Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Określony dobór słów skutecznie odsuwa konieczność szukania powodów opisywanego zjawiska. Nie trzeba szukać wśród przyczyn świadomego udziału osób trzecich. Sposób manipulacji słownej, jaki osiągnięto poprzez utrwalenie zbitki „katastrofa smoleńska” sięga najlepszych wzorców nowomowy stosowanej w okresie PRL-u, w którym tym sposobem „przykrywano” właściwe rozmiary zdarzeń i wpływano na ich ocenę oraz na zachowania, postawę i przekonania innych ludzi.
16.01.2013r.


     Katastrofa smoleńska… ten termin wrósł już w polską świadomość. Kojarzy się z „katastrofą gibraltarską”. Ale czy oznacza to samo? Zastanówmy się nad znaczeniem tego słowa „katastrofa”. Słownik Języka polskiego wskazuje, że katastrofa to: 1. «wydarzenie, w którym ginie wiele osób lub dochodzi do dużych strat materialnych» 2. «zjawisko tragiczne w skutkach, obejmujące swoim zasięgiem duży obszar» 3. «całkowite niepowodzenie jakiegoś przedsięwzięcia» 4. «w tragedii klasycznej: klęska, jaką ponosi bohater, będąca nieuchronną konsekwencją splotu przedstawionych zdarzeń». Synonimami słowa katastrofa, cytowanymi za słownikiem wyrazów bliskoznacznych są: dramat, klęska, nieszczęście, nieszczęśliwy wypadek. W każdym z tych znaczeń zwraca uwagę nieuchronność zjawiska katastrofy będącej zdarzeniem o tyle nieodwołalnym co niezawinionym. Katastrofy „się zdarzają” podczas gdy tragedie miewają rozmaite przyczyny. W katastrofie smoleńskiej jeden ze śledczych błyskotliwie zauważył, że gdy nad lotniskiem leciał samolot to „się walnęło [w brzozę] i się urwało [skrzydło]”. Brak konkretnych przyczyn i brak konkretnych winnych.

     Określony dobór słów skutecznie odsuwa konieczność szukania powodów opisywanego zjawiska. Nie trzeba szukać wśród przyczyn świadomego udziału osób trzecich. Sposób manipulacji słownej, jaki osiągnięto poprzez utrwalenie zbitki „katastrofa smoleńska” sięga najlepszych wzorców nowomowy stosowanej w okresie PRL-u, w którym tym sposobem „przykrywano” właściwe rozmiary zdarzeń i wpływano na ich ocenę oraz na zachowania, postawę i przekonania innych ludzi.

     W poprzednim ustroju stosowano rozmaite formy manipulacji: przemilczanie faktów czyli niemówienie o czymś, o czym powiedzieć się powinno, wyraźne kłamstwo – niemówienie prawdy ze świadomością, że popełnia się fałsz, posługiwanie się eufemizmami, jak np.: „przejściowe trudności” przy załamaniu rynku wewnętrznego i pustych pułkach czy „przestoje w pracy” przy strajkach. Inną metodą manipulacji była hiperbolizacja treści czyli ich nadmierne podkreślanie, np.: lot Polaka w kosmos – nazwano „wielkim osiągnięciem narodu polskiego” lub na odwrót, używano rozbudowanych zdań i powiedzonek zawierających mizerne treści np.: „jesteśmy odpowiedzialni za przyszłość naszych dzieci i wnuków” czy „nasze jutro zależy od naszego dziś”, korzystano z nadmiernych uogólnień typu: „wszyscy wiemy że nikt nie chce żyć w biedzie”.

     Na manipulacje nie dadzą się nabrać tylko ci, którzy zdają sobie sprawę z wywieranego nacisku, nie posłuchają i nie potraktują poważnie nadawanych komunikatów, na potrzeby manipulacji sformułowanych w „nowomowie”, który to termin został najpełniej scharakteryzowany w powieści George’a Orwella „Rok 1984”. Wedle niego manipulacja jest charakterystycznym elementem państwa totalitarnego, tworzonym odgórnymi decyzjami, służącym wdrażaniu ideologii tego państwa, jego propagandzie. Nowomowa używana jest do odgórnego manipulowania nastrojami a przez to reakcjami i postawami społecznym stając się skutecznym narzędziem wpływu.

     Aby manipulacja nowomową była efektywna, władza musi posiadać monopol informacyjny, dawniej osiągany przez stosowaną cenzurę prewencyjną, obecnie zastąpioną nadzorem nad ośrodkami informacyjnymi, które natychmiast generują potrzebne treści i błyskawicznie przekazują je do wszystkich. W efekcie, ujednolicony przekaz o perswazyjnej formie wtłacza odbiorcy jedynie słuszne oceny i przekonania, przekładające się następnie na pożądany światopogląd. Z chwilą gdy każdy w społeczeństwie przyjmie poglądy władzy za własne, łącznie z przekazywanymi normami moralnymi, władza osiąga swój cel, czyli zdobywa obywateli o doskonale zniewolonych umysłach. Dla uzyskania obranego celu dodatkowo komunikat wzmacniany jest poprzez dezinformację w postaci fałszywej, fragmentarycznej lub dowolnie przekształcanej informacji. Przykładem jest tu np.: komunikat pułkownika Szeląga potwierdzający istnienie na wraku cząstek wysokoenergetycznych takich jak trotyl i nitrogliceryna, lecz od razu z uwagą, iż bez badań laboratoryjnych nie da się jednoznacznie potwierdzić obecności trotylu i nitrogliceryny. Potem wyemitowano szczątkową (i nieprecyzyjną) wypowiedź pułkownika Artymiaka, szefa NPW, o tym, że niektóre przyrządy pokazały TNT, ale nie oznacza to, iż wykryto materiały wybuchowe. Czyli - stwierdzono obecność trotylu i nitrogliceryny, które nie są materiałami wybuchowymi. Bezsensowna konkluzja i przekazana zniekształcona wiadomość i dodatkowo wygenerowany szum informacyjny dokładnie zaciemniły przekazaną informację wprowadzając mętlik w głowach odbiorców. Śledczy zostali pokazani jako rozważni, spokojni badacze, domagający się rzetelnej i jasnej informacji a żądający prawdy i opowiadający się za zdrowym rozsądkiem i wyciągający z wypowiedzi śledczych logiczne wnioski jako awanturnicy szukający taniej sensacji.

     Ale wróćmy do naszej „katastrofy”… dając nazwę wydarzeniu, dokonujemy jego osądu moralnego, klasyfikujemy je i zapisujemy w naszej wspólnej narodowej historii. Dobrze znali ten mechanizm nowomowy władcy PRL-u., wiedząc jak ważna jest stygmatyzacja, od początku nadawali określone metki niewygodnym faktom. Tak było gdy ponowną okupację sowiecką po 1945 r. od razu nazwano „wyzwoleniem”. Potem były „wypadki poznańskie” i „wydarzenia grudniowe”, a pomiędzy nimi „marzec ’68 roku”, gdzie zdecydowano się na pozbawione emocji, obojętne określenia. I słusznie oburzył się na te praktyki Jan Pospieszalski, odnotowując nadal używanie wypracowanych przez PRL-owską propagandę zwrotów: „Czy wiemy co tam się wydarzyło? Bałtyk wylał? Spadł niebieski śnieg? Dlaczego od lat najprawdziwszą zbrodnię komunistyczną nazywa się w Polsce jakimś eufemistycznym - nic nie znaczącym określeniem? Proponuje następujące doświadczenie: Co rozumiemy pod nazwą Jedwabiański lipiec, lub kielecki czerwiec. Przecież w przypadku wydarzeń w Jedwabnem, nie mamy wątpliwości, że było to bestialskie morderstwo, że to zbrodnia, dlatego mówimy nazywając rzecz po imieniu – Zbrodnia w Jedwabnem, Mord w Jedwabnem. Na trwałe też do języka wprowadzono określenie Pogrom Kielecki (nie zagłębiając się w tej chwili w to - jaki był udział NKWD i UB) Dlaczego W PRZYPADKU MORDERSTWA DOKONANEGO NA BEZBRONNEJ LUDNOŚCI WYBRZEŻA, już nie tylko nie ukarano sprawców, nie wypłacono odszkodowań, ale nawet nie oddano moralnej satysfakcji pomordowanym nazywając co się stało po imieniu?”

     Wprawdzie PRL skończył się lecz jego spuścizna pozostała. Jeszcze nie tak dawno obecny szef IPN-u optował za używaniem nazwy "Związek Radziecki", a nie Związek Sowiecki. Ktoś powie – przecież to drobiazg, przetłumaczenie nazwy, "sowieto" to po polsku "rada". Lecz przez taką praktykę - nigdzie indziej nie stosowaną, po angielsku mamy "Union of Soviet Socialist Republica" nie "Council Socialist", nazwa zyskiwała pozytywne skojarzenia, odwołując się do "rad miejskich" czyli ustroju miast I Rzeczpospolitej, w odróżnieniu od słowa „sowiecki” używany przez pisarzy antybolszewickich z okresu międzywojnia takich jak Antoni Ossendowski czy Józef Mackiewicz czy Sergiusz Piasecki. Odwrotną praktyką jest zohydzenie w Polsce słów „polityka”, „polityczny” wcześniej o znaczeniu pozytywnym (w staropolszczyźnie polityczny znaczyło głównie tyle co kulturalny, grzeczny i rozważny). Tymczasem w PRL-u od razu określenie to związano z awanturnictwem i bezrozumnym buntem, zazwyczaj „podżeganym przez wichrzycieli”. Gdy chciano ośmieszyć strajkujących robotników i odrzucić ich postulaty, media od razu podnosiły rwetes i grzmiały – „to sprawa polityczna!” Podobnie zaraz stało się z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, który natychmiast po wypowiedzi Bronisława Komorowskiego stał się „sprawą polityczną” – ale tylko wtedy gdy stał na Krakowskim Przedmieściu, a im stał bliżej Pałacu Namiestnikowskiego tym bardziej stawał się polityczny podczas gdy z każdym metrem w stronę kościoła św. Anny tracił swą polityczność a przestawał - wewnątrz budynku świątyni.

     W ostatnich czasach słownik postkomunistyczny nowomowy zyskał nowe pojęcia, zwłaszcza po 10 kwietnia 2010 r. W zmasowanych przekazach zgodnie mówiono o „samolocie prezydenckim”, a nie „samolocie rządowym”, podobnie zresztą jak Jarosława Kaczyńskiego określa się zawsze mianem „prezesa”, a nigdy nie „premiera” choć dziennikarze już automatycznie zwracają się tak do Tadeusza Mazowieckiego czy Józefa Oleksego. Za pomocą prostego zabiegu utworzono pole do kpin i aluzji pozwalających na wyznaczenie władzy Kaczyńskiego tylko do granic własnej partii. Odpowiednie użycie określenia, wydawałoby się - nic nie znacząca nazwa - daje daleko idące rezultaty. Podobnie jak rugowanie z obiegu niektórych słów, dzisiaj np.: rzadko kiedy słyszymy słowo „naród”, zastąpione słówkiem „społeczeństwo”. Nawet przy okazji wspomnienia o „katastrofie smoleńskiej” unikane jest określenie „tragedia narodowa”.

     Wprawdzie oficjalnie państwo sowieckie przestało istnieć oficjalnie, jednak doktryna dezinformacji jaką stworzyło służy kolejnym władcom dusz. Sięgają oni w głąb wielowiekowej tradycji, do zasad manipulacji i walki z wrogiem za pomocą słowa, które wieki temu opracował Sun Tzu, strateg wojskowy żyjącym dwadzieścia pięć wieków temu w Chinach za czasów cesarza Wej, odnosząc same zwycięstwa. Swoje przemyślenia zawarł w księdze „Sztuka wojny", która - jak wiemy z przekazów - znana była japońskim władcom już w VIII stuleciu. „Ci, którzy są znawcami sztuki wojennej, pokonują nieprzyjacielską armię bez walki. Zdobywają miasta bez przypuszczania szturmu i obalają państwo bez długotrwałych działań", pisał Sun Tzu i dodawał: „Waszym celem powinno być opanowanie w stanie nietkniętym wszystkiego, co jest pod słońcem. W ten sposób wasze wojska pozostaną nie zmęczone, a wasze zwycięstwo będzie całkowite. Oto sztuka ofensywnej strategii." Aby osiągnąć zapowiadany cel Sun Tzu opracował „13 złotych zasad", oto one:

1. Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju przeciwnika

2. Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia.

3. Podrywajcie ich dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy rodaków.

4. Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających.

5. Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika.

6. Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju.

7. Buntujcie młodych przeciwko starym.

8. Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników

9. Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk wroga.

10. Osłabiajcie wolę walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek i muzyki.

11. Podeślijcie im nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia.

12. Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stukrotnie.

13. Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów.

Tylko człowiek, który ma do dyspozycji takie właśnie środki i potrafi je wykorzystać, żeby wszędzie siać niezgodę i rozkład - tylko taki człowiek godzien jest rządzić i wydawać rozkazy. Jest on skarbem dla swojego władcy i ostoją państwa" - tymi słowy Sun Tzu podsumowywał kodeks swych wojennych zasad. „Cała sztuka wojenna opiera się na przebiegłości i stwarzaniu złudzeń".

     Skutki destrukcji mowy wykraczają daleko poza język, mają wpływ na proces porozumiewania się ludzi. Gdy nie ma możliwości konfrontacji różnych systemów wartości, bo osoby o odmiennych poglądach nie są dopuszczane do głosu, przeważa myślenie schematami a i tak używane uproszczenia są odrzucane bo okazuje się, że „słowa kłamią”. Język staje się za to staje się prymitywny i czasem wulgarny. W życiu publicznym stosowanie nowomowy stwarza konieczność używania innego języka w kontaktach pozaoficjalnych, prywatnych. Taka „dwumowa” prowadzi do swoistej schizofrenii w życiu społecznym: co innego głosi się i realizuje publicznie, co innego prywatnie. Konieczność posługiwania się nowomową w życiu publicznym wytwarza podwójnej moralności - tej oficjalnej - i innej w kontaktach prywatnych.

     Sposobem na przezwyciężanie jej skutków na pewno jest ośmieszanie co prowadzi do dystansu i oceny przekazywanych wszechobecnie treści, ważne jest także poszukiwanie informacji spoza zmonopolizowanego systemu. Jednak niezmiernie trudno pozbyć się wpływu nowomowy. Pozostają - sposoby argumentacji, słownictwo, epitety, dwuwartościowość świata, jak w przypadku „katastrofy smoleńskiej” która była tragedią.

Źródło: A. Markowski, Kultura języka polskiego. Teoria. Zagadnienia leksykalne, Warszawa 2008.

Link

Link

/Kazia/

Polecamy na podobny temat

M: Czuchnowski - nowe manipulacje w miejsce starych

Link

Fotoamator: Prowokacja - narzędzie w rękach władzy

Link

Kawiarenka u Amelki: Alternatywny patriotyzm

Link

Totalitaryzm - wokół definicji

Link

Norma kłamstwa w życiu publicznym III RP

Link

Roman Misiewicz dla pomniksmolensk.pl - Demokratura czy demoralizm ? cz.1

Link

Służby wywiadu na użytek tworzenia alternatywnego narodu

Link

"TVN-owski infomagiel", spotkanie z dr Pawłem Znykiem w Tarnowie

Link


Komentarze
#1 | Artur dnia 17.01.2013
Mnie najbardziej szokuje, że jak jest np. wypadek samochodowy i ginie kilka osób ma portalach mainstreamu widzimy tytuły wiadomości typu: "Tragedia na drodze..." itd. Natomiast o Smoleńsku rzeczywiście pisze się zwykle "katastrofa". Fajna notka i ciekawe spostrzeżenia. Jestem pewny że eksperci od PR pracują nad odpowiednią formą przekazu. Pozdrawiam
#2 | Wojciech Franciszek D dnia 17.01.2013
Kazia to bardzo mądra i potrzebna notatka.
To zacieranie relacji między skutkiem i podmiotem tego skutku .
Wszystko się dzieje samo przez się . Tak ot .
I wszystko powiedzmy do ogarnięcia , robi sie problem gdy ktos za takim działaniem stoi , kolejny podmiot .
a może ten sam ?
#3 | Kazia dnia 16.01.2013
Amelio, też tak myślę, są ludzie którzy bez rozgłosu nie potrafią istnieć, mają - jak to się mówi - parcie na szkło jak kiszone ogórki na słoik. Jeśli o nich się nie nic nie mówi, jeśli nie widzą się w gazetach czy TV - chyba nie czują czy żyją. Ocięcie ich od tego rozgłosu, taka śmierć medialna to dla nich największa kara. Zresztą zobacz, co robią niektórzy w necie aby ich tylko zauważono, i są niby po naszej stronie, istnieją tylko wirtualnie, jako nick'i - a rozpychają się łokciami i rzucają we wszystkich inwektywami. Jakie to żałosne... Dlatego - róbmy swoje na ile możemy. Piszmy, czytajmy i otaczajmy się dobrą informacją, rzetelną.
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną