Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Pisałem już o tych dzikusach z Krakowskiego Przedmieścia, ale dziś wracam celowo do tematu, by – po ostatnich wydarzeniach – nazwać rzecz po imieniu. Ci, bowiem, którzy świadomie i tak perfidnie atakują to, co święte, są nowym wcieleniem bolszewików. Być może byli tam i tacy, którzy robili to bezmyślnie. To zwyczajni głupcy, będący narzędziami w rękach tych pierwszych. Chodziło głównie o wywołanie chaosu, który miał zachwiać podwalinami życia społeczeństwa. Ale myliłby się ten, kto myślałby, że to było tylko i wyłącznie jakieś ciemne widowisko, w którym ludzki, zniewolony duch, rozkoszuje się własną próżnością.
30.06.2013r.


„Nie przyjęto Go jednak….”

      Wielokrotnie nie przyjmowano Chrystusa. Nie ma dla Niego miejsca w przestrzeni publicznej Najjaśniejszej (III) Rzeczpospolitej. Widać to wyraźnie w czasach miłościwie nam panujących, wywodzących się z – nomen omen – „partii miłości”. Już od samego początku, gdy nastał dla nich „czas pełni władzy”, przeszkadzał im wizerunek Chrystusa na Krakowskim Przedmieściu. Zorganizowano więc „radosny happening”, który tak naprawdę był jedną, wielką falą zdziczenia „młodych, wykształconych, z wielkich miast”. Ci ostatni tak naprawdę okazali się socjotechnicznymi potworami. Chociaż wielu z nich wcale nie było tam przypadkowo. Dopiero niedawno okazało się kim był jeden z nich, skądinąd szczególnie aktywny. To podły prowokator, świetnie ostatnio się czujący, w doborowym towarzystwie, na osławionej paradzie równości. Wiele się o tym ostatnio pisze, ale postanowiłem i ja podjąć tę kwestię, bo nie sposób nie zareagować na taką podłość. Jeśli my zamilczymy w tej kwestii, to „kamienie wołać będą”. Dobrze, że fotoreporter „Gościa Niedzielnego” stanął na wysokości zadania i zdemaskował nikczemnika. Zapewne wiadomo Państwu, że był on również „gwiazdą" spotu wyborczego „jedynie słusznego” ugrupowania, emitowanego przez kilka dni przed wyborami. Tenże spot, w ocenie znawców i komentatorów, miał w dużej mierze wpływ na wynik ostatnich wyborów. Nasz „bohater” bowiem, straszył Polaków, że reprezentowani przez niego ludzie, ziejący nienawiścią i konkretnymi groźbami, pójdą na te wybory. Trzeba więc robić wszystko, by owi, toczący z wściekłości do „najwspanialszych” pianę na ustach nie wybrali sobie podobnych, bo wówczas nie sposób będzie żyć na polskiej ziemi. Tego typu działania to nic innego, jak – w sensie dosłownym – bolszewicka polityka. Pisałem już o tych dzikusach z Krakowskiego Przedmieścia, ale dziś wracam celowo do tematu, by – po ostatnich wydarzeniach – nazwać rzecz po imieniu. Ci, bowiem, którzy świadomie i tak perfidnie atakują to, co święte, są nowym wcieleniem bolszewików. Być może byli tam i tacy, którzy robili to bezmyślnie. To zwyczajni głupcy, będący narzędziami w rękach tych pierwszych. Chodziło głównie o wywołanie chaosu, który miał zachwiać podwalinami życia społeczeństwa. Ale myliłby się ten, kto myślałby, że to było tylko i wyłącznie jakieś ciemne widowisko, w którym ludzki, zniewolony duch, rozkoszuje się własną próżnością. Tutaj miał miejsce zdecydowany, barbarzyński, całościowy sprzeciw wobec tego, co właśnie tego ducha kształtuje. Lepiej zniszczyć to, co duchowe. Trzeba sobie jasno powiedzieć, bez żadnych złudzeń, że kto się na takie kroki zdobywa i kto zaczyna sobie robić idiotyczne żarty z tego, co najświętsze, ten przed niczym się nie cofnie. Takich ludzi naprawdę trzeba się wystrzegać. Jeśli jednak myślą, że nas zastraszą – są w błędzie. Metody bolszewickie, przynajmniej moje pokolenie doskonale zna i wie jak się im przeciwstawić. Choćbyście więc „stawali na rzęsach”, to i tak w pewnej chwili wam zaśpiewany: „Ale to już było i nie wróci więcej”. Wiemy, że bestia, gdy zdycha, potrafi dotkliwie kąsać. Lata doświadczeń pozwoliły jednak nabywać umiejętności uodporniania się na taką ewentualność. Co prawda często burzy się w nas krew, a pięści się same zaciskają. Chcemy wówczas, podobnie jak Apostołowie, krzyknąć: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?” I taka reakcja – po ludzku sądząc – bywa uzasadniona. Przeraża bowiem sytuacja, gdy mających jak najlepsze intencje, rozmodlonych ludzi przedstawia się jako: „Starych, sklerotycznych, tępawych, ponurych, zdewociałych, słabych, niepełnosprawnych. A jednocześnie niebywale agresywnych, sfanatyzowanych i usiłujących terroryzować resztę obywateli. Trudno sobie wyobrazić kogoś budzącego większe politowanie niż agresywny słabeusz” – jak to przedstawił pewien – skądinąd świetny i odważny (naprawdę są i tacy) – dziennikarz. Bolesnym jest fakt, że z tych modlących się ludzi czyni się ofiary, które można popychać, bić, pluć na nich i pogardliwie się do nich zwracać. Natomiast wobec społeczeństwa są oni przedstawiani jako fanatyczni agresorzy. Przecież to jest typowo szatańska, przewrotna metoda. To musi budzić zgrozę i zrozumiały bunt. Pan Jezus w podobnej sytuacji zabronił odwetu, ale też – co ważne – nie dopuszczał, by współcześni mu łotrzy bardziej się rozzuchwalili. Z żalem, ale i z odpowiednim przesłaniem podkreśla: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł wesprzeć”. Doskonale Pan wiedział, że brakowało dla Niego miejsca w ówczesnej przestrzeni publicznej. Wie też, że i dzisiaj jest podobnie. Dzięki medialnym zabiegom 77 % badanych w sondażach opowiedziało się za przeniesieniem krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. Oto, co potrafią uczynić służalcze media. Jak bardzo mogą zniewolić, podatne skądinąd na takie działania, umysły. A tym, którzy zniewalali (nadal to skutecznie czynią) właśnie o to chodziło; tym, którzy nie pozwalają, żeby „Syn Człowieczy miał miejsce, by głowę skłonić”. Przerażające, jak bardzo można zniszczyć w człowieku wszystko, co w nim wartościowe i piękne. Z ludzką godnością włącznie.

      Jestem jednak głęboko przekonany, że te 13 %, które we wspomnianych sondażu było innego zdania rozrośnie się jak ziarnko gorczycy. Prawda bowiem ma to do siebie, że nie jest krzykliwa, ale w końcu zatryumfuje. Początkowo wydaje się, że jest na z góry przegranej pozycji. Tak jak w tym przypadku. To naprawdę tylko złudzenie. Zróbmy wszystko, bo możemy to zrobić, byśmy na ostateczne zwycięstwo prawdy nie musieli zbyt długo czekać. Jest ono bliżej, niż nam się wydaje!

/ks. Wiesław Multan/



Nasze blogi:











Komentarze
#1 | Jacek Mruk dnia 30.06.2013
Myślę że objawienie Św. Jana dotyczy czasów nam obecnych, bo wiele znaków na to wskazuje. Nie namawiam do czekania z założonymi rękami, ale zdziczenie jakie osiągnęło wielu "ludzi" sięga zenitu. Wypada nam się modlić w intencji i nawracać tych zagubionych w których jeszcze światełko Miłości się tli.
Pozdrawiam
#2 | Kazia dnia 30.06.2013
XWM, zgadza sie mamy rządy neobolszewii lub jak chcą to nazywać dzisiejsi "myśliciele" post-bolszewii. I dziękuję za optymizm na końcu rozważań, Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną