Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Syn obserwuje ojca przeglądającego nekrologi swoich nieobecnych szkolnych przyjaciół Kiedy jego generacja trawi wysokobłonnikową ignorancję Kuląc się za zasłonami i oklejonymi oknami Ludobójstwo dozwolone, od drzwi do drzwi Belsens Puszki Pandory wypełnione Holokaustem krążą z wdziękiem po wypełnionym satelitami niebie
03.07.2013r.





Assasing

Jestem zabójcą z językiem podrobionym elokwencją
Jestem zabójcą, twoją Nemesis
Złożoną na ołtarzu sukcesu, przyjacielu
Odbieram pocałunki obcym, przyjacielu
Bez zaklęć wyrzutów sumienia, przyjacielu
Obnażam ostrze mojego głosu przyjacielu

Jestem tylko zabójcą

Kto udekorował szal węzłem fugijskim
Kto ukrył emocje w odległych spojrzeniach
Kto wyrył nacięcia na drzewie rodzinnym
Kto zahipnotyzował winę w transowym rytmie kariery?

Zabójca

Słuchaj jak mordercze sylaby tną ze spokojną precyzją
Wzorzyste chłodne frazy gwałcą twoje uszy i rozsiewają lodowe nacięcia
Przymiotniki unicestwienia ukrywają sedno sprawy
Jadowite czasowniki bezpardonowej szczerości
Przywłaszczają sobie zabójczy zapał
Apokaliptyczny alfabet rzuca klątwy, wyznanie wyostrzonej dykcji
Przyjaciel w potrzebie to przyjaciel który krwawi
Niech gorzka cisza zatruje to zranienie

Jestem tylko zabójcą

Byłeś sentymentalnym najemnikiem w strefie wolnej od strzałów
Popisujący się hollywoodzkim sumieniem
Byłeś modnym przeciwnikiem w fetyszowym mundurze
Płatnym najemnikiem Pawłowa jak długo się powodziło
Wolnym obserwatorem – zabijam kolekcjonera – dezertera

Poddałeś się niepowodzeniu, przyjacielu
Pojawiłem się ja chłodny obcy, przyjacielu
Aby rozwiązać problem, przyjacielu
I obnażyć ostrze swojego głosu

I jak możesz nazwać mordercami, tych którzy za wszelką cenę oskarżają morderców, przyjacielu?

Punch i Judie

Pralka ogołociła z blasku królową piękności
Znaleźliśmy swoje gniazdko w Daily Express
Spotkaliśmy pastora w świętym ornacie
Wychowaliśmy nasze dzieci w duchu Kościoła Anglii,
A teraz wegetuję przed kolorowym telewizorem
Najgorsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić
Gorsza niż rozwód

Co się stało z bitwami na poduszki?
Z obcisłymi jeansami, piątkowymi nocami
Co stało się z uliczkami kochanków
Z namiętnymi zabawami
Niedzielnymi spacerami w strugach deszczu

Lokówki, leki przeciwbólowe
"Rób to szybciej bo boli mnie głowa"
Osobne łóżka, strach wieku średniego
Kto nie zakręcił pasty do zębów
Kto nie spuścił wody
Zostaw swoje przepocone skarpety za drzwiami
Nie chodź po wypolerowanej podłodze, Judy

Co stało się z porannymi uśmiechami
Z figlarnymi sztuczkami, pobłażliwymi stylami
Z błyszczącymi oczami, szybkimi przejażdżkami
Komplementami na wyrost

Podpierając bar
Trwonię ostatnie pieniądze
A wiem, że wystarczy
Kilka tabletek nasennych i będę wolny

I nie będzie nigdy więcej Judy

Układanka

Jesteśmy kawałkami układanki ułożonymi na krawędzi okręgu
Zablokowani brakiem kawałka
Dziećmi renesansu
Unieruchomionymi pod Ponte dei Sospiri
Na zawsze rzucającymi pochodnie na kamienie
Bliźniakami syjamskimi zrośniętymi sercami
Krwawiącymi podczas operacji wstępnej konfrontacji
Trzymającymi skalpele słów na drżących ustach

Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"
Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego
Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś
I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie

To rykoszet

Topiąc tequillowe wschody słońca, pasażer na gapę na nocnych statkach
Uciekinierzy romansu proszący o azyl od rzeczywistości
Nadający sygnały SOS na przypadkowych częstotliwościach
Zawsze odsyłają je nam poranne samoloty
Jesteśmy pilotami namiętności pocącymi się podczas lotu do celu
Do kolejnej szczytowej narady, kolejnego rozwodu w porze śniadaniowej
Krzyczący o chwilę wytchnienia
Oślepieni bielą śniegu w strefie lawin

Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"
Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego
Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś
I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie

To rykoszet

Jesteśmy impulsywni?
Rosyjska ruletka w poczekalni
Puste pokoje ściskają koniec
Pomieszane wizje łowią fale księżyca Trevi
Monety marzeń do fontanny lub na twoje powieki
Osiągnęliśmy punkt zapłonu od iskier żartów
Czuliśmy dym snujący się zza horyzontu

Musisz wiedzieć że planowałem ucieczkę

Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"
Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego
Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś
I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie

To rykoszet

Szmaragdowe kłamstwa

Być księciem posiadania w galerii pogardy
Cierpieć od twoich niedyskretnych dyskrecji kiedy prosisz mnie bym ustąpił
Kiedy tak gromadzisz flirt z wykalkulowanym milczeniem kurtyzany
Jestem arlekinem
W diamentowym kostiumie, rzucającym zielone cienie
Jestem arlekinem
Obce zmysły bezczeszczą moją świątynię
Patrolują moje zmysły
Kradną moje sny
Splądruję twoje pamiętniki ukradnę niewinność twoich myśli
Splądruje twoje listy uknuję intrygi
Niewinność

I pod togami Torquemady wskrzeszę inkwizycję
I nałożę karę subtelnych tortur pytaniami bez pytań
Bez pytań

Patrząc w cienie zieleni przez cienie błękitu
Ufam że ty zaufasz iż ja nie zaufam tobie
Przez jedwabną mgłę rozmazanego makijażu
Czterdziestowatowe słońce w sali sądowej
I wyplamione kawą wyblakłe kimono
Zobaczy taniec obrączek na zimnym linoleum

To jest niewinność

A ćmy oskarżeń krążące przy świetle
Spalą skrzydła i polecą spiralnym lotem samobójcy
Spakujesz swój świat do walizki ciepłe łzy stopią ten lodowy pałac
Rozpuszczą kryształ połknięty przez noc

Patrząc w cienie zieleni przez cienie błękitu

Ona kameleon

Chowając swoje ego na krawędzi podświetlanego łuku
Obmyśla uwiedzenie kalkuluje podryw
Kiedy się poruszyła jej obecność mnie przeszyła
Kiedy się odezwała jej słowa mnie usidliły
Patrz na jaszczurkę,
W karmazynowym welonie

Ukrzyżowała moje serce w głębi satynowego grobu
Kiedy leżałem w spoconym monologu, czułem gasnące światło miłości
I w spiralach dymu z papierosów
Odprawiłaś swój łóżkowy ceremoniał
Widziałem jaszczurkę
Dotknąłem jaszczurki w karmazynowym welonie

Widziałem drzwi zatrzaskiwane miliony razy
Śmiejące się kameleony winylowe kurtyzany

Wiedzą czego chcą wyśpiewują twoje imię
I wślizgują w pościel
Nigdy nie mówię nie, pozwalamy spotykać się naszym ciałom w chemicznym ogniu
To tylko kolejny sex, kolejny sex tak mówię
Kochanie dla zabawy, cielesny autograf leżąc na łóżku jaszczurki
To tylko kolejny sex, kolejny sex, krwawię
Zdegradowany i samotny zgwałcony i ciągle obolały
Na łóżku jaszczurki
My kameleony

Incubus

Kiedy światła przyćmione w hołdzie minionej pasji
Moja publika mnie opuszcza, unosząc się w perfumowanej zmianie
Przez bełkoczącą ciszę, twarz która uruchomiła tysiąc kadrów
Zdradzona porcelanową łzą, splamioną karierą

Grałaś już tę scenę przedtem
Jestem pyłkiem w twoim oku
Nieodpowiednią reakcją

Ciemny pokój rozpala wyobraźnię w zdjęciach pornograficznych
Na których zawsze będziesz gwiazdą, zawsze gwiazdą, niedotykalna
Niedostępna, w ciemności
Powodują nieprawidłową reakcję
Bez kwiatów do położenia na grobowej płycie
A ściany stają się cienkie jak gazetowy papier
Ale to mogłoby spowodować negatywny obraz
A ty musisz być wyeksponowana w pełnych kolorach
Act publiczny, pozwolę ci wymodelować twój wstyd
W kocim chodzie manekina
Niech chodzi kot

Grałem już w tej scenie
Jestem pyłkiem w twoim oku
Nieodpowiednią reakcją, satysfakcją

Nie zamieciesz mnie pod dywan, nie schowasz pod schodami
Kustosza twoich ukrywanych lęków, głównego aktora minionego roku
Kto jak ty wyczołgał się z alei ciemności
Skazana na odrzucenie w bagnie anonimowości
Ty którą pokierowałem wolą kochanków, ty której pozwoliłem hipnotyzować obiektywy
Ty której pozwoliłem się kąpać w strumieniu świateł
Ty która wymazałaś mnie ze swojej pamięci jak niepotrzebny makijaż
Jak niepotrzebny makijaż

Teraz jestem wężem w trawie, marą starego filmu
Producentem twojego koszmaru a przedstawienie się właśnie zaczyna
Zaczyna

Twój krąg wielbicieli drży jak celuloidowe lalki
Kiedy jąkasz się sparaliżowana z wyschniętymi oczami,
Rzucasz cienie, zarzucasz skrzydłami, wyrywasz złudne ocalenie z ust dublera
Uratować monolog, powstrzymać nekrolog
Moje wejście w ostatnim akcie ty czekasz w milczącej samotności
Czekając na podpowiedź

Grałaś już w tej scenie przedtem

Fugazi

Bliskość wódki, romans z odosobnieniem w celi Blackheath
Gaszę płomienie w prywatnym piekle
Prowokuję ból serca do odnowienia licencji
Poety o krwawiącym sercu w delikatnej kapsułce
Podpierającego skorupę błyskotliwej świadomości
Owiniętego szalem kaca
Ochrzczonego we łzach nad rzeczywistością

Tonący w mokrych uchwytach na linii Picadilly, wyścig szczurów
Drepczących przez wilgotny elektryczny labirynt
Głaszczesz rękę Ofelii z klasyczną ambicją
Umizgi Albatrosa, ślubne tradycje
Schowany za walkmanem na uszach
Środkiem antykoncepcyjnym przeciwko niechcianej rozmowie
Rzuciła harpun i przebiła mi serce
Powiesiła się na mojej szyi
Przed bełkotem Time'u,
Life'u, Guardian'a
Bezpieczny i suchy we własnym morzu kłopotów
Od dziewiątej do piątej w odpowiednich krawatach
Rzucony dryfuję na fali kiedy ich pokazy, stereo, hetero
Uciszają się milkną, czarują,
Topią się w rzeczywistości

Złodziej z Bagdadu ukrył się właśnie w Inslington
Modli się o deportację swojej świętej krowy
Dziedzictwo romansu z ogarniętego zmierzchem świata
Wiano jakiejś krewnej dziewczyny
Kwiat wietnamski, unia z Dockland
Kochanie uwolnienia z uścisku magazynów
Kontrakty Magdaleny więcej niż przysługi
Karmiące dłonie zachodniej obietnicy trzymają ją za gardło

Syn swastyki z 45 afiszujący się wybielonym sztandarem
Graffiti zaklina testamenty uczniów nienawiści
Aerozolowe różdżki szepczą gdzie światła przecinają ogrodzenia z drutu kolczastego
To szachy w Brixton

Rycerz ze skarpy zwija swój gazetowy zamek
Istota w habicie żebrze o monetę przewoźnika
Odejdzie ze starymi żołnierzami w pobrudzonych smarem wezwaniach
I pozostaną z płonącymi sercami ostatniej wieczerzy Wielkiego Czwartku

Syn obserwuje ojca przeglądającego nekrologi swoich nieobecnych szkolnych przyjaciół
Kiedy jego generacja trawi wysokobłonnikową ignorancję
Kuląc się za zasłonami i oklejonymi oknami
Ludobójstwo dozwolone, od drzwi do drzwi Belsens
Puszki Pandory wypełnione Holokaustem krążą z wdziękiem po wypełnionym satelitami niebie
Czekam na porę dna
Przedostatnia migracja
Radioaktywne perfumy
Dla modnie, dla ostatecznie obłąkanych
Obłąkanych
Czy wiesz? Czy wiesz?
Że ten świat jest kompletnie fugazi

Gdzie są poeci gdzie są wizjonerzy
By pogwałcić świt sentymentalnych najemników

(zastrzegam sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów)




Marillion - Fugazi. EMI: 1984, Producent: Nick Tauber. Tracklista: Assassing, Punch and Judy, Jigsaw, Emerald Lies, She Chameleon, Incubus, Fugazi



     
" Po bardzo udanym debiucie i personalnych problemach zespół musiał za wszelką cenę udowodnić, że Script to nie był przypadek, a ten świeży powiew, który rok wcześniej wywołały błazeńskie łzy nie był tylko chwilą, która ginie jak łzy w deszczu. Ani Andy Ward weteran z Camel, ani sesyjni profesjonaliści Jonathan Mover i John Martyr nie zagrzali długo miejsca za marillionowym zestawem perkusyjnym. Dopiero Ian Mosley dał szanse na dokończenie dzieła. Zadanie było niełatwe, bo i presja zdystansowania debiutu była przeogromna i współpraca z producentem Nickiem Tauberem nie układała się najlepiej, wreszcie już wtedy dawały o sobie znać ambicje zespołu by się nie powtarzać trzymając jednocześnie właściwy kurs.

Assassing (typowa dla Fisha zabawa w słowa – zlepek assassin i sing) otwiera album indyjskimi klimatami wyczarowanymi przez Steve’a Rothery (Ian Mosley od pierwszych sekund pokazuje, że marillion doczekał się stabilnego, ale i bardzo różnorodnego pulsu), a Fish rozprawia się z przeszłością, także tą całkiem niedawną – z rozstaniem z założycielem zespołu i pierwszym perkusistą Mickiem Pointerem. Rozstaniem tyleż koniecznym, co z pewnością bardzo przykrym. „Jestem zabójcą o języku uzbrojonym w elokwencję (...) Ja zabójca – Twój przyjaciel” A chwilę potem rozważania o szarej prozie życia w małżeńskim stanie – Punch & Judy. Jak dotąd jest dynamicznie i rockowo – na tle wszechobecnego wówczas New Romatic z pewnością inaczej...ale prawdziwy marillion dopiero ma zabrzmieć. Jigsaw – „spójrz mi w oczy i powiedz żegnaj” i po raz pierwszy Steve Rothery odkrywa tę swoja cudowną, wzniosłą gitarę – coś czego nie było na Script for a Jester’s Tear (no może słychać pewne zapowiedzi w utworze tytułowym, Chelsea Monday i He knows you know, ale gitara na Script brzmi jeszcze dość mechanicznie, jeszcze nie ma tej chwytającej za serce magii) i do czego dziś po prawie dwudziestu latach nadal wzdychają wszyscy wielbiciele zespołu. Napięcie rośnie w Emerald Lies, gdzie delikatne dźwięki co chwila ustępują potężnemu graniu. A potem Ona Kameleon – podstępna i interesowna, zakłamana i zmienna. na potrzeby tego nagrania Mark Kelly doświadczył gry na prawdziwych kościelnych organach. I wreszcie Icubus – koszmar-zmora, a może... „irytujący okruszek kurzu, który pojawił się zupełnie nie wiadomo skąd” Ona rozstała się ze swym chłopakiem, ma dziś nowego. Zapomniała już, a może nawet nie wiedziała, że ten poprzedni ma po ich związku niecodzienną pamiątkę – polaroidowa, pornograficzną fotografię z Nią w roli głównej. I kiedy miała już nadzieję, na spokojne nowe życie to zdjęcie wraca jak zmora, zjawa z koszmarnego snu - Incubus. „Wytarłaś mnie ze swej pamięci tak jak wyciera się makijaż, a teraz jestem ukrytym wrogiem – filmowym upiorem z przeszłości. I znów Steve Rothery i znów Ta gitara – jedna z najwspanialszych solowych partii gitarowych. Gdzie się podziali prorocy?, Gdzie wizjonerzy, a gdzie poeci? To już Fugazi. Utwór podejmujący problematykę Forgotten sons. Czas płynie, sumują się doświadczenia, a nadal anonimowi zapomniani synowie giną w imię wyższych celów. Tak, prawda jest okropna – ten świat jest całkowicie spieprzony – FUGAZI.

Muzycznie album Fugazi nie odbiega zbyt mocno od tego co zespół zrobił na Script, ale pojawiła się wielka, fundamentalna wręcz zmiana proporcji – gitara stała się bardzo, bardzo ważna, a Steve Rothery udowodnił, że odegra w zespole zdecydowanie inną rolę niż Steve Hackett w nieustannie przywoływanym Genesis. To zresztą zrozumiałe, bo po odejściu Micka Pointera stał się jedynym członkiem zespołu pamiętającym pierwsze dni Marillionu. Genesis bez Steve Hacketta bardzo się zmienił, jego brak jest naprawdę dotkliwy (mimo, że jedyne solo gitarowe w hackettowym stylu wykonane przez Mike’a Rutherforda w utworze Burning Rope jest naprawdę bardzo udane). Marillion bez Steve Rothery musiałby po prostu umrzeć, a Fugazi jest właśnie tym pierwszym albumem, w który Steve pokazał swą siłę. Także na tym albumie po raz pierwszy można podziwiać efekty wyśmienitej współpracy obu gitarzystów z Markiem Kelly. Zabieg aranżcyjny polegający na wzajemnym przejmowaniu swych linii melodycznych (posłuchajcie proszę centralnej sekcji Incubus ten moment, gdy Mark Kelly odrywa lewą rękę od klawiatury by zagrać na syntezatorze kolejną partię i Pete Trewavas niezwłocznie przejmujący porzucony akompaniament, jest tu najwymowniejszy) stał się na długie lata wyróżnikiem stylu marillion (Warm Wet Circles Seasons End, Follin’ from the moon). Wszystkie najważniejsze elementy trwającej do dziś muzycznej podróży zespołu tak naprawdę wykształciły się na tym albumie. Fugazi jest też nożem odcinającym marillion od Genesis (choć ostateczne rozerwanie więzów nastąpiło na następnej płycie Misplaced Childhod). Script w tej materii był nieco obciążony (Forgotten sons jakoś kojarzy się z The Knife – zwłaszcza na początku, solo Micka Pointera w The web bardzo przypomina analogiczną partię Johna Mayhew, a klawiszowa uczta w finale tego utworu ma w sobie coś z wyśmienitego duetu Tony Banks-Steve Hackett w Return of the Giant Hogweed). No i jeszcze grany na trasie Script Grendel z tym ewidentnym (choć doskonałym) zapożyczeniem z Apocalipse in 9/8.

Jako drugi, niezwykle ważny w karierze każdego zespołu, album Fugazi zdał ten trudny egzamin na piątkę z plusem. Ustabilizował zespół, umocnił jego pozycję na bardzo trudnym rynku, stworzył podstawy do tego co w przyszłości stało się istotą zespołu – muzycznych poszukiwań, stałego rozwoju i ciągłego zaskakiwania swych fanów. Marillionowi udało się później nagrać znacznie lepsze płyty (także wtedy, gdy za mikrofonem zabrakło charyzmatycznego i jakże ważnego Fisha) jednak największą zaletą Fugazi pozostaje brak jakichś szczególnych wad. Po latach słucha się tej płyty równie dobrze jak w chwili wydania, właściwie nie nadużywa się klawisza SKIP (jedynie Punch’n Judy trochę męczy pewną manierycznością wokalną i nazbyt uproszczonymi aranżami). Z całą pewnością ten album trzeba poznać, a każdy, kto nazywa siebie fanem marillionu Fugazi po prostu MUSI mieć w swej kolekcji."


http://artrock.pl/recenzje/128/marillion_fugazi.html



/Lamus/

Nasze blogi:








Komentarze
#1 | Kazia dnia 03.07.2013
Lamusie, nie chcę wierzyć , że "Lamus jest amatorem, i nie ma żadnej specjalizacji w języku" bo przeczą temu same przekłady. Ich poziom i jakość. Obrazy jakie przywołuje Fish są apokaliptyczne i nie dziwie się że chcieli je rozpropagować komponując do nich muzykę. Warto aby osoby słuchające popularnych utworów przy okazji dostawały coś do przemyślenia, patrz ze teraz słowa piosenek są nijakie. A muzyka jak i sztuka powinna czasem spełniać swoją główną rolę tj rolę katharsis. Te "piosenki" wypełniają swoją misję doskonale. Pozdrawiam i czekam na dalsze niespodzianki.
#2 | Lamus dnia 03.07.2013
Kazia dziękuję jak zwykle - na tym blogu staram się przedstawiać kamienie milowe muzyki, skupiając się na latach 80 - tych. Ta płyta jest wyjątkowa, nie dość, ze koncept-album (choćby "najemnik" który pojawia się kilka razy) to zespołowi udało się doskonale połączyć muzykę z tekstem. Jestem pewien, że najpierw powstawały teksty do których "dorabiano" muzykę. To widać w licznych zmianach tempa i nastrojów w zależności od danego fragmentu. CO do poezji Fisha to tłumaczenie jest nie lada wyzwaniem, pełno to slangu skojarzeń. Zapewne profesjonalista przetłumaczyłby to lepiej, ale Lamus jest amatorem, i nie żadnej specjalizacji w języku. Pozdrawiam i dziękuję
#3 | Kazia dnia 03.07.2013
Kolejna dobra muzyka z piękną, trudną poezją, pełną bolesnych obrazów: "Czy wiesz? Czy wiesz?/ Że ten świat jest kompletnie fugazi/Gdzie są poeci gdzie są wizjonerzy
By pogwałcić świt sentymentalnych najemników"

no właśnie... opis okropieństw jakie w życiu spotykają bohaterów poszczególnych utworów, a które chłodno, z kronikarską dokładnością opisuje poeta. I nie ma tu miejsca na litość jest tylko relacja tego co się stało, a okazuje się że nie jest dobrze. Te wiersze to nie wyraz fascynacji złem a krzyk rozpaczy i sprzeciwu wobec wszystkim wynaturzeniom i miałkości życia. No tak... mimo kolorów, cukierkowych i jasnych, amerykański dream to często koszmar, jak na obrazku z płyty, który dołączyłeś do wpisu.
Włożyłeś chyba mnóstwo pracy w te tłumaczenia ale warto było bo są doskonałe. I jak sądzę niosą ogromny ładunek potrzebnych emocji. Trzeba potrząsać sytymi sumieniami, aby dostrzec że obok ludzie cierpią. Nie każdemu dane jest bez zgrzytów i tragicznych w skutkach błędów iść przez życie. A jakie to błędy wskazują słowa piosenek. Ktoś może powie - po co przywoływać taką muzykę? Ale ja uważam że trzeba, bo świat rzeczywiście odchodzi od wartości i tylko tak bolesne obrazy mogą go zatrzymać, bo przynajmniej paru osobom dadzą do myślenia. Dzięki i pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną