Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Zazwyczaj na tych łamach piszę o sprawach trudnych, wręcz „dołujących”. Dziś będzie inaczej. Mając przez cały czas na uwadze przewodnią myśl tego rozważania chcę przytoczyć niezwykłą postać, która – o czym jest głęboko przekonany – często powtarza: „Odejdź ode mnie Panie…”. Na jednym z portali czytamy m.in.: „Ojciec John Baptist Bashabora to kapłan, charyzmatyk, doktor teologii duchowości i psycholog. Urodził się w 1946 roku w Bushenyi w Ugandzie. Jako dziecko został osierocony przez ojca, którego otruła ciotka.
10.02.2013r.


„Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.

      To jedno z najpiękniejszych wyznań jakie kiedykolwiek człowiek wypowiedział względem Boga. Piotr po cudownym połowie ryb natychmiast skojarzył, że ma do czynienia z Kimś wyjątkowym. Znał też swoją ludzką małość. Był jednak na tyle uczciwy względem Pana i samego siebie, by zrozumieć, że Mesjasz nie powinien „zadawać się” z kimś takim jak on. Wyznanie: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” – wskazuje na coś, co w ludzkim wnętrzu, w jego najgłębszych pokładach, jest najwspanialsze. Przebija przez nie najdoskonalsza pokora i prostota serca. Nic dziwnego, że Chrystus natychmiast dostrzegł prawość charakteru porywczego skądinąd Szymona i zaczął przygotowywać go na głównego sternika łodzi Kościoła. O tym wyborze, jak można domniemywać, nie zadecydowały jakieś szczególne uzdolnienia Apostoła, układy, wazeliniarstwo czy pozycja społeczna, lecz te cechy, które już przy pierwszym zetknięciu się z nim wzięły górę nad istniejącymi przecież i wyraźnie zaznaczającymi się ułomnościami. Rozważając tę kwestię pozwolę sobie (wybaczcie Państwo) na osobistą refleksję. Proszę nie traktować jej jako taniej kokieterii. To bardzo osobiste przemyślenia i raczej nigdy bym o nich nie pisał publicznie, choćby ze względu na fakt, że nikt z nas (a ja szczególnie) nie jest ideałem. Gdy jednak analizuję swoją pozycję życiową, gdy dostrzegam własne ułomności, wciąż chcę powtarzać: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. A Pan nie odchodził i wciąż jakoś odejść nie chce. Choć raczej – tak po ludzku sądząc – powinien. Mało, że nie odszedł, to przewidział jeszcze dla mnie kapłaństwo. W podobnej sytuacji, jak mi wiadomo na podstawie rozmów z wieloma moimi przyjaciółmi kapłanami, jest wielu moich współbraci, których przy okazji serdecznie pozdrawiam. Dlaczego tak się dzieje? Doprawdy nie wiem. Oni też pewnie nie wiedzą. Niewątpliwie Pan ma tę niezwykłą umiejętność zauważania w człowieku – często głęboko ukrytych – nawet najmniejszych pokładów dobra. I odwrotnie – umie poznać od razu, że dany „delikwent” to zwykły – jakbyśmy to nazwali używając popularnego określenia – „zimny drań”, który jest niezwykle „odporny” na działanie Bożej łaski. Wręcz tego unika, jak diabeł wody święconej. I ze względu na tę zatwardziałość Boża pomoc jest w jego przypadku nieskuteczna, albo skuteczna w znikomym zakresie. Znam jednego kapłana, który często lubi powtarzać, że gdyby osła ubrać w mundur, garnitur czy nawet suknię duchowną, to i tak dalej będzie osłem. Coś w tym chyba jest. Trzeba bowiem mieć zdolność dostrzegania piękna ludzkiego wnętrza. To ono decyduje o jego wartości. Im bardziej owo wnętrze podatne jest – pomimo swej niedoskonałości i wbrew wielkiej liczbie popełnionych błędów – na Boże działanie, tym człowiek jest pokorniejszy, a przez to bliższy Bogu. Choć – naprawdę szczerze – będzie się wzbraniał i prosił: „Odejdź ode mnie Panie…”. I to na pewno nie będzie udawanie. Wiem coś o tym. Jeszcze raz proszę o wybaczenie. To może zbyt głębokie i bardzo osobiste wynurzenia, ale przez to niezwykle autentyczne. Wydaje się, że pewnych spraw nie potrafimy nigdy do końca zrozumieć. Może to i lepiej.

      Zazwyczaj na tych łamach piszę o sprawach trudnych, wręcz „dołujących”. Dziś będzie inaczej. Mając przez cały czas na uwadze przewodnią myśl tego rozważania chcę przytoczyć niezwykłą postać, która – o czym jest głęboko przekonany – często powtarza: „Odejdź ode mnie Panie…”. Na jednym z portali czytamy m.in.: „Ojciec John Baptist Bashabora to kapłan, charyzmatyk, doktor teologii duchowości i psycholog. Urodził się w 1946 roku w Bushenyi w Ugandzie. Jako dziecko został osierocony przez ojca, którego otruła ciotka. Matka została wypędzona. Do osiągnięcia pełnoletniości wychowywała go rodzina wuja. O tym, że nie są oni jego prawdziwymi rodzicami, ks. Bashabora dowiedział się dopiero w dniu święceń kapłańskich, gdy miał 26 lat. Ciotka wyznała mu też, że chciała go zabić podając mu jako dziecku zatrutą owsiankę, ale naczynie rozpadło się w czasie modlitwy przed posiłkiem, którą odmawiał chłopiec. (…). W Ugandzie o. Bashobora prowadzi sierocińce, buduje szkoły dla swoich sześciu tysięcy wychowanków, opłaca ich naukę, uczy, kim są i że mają prawo coś osiągnąć. Wszelkie honoraria, które otrzymuje za prowadzenie warsztatów i rekolekcji, oraz darowizny przeznacza na ten cel. Doktorat z teologii duchowości zrobił na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Nie zachowuje się jednak jak typowy doktor nauk - nie zajmują go wykłady ani teorie, bo nie do wykładów ma powołanie. Ale wiedza jest mu potrzebna, by być bliżej człowieka. (…) Sprawia czasem takie wrażenie, jakby wciąż było w nim coś z tego kilkuletniego dziecka, jakim był, kiedy zobaczył na obrazku , i zapragnął, że chce być taki jak ten z obrazka. Jak zapragnął wtedy, tak robi dziś - z Biblią nie rozstaje się ani na chwilę; całą drogę trzyma ją na kolanach, jak my swoje tablety. Za dziecięcą naiwność łatwo można wziąć jego zaufanie temu, co w niej napisane, i że wciąż się do tego odwołuje. Jakby chciał powiedzieć: zostawcie te wszystkie wasze ważne sprawy, zajmijcie się najważniejszymi!”

      Kiedy na studiach sędziwy profesor teologii moralnej mówił nam, że przyjdą takie czasy, gdy misjonarze z Afryki będą nawracać mieszkańców Europy uznawaliśmy to, w najlepszym razie, za coś w rodzaju poetyckiej metafory. Codzienność pokazuje, że miał rację. Kapłani z tzw. „trzeciego świata” pewnie częściej powtarzają Chrystusowi: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. I mówią to nie tylko ustami, ale głównie sercem. A Pan nie tylko nie odchodzi, ale przylega do nich jeszcze mocniej. Taka jest bowiem Jego zbawcza ekonomia i swoista polityka względem człowieka. Im prostsze, pozbawione obłudy i wyrazistsze serce, tym bliższe jest Bogu. Takim jest bez wątpienia serce ugandyjskiego kapłana. Podkreśla bardzo często, że to nie on zaprasza wiernych tylko Jezus. Stąd określanie tego księdza mianem „uzdrowiciel” (dobrze że nie szaman czy szarlatan) jest nie na miejscu, a tak się usiłuje o nim pisać, by jego posługę sprowadzić do rangi jakiejś bliżej nieokreślonej magii czy zwykłego wstecznictwa, tak charakterystycznego dla ciemnogrodu. Pani minister(tra) zapytana czy uda się na spotkanie z ojcem stwierdziła, że nie, bo – póki co – jest zdrowa. A on tylko (i aż) realizuje swoje powołanie będąc narzędziem w ręku swego Mistrza. Będzie okazja pomodlić się z tym niezwykłym człowiekiem 6 lipca tego roku na Stadionie Narodowym (wreszcie jakaś korzyść z tego obiektu). Gorąco zachęcam tych, którzy mają możliwość, do udziału w specjalnych nabożeństwach z udziałem tego charyzmatycznego kapłana. Pamiętajmy przy tym, że spotkanie z Bogiem przez jego posługę ma służyć przede wszystkim UZDROWIENIU NASZYCH DUSZ.


/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | XWM dnia 10.02.2013
Dziękuję za budujące wpisy. Zdaję sobie sprawę, że tematyka tutaj poruszona jest niezwykle obszerna. Przyjdzie jeszcze - jak Bóg pozwoli - do niej powrócić. Tymczasem ślę Państwu serdeczne pozdrowienia.
#2 | Jacek Mruk dnia 10.02.2013
Smutne że wielu kapłanów w Polsce zapomina swojej roli wyznaczonej.Może wzorzec z Afryki ich zbudzi z letargu.
Pozdrawiam
#3 | Kazia dnia 10.02.2013
XWM - jakie to niedzisiejsze co Ksiądz podnosi - obecnie gdy posłucha się wypowiedzi "elit", popatrzy na I strony gazet to widać że skromność i świadomość prawdy o sobie jest na ostatnim miejscu. Ale zgadzam się z Księdzem, to co modne przemija, nie pozostawia cienia w pamięci, a to co wartościowe jest na zawsze, jak skała. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną