Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

To, czego najbardziej boi się obecna władza, o czym świadczy między innymi wygaszanie wiedzy o historii, jest docenienie przez nas, Polaków, wartości sztafety pokoleń. Uznanie, że możemy być godnymi potomkami naszych antenatów. Że rozumiemy wysiłek i poświęcenie, jakie wkładali w walkę o lepszy los, dla siebie i dla nas, i że chcemy być ich godni. Że będziemy nie mniej uparci i nieustępliwi w staraniach o nasz kraj i państwo.
28.01.2013r.


Przez Plac Saski czerkieskie sotnie pędzą
A przed zamkiem sto ognisk dzisiaj płonie
Jak pan robi to, Wasza Ekscelencjo
Że po każdej nienawidzą Cię stronie?

Jerzy Czech



     Sejm III RP nie ustanowił roku 2013 Rokiem Pamięci Powstańców Styczniowych. Nie „zauważono” nawet 150. rocznicy wybuchu tego narodowowyzwoleńczego zrywu. I co? I nic! Żadnych głośnych protestów, manifestacji, głodówek, w mediach jedynie jakieś pojedyncze głosy oburzenia podnoszone przez „oszołomów”, oczywiście skutecznie zgłuszone medialną watą cukrową.

Preludium

     Gwarantuję, że jest wiele osób, które słyszały na Wawelu huk w krypcie srebrnych dzwonów. To Marszałek przewracał się w trumnie... Pomija się zresztą i inne „drobiazgi” nie pasujące do sielankowego obrazu kraju cudów Tuska. Ogłoszono rok Juliana Tuwima piszącego śliczniusie wierszyki dla dzieci i dla Stalina. Dla dzieci lubił, a dla Wielkiego Językoznawcy musiał. Tak twierdził sam Tuwim. I przyznać trzeba, że jego twórczość, nieco zapomniana, to nie tylko dziecięce rymowanki i peany na cześć komunistów. ”On był wielki i głupi” – tak o dawnym przyjacielu mówił Kazimierz Wierzyński. Nie o rok Tuwima tu jednak idzie... Chodzi o to, że swojego symbolicznego roku nie mają bohaterowie największego i najdłuższego polskiego powstania narodowowyzwoleńczego pod zaborami.

Dlaczego walczymy?

     Po co w ogóle było to Powstanie Styczniowe? Nie lepiej było siedzieć w domu, bogacić się i płodzić dzieci? Przecież tyle ludzi zginęło, tyle majątków utracono, tyle strat i krzywd, i nic w zamian. Tylko represje, wyroki i zsyłki. Nic w zamian. Po co?

     Kiedy ludzie chwytają za broń, wychodzą na ulice? Kiedy są doprowadzeni do takiego stanu, że tylko iskra jest potrzebna do masowego buntu, społecznej eksplozji? Odpowiedź jest niezwykle prosta – kiedy po kolei zostają pozbawieni podstawowych praw, możliwości rozwoju, bezpieczeństwa, możliwości kultywowania tradycji i wiary, a na końcu chleba. Kiedy ceną bezpieczeństwa ekonomicznego, złudnego zresztą, jest upodlenie duszy i rozumu, wyrzekanie się korzeni i tradycji, zaprzedanie się obcym wbrew własnej kulturze zasadom i wartościom. Kiedy mówiąc do siebie zaczyna się mówić w obcym języku. Do pewnego momentu można próbować się dostosować – wiele małych narodów w ten sposób przestało istnieć. Można się starać z tym pogodzić albo emigrować, ale zawsze to będzie udawana wolność, pozorne szczęście, tymczasowa ojczyzna.

     Powstanie Styczniowe, pomijając wybór samego terminu rozpoczęcia, wybuchło dlatego, że Polacy, mieszkańcy jednej z prowincji ogromnego imperium, byli traktowani źle, bezdusznie i bezwzględnie. Nie tylko próbowano ich wynarodowić, pozbawić tradycji i wiary przodków, ale, co zdaje się najważniejsze, wyraźnie odmówiono im tego, co każde państwo powinno dawać swoim obywatelom – możliwości normalnego życia, rozwoju ekonomicznego i intelektualnego w zgodzie z własnymi oczekiwaniami i aspiracjami.


Artur Grottger (1837-1867) "Przysięga" (z cyklu "Lithuania")


Czcijmy cicho krwawą klęskę

     Jedną z doktryn propagandy komunistycznej było takie wypaczanie historii, aby udowodnić dwie podstawowe tezy. Pierwsza – zawsze „Panowie” byli wrogiem, albowiem gnębili i zniewalali lud, a wszystkie walki od niepamiętnych czasów miały na celu wyzwolenie ludu. Pierwsza teza pozwalała czcić, nawet oficjalnie i państwowo, powstania narodowe jako antycarskie, uczyć się o różnych organizacjach konspiracyjnych (np. filomatów) czy świętować rocznice niektórych bitew. Oczywiście podkreślając zawsze ich ludowowyzwoleńczy charakter.

     Był w tym jednak pewien „haczyk”, bardzo dla komunistów niewygodny – podkreślając osiągnięcia bojowe tych różnych organizacji czy wojsk powstańczych, można by dojść do wniosku, że jeszcze potrafimy wygrywać. Przyjęto więc generalną tezę drugą - świętowania klęsk. W skrócie wyglądało to tak – owszem, Polacy się bili, mężnie i chwalebnie, za wolność naszą czyli ludu i waszą czyli innego ludu, ale zawsze sromotnie na koniec przegrywali. Dopóki im nie pomogła Armia Radziecka oczywiście. Czyli jeszcze krócej – Powstania tak, zwycięstwa nie. Oczywiście wojny 20-go roku nie było wcale, nie mówiąc o agresji 17. września i kilku innych takich drobnych wydarzeniach, ale o powstaniach było wolno mówić i czcić. Nawet w telewizji.

Dziś powstania są bez sensu

     Taką tezę promuje dzisiejsza propaganda. I jeśli komuś naiwnie się wydaje, że wynika to z głębokich analiz historycznych, czy innych intelektualno-moralnych rozważań, to pragnę rozwiać jego nadzieje. Powyższa teza wynika jedynie z bieżących, pragmatycznych potrzeb. Powstania nie wybuchają z nudów, nawet te polskie. Wynikają w głównej mierze z bezradności wobec aparatu państwowego. Aparatu, który nie dość że nie spełnia oczekiwań obywateli, to jeszcze obciąża ich bez opamiętania tylko dlatego, że sam jest niewydolny i skorumpowany. Analogii do dzisiejszej sytuacji poszukajcie Państwo sami, ja tylko podkreślam fakt, że teraz już nawet o przegranych powstaniach nie wypada głośno mówić. Dzisiejsza władza, wybierana podobno w demokratycznych wyborach, sądząc po tym, co robi, boi się społeczeństwa bardziej niż kiedyś komuniści. Oni chociaż mieli Armię Czerwoną.

Logika dziejów

     Mieliśmy kiedyś własne, wielkie i silne państwo. Rozmieniliśmy je na drobne, po czym przepili i przegrali w karty. A kiedy zorientowaliśmy się, że jest już prawie całe przepite i przegrane, rzuciliśmy się żeby je ratować. To się nie mogło udać, za daleko był posunięty proces rozkładu, i to wielkie i silne niegdyś państwo zniknęło z mapy. A razem z nim zniknął spokój, dostatek, sprawiedliwość, edukacja, wszystko co dla narodu jest ważne. Staliśmy się na własnej niegdyś ziemi ruganą mniejszością, tępioną niczym szczury po piwnicach. Prawie 130 lat trzeba było konspirować, walczyć, często cierpieć i umierać, żeby przestać być obywatelami drugiej kategorii. Czy była inna droga? Czy wydaje wam się, że Polak który się zruszczył lub zniemczył doznawał szczęścia w nowej narodowości?

     Wręcz przeciwnie, stawał się zdrajcą dla obu narodów, tracił godność i szacunek dla samego siebie. Daleka emigracja nie była niczym lepszym, mijały całe pokolenia, żeby zrosnąć się z nowym krajem lub... wrócić do Polski. Trzeba było bardzo mądrze wykorzystać każdą okazję dziejową jaka się nam trafiała, aby za którymś razem się udało. I udało się w 1918, wielkim wysiłkiem i niemalże cudem. Wielkie jak na owe czasy, silne i ambitne państwo odrodziło się jak feniks, odepchnęło przeciwników i zaczęło się rozwijać. A co ustanowiło jedną z największych wartości? Pamięć o tych wszystkich, którzy o nie przez te prawie 130 lat nieistnienia walczyli. Dlaczego? Bo to gwarantowało, że o nie też ktoś się w razie potrzeby będzie bił. Zakładano, i słusznie, że taka potrzeba prędzej czy później nastąpi.

     Własne, niepodległe, suwerenne, mądrze i sprawiedliwie rządzone państwo nie jest nigdy darem niebios, tylko wynikiem ciężkiej pracy tworzących je obywateli. Pod warunkiem, że choćby jakaś część tych obywateli rozumie i świadomie tworzy właściwe mechanizmy kształtujące to Państwo. Taka była w dużej mierze II Rzeczypospolita.

     Choć nie udało się uniknąć wielu błędów, w niesamowicie krótkim czasie, z kompletnie nie pasujących do siebie elementów, stworzono wbrew pozorom dobrze funkcjonujący i niesamowicie dynamicznie rozwijający się kraj. Kraj ambitny i dokonujący wielkiego skoku cywilizacyjnego, w którym szczególnie zadbano o rozwój i wychowanie następnych pokoleń. Dość charakterystyczny dla tego okresu był proces powracania Polaków z emigracji – czuli, że wracają do siebie.

Czy to jest ta nasza Rzeczypospolita?

     To, że Polacy dążyli w okresie zaborów czy okupacji do odzyskania własnej państwowości, wie jeszcze na szczęście zdecydowana większość społeczeństwa. Ale gdyby tak przeprowadzić uczciwą sondę społeczną z pytaniem „Ale po co?” nie byłbym już pewien wyników. Zatraciliśmy w większości zdroworozsądkowe podejście do własnego państwa, tak ważne i tak charakterystyczne dla II Rzeczypospolitej. Otóż odpowiedź na powyższe pytanie jest niezmiernie prosta – „Państwo jest nam potrzebne po to, aby nam się lepiej (bezpieczniej, dostatniej, mądrzej, kulturalniej) żyło”.

     Jeśli organizm państwowy w którym żyjemy jest niewydolny, nieskuteczny, za drogi lub po prostu nie działa, a co najgorsze, zaczyna działać na szkodę obywateli, należy go natychmiast zreformować. Zaś jeśli ten aparat państwowy jest utrzymywany przy władzy przy pomocy obcych armii – to co pozostaje obywatelom? Dostosowanie się, emigracja albo walka. Wystarczy dołożyć do tego element narodowy (rządzą nami obcy) i religijny (nie uznają naszej wiary). I mamy rok 1863. Albo jakiś inny...

     Można by się zastanawiać, jak bardzo chore rojenia o europejskim supermocarstwie wpłynęły na zaostrzenie przez obecne władze cenzury własnej historii, ale jest faktem niezaprzeczalnym, że proces ten wzmógł się w ostatnich kilku latach. Dawną cenzurę komunistyczną zastąpiła tzw. „poprawność polityczna” rugująca polskość nie gorzej niż „Pionierzy” czy Hakata. To, że jedno z najważniejszych wydarzeń w polskiej historii nie znalazło godnego upamiętnienia, poprzez brak uchwały Sejmu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej o ustanowieniu symbolicznego Roku Powstania, każe postawić pytanie, czy czasem nie jest już to sejm Priwislańskiego Kraju.

Bijmy się, żeby nie było kolejnego

     Bitwa o pamięć o Powstaniu Styczniowym, tak samo jak o wiele innych ważnych wydarzeń z naszej historii, nie jest bitwą o przeszłość, tylko o przyszłość. I nie chodzi wyłącznie o rzeki wylanej krwi, tylko o wizję tego świata, w którym chcielibyśmy żyć. Powstańcy Styczniowi, i oczywiście nie tylko oni, chcieli naprawić swój świat. Gdy skończyła się nadzieja na ewolucję, wybrali walkę. Wtedy przegrali, ale dzięki ich wysiłkom zachowaliśmy godność niepodległego narodu, który można zwyciężyć, ale nie można pokonać. Są bohaterami nie tylko walki o niepodległość, ale o wszystko to co oznacza własne państwo. Dlaczego ma zniknąć pamięć o Powstańcach Styczniowych, Legionach, Armii Krajowej, Żołnierzach Wyklętych? Dlaczego najwyższa władza tego kraju woli upamiętnić dobrego, ale usłużnego poetę zamiast własnych bohaterów? A może po prostu to nie są jej bohaterowie?

     Pamięć o powstańcach to jednocześnie pamięć o próbach poprawy własnego bytu. Narodu, kraju, ale i własnej rodziny. Tak się już na tym świecie utarło, że najlepszym gwarantem poprawy własnego losu jest dobrze funkcjonujące państwo. Po to wykształciło się przez wieki, od wspólnot plemiennych do demokracji, żeby pomagać i chronić swoich obywateli. Jeśli tego nie robi, to po prostu nie jest nasze. I wtedy trzeba albo je zmieniać, albo z nim walczyć.

Sztafeta pokoleń

     To, czego najbardziej boi się obecna władza, o czym świadczy między innymi wygaszanie wiedzy o historii, jest docenienie przez nas, Polaków, wartości sztafety pokoleń. Uznanie, że możemy być godnymi potomkami naszych antenatów. Że rozumiemy wysiłek i poświęcenie, jakie wkładali w walkę o lepszy los, dla siebie i dla nas, i że chcemy być ich godni. Że będziemy nie mniej uparci i nieustępliwi w staraniach o nasz kraj i państwo. Lata komunizmu odebrały nam wiarę w siebie, wiarę w możliwości zmian. Co ambitniejsi z nas uciekali przez granice. Byli witani ciepło na zachodzie, jako osoby kreatywne i cenne dla społeczeństwa. Czy teraz wracają? Czy Polska się zaludnia czy wyludnia? Czy obecna władza promuje rodzinę, rozwój, edukację, czy może promuje emigrację jako drogę do samorealizacji?

     Jest takie powiedzenie, że nie dziedziczymy ziemi po naszych przodkach tylko pożyczamy od naszych dzieci. Jeśli przestaniemy się interesować losem Państwa w którym żyjemy, uznawać je za dobro najwyższe, to je za chwilę utracimy. Tak już było w historii – a bzdurne zapewnienia, że historia się nie powtarza, wbija się nam do głowy właśnie po to, żeby powtórzyła się szybciej.

     Bitwę o pamięć czas rozpocząć Broni mało, pora roku nie sprzyja, wróg przewagę ma wielką i zdrajców mrowie przy nim. W kraju bieda, korupcja i bezprawie. Tłumy pożytecznych idiotów prześcigają się w służalstwie. No cóż... Być może przegramy. Być może długie wyroki zastąpią niedobitkom dom i rodzinę, a państwo zniknie wchłonięte przez ościenne imperia. Być może. Ale kiedy, zgodnie z nasza wiarą, staniemy przed Panem, a On wskaże nam nasze miejsce w wieczności, to obok kogo przez wieczność chcielibyście siedzieć? Przy bezrozumnych władzach, czy poległych z honorem powstańcach?

     A jak nie przegramy?



Paweł Wasążnik

Materiał ukazał się w Nowym Biuletynie Łódzkim 25.01.2013
Gazeta wydawana jest w regionie łódzkim przez Fundację Strzelecką


/Magda/

Nasze blogi:







Komentarze
#1 | Magda dnia 29.01.2013
Jak się prześledzi przełomowe wydarzenia z przeszłości, to oczekiwanymi przymiotami charakteru wykazywała się jedynie mniejszość; reszta chciała (w najlepszym razie) mieć jedynie święty spokój.
Oby za bardzo nie przeszkadzali, a już będzie OK.
Pozdrawiam
#2 | Wincenty Koman dnia 28.01.2013
Panie Arturze!
Myślę, że "Myślenie" podaję link:http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=OkKKg8MEpf8#
#3 | Artur dnia 28.01.2013
Bardzo mądry tekst i potrzebny. W zasadzie taki manifest - co do końcówki, po prostu władza boi się że w końcu ludzie ruszą i jak pisze Stanisław Michalkiewicz salon będzie musiał się opowiedzieć albo po stronie pałujących albo po stronie pałowanych. Ale pytanie - czy jest coś co może ludzi ruszyć? Pozdrawiam
#4 | Jacek Mruk dnia 28.01.2013
Magda
O to chodzi by takie teksty jak Pawła Wasążnika rozsiewać w społeczeństwie , a zbudzi się wielu i zacznie zastanawiać .
Co potem ? Myślenie powoduje chęć zdobywania wiedzy.Niech tą drogą zaczną pilnować swojej miedzy.
Pozdrawiam
#5 | Wincenty Koman dnia 28.01.2013
Gratuluję Panie Pawle!

Wspaniałe powiązanie Powstania z dniem dzisiejszym i przyszłością.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną