimaginowaną bzdurę. Chrystus doskonale wiedział, że niedowiarków nie przekonają żadne nadprzyrodzone zdarzenia. Przemówią natomiast do tych, którzy są na nie gotowi; którzy są otwarci na prawdę i szczerze jej poszukują. Oni głęboko wierzą i wcale im nie potrzeba żadnego cudownego potwierdzenia tej wiary. A innych, nawet naocznie widziany i zweryfikowany przez nich cud, nie przekona. W dzisiejszym świecie cudów nie brakuje. Ludzie jednak zdają się ich nie dostrzegać, choć z drugiej strony są gotowi uwierzyć np. w UFO czy yeti. W żaden jednak sposób nie idzie ich przekonać do tego, iż Bóg wciąż działa i dokonuje nadprzyrodzonych dzieł także pośród nas. Ale to jest często kwestia niewłaściwego nastawienia. Zaznacza się ono nawet w powszednich przypadkach. Rozmawiałem niedawno ze – skądinąd miłą i sympatyczną – osobą. Usiłowałem delikatnie zasugerować jej, że myli się w swoich, m.in. społeczno-politycznych poglądach i ocenach działalności osób publicznych. Szanując cały czas jej stanowisko, próbowałem – kierując się podstawowymi zasadami katolickiej nauki społecznej – przekonać ją delikatnie do słuszności mojego. Ale chyba mi się nie udało. I nie byłoby w tym nic dziwnego. Każdy ma prawa do własnego zdania. Czymś, co mnie przygnębiło, była argumentacja drugiej strony. Zapytałem bowiem wprost: „Czemu ten pan (tu wymieniłem konkretną – w mojej opinii szlachetną – osobę) i jego – jak się wydaje – autentyczne zaangażowanie w sprawy narodowe – nie jest przez Ciebie akceptowany?” Odpowiedź była rozbrajająca? „Nie, bo nie!”. Siła przekonywania zaiste porażająca. Ale jeśli będziemy dokonywali takich (proszę wybaczyć) „selekcji” np. politycznych liderów, to obawiam się o przyszłość naszej Ojczyzny. Lękam się o wynik jakichkolwiek wyborów, gdy elektorzy będą głosować na zasadzie: „Tak, bo tak; nie, bo nie”. Niestety takie zagrożenie jest – zdążyłem się osobiście o tym przekonać – jak najbardziej realne. Skądinąd takie podejście do bardzo poważnych kwestii społecznych, mało, iż jest niepojęte, to zapewne też bardzo niedojrzałe. A w czasie wspomnianej dyskusji – naturalnie na zasadzie parafrazy, bo to zupełnie inny kontekst – przychodziły mi na myśl słowa Pana: „(…) choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”.

      Powróćmy do Ewangelii z dzisiejszej niedzieli. Opowiada o bogaczu i Łazarzu. Umierają obaj. Żebrak dostaje się do miejsca wiecznej szczęśliwości, a bogacz cierpi.
Zatrzymajmy się nad prośbą bogacza, bo ona jest tutaj dość istotna. Zwraca się do Abrahama, by posłał Łazarza do jego domu. Chce uprzedzić swych braci, by nie podzielili jego losu. Zauważmy – żebrak nazwany jest tutaj z imienia. Łazarz to brat Marii i Marty, przyjaciel Jezusa. To On „(…) zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. (J 11, 43-53)

      Nie przekonał niedowiarków cud, który sami widzieli. Łazarz został wskrzeszony, a oni nie uwierzyli. Dlaczego? Pewnie z wielu powodów. Może bali się Tego, który dokonywał takich znaków. Może obawiali się stracić swe ciepłe posadki. Może nie pasował On do ich spojrzenia na świat. Może… itd. Dla nas, żyjących dwa tysiące lat później, przytoczona przypowieść jest dowodem na prawdziwość słów Ewangelii. Nie ulega wątpliwości, dla większości z nas żadne cuda i nadprzyrodzone znaki nie są potrzebne. Ale pewnie są i tacy, którzy poszukują. To takie naturalne i ludzkie. I dla tej „grupy”, co zrozumiałe, znaki i cuda mogą okazać się bardzo pomocne. Zdarza się też, że przychodzi nam przeżywać czasem "kryzys wiary" (może wywołany okolicznościami od nas niezależnymi), a w nasze serca wkradają się wątpliwości. Także wtedy potrzeba nam Bożej interwencji. I Pan interweniuje. Najczęściej wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.

      Przypowieść o bogaczu i żebraku oraz opis uzdrowienia przyjaciela przez Jezusa tylko na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Imię Łazarz wiąże je w specyficzny sposób. Ukazana jest tutaj – na bardzo konkretnym przykładzie – Chrystusowa mądrość, którą zawarł w przypowieściach. Te natomiast mają umocnić naszą wiarę. A z tą wiarą – co tu ukrywać – bywa różnie. „Panie, umocnij wiarę naszą”.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Artur dnia 29.09.2013
To normalne. Ludzie którzy fiksują się na jakiś bezzasadnych tezach i nie przyjmują racjonalnych argumentów, niekoniecznie w bezpośredniej dyskusji, ale chociażby z własnej obserwacji, zawsze mnie dziwią. Zero wysiłku intelektualnego i pracy nad sobą. Widać tacy też muszą być. Pozdrawiam serdecznie
#2 | Kazia dnia 29.09.2013
„Czemu ten pan (tu wymieniłem konkretną – w mojej opinii szlachetną – osobę) i jego – jak się wydaje – autentyczne zaangażowanie w sprawy narodowe – nie jest przez Ciebie akceptowany?” Odpowiedź była rozbrajająca? „Nie, bo nie!”

zderzył się Ksiądz z fanatyzmem i przedstawicielką sekty Smile na nic wobec takich osób logiczne i racjonalne argumenty, nawet własnym oczom i uszom nie wierzą, Tylko są aktywni na głos guru. Aktualny i ciekawy wpis Księdza jak nic wpisuje się w jesienną dyskusję o "Smoleńsku".
Pozdrawiam
#3 | Jacek Mruk dnia 29.09.2013
Ludzie żyjący bez Prawdy, są często na nią zacietrzewieni.
Ona im wskazuje ,że znaleźli się na bezdrożach.
Zacietrzewienie i brak pokory nie pozwala im na przyznanie się do błędu, więc pogrążają się w tym bagnie nieprawości.
Nie zobaczyć i uwierzyć jest zbyt trudne nawet dla wielu wierzących, którzy przyznają się do wiary , ale jakiej nie wiedzą.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną