Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Gdy jesteśmy uzbrojeni w oręż wiary nie są nam straszne ani diabelskie zakusy (często spersonalizowane), ani nasze słabości, ani osamotnienie, ani podłość zdrady, ani pozorna bezsilność. To wszystko naprawdę minie, tak jak chwile udręki naszego Pana. Wtedy zmieniamy się diametralnie. Potrafimy stawić czoła wszystkiemu, co niesie mroczna rzeczywistość. I wówczas naprawdę będzie nas stać na każde bohaterstwo. Ono, tak jak w przypadku naszego Zbawiciela, doprowadzi nas do zwycięstwa, zarówno tego ostatecznego, jak i tych drobnych, codziennych tryumfów.
31.03.2013r.


Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

      Wejście do pustego grobu musiało być szokujące. Tak samo jak zrozumienie pojęcia – „powstanie z martwych”. Stąd taka, a nie inna postawa Piotra i Jana. Przecież byli tak blisko Pana, a jednak trzeba było dopiero wejść do opuszczonej mogiły, by – jak sam pisze – Jan „ujrzał i uwierzył”. Uwierzył m.in. w ostateczne zwycięstwo Chrystusa. Tyle było wcześniej zwątpienia, czy nawet rozpaczy. Powróćmy na chwilę do Wieczernika. Sielska atmosfera, a jednak dało się odczuć, że „coś wisi w powietrzu”. Zapewnienia o wierności. Radość z bliskości Pana. Tylko te zapowiedzi o jakiejś, bliżej nieokreślonej śmierci, nieco psuły nastrój. I jeszcze te słowa: „Jeden z was mnie zdradzi”. Gdyby grom z jasnego nieba uderzył w Wieczernik nie wywołałby pewnie takiej konsternacji. Szybko jednak o tym zapomniano. Zwłaszcza, że zdrajca po cichu (powiedzielibyśmy dziś – po angielsku) wyszedł. „A była noc” – jak pisze Ewangelista. Wszystko co złe, podłe i diabelskie dzieje się zwykle w mroku. Zło zawsze atakuje zdradziecko i podstępnie. Właśnie w mroku. Nie chodzi tu tylko o ten mrok fizyczny, ale może szczególnie mrok duszy. Udali się następnie do Getsemani. To co tam miało miejsce zapewne przeraża. Jest zarazem dowodem na to, że Chrystus jest prawdziwym, najprawdziwszym Człowiekiem. Przeżywa lęk agonii, jak każdy z nas. Boi się cierpienia i śmierci. To naturalne. Żadna chyba scena z Ewangelii nie dociera tak bardzo do głębi naszych serc i umysłów. Chrystus leżąc twarzą na ziemi doznaje metafizycznego lęku. Widzi straszne cierpienia i śmierć. Co charakterystyczne, powtarza się motyw „godziny”, a o nią właśnie zwykle pytają skazańcy. Jest przerażająco samotny. Jakby odcięty od reszty świata. Szuka pomocy u bliskich. Apostołowie spali jak niemowlęta, gdy oblicze, a głównie serce Jezusa krwawiło. Jakże ten leżący na ziemi Człowiek, zlany krwią i potem podobny jest do nas. Jakże w tamtych chwilach jest nam bardzo bliski. Zostawmy te kolejne Jego cierpienia, których i tak nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć i odczuć. Łącznie z powolnym umieraniem. Zatrzymajmy się nad tym, że Jego agonia przedłuża się w czasie. Nie ma bowiem człowieka, który nie byłby naznaczony znamieniem cierpienia. Cierpimy już od dzieciństwa. Różne też nazwy nadajemy ludzkim nieszczęściom. One zazwyczaj załamują nas. Jesteśmy wobec nich bezradni. I tak powoli konamy. Najczęściej w samotności. Najbardziej boli to, że nikt nas nie rozumie. Bywają chwile (ostatnio coraz rzadziej), w których może na chwilę odżywamy. Dzieje się to wówczas, gdy nie karmi się nas wszechobecną obłudą i zakłamaniem. Rosną wtedy nasze nadzieje. Zwykle płonne, bo zaraz przychodzą mroczne dni. Uświadamiamy sobie wtedy, że daremne jest nasze „miotanie się”, czy bluźniercze, buntownicze słowa. Wcześniej czy później z bólem musimy zrozumieć, że taki bunt jest bezsensowny. Ci, którzy wciąż karmią nas niezliczonymi udrękami i tak dalej będą chcieli, by ich nazywać dobroczyńcami. Nam zaś zostanie ból i samotność, które w takich wypadkach szczególnie ranią. Warto i trzeba wtedy „zajrzeć” do Wieczernika, do Getsemani, spojrzeć na krzyż i wreszcie do tego jedynego w historii grobu. Wtedy zrozumiemy o wiele więcej. Nie potrafimy bowiem zmienić ludzkiego losu. Tak jak i nasz Pan nie unikniemy lęków konania. One przyjdą w chwili, gdy może będziemy się ich najmniej spodziewać. I nie pomogą żadne przekleństwa, perswazja. Nasze cierpienia muszą się przesilić. A to przesilenie dokonuje się w osobowym kontakcie z Panem. Wystarczy krótka chwila, aby człowiek poczuł się silniejszy. Nawet, gdy będzie się nam wydawało, że Bóg milczy. On szczególnie wtedy obdarza nas swoim pokojem. Tak jak Jezusa w Getsemani czy na krzyżu. Wtedy powtórzymy za Jezusem: „Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”, oraz – „Wykonało się”.

      To paradoksalne, że wszystko, co przeżywał Chrystus doprowadziło Go do tryumfu. On, prawdziwy Zwycięzca, zawsze jest blisko nas, a najbliżej wtedy, gdy czujemy się najbardziej samotni. Powtarza: „Ufajcie. Jam zwyciężył świat” (J 16,33). W Roku Wiary właśnie z wiarą zbliżmy się do pustego Pańskiego Grobu, by „ujrzeć i uwierzyć”. Przede wszystkim uwierzyć w to, że i my – na wzór naszego Pana – możemy odnosić te nasze, choćby całkiem małe, zwycięstwa. Gdy jesteśmy uzbrojeni w oręż wiary nie są nam straszne ani diabelskie zakusy (często spersonalizowane), ani nasze słabości, ani osamotnienie, ani podłość zdrady, ani pozorna bezsilność. To wszystko naprawdę minie, tak jak chwile udręki naszego Pana. Wtedy zmieniamy się diametralnie. Potrafimy stawić czoła wszystkiemu, co niesie mroczna rzeczywistość. I wówczas naprawdę będzie nas stać na każde bohaterstwo. Ono, tak jak w przypadku naszego Zbawiciela, doprowadzi nas do zwycięstwa, zarówno tego ostatecznego, jak i tych drobnych, codziennych tryumfów. Życzę ich P.T. Państwu z całego serca, ufając, że Zmartwychwstały Pan obdarzy nas Wszystkich mocą i pokojem.

/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Kazia dnia 31.03.2013
Nie chcę spłycać Księdza świetnego rozważania, ale wychodzi na to, że mądrość ludowa: "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" jest słuszna. Powrotu do zdrowia i wszelkich Łask Bożych Smile
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną