Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Po wielkim tryumfie z lat 80-tych, już parę lat po obaleniu (czyżby?) komunizmu znów zaatakowano Kościół. Czyni się to także – w sposób niezwykle agresywny – również teraz. Z prześladowaniami w sensie ścisłym chrześcijaństwo zawsze jakoś sobie radziło, a nawet wychodziło z nich mocniejsze. Gorzej jest, o czym z pewnością doskonale wie „książę kłamstwa”, stojący za tym draństwem, że wszędzie pojawiają się – jak grzyby po deszczu – niezwykle żarliwi zwolennicy postępu walczący ze zgubnym wpływem ciemnogrodu.
07.07.2013r.


„Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo."

      Wbrew prorockim wizjom upadku chrześcijaństwa, ma się ono całkiem dobrze. Nawet dzisiaj, gdy jest coraz więcej „światłych uzdrawiaczy” rzeczywistości. Wciąż się głosi wszem i wobec, że religia przeżywa kryzys, wiara słabnie, pustoszeją kościoły. Otóż nie do końca jest to prawda. Mówiąc kolokwialnie, działam w tej „branży”, więc mogę coś na ten temat powiedzieć. Cały czas „żniwo jest wielkie, a mało robotników”. Wróćmy na chwilę to tych defetystycznych widzeń. Nie są one niczym nowym. Chrześcijaństwo od początku nie było popularne. Stąd zawsze trzeba było odważnych robotników. Kiedyś chrześcijan rzucano dzikim zwierzętom na pożarcie, ale oni, umacniani przez odważnych pasterzy, mieli w sobie na tyle mocy, by nie zdradzić Chrystusa. Dziś nie rzuca się nam lwom (przynajmniej tym prawdziwym), ale ukazuje się wiarę jako mało znaczący rytualizm, magię, nietolerancję. Srożą kły współczesne dzikie bestie, by w odpowiedniej chwili, jeśli od razu nie pożreć, to przynajmniej dotkliwie pokąsać. Czasem, może zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale niektórzy zazdroszczą, albo przynajmniej podziwiają wiarę, wytrwałość i niebywałą odwagę tamtych męczenników z początków chrześcijaństwa, jak i w ogóle wszystkim, którzy cierpieli za swoje religijne przekonania. My czujemy się – jak to określił O. Jacek Salij – „(…)jakby jakiś ogromny lew rozłożył się na naszej ziemi i wydawał z siebie głuchy, straszny pomruk, że już zbliża się koniec ery chrześcijańskiej. (…)W pierwszych wiekach lwy zjadały chrześcijan, ale właśnie dzięki temu chrześcijaństwo się rozwijało. Ten lew, którego ja czuję, chce zjeść samo chrześcijaństwo. Kiedy o tym pomyślę, ogarnia mnie wielki lęk”. Nic dziwnego, bo nas także. Możemy bowiem nasłuchać się przeróżnych przepowiedni. Przez wieki Kościół po wielokroć znajdował się w sytuacji, kiedy – rozumując po ludzku – los jego był przesądzony. Takie sytuacje są do dziś. Ja pamiętam dobrze sporo wstrząsów, które miały być zapowiedzią końca chrześcijaństwa. Po wielkim tryumfie z lat 80-tych, już parę lat po obaleniu (czyżby?) komunizmu znów zaatakowano Kościół. Czyni się to także – w sposób niezwykle agresywny – również teraz. Z prześladowaniami w sensie ścisłym chrześcijaństwo zawsze jakoś sobie radziło, a nawet wychodziło z nich mocniejsze. Gorzej jest, o czym z pewnością doskonale wie „książę kłamstwa”, stojący za tym draństwem, że wszędzie pojawiają się – jak grzyby po deszczu – niezwykle żarliwi zwolennicy postępu walczący ze zgubnym wpływem ciemnogrodu. Oni też głoszą nową erę, w której nawet najbardziej niechlubne postawy są uznawane za bohaterstwo. Czyż nie jest to „żniwo”, a tak naprawdę często „ugór”, który domaga się ciężkiej pracy wykwalifikowanej „kadry”?

      Powrócę jeszcze raz do świetnych skądinąd tekstów O. Salija. Opowiada też m.in. o bardzo aktualnej legendzie z czasów rewolucji francuskiej: „Przyjechali rewolucjoniści do jakiejś wioski, zajęli kościół, zbezcześcili jego świętości i zamienili go w stajnię. Wieczorem spędzili pod kościół mieszkańców wioski, aby im ogłosić, że żadnego Boga nie ma, a czasy zabobonów już się skończyły. Poprosił wówczas o głos najstarszy mieszkaniec tej wioski i powiedział: Zgasiliście świece w naszym kościele i wyrzuciliście świeczniki. Ale spróbujcie jeszcze zgasić te gwiazdy, które się świecą na niebie. Dopóki wam się to nie uda, one będą nam mówić o Bogu i wzywać do wiary i modlitwy".

      To chyba jakaś specyficzna i nawet dziwna cecha Kościoła, że w zasadzie w każdym pokoleniu przeżywa on śmiertelne zagrożenia. Bywa różnie. Jednym razem będą nimi fizyczne prześladowania, innym wewnętrzny rozpad, czy agresywna, antykatolicka propaganda, albo zgubne działania osób, po których nikt nie spodziewałby się ataków na jedność Chrystusowej Owczarni. Zapewne ogromne niepokoje musiały na przestrzeni wieków ogarniać chrześcijan. Rozumieli także, że szatan ma swoją metodę: „Uderzyć w pasterzy, a rozproszą się owce”. Rozumieją to również w dzisiejszych czasach. Owo zrozumienie jest niezwyciężonym orężem Kościoła. Ale przede wszystkim jest nim modlitwa za jego pasterzy. Dlatego właśnie chrześcijaństwo, jak chyba żadna inna religia, chociaż ma żywot tak szczególnie trudny, że praktycznie od zawsze i coraz to na nowo wydaje się przegrywać i mieć ku końcowi, jednak trwa i wciąż się umacnia. To wyraźny znak, że ma ono swoje źródło w Bogu i przekracza wszelkie miary ziemskie. Poza tym ma niepokonaną dotąd, a zapewne nigdy, broń – modlitwę. Niech nam w dzisiejszej modlitwie za kapłanów towarzyszą słowa z Listu do Hebrajczyków: „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską" (13,8n).

      „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Czując odpowiedzialność za Mistyczne Ciało Chrystusa, a zarazem wierząc w potęgę modlitwy, włączmy się w ten błagalny chór, polecając Bogu jego – często ułomne, dlatego potrzebujące wsparcia – sługi i wypraszając nowe ich zastępy. Będzie to wyrazem zarówno wielkiej wiary z naszej strony, jak i odpowiedzialności. W dzisiejszych czasach obie te cechy są nieodzowne. Dzięki nim, jak ufamy, Kościół dalej będzie trwał; co więcej – jeszcze bardziej się umocni. I oby tak się stało.

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Jacek Mruk dnia 07.07.2013
Pozostaje nam się modlić dnia każdego.
Modlitwa to moc i kontakt z Bogiem. Tylko od Boga zależy ,czy odbierze nasze prośby jako czyste, bo on widzi wszystko.
Pozdrawiam
#2 | Kazia dnia 07.07.2013
XWM, cóż, żyjemy w czasach ostatecznych i słychać tętent Jeźdźców Apokalipsy, a oglądał ksiądz wykład jaki znajduje się w naszych zasobach? opowiada właśnie o "rzeczywistości czerwonej bestii" i doskonale koresponduje z księdza jakże ciekawym tekstem http://pomniksmol...dmore=2155 Pozdrawiam i dziękuję.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną