Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Taką „próbą sił” mogą być wypowiedzi pewnej europosłanki. Ostatnio uaktywniła się w związku z zaskakującą decyzją o ustąpieniu z urzędu Ojca św. Benedykta XVI (o tej sprawie zamierzam po 28 lutego napisać osobne rozważanie, bo osoba tego – skądinąd wyjątkowego Papieża – bez wątpienia zasługuje na szczególne potraktowanie). Napisała (przytaczam tylko parę słów, bo w tym miejscu trudno cytować tego typu żałosne i złośliwe wynurzenia): „W świetle decyzji Benedykta JPII skarlał…”.
17.02.2013r.


„Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”.

      Zbyt dużo osób, także chrześcijan, zapomina o tym istotnym nakazie. Jakby wbrew niemu dzisiaj Bóg jest „kuszony”. Na przeróżne sposoby. Współcześni ludzie, często ci z pierwszych stron gazet (co prawda nie wszyscy i dzięki Bogu) jakby w jakimś bliżej nieokreślonym masochistyczno-sadystycznym szale chcą przekonać się czy Pan Bóg naprawdę jest cierpliwy. Jest na pewno. I tę wspaniałą Boża cechę wykorzystuje się niemal na każdym kroku. Do czasu.

      Taką „próbą sił” mogą być wypowiedzi pewnej europosłanki. Ostatnio uaktywniła się w związku z zaskakującą decyzją o ustąpieniu z urzędu Ojca św. Benedykta XVI (o tej sprawie zamierzam po 28 lutego napisać osobne rozważanie, bo osoba tego – skądinąd wyjątkowego Papieża – bez wątpienia zasługuje na szczególne potraktowanie). Napisała (przytaczam tylko parę słów, bo w tym miejscu trudno cytować tego typu żałosne i złośliwe wynurzenia): „W świetle decyzji Benedykta JPII skarlał…”. Pomijam fakt, że pomimo takich czy innych tytułów jej znajomość prawa kanonicznego jest raczej znikoma albo żadna, bo to jednak nie to samo co statut PZPR. Tyle jednak chyba wie, a przynajmniej powinna, że prawo do zrezygnowania z urzędu przysługuje każdemu duchownemu (w tym także papieżowi) jak psu zupa. A to czy z tego skorzysta czy nie zależy od wielu czynników, z których najważniejszym jest właściwie rozumiana, odpowiedzialna troska o powierzoną mu Owczarnię. Pani „racjonalistce” to jednak nie mieści się w główce. Podobnie jak coś innego: zapewne 8 lat temu Kościół i świat potrzebował odejścia „w stylu” (proszę wybaczyć określenie) Jana Pawła II, który przez to właśnie jak odchodził był nam wyjątkowo bliski. Życie tylu chorych, cierpiących, konających mogło choć na chwilę nabrać blasku i zostało ocalone od bezsensu. Ale to dla kogoś, komu (jak można wnioskować choćby po wypowiedziach mówionych i pisanych) tego rodzaju przeżycia duchowe są raczej obce jest trudne do zrozumienia, a tym bardziej do zaakceptowania. Natomiast Benedykt XVI zdecydował, by inaczej zakończyć „czynną” służbę Kościołowi. I znów nasuwa się refleksja: Ciekawe czy wielu byłoby takich, którzy dla wyższych wartości potrafiliby oderwać się np. od eurokoryta? Proponuję przemyśleć tę kwestię i pamiętać: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”. Możesz się doigrać. I nie pomogą ani brukselskie salony, ani Komisja Praw Kobiet i Równouprawnienia, ani przyjaźń polsko-tajwańska, ani Krzyż Zasługi.

      Od początku swego istnienia Bożą cierpliwość usiłują wypróbowywać członkowie ugrupowania oddającego cześć i chwałę (nawet już z nazwy) swemu twórcy. Tak naprawdę to nie warto o nich pisać, ani się tym zajmować, ale po ostatnim wyskoku jednego z najbardziej aktywnych wazeliniarzy szefa (tym od “bohomazów), który za wszelką cenę chce się „wykazać”, postanowiłem jednak wreszcie „rozprawić się” i na tych łamach z pewnym – piszę to z całą odpowiedzialnością – mitem, tak chętnie szerzonym we współczesnej Polsce i świecie. Wybaczcie P.T. Państwo, ale ja naprawdę muszę o tym napisać, choć nikt mnie jakoś szczególnie do tego nie upoważniał. Czynię to z własnej woli i opinie poniżej zawarte są moimi prywatnymi opiniami. Czas przemiany, oczyszczenia i nawrócenia jakim jest Wielki Post skłania mnie, by podjąć taki krok, a poza tym nie chcę, by i mnie, schorowanego rencistę posądzono o próbę – jak to się do znudzenia powtarza – zamiatania sprawy pod dywan. Cały bowiem jazgot wokół problemu pedofilii w Kościele staje się nie do zniesienia. Czarę goryczy przelał wspomniany sługus władcy i pana m.in. na Polmosie w Lublinie, który miał czelność napisać do ustępującego papieża m.in. takie słowa: „(…) zwracam się do Ojca z prośbą, aby przed swoim odejściem wynagrodził Ojciec cierpienia polskich ofiar księży pedofilów i ustanowił fundusz na odszkodowania, np. w wysokości 5 000 000 000 EUR, gdyż ofiar duchownych pedofilii może być w Polsce nawet blisko 300 tysięcy". Pomijam fakt, że kultura wymaga by zwracać się do Ojca św. pełnym tytułem. Ciekaw jestem jak zareagowałby „wybraniec ludu”, gdyby zwrócono się do niego per: „Panie …ośle”? Taka dygresja. Zapytacie Państwo pewnie dlaczego użyłem wcześniej słowa „mit”? Otóż sposób w jaki problem przedstawiają media jest niewątpliwie mitem. Zmarły przed dwoma laty abp Józef Życiński, którego wypowiedzi (szkoda, że nie wszystkie) tak chętnie nadal przytaczają niektóre „wrzaskliwe” i „postępowe” media (kilka dni temu nasza TV wyemitowała nawet film mu poświęcony), tak odniósł się do tej kwestii: „Przypadki pedofilii wśród duchownych stanowią niewielki procent w całej skali tego zjawiska. (…) Oceniamy tak jak Ojciec Święty te bolesne przypadki, które były wyrazem nowych ran Chrystusa w ciele Kościoła. Ale równocześnie z amerykańskich danych statystycznych, gdzie najwnikliwiej opracowano analizy socjologiczne, wynika, że duchowni uwikłani byli w 2% przypadków pedofilii stwierdzonych w Stanach. Pozostałe 98% to inne grupy społeczne. Tu nie chodzi o to, by sobie poprawiać samopoczucie i mówić "a to oni" i wyliczać, kto jest najgorszy.(…). Chodzi o to, by widzieć pełnię obrazu, by nie sprowadzić dramatu do poziomu polowania na kozła ofiarnego, gdzie się wskaże jedną grupę i jej się każe tłumaczyć i ją się obwinia, natomiast o pozostałych grupach nawet się nie wspomni. Może się rodzić pytanie: w jakim stopniu kleryk drugiego roku z Lubartowa czy z Kraśnika ma obowiązek tłumaczyć się z dramatów, z tragicznych wydarzeń, które 30 lat temu miały miejsce w Milwaukee?” Tyle arcybiskup Życiński. Idąc dalej w naszych rozważaniach musimy stwierdzić, że zło, w przeróżnej postaci było, jest i pewnie będzie. Także w Kościele, który przecież jest instytucją nie tylko boską, ale też i ludzką, razem ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zastanawiam się jednak skąd autor listu do papieża czerpie swoje dane? Jestem duchownym i znam Kościół także „od wewnątrz”. Mogę w tym miejscu Państwa zapewnić, trzymając rękę na sercu: Wedle mojego rozeznania problem, o którym mówimy jest mniej niż marginalny i stanowi nie tyle procent, co raczej ułamki promila. Ale i za to zło, bez wątpienia wyjątkowo odrażające i bolesne, jak też za każde inne, co niestety jest nieodłącznym elementem słabej ludzkiej natury, wciąż przepraszamy Boga i siebie wzajemnie. Czynili to również papieże z Benedyktem XVI włącznie. Następna sprawa: Zło musi być ukarane i naprawione. Co do tego nikt normalnie myślący nie ma najmniejszych wątpliwości. Jeśli zostało przekroczone prawo i uczciwy sąd uzna winę kogokolwiek (w tym także, a może przede wszystkim – duchownego) należy ponieść karę i naprawić krzywdę. Ale, mój Boże, nie można przecież odpowiadać za czyny, których się nie popełniło. A ileż to jest przypadków, w których chodzi tylko i wyłącznie – poza pieniędzmi – o to, by komuś odebrać dobre imię, podeptać go, oczernić, zniszczyć. Łatwo bowiem kogoś obrzucić błotem, którego później zetrzeć nie sposób. A już szczytem podłości jest wyznaczenie z góry Ojcu św., który w omawianej sprawie zrobił bardzo wiele, wielkości kwoty, którą ma zgromadzić na – tak naprawdę – bliżej nieokreślony cel. Zastanawiam się czy to „próbowanie” Josepha Ratzingera, czy Benedykta XVI; Następcy św. Piotra czy samego Chrystusa?

      Trudne czasy przeżywa Chrystusowy Kościół. A nie wiadomo czy gorsze jeszcze nie nadejdą. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, iż wciąż Pan Bóg jest wystawiany na próbę. On jednak tylko wie jak długo jeszcze będzie na to pozwalał, bo bez końca tego czynić nie można. Właśnie na ten temat pięknie mówił Benedykt XVI przed trzema laty. Dzisiaj jego słowa nabierają szczególnego znaczenia: „W minioną Środę Popielcową pokutnym rytem posypania głów popiołem rozpoczęliśmy Wielki Post, czas duchowej odnowy — przygotowania do dorocznego świętowania Wielkanocy. Ale co oznacza podjęcie wielkopostnej drogi? Obrazuje nam to Ewangelia tej pierwszej niedzieli, mówiąca o kuszeniu Jezusa na pustyni. Św. Łukasz Ewangelista opowiada, że po chrzcie otrzymanym od Jana Jezus, «pełen Ducha Świętego, powrócił (...) znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła» . (…)Kusiciel sugeruje, by Jezus uczynił spektakularny cud: by rzucił się w dół z murów świątyni, każąc aniołom, aby Go uratowali, dzięki czemu wszyscy uwierzyliby w Niego. Lecz Jezus odpowiada, iż Boga nigdy nie można wystawiać na próbę (por. Pwt 6,16). Nie wolno nam "robić eksperymentu" w którym Bóg musiałby odpowiedzieć i okazać, że jest Bogiem: musimy w Niego uwierzyć! Nie możemy traktować Boga jako "materiału" do naszego "eksperymentu"! (…). "Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego ..." - złudna jest pokusa wielkości i potęgi. Nie próbuj dać się złapać na tę przynętę, bo albo staniesz się tyranem i będziesz znienawidzony, albo będziesz satrapą, marionetką w rękach sił, które i tak od ciebie nie zależą. Mirażem i ułudą jest każda wielkość i potęga, oparta na ludzkiej sile i bogactwie. Zobacz tylko tych współczesnych "wielkich tego świata". Iluż z nich jest już tylko karykaturami człowieczeństwa, ilu z nich jest naprawdę wielkich, a ilu z nich jest tak głęboko znienawidzonych, że najlepiej byłoby dla nich gdyby "znikli z horyzontu"”.

/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Magda dnia 17.02.2013
"Bon moty" Senyszyn... i wszystko jasne. Kloaka, jakich mało, i niejeden niewierzący również to potwierdzi.
"Z głupkami nie ma sensu rozmawiać" - podsumował ją kiedyś Cejrowski - obawiam się, że na więcej, niż to jedno wymowne zdanie, nie zasługuje.
Pozdrawiam
#2 | Artur dnia 17.02.2013
Bardzo mądry wpis. Ma ksiądz całkowicie rację - problem opisany w notce dotyka wszystkich grup społecznych. Nagłaśnia się celowo przypadki dotyczące księży żeby atakować kościół. Ruch szambiarza ma taki cel - zjednać sobie ultralewaków nastawionych negatywnie do kościoła, bo SLD w tym jest według nich za miękki. Mnie natomiast dziwi jeszcze co innego. Jakim kretynem trzeba być, aby napisać coś takiego o JPII? Nawet niewierzący mający odrobinę oleju w głowie powinien jako człowiek docenić potencjał intelektualny JPII, a nawet jeśli nie to to chociaż fakt dojścia na najwyższy szczebel w hierarchii Kościoła. Mówię o niewierzących. Zatem tego typu ataki świadczą o jakimś kompletnym braku obiektywizmu i zaslepieniu. Pomijając fakt że jest to antypolskie. Pozdrawiam
#3 | XWM dnia 17.02.2013
Drogi Panie z "bandy". Staram się w każdym moim wpisie zachowywać - jak to Pan określił - "odrobinę przyzwoitości". Moje rozważania są może nieraz dosadne, ale nie przypominam sobie, bym kogokolwiek w nich obraził. Jeśli ktoś pomimo tego mógłby się czuć dotknięty - z góry przepraszam. Zamieszczona wyżej wypowiedź p. Amelii świadczy o jej głębokim zrozumieniu moich intencji. W przeciwieństwie do Pana. Nie miałem najmniejszych zamiarów kogokolwiek straszyć. Nie taka moja rola. Natomiast zarówno mnie jak i Pana (zakładam, że jest Pan osobą wierzącą, o czym świadczy choćby ostatnie zdanie Pańskiego wpisu) dotyczy PRAWDA WIARY: "Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze". Czy to także groźba? A gdy idzie o Krzyż zasługi i inne "osiągnięcia" (medal Komisji Edukacji Narodowej, wiceprzewodnicząca Polsko-Tajwańskiego Zespołu Parlamentarnego, członkowstwo w Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia, członkini w Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami - trzeba przyznać, niezły rozrzut) to są fakty z życiorysu dotyczącej, które chyba w niczym jej nie uchybiają. No, może wskazują z kim "mamy do czynienia". Poza tym, jak każdy obywatel tego (ponoć wolnego) kraju mam niezbywalne prawo odnosić się do wypowiedzi osób publicznych. Nieprawdaż? Dzięki za polemikę i pozdrawiam. XWM
P.S. Pani Amelio. Jak zawsze tryska Pani błyskotliwością i wspaniałą odwagą. Po przeczytaniu wpisu mam wrażenie, że czyta Pani w moich myślach. Za zrozumienie i wszelką życzliwość z serca dziękuję zarówno Pani, jak i wszystkim czytającym moje słowa.
#4 | Jacek Mruk dnia 17.02.2013
Sługusy diabła liczą na splendor i apanaże. Tymczasem szatan tylko na piekło ich skaże. Póki co plują jadem by się wyróżnić. Chcą także zgorszyć tych co znają wartość cnoty.
Błogosławieni którzy nie ujrzeli ,a uwierzyli.
Pozdrawiam
#5 | Jeden z bandy dnia 17.02.2013
Teren sliski.

Mozna zrozumiec,albo przynajmniej starac sie zrozumiec,ze kazdy bedzie obstawal przy swoim.Ba!Nawet kazda ze stron bedzie miala racje.
Nie znam,ani ksiedza,ani "pewnej europosłanki".
Mysle,ze kazdy ma prawo wypowiadania swoich wlasnych refleksji z zachowaniem odrobiny przyzwoitosci,a takze na tym portalu.Sam nieraz zastanawiam sie(czy i ja tez dobrze robie) czy czasem "niektorzy" nie wyrownuja tu swoich kont.
Jakos dziwnie zareagowalem czytajac:"Możesz się doigrać. I nie pomogą ani brukselskie salony, ani Komisja Praw Kobiet i Równouprawnienia, ani przyjaźń polsko-tajwańska, ani Krzyż Zasługi".
Zbrzmialo to jak grozba.Mysle ,ze sie myle ,bo nie o to tu chodzi.

"Poznacie prawde,a prawda Was wyzwoli".
Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną