Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

- „Ja nie słyszałem od wielu, wielu miesięcy żeby pan premier zapowiadał zmiany programowe i dlatego wystartowałem – żeby przypomnieć mu że program ma znaczenie, że liczy się nie tylko ciepła woda w kranie i nie tylko słupki poparcia w sondażach” - przekonywał wczoraj Jarosław Gowin w Faktach po Faktach, już po wyborach na szefa PO.
25.08.2013r.


    - „Ja nie słyszałem od wielu, wielu miesięcy żeby pan premier zapowiadał zmiany programowe i dlatego wystartowałem – żeby przypomnieć mu że program ma znaczenie, że liczy się nie tylko ciepła woda w kranie i nie tylko słupki poparcia w sondażach” - przekonywał wczoraj Jarosław Gowin w "Faktach po Faktach", już po wyborach na szefa PO.

    „Ciepła woda w kranie”, znany bon mot Roberta Krasowskiego, ma wbrew pozorom bardziej skomplikowaną genealogię, niż ta narzucająca się na pierwszy rzut oka. Przedstawiana konsekwentnie przez autora jako postulat „materialnego rozwoju”, dalekiego od „ideologicznych wizji” i „moralnych krucjat”, dopiero w późniejszej debacie publicznej stała się szeroko wykorzystywanym synonimem polityki nastawionej jedynie na przetrwanie i pozbawionej jakichkolwiek ambicji.

    Jarosław Gowin, idąc tym drugim tropem, odcina się dziś stanowczo od braku aspiracji swojego pryncypała, dodając, że „będzie nadal walczył, aby Platforma była na powrót taką partią, która kieruje się ideami i celami, w imię których została powołana”. „Wodny” greps przewodni zainspirował mnie do pewnej niezobowiązującej rozrywki myślowej.

    Szczodry wysyp w ostatnim czasie samozwańczych „politycznych realistów”, dokonujących ważkich historycznych analiz ex post, stawia pytanie o to, jak odnieśliby się oni do wydarzeń bieżących. Już Woody Allen mawiał, że prognozy są bardzo trudne - szczególnie w odniesieniu do przyszłości, może więc to jest powód, dla którego w większości wolą zabierać głos w odniesieniu do tego, co już minęło i nie formułować zbyt wielu wniosków dotyczących tego, co może nastąpić za chwilę.

    Rzesze następców podążają więc wzorem krakowskich konserwatystów z drugiej połowy XIX wieku w postaci Michała Bobrzyńskiego i pozostałych członków obozu Stańczyków, dokonując, tak jak oni wówczas, swoistej masakry polskiej historii i tego, co dla pokoleń Polaków było i jest najświętsze. Ale dziś nie o tym.

    Rozważając ewolucję politycznego realizmu przy okazji ostatniej publikacji Piotra Zychowicza na temat Powstania Warszawskiego, wróciłam myślami zarówno do twórców nurtu, jak również ich współczesnych epigonów. W niczym nieskrępowanym strumieniu świadomości nie zabrakło wspomnianego wyżej Roberta Krasowskiego walczącego usilnie z zarzutami o nihilizm i rugowanie z polityki wartości i idei, oraz Bronisława Łagowskiego, którego ponad dziesięć lat temu portretował (wtedy jeszcze w „Życiu”) jako jednego z najbardziej konsekwentnych spadkobierców Bobrzyńskiego. Łagowski, sympatyzujący z SLD publicysta lewicowego "Przeglądu" nie stanowi prawdopodobnie zbyt dobrej reklamy realizmu politycznego (wyszła ta moja złośliwość), ale po pierwsze, będąc jednocześnie filozofem i historykiem idei, posiadł pewną zdolność opisu społecznych procesów, po drugie diagnoza, jak diagnoza, jest jedynie wynikiem autorskiej analizy, po trzecie wreszcie, jego rozpoznanie dotyczące „Solidarności” posłużyć może jako sposób do identyfikacja ryzyk, które czekają na opozycję w czasie odbywającej się na naszych oczach transformacji Platformy Obywatelskiej. Czy Laweta „upadnie” i na ile łap, przekonamy się zapewne już niebawem.

    Jak na politycznego realistę z krwi i kości przystało, w oczach Łagowskiego "Solidarność" stanowiła kolejne ogniwo bezmyślnej tradycji powstańczej. Zżymał się na fakt, że im bardziej władza była słabsza, tym bardziej była demonizowana przez opozycję. "Solidarność" opisywał jako wielki przesąd przesłaniający realia, jakimi był rzeczywisty stan władzy w tamtym okresie – władzy cherlawej, z której wyciekła już prawie całkowicie pewność siebie i jeśli krzywdzi, popełnia zbrodnie, to ze słabości i głupoty, nie z mocy i wszechwładzy.

    I tu uderza mnie pewna analogia – nie dostrzegając słabości i choroby toczącej przeciwnika łatwo przeoczyć bardzo istotny fakt – nie wywalczyć sobie władzy w odpowiednim momencie. „Solidarność” według Łagowskiego w dużej mierze dostała ją walkowerem, kiedy zdemoralizowany, chory i nieudolny reżim sam się rozsypywał. Publicysta pomniejsza ewidentnie zasługi „Solidarności”, ale dzięki temu widoczne staje się ryzyko, które nam grozi. Jeśli naszym naczelnym mitem stanie się „wywalczenie władzy”, wydarcie jej pazurami, to po „sukcesie” gotowi będziemy uwierzyć, że posiedliśmy zdolności nadprzyrodzone, których de facto nie posiadamy w takim natężeniu, bo system i tak był na krzywej schodzącej. Bezrefleksyjna wiara we własne siły może skutkować wówczas, podobnie jak w przeszłości, poczuciem pozornej kontroli nad transformacją, płonnymi marzeniami o prawdziwej dekomunizacji, przyspieszeniu czy skutecznej walce z korupcją, niepopartymi silnym zapleczem logistycznym i przede wszystkim kadrowym. Jak słabe jest to ostatnie, możemy się przekonać w zasadzie na każdym kroku. Kilku ludzi wartych uwagi i długo, długo nic. Ci prawi często wyjaławiają środowisko wokół siebie, nie mówiąc o szkoleniu następców.

    W artykule Krasowskiego sprzed dekady podniesiony jest też inny problem. "Upadająca władza zdążyła przed swoją śmiercią zarazić licznymi chorobami zwyciężającą opozycję. Przekazane jej zostało w szczególności lekceważenie dla prawnych form polityki, dla państwa i prawa w ogóle". My również możemy mieć problem z dostrzeżeniem chorób; powodowani złudnym wrażeniem o bieżącej wszechmocy władzy, często nie chcemy zobaczyć, że państwo dawno przestało pełnić najbardziej elementarne funkcje. Demoralizacja związana z korupcją elit jest tylko jednym z objawów dezorganizacji państwa. Gdy armia jest w rozkładzie, prokuratorzy nie strzegą prawa, a media głoszą propagandę sukcesu rozdmuchaną do niebotycznych rozmiarów, może nam umknąć, że po przejęciu władzy zabraknie narzędzi, które umożliwią nowemu rządowi realizowanie jego woli.

    Abstrahując od tego, że rzeczywista oś podziału na obóz „realistycznych pragmatyków” i „heroicznych romantyków” przebiega w moim odczuciu zupełnie w innym miejscu, a sama klasyfikacja jest chybiona z samej definicji i dziś wykorzystywana głównie marketingowo, to nie warto zamykać się na przekaz strony, którą uznajemy za przeciwną. Tylko wtedy ustrzeżemy się błędów z przeszłości. Moralistyczne nastawienie nie może się wykluczać ze zdolnością do analizy przeciwnika, państwa i własnych zasobów, a fascynacja siłą, okazywana przez realistów nie może stać się odruchem rdzeniowym, który kompromis z władzą wyniesie ponad moralność i wyłączy spod władzy rozumu. Nie wolno przegapić momentu, kiedy wyczerpuje się czas ugody, a uzależnienie od silnej władzy zamienia się po prostu w kolaborację.



Robert Krasowski „Realizm polityczny, czyli jak nauczyć Polaków, że warto się kierować rozumem”. „Życie” z dnia 2002-06-01

/Magda/
Nasze blogi:







Komentarze
#1 | Jacek Mruk dnia 25.08.2013
Widzę sytuację bardziej pesymistycznie niż inni obserwatorzy .
Bo społeczeństwo nie posiadające właściwej wiedzy o wstawianych figurach, chodzić będzie na sznurku mediów jak to trwa obecnie. Wiara jest dobra i wskazana, gdy ludzi się oświeci przedstawiając fakty . Tymczasem czyni się wciąż nowe próby zainteresowania społeczeństwa figurami na próbę ,która sprawi większe zainteresowanie. Obawiam się że w międzyczasie czyni się poważniejsze działania wewnątrz opozycji, by przykładem Solidarności Bolki przejęły stery.
Pozdrawiam
#2 | Artur dnia 25.08.2013
Magda - co do zmiany poglądów to nie wiem, będąc tyle lat w partii i podnosząc łapki za projektami nagle, kiedy słupki pikują reaktywacja... Podejrzane co najmniej. Nie wyszło z panem P. to może wyjdzie z panem G.? Pozdrawiam
#3 | Magda dnia 25.08.2013
Kazia, u mnie zawsze możesz sobie folgować do woli, od bezkrytycznych komplementów bolą mnie zęby, puchnę i tężeję, więc nic się nie krępuj. Wink
Energia z triumfu i radość z wygranej potyczki jest bardzo potrzebna, ale wiem z doświadczenia, że nie wystarcza jej na długo i nie jest zbyt kalorycznym paliwem. Jeśli nie idzie za nią zaplecze w postaci kadr i wachlarza narzędzi, to jedyne co może się nam przydarzyć, to bardzo szybkie wpadnięcie z deszczu pod rynnę, tak jak to już bywało. Obserwuję sobie lokalny mikrokosmos od dłuższego czasu i jestem przekonana, że na makro poziomie jest tak samo lub gorzej.
Widać, że Laweta obiera kurs na pokazywanie ludzkiej twarzy, teraz czeka nas wysyp pączkujących Konradów Wallenrodów, liczących na ludzką amnezję. Każdy ma prawo do zmiany poglądów i chwała im za to, jednak teraz niech uczciwie zapracują na opinię, już bez kredytu społecznego zaufania.
Pozdrawiam
#4 | Artur dnia 24.08.2013
Tak na marginesie może samego bardzo ciekawego wpisu. Gowin. Cała ta szopka w PO z opozycją przypomina mi tworzenie kółka różańcowego wśród czynnych zawodowo kurtyzan. Na razie tyle, wpadnę jak się dyskusja rozkręci. Dziękuję i pozdrawiam
#5 | Kazia dnia 24.08.2013
Fajny tekst. Ale jak zwykle mam pewne ale Smile otóż jeszcze nie mamy zwycięstwa a już mamy na wyrost uważać aby nie triumfować. Pewnie masz rację, należy pracować i nie popadać w hurra optymizm a przede wszystkim spocząć na laurach. Niemniej ja tam choć przez chwilę najpierw - w razie zmiany - będę odczuwać radość, satysfakcję i spokojnie sobie potriumfuję. A do podziałów na pragmatyków i romantyków masz rację, zważywszy że w historii to "heroiczni romantycy" po przegranym powstaniu styczniowym zajęli się z "pragmatycznym realizmem" pracą u podstaw, edukacją chłopów, budowanie struktur siły ekonomicznej i wychowaniem nowego pokolenia. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną