Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Prywatność jest intymna i introwertyczna, nosimy ją ze sobą wraz z poczuciem wyobcowania i trudnością kontaktu. Daje nam ona również bezpieczeństwo przyzwyczajenia i przyjazności tego, co znajome. Są w codzienności sceny, sytuacje pozornie bez znaczenia, które jednak mogą pozostawić dojmująco silne doznanie (…)
17.07.2013r.



     
Kiedy pisałem pierwszy tekst na blog Lamusa wspominałem wszystkich, którzy wpłynęli na rozwój moich zainteresowań muzycznych. Bardzo duża rolę odegrał wtedy mój kolega z lat szkolnych Marcin.

"Tamte czasy, dla dzisiejszej młodzieży są czymś niewyobrażalnym, nie było płyt w sklepach, a jeśli to tylko „spod lady”. Nakłady przedruków wydawnictw zachodnich ukazywały się w tak małych ilościach, że znikały ze sklepów w minuty. Polska muzyka pojawiała się również w dość ograniczonych nakładach, a winyl używany do tłoczenia płyt był średniej jakości. Dlatego pozostawało radio, niekoniecznie polskie, i enklawa jaką były sklepy Pewexu i komisy z płytami. To był ten drugi świat, który świecił kolorami na tle szarej komunistycznej ulicy. Niestety płyty z tych „enklaw” osiągały tak horrendalne ceny, że były praktycznie poza zasięgiem. Pozostawali koledzy jak Marcin, którego brat – górnik zarabiał wtedy bardzo dobrze i było go stać. Kupował płyty dziesiątkami i przywoził do domu, a ponieważ po weekendzie znowu jechał na Śląsk mieliśmy z kolegą je wyłącznie dla siebie. Je i odpowiedni sprzęt do słuchania" (Link).

Marcin mieszkał z rodzicami i bratem w ogromnym, pachnącym starością baraku. Mieli tam bardzo dużo miejsca, a wkoło domu wielki ogród. Często gdy szliśmy do Marcina zrywaliśmy owoce.



A później słuchaliśmy muzyki. Zwykle w soboty i niedziele. Rodziców i brata często nie było w domu, siadaliśmy na kanapie naprzeciwko gramofonu nad którym na ogromnym wiszącym stojaku stały płyty. Obok nich masa kaset magnetofonowych.

- Znasz to ? Marcin pokazywał mi okładkę nowiutkiej płyty.

- Skąd, ale o zespole słyszałem.

- No to posłuchamy - jest niezłe.

     
Z głośników rozlegała się muzyka, a my siedzieliśmy, czytaliśmy teksty, oglądaliśmy okładki. Wieża stereo migała zielonymi diodami. Pierwszy raz zobaczyłem czerwony winyl na którym wytłoczono płytę Exploited „On stage” i nieudolnie zamalowane, paskiem czarnej farby drukarskiej przez komunistyczną cenzurę, fragmenty tekstów na kopertach płyt wykonawców zagranicznych. Ot choćby na płycie Pink Foyd pt. Final Cut fragment:„Mr. Breznev took Afghanistan”... Na szczęście farba cenzorska była tak marnej jakości, że patrząc pod światło wszystko było widać. Poza tym było przecież słychać.

Pasjonowaliśmy się okładkami; pamiętam Jethro Tull, Pink Floyd, Led Zeppelin. Pamiętam pewne zupełnie egzotyczne jak Village People czy Uriah Heep... Pasjonowały nas też efekty dźwiękowe, ot choćby taka Kate Bush z jej „Hounds of Love”. Rozmowa dziewczyny z wiedźmą czy efekty w piosence "Under Ice" były w tamtych czasach kamieniem milowym w doznawaniu tego, co można robić z muzyką. Wtedy też pierwszy raz usłyszałem ludzi robotów - Kraftwerk, a Marcin był pierwszym w naszym mieście posiadaczem płyty Republiki „Nowe sytuacje”, której oficjalne odsłuchanie odbyło się w obowiązkowym biało-czarnym stroju fanów.


Kiedyś pokazał mi swoje wyjątkowe dzieło. Wiedziałem, że maluje i rysuje, ale zawsze traktowałem to jako kaprys i nie przywiązywałem do tego wagi.

- Pokażę ci coś wyjątkowego, popatrz to mój pierwszy komiks.

Krótka kilkuobrazkowa historyjka namalowana zwykłymi farbkami plakatowymi na kartonie. Nie pamiętam o czym, ale wiem, że robiła ogromne wrażenie swoją jakością.

- Wiesz powiem ci coś w tajemnicy, nikomu o tym jeszcze nie mówiłem, wybieram się do liceum plastycznego – powiedział wtedy.

I od tamtej chwili zacząłem to jego bazgrolenie traktować zupełnie inaczej. Wtedy mnie olśniło i zauważyłem, że Marcin ma zadatki na artystę, ma duszę artysty. Jest introwertykiem, dużo czyta, słucha muzyki, ubiera się jak na zwykłego nastolatka z tamtych czasów dość dziwnie, często chodzi na przykład w zapiętej pod szyję czarnej koszuli. Jest stoikiem, z ogromnym poczuciem humoru. Stronił od ludzi a kiedy podczas naszych spotkań znosił do pokoju tektury na których namalował kolejne obrazy wiedziałem, że cały swój wolny czas spędza na tworzeniu. Poprzez te książki, muzykę, sztukę tworzył, tworzył siebie i kształtował swoją artystyczną duszę. Nie marnował czasu...

Barak zburzono, zbudowano nowe osiedle i tam rodzice Marcina zamieszkali w małym wielkopłytowym mieszkaniu. Muzyki słuchaliśmy już rzadziej, w pokoju z czerwoną kanapą, który ulokowany był zaraz przy wejściu do mieszkania. Biel ścian i metraż zabiły ducha wolności unoszącej się w baraku.

Później przyszedł czas liceum, nasze drogi zaczęły się rozchodzić, bo liceum plastyczne było w mieście wojewódzkim odległym o kilkadziesiąt kilometrów. Marcin często zostawał na weekendy, musiał malować i rysować prace zaliczeniowe. Na studia on wyjechał do jeszcze innego wielkiego miasta, a ja do innego. Pojawiły się miłości, nowe znajomości, obaj założyliśmy rodziny i zupełnie straciliśmy kontakt.

I kiedy tak zacząłem pisać blog Lamusa przypomniałem sobie o Marcinie. I o tych wszystkich ludziach, których miałem gdzieś w pobliżu siebie przez całe swoje życie. Jesteśmy my, jak i oni, zaganiani, skupieni na swoich problemach, pracy, rodzinach umykamy gdzieś do innych ludzi, miast i miejsc, i dopiero po latach, kiedy w głowie otwiera się szufladka z jakimś tematem z przeszłości to ci ludzie razem z nim wracają.

W poprzednią niedzielę - ostatnią niedzielę letniego urlopu, kiedy miałem czas tylko dla siebie postanowiłem odszukać Marcina, pogadać przez telefon, powspominać. Jakoś z tych wszystkich młodzieńczych znajomości tej jednej zaczęło mi szczególnie brakować. W dobie Internetu znalezienie kogoś to przecież żadna wielka sztuka.

Marcin zmarł nagle, w swojej pracowni w jeden z Wielkich Piątków kilka lat temu. Był doskonale zapowiadającym się, odnoszącym pierwsze sukcesy, młodym malarzem.


     
Podlegam charakterystycznej nie tylko dla mnie sprzeczności. Wynika ona z potrzeby skrywania i ochrony sfery prywatnej i jednoczesnego przekonania, że właśnie w prywatności rozgrywają się te istotne dla naszego człowieczeństwa sprawy, o których chciałbym mówić. Prywatność jest nie tylko cechą, ale i treścią mojego przekazu. W prywatności zdarza się przeżywać wielkie dramaty, lecz zazwyczaj są to sprawy małe i nieważne, jak mała i nieważna wydaje się nam codzienność. Prywatność jest intymna i introwertyczna, nosimy ją ze sobą wraz z poczuciem wyobcowania i trudnością kontaktu. Daje nam ona również bezpieczeństwo przyzwyczajenia i przyjazności tego, co znajome. Są w codzienności sceny, sytuacje pozornie bez znaczenia, które jednak mogą pozostawić dojmująco silne doznanie (…)”.

/Lamus/

Nasze blogi:








Komentarze
#1 | Kazia dnia 17.07.2013
Magda, fajnie napisałaś, jednak potrafisz przelać myśli na papier czyli ekran. Pozdrawiam.
#2 | Kazia dnia 17.07.2013
Oczywiście, że nie wiedziałam, choć dekadenckie i egzystencjalne klimaty malarstwa symbolicznego obu malarzy Malczewskiego i Beksińskiego bardzo pasują do muzyki lat 80-tych, tej myślącej jej części, którą lubisz bo dzielisz się nią z nami. A temat "okładek" byłby rzeczywiście niezwykły.
Dobrany utwór Joy Division, słuchany podczas czytania tekstu to jak oglądanie bursztynu, z zastygłymi i ciągle widocznymi uczuciami, które ożywają w muzyce znów i na nowo. I myślę, że Marcin nie odszedł całkiem, bo nawet w Twoim tekście jest, i wydaje się, że jest także gdzieś tam nadal i maluje kolejny karton, ukrywając jego zawartość póki sam nie uzna że już można go pokazać.
No właśnie... zabawa w blog która nagle okazuje się być czymś najpoważniejszym na świecie. Napisałeś wspaniałe epitafium, wydaje mi się, że Marcin byłby zakłopotany ale chyba zadowolony z niego. Nie wiem, ale tak sądzę. Pozdrawiam
#3 | Lamus dnia 17.07.2013
Kazia - tak - mieszał techniki i widać, że symbolizm był jedną z jego ulubionych. Malczewski wiadomo... klasyk. Swoją drogą nie wiem czy wiesz, że zarówno dzieła Malczewskiego jak i Beksińskiego często wykorzystywane były na okładkach płyt polskich znaczących zespołów rockowych. Na przykład: Melancholia i Błędne koło jest na okładce płyty Variete - koncert w Teatrze Stu http://www.youtub...bM8bAp0nYo, a z kolei obraz Beksińskiego http://www.gnosis...1979_6.htm jest na okładce znakomitej płyty zespołu Collage Moonshine http://www.oociti...llag7a.JPG. Tak na marginesie obraz można podziwiać w muzeum w Sanoku - jest przepiękny. Dziękuję za komentarze - a może kiedyś zajmę się dziełami sztuki na okładkach płyt - oj byłoby o czym pisać. Pozdrawiam
#4 | Lamus dnia 17.07.2013
Magda - dziękuję. Nie wiem, ciężko jest mi oceniać to co napisałem, starałem się oddać wszystko co pamiętałem. W każdym razie od niedzieli trudno jest się pozbierać. Trudno myśleć o czymś innym. Blog to niby internetowy pamiętnik, jak można wyczytać z definicji, więc na pewno nie raz postaram się coś napisać, mam nadzieje że przy weselszych okazjach. A jeśli chodzi o powyższy tekst to w miarę możliwości proszę najpierw włączyć muzykę i w trakcie przeczytać. Dziękuję za komentarze i pozdrawiam.
#5 | Magda dnia 17.07.2013
Nie znałam tego chłopaka, ale czytając te wspomnienia miałam masę "przebitek" z własnej przeszłości. Nie tylko obrazy, ale też zapachy i odczucia, bo pracownia plastyczna to moje naturalne środowisko, a zapach farb olejnych, terpentyny czy gliny powoduje u mnie natychmiastową podróż sentymentalną. Liczę, że stricte muzyczne notki poprzeplatasz także takimi, które mają bardziej osobisty wydźwięk. Oddajesz klimat w bardzo sensualny sposób, nie odbieram tego intelektualnie, a emocjonalnie, przez ciało.
Niech Twój Kolega spoczywa w pokoju, dziś także ja dużo o nim myślę. Wierzę, że się o tym w jakiś sposób dowie, jestem tego pewna.
#6 | Kazia dnia 17.07.2013
Lamusie i to jest właśnie najlepsze zakończenie, że skontaktowałeś się, a on o Tobie pamiętał... sądzę że byłeś dla niego ważną osobą. Bo Tobie pierwszemu zdecydował się zwierzyć z pomysłu na życie jaki podjął. Widać z tego szkicu jak bardzo był utalentowany, z łatwością posługiwał się kreską. Ten rysunek to doskonały portret w stylu Jacka Malczewskiego, na tle lasu i z roślinką w doniczce. To takie rzadkie, dzisiaj mało kto z artystów umie malować czy rysować. Ukrywają niedostatki warsztatu za "konceptem", "performance", czy "instalacją", tym większy żal...
#7 | Lamus dnia 17.07.2013
Dziękuję. Tak, warto było go znać. Był skromny, pracowity i jednocześnie niezwykle utalentowany. Krytycy widzieli w nim wielki talent. Ciężko jest pogodzić się z faktem, że nie żyje. Odszukałem Jego żonę, napisała mi, że bardzo ciepło mnie wspominał w swoich opowieściach... Pozdrawiam
#8 | Kazia dnia 17.07.2013
Jaki piękny tekst Lamusie... Wyjątkowy, i smutny.
Cicho odszedł. Krótko żył a tyle po sobie pozostawił, ludzi, dzieła sztuki, pozostawił swoją "prywatność?", którą niewielu się dzieli...
http://www.youtub...QSpJfpVHmg
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną