Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Karmieni goebbelsowską propagandą jesteśmy nawet w stanie uwierzyć, że Oni są nawiedzonymi idealistami, z którymi lepiej nie mieć nic wspólnego. Nie ma co się wychylać, bo przyznanie się do jakiegoś konkretnego, choć skądinąd prawego człowieka, albo idei, które głosi, nie jest na czasie. To obciach. I to nic, że po cichu obrażanemu i pogardzanemu przyznajemy rację. Cóż, kiedy publicznie milczymy. Zapominamy jednak, że nawet milcząc mówimy: „Nie znam tego człowieka”.
14.04.2013r.


„Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”.

      Wyznanie godne pierwszego spośród Apostołów. To była spontaniczna, ale zapewne najszczersza reakcja porywczego Piotra. Nie zawsze bywało jednak tak różowo. Chociaż przeżywamy okres wielkanocny powróćmy na chwilę do wydarzeń Wielkiego Czwartku, jakie rozegrały się na dziedzińcu arcykapłana, gdzie usłyszano złowieszczo brzmiące słowa: „Nie znam tego Człowieka”.
Piotrowi, podobnie jak nam, wielokrotnie zdarzyło się odwrócić od Mistrza. Był przecież tylko człowiekiem. Ewangeliści, bez cienia pochlebstwa (dzisiaj pewnie byłoby o to trudniej) opisali słabość Szymona. To wcale nie była jakaś majestatyczna postać, bez cienia i skazy. Nie, to autentyczny człowiek, pełen upadków i słabości. A jednak to właśnie jemu powierzono kierowanie młodym Kościołem. Nie znaczy to wcale, że był to „ślepy los”. Pan bowiem był dla niego bardzo wymagający. Wielokrotnie go napomina, a nawet łaje. Nie zniechęcił przyszłego Wodza Kościoła, bo on skwapliwie poddawał się dziełu kształtowania w nim postaci nietuzinkowej, która w porywie szczerości zawoła: „Panie! Do kogóż pójdziemy?” Kiedy jednak nadeszła chwila próby – upadł. Wyparł się Nauczyciela i Pana, za którego jeszcze parę godzin wcześniej był gotów oddać życie. Jakież to bliskie nam, współczesnym uczniom Chrystusa. Ileż to razy, mniej lub bardziej świadomie, z mniejszym lub większym zdecydowaniem, odwracaliśmy się od Pana. Bywało, iż po tego typu zachowaniach nie bardzo wiedzieliśmy, co robić dalej. Zapominaliśmy, że w takich chwilach, podobnie jak Piotr, pozostaje nam tylko jedno – ludzkie łzy, szlochanie, skrucha, zawstydzenie. To one, paradoksalnie, przywracają nam choć na chwilę godność i dają nadzieję na ewentualną przemianę. Oto czym jest to dobroczynne łkanie i drganie piersi. Piotr zapłakał nad całą swoją przeszłością. Nie był przecież tchórzem, bo w chwili pojmania dobywał nawet miecza. A jednak czegoś się wystraszył. Są bowiem tacy ludzie, którzy z jednej strony są pewni siebie, ale z drugiej – gdy natkną się na niebezpieczeństwo – „miękną”. Z różnych, czasem nawet bardzo irracjonalnych przyczyn. Może ze względu na otoczenie albo chwilowe zaślepienie. To bardzo ludzka wina i bardzo podobna do naszych win. Piotr jednak natychmiast powrócił do Pana, oślepionymi łzami.

      Echo tamtych strasznych słów powraca. Wciąż słychać: „Nie znam Go”. Pewnie mają na to wpływ także szczególne czasy, w jakich przyszło nam żyć. Ale to nie jedyna przyczyna. Jest ich o wiele więcej. One tkwią gdzieś w najgłębszych pokładach naszych serc. Tyle razy powtarzamy np. jak bardzo brzydzimy się kłamstwa, oszczerstwa, dwulicowości, a gdy dzisiaj obraża się innych, z którymi może nawet się utożsamiamy, chowamy się w cień milczenia. Milczymy, gdy opluwają kogoś, kogo kiedyś podziwialiśmy, czy wręcz uwielbialiśmy. Dawniej może byliśmy ślepo zapatrzeni w postawę i szlachetność wybitnych postaci. Fascynowała nas ich postawa, bo zarażali nas uczciwością, świeżością i idealizmem. Wierzyliśmy, że to Oni ze swoją fantazją i polotem wyprowadzą nas z tego obrzydliwego marazmu, beznadziejności i wszechobecnego kłamstwa. A teraz może odsuwamy się na bok. Karmieni goebbelsowską propagandą jesteśmy nawet w stanie uwierzyć, że Oni są nawiedzonymi idealistami, z którymi lepiej nie mieć nic wspólnego. Nie ma co się wychylać, bo przyznanie się do jakiegoś konkretnego, choć skądinąd prawego człowieka, albo idei, które głosi, nie jest na czasie. To obciach. I to nic, że po cichu obrażanemu i pogardzanemu przyznajemy rację. Cóż, kiedy publicznie milczymy. Zapominamy jednak, że nawet milcząc mówimy: „Nie znam tego człowieka”.

      Nie trzeba się załamywać, nawet gdyby się nam przydarzyły podobne błędy. Ciągle bowiem jesteśmy jakby na dziedzińcu arcykapłańskim, a zewsząd śledzą nas podejrzliwe oczy. To wszystko, niestety, się powtarza. I cóż, że chcielibyśmy być niezłomni jak granit, a czasem okazuje się, że jesteśmy tylko z gliny. Przyrzekamy, a zdarza się nam nie dotrzymać słowa. Jesteśmy twardzi w ciągu dnia, a płaczemy po nocach. Nie możemy mieć złudzeń. Piotr też myślał, że jest „twardzielem”. Nie był. My nie jesteśmy lepsi od niego. Pycha najczęściej nas gubi. Lepiej wtedy uderzyć się ze skruchą we własne piersi i gdzieś w kącie zwyczajnie sobie popłakać. Żal i ból przemieniły Szymona, bo wejrzał nań Pan. Przemienią i nas. Pisał kiedyś ks. kard. Wyszyński: „Ludzką rzeczą jest upadać, ale szatańską – trwać w upadku”. Warto, by czasem popłynęły nasze szczere łzy, które będą efektem reakcji na błędy i upadki. Nie trzeba się ich wstydzić, bo one są znakiem prawdziwego człowieczeństwa i chrześcijaństwa zarazem. Oczyszczeni przez ten – jakże ludzki odruch – odradzamy się na nowo. I coraz bliżej nam do Księcia Apostołów. Po tylu przypadkach odwrócenia się od Pana, on jednak wyrywa się z marazmu, wywołanego przez zwykłe – nie bójmy się tego określenia – zaprzaństwo. Nie dał się pokonać swoim słabościom. Stał się pierwszym spośród Apostołów, a Judasz, który przecież znalazł się w podobnej sytuacji nie był nawet ostatnim. Zabrakło mu wiary w Boże Miłosierdzie. To dla nas przestroga, byśmy nigdy nie popełnili podobnego błędu. Trzeba, może nawet przez łzy, powtarzać za Piotrem: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”.

/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | XWM dnia 14.04.2013
Chciałoby się napisać i "się pisze", że to święte słowa, Panie Jacku. Dzięki za każdy wpis.
#2 | Jacek Mruk dnia 14.04.2013
Pokory nam potrzeba by poddać się cierpieniu,a łatwiej będzie nam znosić ataki zmierzające ku upodleniu.
Trwanie w Jezusie to naszej Wiary przesłanie, także Prawdy się trzymanie.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną