Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Wywiad jaki ukazał się w Dzienniku Polskim 11.06.2011.Tak, coraz więcej wychodzi na jaw informacji świadczących o tym, że jednak był to zamach. Potwierdzają to fakty i dokumenty. Jeśli są przedstawiane wprost same z siebie świadczą o zamachu, natomiast przez media przekazywane są do wiadomości publicznej jako argumenty, które mają tę tezę o zamachu obalać.
13.06.2011r.


Dostała Pani propozycję od PiS, aby kandydować do Senatu. Zgodziła się Pani?

Jeszcze nie podjęłam decyzji. Myślę, że tak szybko to nie nastąpi.

A kiedy się Pani zdecyduje?

Nie wiem, może do końca wakacji, jest jeszcze dużo czasu do zamknięcia list.

Nie wolałaby Pani dostać pierwszego miejsca na liście do Sejmu?

Rozmawialiśmy o kandydowaniu do Sejmu, ale w związku z tym, że musiałabym całkowicie rozstać się ze swoim zawodem i przenieść się do Warszawy, ta propozycja była dla mnie od razu nie do przyjęcia

To była propozycja pierwszego miejsca?

Nie rozmawialiśmy o miejscach

Podobno autorem pomysłu, aby starowała Pani w wyborach jest prezes
Jarosław Kaczyński, to prawda?


Nic na ten temat nie wiem, nie on przekazywał mi tę propozycję.

Czym chciałaby się Pani zajmować w Senacie?

Na pewno zdrowiem, bo jest to rzecz, na której się znam. Patologiczne zjawiska w służbie zdrowia najbardziej odbijają się na leczeniu szpitalnym pacjentów, szczególnie małych pacjentów. Wiem o tym, ponieważ zajmuję się leczeniem dzieci. W miarę możliwości chciałabym kontynuować to, czym się zajmował mój mąż. Środowiska polskich kombatantów ciągle chcą ze mną utrzymywać kontakt, angażują mnie w swoje sprawy i potrzebują pomocy. Jest też dużo spraw ważnych, które dzieją się w Krakowie, a które świadczą o tym, że w każdej dziedzinie naszego życia źle się dzieje. Wielki krakowski zespół Capella Cracoviensis jest ewidentnie niszczona przez dyrektora Adamusa, osobę niekompetentną w tym co robi. O tym się mówi głośno, sprawa nabrała charakteru skandalu ogólnopolskiego i okazuje się, że nie ma mocnych na panią wiceprezydent Krakowa.

Ale to radni się tym zajmują, nie Senat.

To sprawa nie tylko radnych, ale ze względu na pozycję zespołu, także ogólnopolska. A na ten temat na forum ogólnopolskim teraz się nie mówi.

Czy Pani start uzależniony jest od tego, czy wpisze się Pani do PiS?

Nie. Jeśli wygram te wybory to będę to zawdzięczała sobie, a nie pozycji na liście. Dla mnie bardzo ważne jest to, że wybory do Senatu są jednomandatowe, nie startuję z żadnej listy tylko pracuję sama na siebie od początku

Nie boi się Pani zarzutu, że robi Pani karierę na pamięci męża?

To nie jest zarzut tylko prawda. Rzeczywiście robię karierę na pamięci męża, jeśli w ogóle można mówić o karierze. Dla mnie działanie w Senacie to byłaby forma poświęcenia, poświecenie swojego życia. To zadanie do wykonania, wynikające z poczucia obowiązku, że powinnam coś zrobić dla pamięci mojego męża i tak jak on robił- dla kraju. Ja mam co robić, jestem szanowanym lekarzem. Mam także dzieci, których nie chcę zostawiać dla kariery. Poza tym nie wiem czy nadaję się na polityka.

Ma Pani doświadczenie z NZS.

To nie była polityka, tylko walka o normalne życie, zupełnie coś innego. Później nie działałam w żadnej partii. Jestem osobą, która woli działać indywidualnie. Nie wiem dlaczego, ale zawsze pociągała mnie walka o przegrane sprawy. Do tej pory w naszej rodzinie wystarczała aktywność męża w sferze publicznej. W domu żyło się sprawami bieżącymi Polski. Nie wyobrażałam sobie, że także mogłabym się w taką pracę jeszcze i ja włączyć. Ktoś musiał zająć się domem i dziećmi. Janusz był takim człowiekiem, który jeśli się czymś zajmował to poświęcał się temu całkowicie, nie liczył się ze swoim czasem, ani zdrowiem.

Porównuje się Panią z Katarzyną Herbert, ale na zasadzie kontrastu. Pani miała zawsze takie same poglądy jak mąż?

Zawsze mieliśmy podobne poglądy, wywodzimy się z krakowskiego NZS. Bardzo jednoznacznie ocenialiśmy rzeczywistość z czasów PRL. Natomiast potem nie zawsze się zgadzaliśmy, zdarzały się nam bardzo ostre dyskusje i wymiany poglądów na różne tematy. Bardzo mi ich teraz brakuje. Nie mam z kim dyskutować, spotykam się z ludźmi, którzy najczęściej całkowicie akceptują to co mówię. Przez ten poklask nie mam możliwości sprawdzenia siły własnych argumentów. Nie ma w Polsce czegoś takiego jak debata, rozmowa ludzi, którzy mają inne koncepcje. Dwie strony nie dyskutują, każdy słucha siebie, a nie drugiej strony.

W debacie publicznej mnóstwo jest złośliwych opinii, także na Pani temat, zwłaszcza w Internecie. Przejmuje się Pani nimi?

Przeszłam dobrą szkołę przy mężu. Opinie na jego temat bardziej mnie bolały niż opinie na mój temat. Chyba jestem już uodporniona.

Poseł Stefan Niesiołowski z PO powiedział ostatnio, że ma nadzieję, że Pani przegra wybory do Senatu, bo to byłby zmarnowany mandat. „Po co w Senacie osoba, która twierdzi, że Katyń był w 2010 roku, a nie w 1940”, nawiązując do nazwy stowarzyszenia, które Pani założyła.

Ta opinia mnie śmieszy, bo świadczy o tym, że pan Niesiołowski nie jest za bardzo zorientowany w tym co mówię i robię.

Ale dlaczego stowarzyszenie nie nazywa się Smoleńsk 2010 tylko Katyń 2010?

Dlatego, że te osoby, których pamięci jest poświęcone, nie leciały do Smoleńska, tylko do Katynia. Po prostu.

Pani mąż bał się latać do Rosji mówił, że stamtąd nie wróci. Czy przed wylotem do Katynia miał złe przeczucia?

Nic nie mówił na ten temat, ja też nie miałam złych przeczuć. Zawsze kiedy gdzieś leciał, byłam niespokojna, prosiłam o wiadomość zaraz po przylocie, sms lub telefon. Jednak akurat w tę sobotę byłam całkowicie spokojna. Wydawało mi się, że przecież lot z prezydentem jest maksymalnie bezpieczny, trudno sobie wyobrazić bezpieczniejszy.

Jak się Pani dowiedziała o katastrofie?

Zadzwoniła do mnie moja mama. Jechałam wtedy samochodem. Powiedziała, że usłyszała w radiu, że coś się stało z samolotem, że się pali. Wróciłam co domu, włączyłam telewizor i dowiedziałam się, że był wypadek i wszyscy zginęli.

Co było największym błędem polskiej strony w prowadzeniu tego śledztwa?

Początkowo wyglądało na to, że sytuacja zaskoczyła całkowicie wszystkich: zarówno Polaków jak i Rosjan. W dokumencie z posiedzenia polskich i rosyjskich prokuratorów z nocy z 10 na 11 kwietnia jest napisane, że Polacy i Rosjanie będą prowadzić to śledztwo wspólnie, na zasadzie współpracy. To był pierwszy i logiczny odruch z polskiej i rosyjskiej strony. Dla wszystkich było jasne i zrozumiałe, że śledztwo będzie wspólne. Potem nagle, z niejasnych powodów okazało się, że to porozumienie jest nieważne, czyli odgórne decyzje były inne. Śledztwo zostało oddane Rosjanom.

Chce Pani postawić w Krakowie pomnik ofiarom katastrofy smoleńskiej związanych z miastem?

W Krakowie powinien powstać pomnik poświęcony wszystkim, którzy zginęli 10 kwietnia. To nie koniecznie musi być pomnik, tylko miejsce pamięci. Ja taką koncepcję mam, nawet projekt. I tę koncepcję będą chciała zrealizować. Na razie nie chcę mówić, gdzie taki pomnik powinien powstać, bo jestem przesądna. Mogę tylko powiedzieć, że potrzebna jest zgoda konserwatora zabytków, ponieważ chciałabym, aby pomnik stanął na Starym Mieście.

Pani maż miał zostać pochowany na Starym Mieście w kościele św. Piotra i Pawła. To był Pani pomysł?

Tak, to był mój pomysł. Na początku wszyscy się zgodzili, nie było żadnych przeciwwskazań. Wybraliśmy to miejsce z różnych względów, ważna była chęć wyrażona przez proboszcza parafii św. Piotra i Pawła. Były też inne miejsca, które rozważaliśmy. Proboszcz Kościoła Mariackiego zaproponował, aby mój mąż został pochowany w tym kościele. Potem było jednak za późno, żeby cokolwiek zmieniać.

Decyzja o zmianie miejsca pochówku zapadła w ostatniej chwili. Ma Pani żal do księdza kardynała Stanisława Dziwisza, że zmienił swoją decyzję?

Mam do niego żal, że zmienił swoją decyzję. Jeśli ktoś wpłynął ma jego decyzję to mam żal, że jest taki wpływowy.

Powiedziała Pani, że dużo rzeczy wskazuje na to, że katastrofa smoleńska to nie był zwykły wypadek.

Jest bardzo dużo przesłanek, które przemawiają za tym, że samolot rozbił się w sposób zaplanowany, czyli że to był po prostu zamach.

I po roku śledztwa podtrzymuje Pani te opinię?

Tak, coraz więcej wychodzi na jaw informacji świadczących o tym, że jednak był to zamach. Potwierdzają to fakty i dokumenty. Jeśli są przedstawiane wprost same z siebie świadczą o zamachu, natomiast przez media przekazywane są do wiadomości publicznej jako argumenty, które mają tę tezę o zamachu obalać.

Jakie fakty o tym świadczą?

Zweryfikowano autentyczność filmu, który się pojawił w Internecie, poświadczono, że strzały które tam się rozlegają są autentyczne, nie jest to forma montażu. Są także ogólnie dostępne i podane w Internecie fakty, takie jak zapis ze skrzynek które podał MAK. Wynika z niego, że załoga była informowana cały czas, iż samolot jest cały czas na ścieżce, na kursie, podczas kiedy ani na ścieżce, ani na kursie nie był. Naocznie widziałam jak wygląda to miejsce, gdzie samolot wychodził z jaru i ewidentnie wychodził z jaru wznosząc się. Ostatnio w Stanach, w Redmond u producenta amerykańskiego odczytano zapis centralnego komputera, jego twardego dysku, z którego wynika, że na wysokości 15 m wyłączono dopływ zasilania w samolocie. Jest to pierwszy ewidentny dowód świadczący o tym,że na wysokości 15m coś się z samolotem stało

Jaki miałby być cel takiego zamachu? Przecież w samolocie byli przedstawiciele wszystkich opcji politycznych.

Trudno mi powiedzieć, ale sadzę że większość osób, które znajdowały się w samolocie zostały pozbawione życia przypadkiem. Celem był pan prezydent, być może jeszcze klika bardzo znaczących ludzi. Prawdopodobnie większość osób w żaden sposób nikomu nie przeszkadzała.

Pani synowie są podobni do pani czy do męża. Jak się Pani na nich patrzy to widzi Pani swojego męża?

Starszy jest chyba bardziej podobny do mnie, natomiast młodszy jest bardzo podobny do Janusza. Bardzo przeżyli śmierć Janusza zwłaszcza, że byli z nim bardzo związani. Dla Krzysia maż był prawdziwym przyjacielem. Starszy był na pierwszym roku archeologii kiedy zdarzyła się ta tragedia, teraz bardzo ciężko pracuje, studiuje na dwóch kierunkach, prowadzi stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej. Młodszy na razie chce zostać komandosem.

Fot. Anna Kaczmarz:Link


Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną