Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Nie sądziłem jednak, że te, skądinąd pożyteczne „owoce ziemi i pracy rąk ludzkich”, potrafią – obok właściwych dla siebie przypadłości – wytwarzać w człowieku tyle jadu. A nie lepiej byłoby, zamiast tak „rzucać mięsem” zapisać się, drogi panie, na uniwersytet trzeciego wieku (może uda się przekonać odpowiednie czynniki, że w tym wypadku nie wymagały bezwzględnie świadectwa dojrzałości), postudiować teologię i dowiedzieć się czego Chrystus nauczał?
20.01.2013r.


„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie".

      Teologowie, kaznodzieje, rekolekcjoniści bardzo często nawiązują do tych słów. To zrozumiałe, bo wyrażają one wolę Maryi, która najlepiej wie, że tylko realizacja słów Jej Syna jest gwarantem ludzkiego powodzenia. Zarówno tego doczesnego, jak i ponadczasowego. Cóż, kiedy słowa Chrystusa obchodzą ludzi coraz mniej. Nie tylko ich się nie wypełnia, ale nie chce się ich nawet słuchać. Wielu bowiem uważa, że podporządkowywanie się Bożym nakazom jest atakiem na ich wolność. A to przecież niedopuszczalne. Każdy dzień i związane z nim wydarzenia przynoszą dowody na to, że ludzie w swoim obłędzie coraz bardziej się pogrążają. Uważają bowiem, że nic i nikt nie może im dyktować jak mają żyć. Przypadkowo usłyszałem dzisiaj w radiu piosenkę autorstwa wybitnej skądinąd „tekściarki”. Zasłuchane słowa jednak żadną miarą mi nie odpowiadają. Nawet gdyby brać poprawkę na fakt, że poetom wolno więcej. Być może, ale nie wszystko im wolno. Zapewne słyszeliście Państwo wyśpiewywane słowa:

„I tylko taką mnie ścieżką poprowadź
Gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
I gdzie muzyka gra, muzyka gra Nie daj mi Boże, broń boże skosztować
Tak zwanej, życiowej mądrości
Dopóki życie trwa, póki życie trwa”.

      Nie wiem czy to modlitwa, czy bluźnierstwo. No tak, lepiej całe życie być idiotą, niż uczyć się jak żyć. Nie uważam się za jakiegoś wytrawnego znawcę słowa pisanego, ale w tej materii nawet dziecko wie, że życiowa mądrość, jak sama nazwa wskazuje, służy właśnie życiu i jest w nim nieodzowna. Według poetki „póki życie trwa”, wcale jej nie potrzeba. No to kiedy? W trumnie? Wtedy już na nic się nie przyda. Ktoś powie: „Aleś się ksiądz przyczepił. Przecież poezja rządzi się swoimi prawami”. Być może, ale nie znaczy to wcale, że ma ogłupiać ludzi i czynić z nich bezmózgowców. Muzyka niech sobie gra, ale bez „życiowej mądrości”, którą zdobywamy od urodzenia do śmierci, nie sposób żyć. I choćby nie wiem jak głośno i melodyjnie wyśpiewywać, że jest odwrotnie – zawsze będzie to beznadziejna głupota. A gdzież szukać tej mądrości? Odpowiedź znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie".

      Chyba jednak nie robimy. A jeśli już to bardzo mało. Wiemy dobrze o swoich niedomaganiach. Dramatem jest natomiast, gdy nie tylko nie zamierzamy z nimi walczyć, ale usiłujemy się nimi wręcz afiszować. Bogu dziękować, że nie jest to – póki co – powszechny trend. Ale jednak jest. Kilka dni temu przeczytałem wypowiedź pewnego „muzyka”. Pomijam chamstwo i grubiaństwo, którymi on epatuje. Dla mnie o wiele bardziej „dołującym” jest fakt powszechnej aprobaty na te odrażające cechy. O jednym z polityków (przynależność partyjna i polityczne sympatie w tym wypadku są całkowicie bez znaczenia) wypowiada się tak (nie przytaczam wszystkich określeń, głównie ze względu na szacunek dla P.T. Czytelników): „Żaden ubek znany mi z imienia i nazwiska nie narobił tyle gnoju w relacjach między Polakami, co ten (…). Najbardziej parszywa postać, jaką pamiętam, a pamiętam nawet Władka Gomułkę dobrze. Powinno się go wpakować do Wastoka i wystrzelić w kosmos bez możliwości powrotu kiedykolwiek". Typowa „mowa miłości”, o której na tych łamach pisałem już bardzo wiele. Ale skąd się ona wzięła u tego pana? Nie dało mi to spokoju. Poszperałem i w powszechnie stosowanej internetowej (prezydenckiej) „encyklopedii” (a co?) znalazłem odpowiedź, która rzuca światło na postać naszego bohatera: „W latach 60. (…) uczęszczał do XVII Liceum Ogólnokształcącego im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Warszawie, jednakże szkoły nie ukończył. Pracował jako urzędnik w Zakładzie Technologii Spirytusu i Drożdży, a także w Głównym Urzędzie Statystycznym w Warszawie. W latach 70. podjął naukę w szkole wieczorowej z zamiarem uzyskania dyplomu maturalnego. Wkrótce potem muzyk ponownie porzucił naukę i wyjechał do Stanów Zjednoczonych. W latach późniejszych nie kontynuował edukacji”. Sprawa jest jasna. Wszystkiemu winne te drożdże zmieszane ze spirytusem. Jeszcze nie wywietrzało. Nie sądziłem jednak, że te, skądinąd pożyteczne „owoce ziemi i pracy rąk ludzkich”, potrafią – obok właściwych dla siebie przypadłości – wytwarzać w człowieku tyle jadu. A nie lepiej byłoby, zamiast tak „rzucać mięsem” zapisać się, drogi panie, na uniwersytet trzeciego wieku (może uda się przekonać odpowiednie czynniki, że w tym wypadku nie wymagały bezwzględnie świadectwa dojrzałości), postudiować teologię i dowiedzieć się czego Chrystus nauczał? Nie tylko dowiedzieć się, ale próbować to czynić, zgodnie z propozycją Maryi. A tak na marginesie, to zastanawiam się gdzie jest „minister od mowy miłości”? Już wiem. Słucha kazań.

      Ostatnimi czasy dość głośno się zrobiło wokół pewnego sędziego, który okazał się być tubą (tuleją?) propagandy. Pewnie uniknąłby powstałego w związku z jego – dość niefortunną, jak się wydaje (nie tylko mnie), wypowiedzią – zamieszania, gdyby posłuchał rady: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Nie słucha. I brnie dalej w oparach absurdu. Jak bowiem można wydać wyrok skazujący, a zaraz potem uzasadniać, że metody stosowane przez służby (ich przynależność nie ma tutaj najmniejszego znaczenia), które jako żywo doprowadziły właśnie do takiego, a nie innego wyroku, były niewłaściwe (czytaj: stalinowskie). Trudno o większy nonsens. Nie zamierzam dociekać, co kierowało sędzią. Tak do końca może nawet on sam tego nie wie. Jedno jest pewne: Stosując takie metody, wcześniej czy później musi się potknąć, upaść na zbitą… twarz i dotkliwie się sponiewierać. A posłuchaj, drogi panie, naszego Mistrza. Niech ci się nie wydaje, że jesteś nieomylny, bo nikt nie jest. On powie ci jak masz żyć i dlaczego w pewnych momentach trzeba zamknąć „buzię” (przepraszam za ten cudzysłów, choć organ wypowiadający takie bzdury trudno nazwać ustami) na kłódkę, by już więcej nie popełniać podobnych, beznadziejnie głupich lapsusów. Czy posłucha? Szczerze pisząc raczej wątpię. Pewien typ ludzi, gdy już zabrnie w ślepy zaułek, z uporem masochisty woli w nim trwać i solidnie obrywać, niż przyznać się do własnych błędów i próbować je naprawić. Mocno wierzę, że my nie należymy do takiej grupy. My, co daj Boże, nadstawiajmy ucha na głos Pana i – kierowani dobrą wolą – przynajmniej usiłujmy „robić wszystko, cokolwiek nam powie”. Oby tak było, bo to naprawdę sprawdzona i niezwykle skuteczna metoda.

/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Magda dnia 21.01.2013
Niewiele chyba różnimy się w interpretacji, więc ja mogę powiedzieć tylko: proszę nie zbaczać z obranego kursu.
#2 | XWM dnia 21.01.2013
Państwa wyjaśnienia przybliżyły mi nieco problem. Dzięki. Wygląda na to, że chyba zbyt racjonalistycznie podchodzę do wszystkiego. Proszę mi wybaczyć. Na usprawiedliwienie mam jedno: Ta przerażająca, często spersonifikowana głupota, która nas otacza sprawia, że dmucham na zimne. Ukłony dla Wszystkich.
#3 | Magda dnia 20.01.2013
XWM, dla mnie zacytowany tekst Osieckiej to utopijna mrzonka; piękna, życzeniowa i nierealizowalna nigdy prośba o życie lekkie, łatwe i przyjemne. Któż z nas by takiego nie chciał? Złośliwie nazwałabym to manifestem leminga.
A mniej złośliwie - tęsknym wołaniem o chwilę wytchnienia.
Problem w tym, że kto raz się przebudził z tego nierealnego snu, temu nie wystarczą już nocne wyprawy pod Kraków, długie rozmowy rodaków ani wysokonogie lasy. Przepadło na zawsze.
Błogosławieństwo to, czy przekleństwo? Chyba raczej to pierwsze.
Pozdrawiam serdecznie
#4 | Artur dnia 20.01.2013
Szczerze na temat tekstu Osieckiej się nie wypowiadam bo jest dla mnie zbyt skomplikowany, natomiast bardzo podoba mi się logiczny osąd wyroku i całego Tuleya - show. Hołdys, kiedyś był wielkim artystą. To wszystko na jego temat. Pozdrawiam księdza
#5 | XWM dnia 20.01.2013
Myślę, że to kwestia zrozumienia. Dla mnie najbardziej przemawia definicja "mądrości życiowej", którą proponuje Fundacja "Homo homini frater": "Mądrość życiowa to umiejętność właściwego postępowania. Człowiek mądry życiowo realizuje swoje przeznaczenie. Czy tylko człowiek inteligentny może być mądrym? Z pewnością do mądrości potrzebna jest wiedza. Ale mamy ludzi mądrze żyjących niewykształconych, a obok osoby z wyżyn intelektualnych, które twierdzą, że swoje prawidłowe postępowanie zawdzięczają nabytej wiedzy. Równocześnie wiele osób niewykształconych, ale i intelektualistów zwyczajnie głupio postępuje w życiu. (...) Osoba mądra przede wszystkim musi mieć serce".
Taką mądrość popieram i chciałbym zdobywać. A to zdobywanie jest - w mojej opinii - zależne od "słuchania i robienia tego, co nam powie Syn Maryi". Nie byłbym chrześcijaninem, a na pewno nie duchownym, gdybym myślał inaczej. Natomiast realizacja tych słów jest już zupełnie osobną kwestią. Pozdrawiam.
#6 | Kazia dnia 20.01.2013
"Nie daj mi Boże, broń boże skosztować
Tak zwanej, życiowej mądrości
Dopóki życie trwa, póki życie trwa”.
Według mnie to mądre słowa, bo "życiowa mądrość", taka ludzka, sprowadza się dla mnie do zalecenia, aby pójść na łatwiznę. I jest ciągłym pytaniem - "co ja z tego będę mieć"? Może lepiej zrezygnować z takiej "mądrości"? Może lepiej nie kosztować akurat takiego fermentu, a raczej "pić wino" z przyjaciółmi, starać się im pomóc i słuchać? Przede wszystkim chyba słuchać a nie zmuszać do posłuchu, co jest bodajże najtrudniejsze. Ale może tu jeszcze o coś innego chodzi w tym obrazie Kany Galilejskiej, jaki nam dziś serwuje Ewangelia? nie wiem.
Pozdrawiam i dziękuję za kolejne ciekawe refleksje.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną