Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Tak jakby usiłowano odwodzić nas od zastanowienia się nad tym, co mogło skłonić tego biednego człowieka do tak drastycznego kroku? Żadną miarą nie powinniśmy dojść do przekonania, że u podstaw tej tragedii była zwyczajna ludzka bieda. Mężczyzna chciał pracować. Ale to zbyt duże wyzwanie dla naszej „zielonej wyspy”. Żyli z żoną z zasiłku (529 zł) z czym naturalnie nie sposób było się pogodzić.
14.07.2013r.


„A kto jest moim bliźnim?"

      To pytanie często znika w dobie wręcz szyderczej „równości, wolności i braterstwa”. Niby mamy od dawna wyczekiwane i wręcz wymarzone czasy wszechobecnej tolerancji, żyjemy w państwie mieniącym się być tak przejętym losem swoich obywateli i zatroskani ogromem ich problemów. Dziwne jednak, że w tym „raju na ziemi” tyle jest ludzkich dramatów. Jeszcze do dziś jesteśmy wstrząśnięci śmiercią człowieka, który podpalił się pod kancelarią premiera. Przyzwyczailiśmy się już do takich wydarzeń i ludzkie dramaty stają się nam swoistym „chlebem powszednim”. Towarzyszą mu najczęściej suche komunikaty w stylu: „Oblał się substancją łatwopalną i podpalił 12 czerwca. W ciężkim stanie został odwieziony do warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów. Zmarł wczoraj około godz. 18 w szpitalu.

      Prokuratura wydała już postanowienie o przeprowadzeniu sekcji zwłok zmarłego”. Słyszymy takie informacje, przemieszane – jak się wydaje – celowo z wieloma innymi, najczęściej mało istotnymi, by zabić chyba w nas ludzką wrażliwość. Tak jakby usiłowano odwodzić nas od zastanowienia się nad tym, co mogło skłonić tego biednego człowieka do tak drastycznego kroku? Żadną miarą nie powinniśmy dojść do przekonania, że u podstaw tej tragedii była zwyczajna ludzka bieda. Mężczyzna chciał pracować. Ale to zbyt duże wyzwanie dla naszej „zielonej wyspy”. Żyli z żoną z zasiłku (529 zł) z czym naturalnie nie sposób było się pogodzić. Co więcej – nie chciał być pasożytem, który musi korzystać z pomocy społecznej. Było mu po prostu wstyd. Poza tym doszła jeszcze niepełnosprawność. Chociaż nasze „opiekuńcze państwo” zdiagnozowało, że to „przejściowa” przypadłość. Nie tylko u niego jednego. Znam osobę, pobierającą – do czasu - rentę ze względu na amputowaną nogę. Po jakimś czasie świadczenie cofnięto. Bezduszne urzędasy zapewne doszli do przekonania, że kończyna odrośnie. Może to i śmieszne, ale mnie jakoś nie do śmiechu, bo – w przeciwieństwie od naszych decydentów – wiem, że to jest mój bliźni. I do szewskiej pasji doprowadzają mnie idiotyczne komentarze, jakie towarzyszą zazwyczaj podobnym nieszczęściom: „No cóż, nie wytrzymał psychiczne. Zbyt słaby”. Słaby? A może głęboko wrażliwy! Nie będę udawał, bo cierpię - jak wielu z nas, uczulonych na ludzkie tragedie – podczas, gdy odpowiedzialni za ten stan rzeczy zwyczajnie nic sobie z tego nie robią. Trzeba mieć serce z kamienia!

      Nie tego uczy Chrystus. Nie możemy uchylać się od odpowiedzialności a drugiego. Niezależnie kim on jest. To zawsze jest „bliźni” w sensie ewangelicznym. I chociaż mamy aż nadto niechlubnych przykładów w tym względzie, należy podkreślić, że nie są one niczym usprawiedliwione. Negatywne postawy są bowiem zbyt jaskrawe w zestawieniu z postawą miłosiernego Samarytanina, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii. To on staje się wyrzutem dla wielu, nie tylko jemu współczesnym i – co Pan wyraziście i mocno akcentuje – powinien być prawdziwym wzorem.

      Przypowieść ta zaszokowała, bo Izraelici, delikatnie pisząc, nie przepadali za Samarytanami. Trudno ukrywać – oni zwyczajnie się nienawidzili. Oj, wymagającym jest Pan. Jego zachowanie wobec pokrzywdzonego obcokrajowca przekracza od dawna istniejące „święte granice”. A jednak jest niedościgłym, przepięknym przykładem zawiązującej się stopniowo pośród – skądinąd przecież – obcych sobie ludzi, wspólnoty serca, uczuć i myśli. Ten, który – po ludzką sądząc – powinien nienawidzić, kocha poranionego bliźniego. Ta miłość ma swój wyraz w konkretnym działaniu, którego efektem jest uratowanie życia.

      Brakuje dzisiaj miłosiernych. Raczej więcej jest. postawa krzywdy i niewrażliwości. Współcześni „zbójcy zdzierają z człowieka szaty i zadają mu rany” w sensie dosłownym i przenośnym. Nie ma komu opatrywać ran. Zarówno tych zewnętrznych, jak i – o wiele dotkliwszych – wewnętrznych. Samarytanin potrzebny od zaraz! Tylko w ten sposób może zwyciężyć dobry przykład, a wspólnota braterskiej miłości zacznie się poszerzać. Dobro zawsze rodzi dobro. Miłość zawsze rodzi miłość.

      Najbardziej uderza w owym Samarytaninie fakt, że jest on postacią zupełnie zwyczajną. Nie jest ani znanym aktywistą religijnym czy społecznym (ci wielcy się nie popisali), ani nie przynależy do jakiejś znanej wspólnoty czy organizacji charytatywnej. A jednak bez wahania śpieszy z pomocą. Przesłanie Jezusa jest jednoznaczne – wzywa do postawy braterskiej miłości względem wszystkich – nawet najbardziej zwykłych, czy zmarginalizowanych ludzi. I nie idzie tu o słowne deklaracje. Chodzi o efektywne działanie.

      „Kto jest moim bliźnim?” Z pozoru proste pytanie okazuje się bardzo trudnym, gdy uświadomimy sobie, że w pojęciu „bliźni” mieści się np. osoba ukochanej Matki lub Ojca, jak i mało „pociągający” poseł z Biłgoraja, wobec którego jakikolwiek czyn miłosierdzia wydaje się być mało prawdopodobny. Pan Jezus nie pyta jednak o „innych”, ale o nasze życie we wspólnocie z tymi „innymi”. Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest zarówno piękna, jak i realna. Stanowcze i zobowiązujące – także dla nas – jest ostatnie zdanie Pana. „Idź, i ty czyń podobnie”. Co prawda nie jest to łatwe, ale tak nam właśnie czynić należy.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Jacek Mruk dnia 14.07.2013
Bez wątpienia by się targnąć na dobro największe jakim jest ludzkie życie , trzeba być bardzo załamanym i poddać wpływom zła. Trudno to zrozumieć nie będąc na miejscu ofiary.
Myślę że duże pole do popisu jest w tym przypadku dla kościoła, by ludzi wyciągał z dołka. Wspólnota wiernych może zdziałać wiele , a ksiądz chcący się wykazać może zdopingować wiernych będących przedsiębiorcami do zrobienia kroku w wyzwoleniu ludzi z poniżenia jakim są zasiłki.
Potrzeba nam Samarytan duchowych w dobie ogłupienia społeczeństwa przez media.
Pozdrawiam
#2 | XWM dnia 14.07.2013
Dzięki za wyczerpujący komentarz. Cieszy mnie fakt, że moje słowa stanowią punkt wyjścia do tak daleko idących i trafnych przemyśleń. Z racji mojego statusu nie zawsze mogę (i nie chcę) pewnych zachowań i osób nazywać po imieniu. Chociaż może powinienem. Tym bardziej jestem wdzięczny za wszelkie - skądinąd bardzo trafne i konieczne - dopowiedzenia. Bardzo liczę na dalszą współpracę w tym zakresie. Dziękuję, Panie Arturze. Dziękuję też Państwu i gorąco pozdrawiam.
#3 | Artur dnia 14.07.2013
Proszę księdza, abstrahując od nauki kościoła zawartej w tym słowie na niedzielę, poruszył ksiądz ważny problem samopodpaleń czy ogólnie samobójstw w dobie rządów partii miłości. Między wierszami zwrócił ksiądz uwagę na fakt przekazania tej i podobnych informacji w mediach. Zauważyłem, że na portalach internetowych (telewizji nie oglądam więc nie mam zdania) informacje niewygodne są szybko spychane innymi i jak ksiądz słusznie zauważa giną w szumie. Jest jeszcze druga sprawa - forma przekazu. Gdyby samopodpalenie miało miejsce za czasów rządu Kaczyńskiego nadano by mu rozdźwięk co najmniej samobójstwa Barbary Blidy. Natychmiast znaleziono by winnego i wydano szybki wyrok, a rodzinę owego nieszczęśnika miesiącami by przesłuchiwali pro-reżimowi dziennikarze. Już widzę na czołówce Trybu.., przepraszam Gazety Wyborczej: "Kolejne samopodpalenie w następstwie polityki PiS". Żółty pasek w TVN: "Samobójstwo przed kancelarią premiera." Może nawet sam redaktor (jak go nazywa Ziemkiewicz) Liz zaprosiłby do programu żonę samobójcy i ze wzruszeniem (szczerym jak zawsze) zapytałby co ona teraz czuje... Dziękuję za ten wpis, który poza nauką kościoła budzi u mnie właśnie takie refleksje. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną