Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Gdy brak granicy między życiem a pracą, Gdy rozum nie rozróżnia czy to jawa ,czy sen , czy to dotyk szatana już może ? Nie będę dziś pisał zbyt wiele od siebie . Zbyt wiele się mądrze . Dziś , takie myśli nie poukładane trochę . I trochę do słuchania i trochę do poczytania (jak kto lubi , do wyboru , do koloru ) Oczom , uszom i innym zmysłom nie mogę uwierzyć . 11 marca 2013, Daniel Olbrychski otrzymał tytuł doctora honoris causa Uniwersytetu Opolskiego.
16.03.2013r.


Gdy brak granicy między życiem a pracą,
Gdy rozum nie rozróżnia czy to jawa ,czy sen ,
czy to dotyk szatana już może ?

Nie będę dziś pisał zbyt wiele od siebie .
Zbyt wiele się mądrze .
Dziś , takie myśli nie poukładane trochę .
I trochę do słuchania i trochę do poczytania
(jak kto lubi , do wyboru , do koloru )

Oczom , uszom i innym zmysłom nie mogę uwierzyć .
11 marca 2013, Daniel Olbrychski otrzymał tytuł doctora honoris causa Uniwersytetu Opolskiego.

Link

Nie wiem komu rozum odebrano ?
Nie wiem kto , nie wiem komu odebrał ?

Adam Michnik napisał do laureata :
"Nie jestem specjalistą od teatru, jednak nawet całkowity laik wie, że Olbrychski to wielki artysta. Jego głos rozbrzmiewa, gdy trzeba bronić wartości zasadniczych".

A dzień wcześniej wywiad :
p. Magdalena : W sondażach PiS i PO dzieli tylko jeden punkt procentowy.

p. Daniel O. :
A wie pani, co to znaczy? Że znowu chcemy bolszewii w Polsce? Widocznie społeczeństwo polskie tęskni za bolszewizmem.
i dalej :
I za chwilę poszło.Kajdanki, rozszalały IPN i żadnych gospodarczych posunięć. Nic. Słusznie więc zostali od władzy skutecznie odsunięci. Jeśli Polacy, jeśli procent wierzących w zamach w Smoleńsku rośnie, to rzeczywiście jesteśmy narodem wielkim, a społeczeństwem żadnym. Mam więc co robić – wychodzić na scenę i z tą głupotą walczyć. Wiem, wiem, sztuka nie naprawi świata, ale biada artystom, którzy w to nie wierzą… Jest takie dosadne rosyjskie przysłowie „Wsiego mira nie pieriejebiosz, no nado k etomu striemit’sia...” [całego świata nie przeje…esz, ale trzeba się starać – red.].

Link

Pamiętam jak aktor ów , biegał z szabelką po Zachęcie i siepał portrety:
17 listopada 2000 roku do "Zachęty" przyszedł w towarzystwie ekipy Teleexpressu aktor Daniel Olbrychski. W sali gdzie prezentowano "Nazistów" Piotra Uklańskiego, czyli 164 fotosy filmowe z aktorami wcielającymi się w rolę nazistów, Olbrychski wyjął spod płaszcza szablę i pociął zdjęcie ze swoim wizerunkiem. Zanim ktokolwiek zareagował, butny aktor okaleczył jeszcze m.in. fotos Jana Englerta. Jak póżniej tłumaczył, wystąpił w obronie czci swojej i swoich kolegów-aktorów, których zdjęcia powiesił w Zachęcie Uklański. List poparcia wysłał do Olbrychskiego Jean-Paul Belmondo. Co ciekawe, ofiarą szabelkowego protestu Olbrychskiego padli nie tylko "Naziści", ale także siwiuteńki portier, który nie zauważył szabli wniesionej do Zachęty. Zaraz po zajściu stracił pracę.

Link

Jak widać , rzeczywiście , żadnym społeczeństwem .
Daniel patrzy tylko na własną d....
Co prawda imponowała ta szabelka jakoś , tak z rycerskością się kojarzyło .
Honorem . Oj naiwny człowiek jest.
Jednak już wtedy , pomieszanie pracy z życiem prywatnym Daniela
miało miejsce .

I ja , dam ci Daniel honor causa , jak zaczniesz realizować to co powiedziałeś ,
jak wejdziesz na scenę i zaczniesz walczyć z głupotą i uwierzysz w to co robisz .
Sprowokowały do tego słowa innego celebryty z uroczystości .
Prof. Jan Miodek:....I wspominał, jak razem z żoną wyłączali prąd w mieszkaniu, kiedy w telewizji zbliżała się scena wbijania na pal Azji Tuhajbejowicza, bo nie chcieli, by ich synek to oglądał. - Kto by pomyślał, że ja, chłopak z Tarnowskich Gór, spotkam takich ludzi, jak pan, panie Danielu! - mówił profesor.

Sami zobaczcie:



Daniel , zagraj to raz jeszcze ale zgodnie z oryginałem .
i dosadnie :
- POSTARAJ SIĘ ! Bo całe życie prze......
przed tobą ,
sorry, za tobą.

Tu możesz posłuchać :



lub poniżej przeczytać :
Azja pod wieczór wpadł w stan półgorączkowy, półprzytomny, w którym mary
mieszały się z rzeczywistością. Więc owo zdawało mu się, że przyjechali, że stają, że słyszy
koło siebie powtarzany wyraz: „Raszków, Raszków!” Następnie zdało mu się, że słyszy
odgłos siekier rąbiących drzewo.
Wtem poczuł, że mu głowę ochlustywają zimną wodą, a potem długo i długo leją
w usta gorzałkę. Wtedy ocknął się zupełnie. Noc była nad nim gwiaździsta, a tuż koło
niego migotało kilkanaście pochodni. Do uszu jego doszły słowa:
— Przytomny?
— Przytomny. Patrzy rozumnie...
I w tej chwili ujrzał nad sobą twarz Luśni.
— No, bratku — mówił wachmistrz spokojnym głosem — czas na cię!
Azja leżał na wznak i oddychał dobrze, albowiem ramiona miał wyciągnięte po obu
stronach głowy, przez co rozszerzona pierś jego poruszała się swobodniej i nabierała więcej
powietrza niż wówczas, kiedy leżał przykrępowany do grzbietu bachmata. Rękoma nie
mógł jednak poruszyć, bo były przywiązane nad głową do dębczaka idącego wzdłuż jego
pleców i okręcone umaczaną w smole słomą.
Tuhaj-bejowicz domyślił się zaraz, dlaczego to uczyniono, lecz w tej chwili spostrzegł
i inne przygotowania, które zwiastowały, że męka jego będzie długą i okropną.
Oto od połowy ciała aż do stóp był rozebrany i uniósłszy nieco głowy, ujrzał między swymi nagimi
kolanami świeżo obrobione siekierą ostrze pala. Grubszy koniec tego pala oparty był
o pień drzewa. Od każdej nogi Azji szedł powróz kończący się orczykiem, do którego
przyprzężony był koń. Azja przy blasku pochodni dojrzał tylko zady końskie i stojących
nieco dalej dwóch ludzi, którzy widocznie trzymali konie przy pysku.
Nieszczęsny junak objął wszystkie te przygotowania jednym rzutem oka, potem spoj-
rzawszy nie wiadomo dlaczego ku górze, dostrzegł nad sobą gwiazdy i błyszczący sierp
księżyca.
„Będą mnie nawlekać” — pomyślał. I zacisnął zęby zaraz tak silnie, że aż kurcz chwycił
go za szczęki. Pot wystąpił mu na czoło, a jednocześnie uczyniło mu się zimno w twarz,
bo krew z niej uciekła. Potem zdało mu się, że ziemia ucieka spod jego pleców i że ciało
jego leci i leci w jakąś niezgłębioną przepaść. Na chwilę stracił świadomość czasu, miejsca
i tego, co się z nim dzieje. Wachmistrz podważył mu zęby nożem i znów począł lać gorzałkę
w jego usta.
Azja krztusił się i wypluwał palący płyn, lecz musiał go także i połykać. Wówczas
wpadł w dziwny stan: nie był pijany, przeciwnie, nigdy rozeznanie jego nie było jaśniejsze,
umysł bystrzejszy. Widział, co się dzieje, rozumiał wszystko, tylko ogarnęło go jakby
nadzwyczajne podniecenie i jakby niecierpliwość, że to wszystko trwa tak długo i że nic
się jeszcze nie rozpoczyna.
Wtem obok dały się słyszeć ciężkie kroki i stanął nad nim Nowowiejski. Na ten
widok zadygotały w Tatarze wszystkie żyły. Luśni nie bał się, zbyt nim pogardzał, ale
Nowowiejskim nie pogardzał, bo nie miał za co; natomiast każde spojrzenie na jego twarz
napełniało duszę Azji jakimś zabobonnym strachem, wstrętem, ohydą. Pomyślał sobie
w tej chwili: „Jestem w jego mocy i boję się go!” — a było to tak straszne uczucie, że pod
jego wpływem włosy wyprężały się na głowie Tuhaj-bejowicza.
A Nowowiejski rzekł:
— Za to, coś uczynił, w męce zginiesz!
Lipek nie odrzekł nic, tylko począł sapać głośno. Nowowiejski usunął się na bok,
nastała cisza, którą przerwał Luśnia:
— I na panią podniosłeś rękę — rzekł ochrypłym głosem — ale pani teraz już u pana
w komorze, a ty w naszych rękach! Przyszedł twój czas!
Od tych słów akt męki dla Azji już się rozpoczął. Oto straszny ten człowiek w godzinę
śmierci dowiadywał się, że zdrada jego i wszystkie okrucieństwa na nic się nie przydały.
Gdyby choć Basia zmarła w drodze, miałby tę pociechę, że nie będąc jego, nie będzie
niczyją. I tę to pociechę odjęto mu teraz właśnie, gdy ostrze pala było o łokieć odległe
od jego ciała. Wszystko na próżno! Tyle zdrad, tyle krwi i tyle bliskiej kary — za nic! Za
nic zupełnie!... Luśnia ani wiedział, o ile cięższą uczyniły śmierć Azji te słowa: gdyby był
wiedział, byłby je powtarzał przez całą drogę.
Lecz teraz nie było już czasu na duszną zgryzotę, bo wszystko musiało ustąpić wobec
egzekucji. Luśnia pochylił się i wziąwszy w obie ręce biodra Azji, tak aby mógł nimi
kierować, zawołał na ludzi trzymających konie:
— Ruszaj! A powoli, razem!
Konie ruszyły: wyprężone sznury pociągnęły za nogi Azji. Ciało jego sunęło się przez
mgnienie oka po ziemi i trafiło na zadzierżyste ostrze. Wówczas ostrze poczęło się w nim
pogrążać i jęło się dziać coś strasznego, coś przeciwnego naturze i człowieczym uczuciom!
Kości nieszczęśnika rozstępowały się, ciało darło się na dwie strony; ból niewypowiedzia-
ny, tak straszny, że graniczący niemal z potworną rozkoszą, przeniknął jego jestestwo.
Pal pogrążał się głębiej i głębiej.
Tuhaj-bejowicz zwarł szczęki, wreszcie jednak nie wytrzymał — zęby jego wyszcze-
rzyły się okropnie, a z gardzieli wydobył się krzyk: A! A! A! — do krakania kruka po-
dobny.
— Wolno! — skomenderował wachmistrz.
Azja powtarzał swój straszny krzyk coraz szybciej.
— Kraczesz? — spytał wachmistrz.
Po czym krzyknął na ludzi:
— Równo! Stój! Ot, i już! — dodał zwracając się do Azji, który umilkł nagle i tylko
rzęził głucho.
Szybko wyprzężono konie, za czym podniesiono pal, grubszy jego koniec spuszczono
w umyślnie przygotowany dół i poczęto obsypywać go ziemią. Tuhaj-bejowicz patrzył już
z wysoka na tę czynność. Był przytomny. Straszliwy ten rodzaj kary był tym straszniejszy,
że ofiary nawleczone na pal żyły czasem przez trzy dni. Azji głowa zwisła na piersi, wargi
jego poruszały się mlaszcząc, jakby coś żuł i smakował; czuł teraz wielką omdlałość i widział
przed sobą jakby niezmierną, białawą mgłę, która nie wiadomo dlaczego wydawała mu się
okropną, ale w tej mgle rozeznawał twarze wachmistrza i dragonów, wiedział, że jest na
palu, że ciężarem ciała obsuwa się coraz głębiej na ostrze; zresztą począł drętwieć od nóg
i stawał się coraz nieczulszy na ból.
Chwilami ciemność przesłaniała mu tę okropną białawą mgłę; wówczas mrugał swoim
jedynym okiem, chcąc patrzyć i widzieć wszystko aż do śmierci. Wzrok jego przechodził
ze szczególną uporczywością z pochodni na pochodnię, bo wydawało mu się, że koło
każdego płomienia tworzy się jakby tęczowe kolisko.
Lecz męka jego nie była skończona; po chwili wachmistrz zbliżył się do pala ze świ-
drem w ręku i zawołał na stojących obok dragonów:
— Podsadźcie mnie!
Dwóch silnych chłopów podniosło go ku górze. Azja począł teraz patrzeć na niego
z bliska, mrugając ciągle, jakby chciał poznać, co to za człowiek wspina się aż do jego
wysokości. Tymczasem wachmistrz rzekł:
— Pani wybiła ci jedno oko, a ja sobie ślubowałem, że ci wywiercę drugie.
I to rzekłszy zapuścił ostrze w źrenicę, zakręcił raz i drugi, a gdy powieka i delikatna
skóra otaczająca oko owinęły się już naokół skrętów świdra — szarpnął.
Wówczas z obu jam ocznych Azji wypłynęły dwa strumienie krwi i płynęły jakby dwa
strumienie łez po jego twarzy.
Twarz sama zbielała i stawała się coraz bielsza. Dragoni poczęli gasić w milczeniu
pochodnie, jakby wstydząc się, że światło oświeca dzieło tak okropne — i tylko od księżycowego sierpa szły srebrne, lecz niezbyt jasne blaski na ciało Azji.
Głowa jego pochyliła się zupełnie na piersi, tylko przywiązane do dębczaka i owinięte
smolną słomą ręce sterczały ku górze, jakby ten syn Wschodu wzywał zemsty tureckiego
półksiężyca na swych oprawców.
— Na koń! — rozległ się głos Nowowiejskiego. Przed samym wsiadaniem wachmistrz
zapalił jeszcze ostatnią pochodnią owe wzniesione ręce Tatara, po czym oddział ruszył ku
Jampolowi, a wśród gruzów Raszkowa, wśród nocy i pustki został tylko na wysokim palu
sam Azja, syn Tuhaj-beja — i świecił długo...

Oczywiście polecam całą książkę :

- do czytania

Link

- do słuchania

Link

Link

Powyżej przytoczona część rozdziału 49.

I na koniec .
Daniel , Daniel , Daniel !
Zrób to , wejdź na scenę i zagraj !
I niech ci się nie pomyli granie z życiem .
Bo świecić nam jeszcze zaczniesz .

2013 marzec , I połowa

/Wojciech Franciszek D./

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Wojciech Franciszek D dnia 17.03.2013
Ok Jacek , dzięki za komentarz i sprostowanie .
Ja takiej jasności co do kary śmierci w ogóle to nie mam.

Co do dziczy i stylu to wyczuwam Konecznego - super !
Pozdrawiam
#2 | Jacek Mruk dnia 17.03.2013
Wojtku
Żebym nie był źle zrozumiany, to zaznaczę że za zdradę powinni wszyscy płacić głową. Jednak styl dziczy pochodzącej z Azji do naszej cywilizacji nie pasuje.
Pozdrawiam
#3 | Wojciech Franciszek D dnia 16.03.2013
Dzięki Artur za wiarę we mnie !
Mi czasem jej brakuje . Jedyne co mogę powiedzieć to to , że się postaram itp ale to i tak blado wypada Smile

Daniel O. mimo , że kunszt opanował (słuchałem go parę razy na żywo - przyznaje , robiło wrażenie ) to jednak jak pisałem na początku , rozum chyba postradał . Wszak zmian tego typu nie sieją , przychodzą z wiekiem lub są rezultatem nadużywania .
Jego wywody podczas uroczystości po prostu żenada
( o magisterce , o doktoracie honoris itp)
I nie wiem kto tam siedział z władz uczelni , rektor czy dziekan to ich rechotanie na jego dowcipy , to obraz tej uczelni i kadry .
Przykre to .

Pozdrawiam po stokroć Smile
#4 | Wojciech Franciszek D dnia 16.03.2013
Dzięki Jacek , dla mnie najważniejszy fragment to wewnętrzne rozdarcie Azji że na nic zdrady , okrucieństwa itp.
Okrucieństwo o którym piszesz to szczegół wobec tego.
Pozdrawiam.
#5 | Artur dnia 16.03.2013
WFD - ze zdziwieniem patrzę jak uniwerki te małe ale i większe się hańbią... Ten wywiad czytałem - interlokutor zastosował bardzo popularną metodę stosowaną dość szeroko przez partię miłości - odwracania kota ogonem. Często pudło (rezonansowe oczywiście) partii miłości na salonie 24 tę metodę stosuje (każdy wie o kogo chodzi). Dowiadujemy się, że patia głosząca silne antykomunistyczne hasła jest partią komunistyczną, że partia która głosi hasła mocnej pozycji Polski wobec Niemiec i Rosji jest partią której przywódca to sowiecki agent, itd. itp. Na pewno eksperci od socjotechniki potrafiliby tę metodę jakoś nazwać. I "mistrz" albo ją uprawia świadomie albo dał się jej omotać. W pierwszym przypadku jest manipulatorem, w drugim no cóż... Pozdrawiam

PS. Gratuluję dziesiątki choć chciałoby się aby to była setka bo Cię stać ale Ci się nie chce. Pfft
#6 | Jacek Mruk dnia 16.03.2013
Straszne opisy cierpienia i sadyzmu opisane, które wciąż ludziom są zadawane. Daleko odeszliśmy od Boga wyszukując metod zadawania bólu, choć wiem że najbardziej ci mający dzikie korzenie .
Daniela O zagonił bym na Sybir, by się zorientował, komu bliżej do czerwonej zarazy.
Praca najbardziej ponoć ludzi kształtuje, lecz ten lizo- tyłek tylko głupotę i zdradę promuje.
Pozdrawiam
#7 | Wojciech Franciszek D dnia 16.03.2013
Pewnie , że dużo . Jednak granica jakaś a może plurimus byłoby lepiejSmile
Ks. Wyszyński mówił tak gdy 100 lat śpiewano - po polskiemu Smile
Zaraz czytam o karach .
#8 | Kazia dnia 16.03.2013
Co do kar... kiedyś coś już popełniłam na ten temat ale może warto by więcej..
http://pomniksmol...dmore=2293
#9 | Kazia dnia 16.03.2013
Dlatego napisałam Wojtku 100! to chyba dużo Smile
#10 | Wojciech Franciszek D dnia 16.03.2013
100=jak mawiał Kardynał Stefan Wyszyński - nie stawiajmy granic Opatrzności !!
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną