Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Do poczynienia tego wpisu zainspirował mnie wywiad jakiego premier Tusk udzielił Faktowi
20.07.2011r.


/Artur/

      Nie ma pan sobie nic do zarzucenia?
- Żałuję tylko jednego. Chciałbym cofnąć czas i coś powiedzieć Lechowi Kaczyńskiemu. To bardzo osobista rzecz, coś serdecznego (Link).

Lech Kaczyński:

Platforma swoje braki solidarnościowego etosu – przy czym poszczególnym osobom, takim jak Tusk lub Schetyna, nie odmawiam absolutnie udziału w podziemiu – usiłuje pokryć tym przymierzem z Wałęsą. Przy czym bałwochwalczy stosunek do Wałęsy wywodzi się z dawnych czasów, choć w okresie podziemia oni się w ogóle nie znali. Nie potrafię jednak powiedzieć, z czego on wynika.

Koncepcja państwa liberalnego była forsowana nawet nie przez samą Platformę, tylko raczej osobiście przez Tuska. Ale rozejście się, którego przyczyny chce pan uchwycić to sprawa skomplikowana. Miało zasadnicze przesłanki merytoryczne, ale też bardzo ważne były powody psychologiczne. Przynajmniej od 19 VI 2005 roku Tusk zaczął przestawiać ster. Coraz bardziej zdecydowanie próbował przechwytywać dynamikę społeczną, wynikającą ze strachu przed zmianami, jakie zapowiadały, choć na różne sposoby, i PiS i PO. Atakował PiS sprowadzając do absurdu jego tezy. Twierdził na przykład, że według PiS wszyscy przedsiębiorcy mają być podejrzani. Zarzucał PiS – owi wręcz socjalizm. Jednocześnie nie odrzucał jeszcze sojuszu przy wyraźnym założeniu, że wynik wyborów będzie 2:0 dla niego.

Tylko że najpierw okazało się, że jest 1:0 dla PiS – u, co może jeszcze dawało szansę na jakiś wariant kontynuacji zaplanowanej gry, ale później przyszło 2:0 i do twardej kalkulacji oraz być może jakichś uzależnień doszedł jakiś element psychologiczny, odnoszący się do Donalda Tuska, ale też do całej jego formacji. Oni po prostu niezwykle ciężko to znieśli. I tak stworzona, czy – ściśle rzecz biorąc – upowszechniona bądź co bądź przez posła PO, profesora Pawła Śpiewaka, idea IV RP stała się wcieleniem zła. Przyjęto już bez jakichkolwiek ograniczeń stanowisko proestablishmentowe. Powtarzam: w tej jednoznaczności bardzo ważne były emocje.

Przypominam, że Donald Tusk zapowiadał przed wyborami prezydenckimi, że nie zrezygnuje natychmiast po zwycięstwie z kierowania Platformą. Tyle, że to by było niezgodne z konstytucja, a dokładnie z jej artykułem 132: Prezydent Rzeczypospolitej nie może piastować żadnego innego urzędu ani pełnić żadnej funkcji publicznej, z wyjątkiem tych, które są związane ze sprawowanym urzędem”, czyli funkcje zwierzchnika sił zbrojnych, czy wielkiego mistrza kapituły Orderu Orła Białego.

Nie chciałbym nie doceniać Donalda Tuska. Uważam, że on bardzo przewyższa w sensie intelektualnym swoich kolegów z PO.

Ja nie twierdzę, że decyduje tylko psychologia. Ale faktem jest, że u mnie ona odgrywa mniejszą rolę niż u Donalda Tuska.

Faktycznie, rozmawiałem z Donaldem Tuskiem w styczniu, i gorąco namawiałem go do utworzenia koalicji. Rozstaliśmy się niby w przyjaźni. A następnego dnia miała miejsce cala seria agresywnych wypowiedzi.

Początkowo rozmowa była w bardzo wrogim tonie. Ale dla Tuska charakterystyczne jest, że jego się czasami daje rozładować i wtedy rozmowa zmienia swój ton. Podczas naszego spotkania dużo później w Juracie przyznał mi, że wtedy, w styczniu, był skrajnie sfrustrowany swoją porażką.

Sukcesem w moich relacjach z Donaldem Tuskiem było na przykład doprowadzenie do podpisania porozumienia z Amerykanami w sprawie obrony antyrakietowej. I to był sukces osiągnięty po dramatycznych rozmowach.

Usiłowałem go przekonać, że nie ma sensu kompromitować kraju, przypominałem, że przecież wcześniej się umawialiśmy. Ale nie prowadziłem tej rozmowy ze szczególna wiarą, że coś z niej wyniknie. Powtarzam, że w mojej opinii u Donalda Tuska motywacja osobista odgrywa rolę zbyt dużą jak na polityka, który powinien przede wszystkim dbać o kraj. To wykluczało porozumienie.

Mam w ogóle wrażenie, że Donald Tusk ma jakąś obsesję na punkcie mojego brata. Na przykład ciągle wracał do kwestii, czy na początku lat 90-tych Jarek był bardzo ważny czy tylko ważny. Przypominałem mu, że w owym czasie dziennikarze zrobili plebiscyt na dziesięciu najważniejszych polityków kraju – każdemu można było przyznać od 1 do 10 punktów. Jarek przegrał wtedy jedynie z Kuroniem i tylko dlatego, że Ewa Milewicz nie wpisała go nawet do tej dziesiątki. Znała już wcześniejsze wyniki i wiedziała, że gdyby dała mu nawet dziesiąte miejsce, to zremisowałby z Kuroniem,a gdyby dała mu dziewiąte, to by wygrał. Dopiero za Jarkiem był Wałęsa.

No i było jeszcze spotkanie, podczas którego pan premier Tusk zaproponował mi, żebyśmy obaj wycofali się z kandydowania w wyborach prezydenckich. Propozycja była bardzo kusząca: on pozostałby premierem, a ja – byłym prezydentem [śmiech].

Były dwie istotne Rady Gabinetowe, dotyczące służby zdrowia, na początku funkcjonowania rządu Platformy, kiedy w tej dziedzinie był istotny kryzys, i istniały wszystkie konstytucyjne przesłanki dla ich odbycia. Za pierwszym razem doszło do komedii, bo premier chciał temu posiedzeniu przewodniczyć. Zaproponował, że ponieważ on lepiej zna członków Rady Ministrów, więc to on będzie udzielał im głosu. Tylko że w rozumieniu konstytucji Rada Gabinetowa obraduje pod przewodnictwem prezydenta i powstaje pytanie, czy gdyby przewodniczył jej premier, to nadal byłaby to Rada Gabinetowa. Zatem na takie rozwiązanie oczywiście się nie zgodziłem. I tutaj powracamy do kwestii charakteru pana premiera, który po prostu nie był w stanie w pierwszych miesiącach pogodzić się nawet z tak małą porażką. Podczas tamtego posiedzenia okazało się, że członkowie rządu, w tym w szczególności pani minister Kopacz, są w ogóle nieprzygotowani do dyskusji, wobec czego po niespełna godzinie zamknąłem spotkanie.

Pani minister zalała mnie potokiem słów i stwierdziła, że można by, jak się wyraziła „gadać” o służbie zdrowia, ile się chce. Może niepotrzebnie zwróciłem jej wtedy uwagę, żeby nie używała takiego języka. Ta moja uwaga mocno rozsierdziła pana premiera.

Ja zresztą nie znałem wtedy pana premiera w roli, w jaka wówczas wchodził. Sądziłem, że jego szacunek dla reguł konstytucyjnych jest nieco większy. Teraz jest oczywiste, że prawo było traktowane wyłącznie jako narzędzie w ręku grupy rządzącej. Jeśli to narzędzie okazuje się nieporęczne, to się go w ogóle nie używa, czyli prawo nie zobowiązuje. Na przykład często zdarza się, że nie dostaję odpowiedzi na moje pytania, zadawane w trybie artykułu 4a Ustawy o powszechnym obowiązku obrony, chociaż istnieje obowiązek udzielenia niezwłocznej odpowiedzi.

Instytucja opiniowania sprawdzałaby się, gdyby premier przestrzegał prawa. Kłopot sprowadza się wyłącznie do tego. W normalnej sytuacji byłaby to sprawa dla Trybunału Stanu, ale to oczywiście nierealne, bo postawienie szefa rządu przed Trybunałem Stanu musiałoby uchwalić Zgromadzenie Narodowe, a wiadomo, że tego nie zrobi. Jasne jest, że premier powinien poczekać na moją opinię, która przecież nie zabrania mu nikogo powoływać, nawet jeśli jest negatywna. Z tym że decyzje dotyczące obsady kierowniczych stanowisk w służbach specjalnych powinno być podejmowane wspólnie. Powinna tu panować zgoda pomiędzy szefem rządu a prezydentem.

W stoczniowej [aferze] był jakiś nieistniejący inwestor, głośne zapowiedzi ze strony premiera, z których nic nie wychodziło, ale aspekt karno-prawny wymagałby tu dokładnego zbadania. Tyle, że tej aferze całkowicie ukręcono łeb.

Premier jest przekonany, że to ja z bratem zastawiliśmy na niego pułapkę. Wykrzykiwał mi nawet kiedyś” Coś się miedzy nami skończyło!” Trudno żeby coś się skończyło skoro niczego nie było. Faktem jest, że przeżywał tę aferę [hazardową] jako osobisty atak na siebie.

[Tusk zareagował] dopiero kiedy sprawa wyszła na jaw, a bohaterowie skompromitowali się przed mediami. Nie mógł przecież udawać, że nie ma problemu. Jego reakcja powinna nastąpić w sierpniu.

[czy wiedział ale nic nie robił?] Oczywiście. Jest z tymi ludźmi związany. Jedno chcę podkreślić: nie ma na to dowodów, by Donald Tusk był materialnie interesowny. Żyje z tych pieniędzy, które faktycznie zarabia, nie jest bogaczem ani do tego nie dąży. Jego ambicje sprowadzają się do odegrania historycznej roli. On się wyżywa w sprawowaniu władzy. Żaden polityk nie pozostawił za sobą tylu politycznych trupów.

Wpisywanie się przez Tuska i jego partyjnych kolegów w rosyjską politykę historyczną poprzez twierdzenia, że Katyń to nie ludobójstwo, albo poprzez akceptujące wysłuchiwanie wystąpień Putina, tez można traktować w kategoriach kapitulacji, bo tu trudno już nawet mówić o ustępstwie.

To była celowa polityka ponieważ Donald Tusk po prostu nie chciał zawarcia umowy w obronie przeciwrakietowej. On się bał. Miałem z nim zresztą w tej sprawie dramatyczną rozmowę. Była ostra wymiana zdań, nerwy, kłótnia.
[Czego bał się Tusk?] Rosjan. Poza tym w mojej ocenie Tusk nie ma koncepcji polityki zagranicznej w takim sensie, jak ma ją ja czy mój brat-że sami to dobrze przemyśleliśmy, zbudowaliśmy pewien projekt, zbadaliśmy szanse jego realizacji. Tusk ma wyłącznie cudze koncepcje i to są koncepcje ludzi w rodzaju Romana Kuźniara. Tu nie ma jasnej wizji. Moja wizja była klarowna: Polska miała stać się jednym z ważnych krajów Unii Europejskiej.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Łukasza Warzechy "Lech Kaczyński - Ostatni Wywiad".

Pikanterii dodaje fakt odkrycia poczynionego przez dziennikarzy:Co Donald Tusk trzymał na biurku? "Tak, to prezydent. Kiwa się na małej sprężynce" (Link)


Zdjęcie:gazeta.pl


Komentarze
#1 | Kazia dnia 21.07.2011
Arturze, dzięki na przypomnienie. Zderzenie prawej i otwartej osobowości Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pokrętnej, ciemnej Donalda Tuska jest rażące. I ta spreżynka. To jakiś objaw psychopatii.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną