Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Otóż tak jak słowo o miłowaniu nieprzyjaciół ma nas chronić przed zaślepiającą mocą nienawiści, tak słowo o tym, żeby mieć w nienawiści tych, których najbardziej kochamy, ma nas chronić przed zaślepiającą mocą miłości. A miłość często bywa ślepa. To, że kogoś bardzo kocham, nie może oznaczać, że toleruję i przymykam oko na wszystko, co on czyni. Jeśli naprawdę kocham, to bardzo boli mnie zło, jakie czyni osoba przeze mnie kochana.

08.09.2013r.


"Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści…"

      Dzisiejszy fragment ewangeliczny jest bardzo trudny do zrozumienia. Mimo tego postarajmy się – korzystając z opracowań egzegetów i teologów – o jego właściwą interpretację. Przytoczona wypowiedź Chrystusa zadziwia, a wielu wprost szokuje. Trudno bowiem wyobrazić sobie kogokolwiek, kto – mając właściwą relację do swoich Rodziców – nie czułby co najmniej niepokoju wobec słów: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. Rzeczywiście „twarda ta mowa”. Dla wielu nawet wstrząsająca. Chyba mało jest takich miejsc w Ewangelii, że gdy je czytamy czujemy się – napiszmy to oględnie – niezbyt komfortowo. Powierzchowna bowiem interpretacja wprawia nas w zakłopotanie. Trzeba dopiero gruntowniejszej egzegezy i takiego głębszego przemyślenia tekstu w oparciu o całość Dobrej Nowiny, by zrozumieć właściwe przesłanie Chrystusowych słów. Nawet przez myśl nam nie przyjdzie przecież, że swoim słowem o nienawiści wobec Ojca i Matki Pan Jezus chciał zrelatywizować przykazanie miłości bliźniego, albo przykazanie „Czcij ojca i matkę" lub, że chciał je jakoś rozmiękczyć. Mamy pewność, że Pan w najdoskonalszym stopniu te przykazania realizował. Czwarte również. Przecież On sam poddał się temu przykazaniu, gdy przyjął człowieczeństwo. Ponadto w trakcie publicznego nauczania niejednokrotnie przypominał nam o naszych obowiązkach względem Rodziców. Charakterystycznym jest fakt, że z żadnym innym przykazaniem w Dekalogu nie została złączona konkretna obietnica: „(…) abyś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi”. Obietnica bardzo konkretna i wiele znacząca. Dlaczego więc miałby Pan w innym miejscu ją negować?

      O. Jacek Salij przypomina, iż jedna z pierwszych zasad metodologicznych odczytywania Pisma św. głosi, że poszczególne teksty biblijne należy interpretować w kontekście całej Biblii. Zasadę tę intuicyjnie przeczuwają nawet ci, którzy nigdy o niej nie słyszeli, i to stąd bierze się nasza pewność, że Pan Jezus niewątpliwie nie chciał podważać przykazania nakazującego nam szacunek wobec naszych Rodziców. Otóż tak jak słowo o miłowaniu nieprzyjaciół ma nas chronić przed zaślepiającą mocą nienawiści, tak słowo o tym, żeby mieć w nienawiści tych, których najbardziej kochamy, ma nas chronić przed zaślepiającą mocą miłości. A miłość często bywa ślepa. To, że kogoś bardzo kocham, nie może oznaczać, że toleruję i przymykam oko na wszystko, co on czyni. Jeśli naprawdę kocham, to bardzo boli mnie zło, jakie czyni osoba przeze mnie kochana. A jeżeli Ojciec lub Matka, mąż lub żona albo rodzone dziecko, oczekują ode mnie jakiegoś zła, nigdy na to nie pójdę. Tylko wtedy prawdziwie kocham moich Najbliższych, jeżeli kocham ich w Bogu.

      Zmarły w 1994 r., teolog, historyk sztuki i dziennikarz, Tadeusz Żychiewicz, z którym przed laty – w malowniczych terenach Beskidów i Gorców – miałem okazję wielokrotnie prowadzić „Polaków wieczorne (czasem i nocne) rozmowy”, wyjaśnia, że w języku biblijnym słowo „nienawiść" (hebr. „ssane”) nie oznacza jakiejś szczególnie aktywnej wrogości, czy emocjonalnej niechęci. Jest używane raczej w sensie odsunięcia, przeciwstawienia się spełnieniu określonych oczekiwań, dokonania pewnego wyboru. „Nienawiść" to może być np. wyniesienie pewnych wartości ponad inne, celowe ustanowienie pewnej hierarchii, przeciwstawienie się temu, co może stanąć pomiędzy nami, a wartością nadrzędną. Słowo „ssane” nie da się wprost przetłumaczyć na język polski. Tłumacze wybrali oddanie dosłowne, które jednak w znaczeniu polskim nie wyraża w pełni myśli Jezusa i ją znacznie zniekształca. Grecy zastosowali tu słowo „missos” – mniej kogoś kochać. To pozwala na dokładniejszą interpretację tej wypowiedzi Pana. Jezus nie miał więc na myśli nienawiści w naszym, aktywnym słowa tego znaczeniu. No bo, jakże można nienawidzić swoich Rodziców, czy swoje dzieci? Tu bardziej chodzi o potencjalną sytuację z wyboru. Gdyby się okazało, że ojciec, matka, syn czy córka powstrzymują Cię przed pójściem za Jezusem, to chcąc być prawdziwym uczniem Pana musisz jednak wybrać Jego. Może się nawet zdarzyć, że przypadnie nam pójść za Jezusem wbrew rodzinie, ale mimo wszystko nadal ją bardzo kochać. To dla człowieka wierzącego jest czymś oczywistym. Skoro bowiem Bóg jest Miłością i źródłem wszelkiej miłości w stworzeniach, to jasne, że należy Go miłować nade wszystko i wszystkich; więcej niż Ojca i Matkę, czy nawet rodzone dzieci. Miłość Boga jest miłością źródłową, wręcz elementarną. Ona sprawia, że potrafimy kochać się wzajemnie. Dobrze wyjaśnił tę prawidłowość Adam Mickiewicz w znanym czterowierszu pt. „Źródła”:

„Mówisz: Niech sobie ludzie nie kochają Boga,
Byle im była cnota i Ojczyzna droga.
Głupiec mówi: Niech sobie źródło wyschnie w górach,
Byleby mi płynęła woda w miejskich rurach”.


Innymi słowy: Jeśli w pierwszej kolejności nie będziemy kochać Pana Boga, wtedy i nasza miłość do bliźnich, w tym nawet, a może przede wszystkim do Najbliższych, będzie okaleczona i czegoś istotnego będzie jej brakowało. A jest tak dlatego, że to właśnie Bóg pierwszy nas umiłował. On nie tylko prawdziwie kocha nas wszystkich, a także każdego i każdą z nas z osobna, ale miłuje nas bardziej niż ktokolwiek. Nieskończenie więcej niż najbardziej kochająca Matka czy Ojciec; najbardziej oddany syn czy córka. Gdyby Pan Bóg pierwszy nie objął swoją nas swoją bezgraniczną miłością, nie mogłaby zaistnieć jakakolwiek inna miłość międzyludzka. Jesteśmy więc dłużnikami tejże miłości. Pora najwyższa, by ów dług – jeśli jeszcze się nie zdecydowaliśmy wcześniej – zacząć spłacać.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | XWM dnia 08.09.2013
Dziękuję za zrozumienie i pełne znajomości rzeczy uwagi. Odwzajemniam pozdrowienia.
#2 | Jacek Mruk dnia 08.09.2013
Interpretacja właściwa słów z innego języka jest trudna , a z wiekiem się zmienia. Zawierzenie siebie Bogu bez ograniczeń
w całości to nasza Wiara czysta, bo stawia Boga ponad wszystko.
Pozdrawiam
#3 | Kazia dnia 08.09.2013
Ciekawe rozważania, czyli należy podążać za dobrem nawet jeśli osoby które kochamy nas od tego odwodzą. Nie na przekór ale pomimo.
Pozdrawiam serdecznie, niedzielnie i słonecznie
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną