Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Nie chcę wchodzić w detale i nie zamierzam wymieniać nazwisk tych, którzy powinni – delikatnie pisząc – zniknąć z życia społeczno-politycznego, a zamiast tego nie tylko piastują wysokie stanowiska, lecz jeszcze promuje się ich jako bohaterów. To musi nie tylko oburzać ludzi prawych, ale budzi kategoryczny i zrozumiały sprzeciw. Wiem, zaraz ktoś powie: A gdzież tu chrześcijańskie miłosierdzie? Otóż jest, we właściwym dla siebie miejscu.
11.11.2012r.


     

„Potem usiadł (…) i przypatrywał się…”.

      Wyobraźmy sobie, że Pan Jezus zasiadł i spogląda na nasz kraj Anno Domini 2012. I cóż widzi: Ano „(…)popiera się zepsucie obyczajów, ze świętej religii czyni się straszaka, aby obrzydzić ją szlachetnym sercom, podłość nagradza się orderami i zaszczytami, lud ogłupia wódką, szlachtę szlifami i stanowiskami, a na głowy tych, co stawiają opór, wyznacza się cenę, aby rozprawić się z nimi w stosownej chwili". Te słowa zapewne zastanawiają, o ile nie szokują. Dla niektórych będzie to może próba opisania naszej rzeczywistości przez jakiegoś ultraprawicowego oszołoma z nacjonalistycznej prasy albo „moherowej” rozgłośni. I tylko popatrzeć, a tu nagle z charakterystycznym dla siebie jadem wrzasną, jak kiedyś pod sejmem: Won stąd! A ja – o czym niewątpliwie P.T. Państwo doskonale wiedzą – przytoczyłem słowa jednego z wieszczów, Zygmunta Krasińskiego, napisane 180 lat temu. Jedyną zmianą, na jaką sobie pozwoliłem było użycie czasu teraźniejszego, a nie – jak to jest w oryginale (do niego zresztą powrócimy w dalszej części rozważań) – przyszłego. Czy więc poeta, przedstawiając niejako w proroczej wizji taką przyszłość Ojczyzny, miał rację? Warto i trzeba się nad tym zastanowić właśnie dzisiaj, gdy chcemy uczcić kolejną rocznicę odzyskania niepodległości.

      Rozważmy po kolei, używając już oryginalnego przekazu poetyckiego. „(…) będzie się popierać zepsucie obyczajów…”. Popatrzmy jak dzisiaj krzykliwi pseudoobrońcy godności kobiet, wspierani przez – często mało rozgarnięte, za to niezwykle agresywne – tzw. feministki wrzeszczą, że „(…)kobieta ma takie same prawa jak mężczyzna i to ona decyduje o swoim brzuchu”. O brzuchu może niech sobie decyduje, ale o tym kimś, kto w tym brzuchu zamieszkał, to już niekoniecznie, bo ten ktoś nie jest jej własnością, ale niezależną, posiadającą swoją tożsamość i autonomię osobą. Usiłuje się obniżyć wartość i godność małżeństwa poprzez przedstawianie – często jako równoprawnych czy wręcz normatywnych – osławionych już związków partnerskich. U jednych budzi to znaczący uśmiech, u innych współczucie, a często i zniesmaczenie. Wirus zepsucia od dawna już trawi też rządzących. Niezależnie od szczebla władzy panoszy się zwykła niegodziwość, nieuczciwość, nieodpowiedzialność, złodziejstwo, zakłamanie, arogancja czy zwykła głupota. Stopień i nasilenie owej infekcji są doprawdy porażające. Towarzyszy jeszcze temu przekonanie, że wszystko nam wolno, bo przecież nadal aktualne jest gomułkowskie hasło: „Władzy raz zdobytej, nie oddamy nigdy”. Trzeba zapomnieć o rządach prawa, o dobrych manierach czy zwykłej przyzwoitości. Mając za sobą służalcze, przekupne media, które w znakomitej większości murem stoją za obozem władzy, może ona być przekonana o swej bezkarności, a przy tym coraz bardziej się „rozpychać łokciami” i - w imię osławionej już „polityki miłości” – odrzucać wszelkie, nawet te elementarne zasady. Zapomina się jednak, że ten typ myślenia musi się przecież kiedyś skończyć. Polacy – wcześniej czy później – zorientują się, że nie można dalej brnąć tą drogą, bo prowadzi ona do moralnego skundlenia i duchowej zgnilizny. Te zaś – jak uczy historia – są początkiem utraty suwerenności i upadku narodu. Swoboda obyczajów była u źródeł zagłady nawet najpotężniejszych mocarstw. My nie jesteśmy, póki co, jakąś wielką potęgą. Trudno bowiem uznać nas za takową pod względem gospodarczym, politycznym, militarnym czy – przykro to przyznać – pod wieloma innymi. Dlatego niebezpieczeństwo upadku jest o wiele bardziej prawdopodobne.

      „(…) ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją szlachetnym sercom…”. Ileż to razy słyszymy, że religia nas ogranicza, odbiera wolność. Najchętniej w katakumbach, by widziano wierzących, bo oni „pachną” ciemnogrodem. A to przecież „obciach” dla „młodych, wykształconych i z wielkich miast”. Papież Benedykt XVI w dniu rozpoczęcia swego pontyfikatu, 24 kwietnia 2005 r., znając doskonale nastroje i dążności ludzi zwariowanego XXI wieku powiedział niezwykle ważkie słowa: „W tej chwili powracam myślą do 22 października 1978 roku, kiedy to papież Jan Paweł II rozpoczynał swoją posługę tu, na Placu świętego Piotra. Wciąż na nowo brzmią mi w uszach jego słowa: Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Papież przemawiał do możnych tego świata, którzy obawiali się, że Chrystus mógłby zabrać im coś z ich władzy, gdyby dali Mu wejść i pozwolili na wolność wiary. Owszem, On z pewnością coś by im zabrał: władzę korupcji, naginania prawa, samowoli. Ale nie zabrałby niczego, co dotyczy wolności człowieka, jego godności, budowania sprawiedliwego społeczeństwa. Papież mówił ponadto do wszystkich ludzi, zwłaszcza młodych. Czyż my wszyscy nie boimy się w jakiś sposób, że jeśli pozwolimy całkowicie Chrystusowi wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego, to może On nam zabrać coś z naszego życia. Czyż nie boimy się przypadkiem zrezygnować z czegoś wielkiego, jedynego w swoim rodzaju, co czyni życie tak pięknym? Czyż nie boimy się ryzyka niedostatku i pozbawienia wolności? Jeszcze raz papież pragnie powiedzieć: nie! Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolne, piękne i wielkie. Nie! Tylko w tej przyjaźni otwierają się na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka. Tylko w tej przyjaźni doświadczamy tego, co jest piękne i co wyzwala. Tak też dzisiaj chciałbym z wielką mocą i przekonaniem, począwszy od doświadczenia swojego długiego życia, powiedzieć wam, droga młodzieży: nie obawiajcie się Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, a znajdziecie prawdziwe życie”.

      Tyle Ojciec św. Powróćmy do naszej myśli przewodniej. „(…) podłość będzie się nagradzać orderami i zaszczytami…”. Tak się jakoś składa, że i w tej materii słowa wieszcza się dzisiaj sprawdzają. Nie chcę wchodzić w detale i nie zamierzam wymieniać nazwisk tych, którzy powinni – delikatnie pisząc – zniknąć z życia społeczno-politycznego, a zamiast tego nie tylko piastują wysokie stanowiska, lecz jeszcze promuje się ich jako bohaterów. To musi nie tylko oburzać ludzi prawych, ale budzi kategoryczny i zrozumiały sprzeciw. Wiem, zaraz ktoś powie: A gdzież tu chrześcijańskie miłosierdzie? Otóż jest, we właściwym dla siebie miejscu. Nasz Pan, niedościgniony wzór tegoż miłosierdzia, gdy zauważał zwykłe łajdactwa nie przebierał ani w słowach (biada wam…!), ani w środkach (vide: np. wypędzenie handlarzy ze świątyni). A patrząc na swoją Ojczyznę i dostrzegając w proroczej wizji jej tragiczne losy – płakał jak bezbronne dziecko. Był bowiem na wskroś ludzki i najdoskonalej wrażliwy. Na tej właśnie wrażliwości opierał się zapewne Władysław Bełza, który w wierszu pt.: Co kochać? – odpowiada:

„Co masz kochać? pytasz dziecię,
Co dla serca jest drogiego?
Kochaj Boga, bo na świecie,
Nic nie stało się bez Niego.
Kochaj ojca, matkę twoją,
Módl się za nich co dzień z rana,
Bo przy tobie oni stoją,
Niby straż od Boga dana.
Do Ojczyzny, po rodzinie,
Wzbudź najczystszy żar miłości:
Tuś się zrodził w tej krainie,
I tu złożysz swoje kości.
W czyjem sercu miłość tleje,
I nie toczy go zgnilizna,
W tego duszy wciąż jaśnieje:
Bóg, rodzina i ojczyzna!”

      Tylko tym, co realizują takie zasady przysługują ordery i zaszczyty. Jaka szkoda, że tak ich mało w naszej małej czy wielkiej Ojczyźnie. Jaka szkoda, że sami może dalecy jesteśmy często od tego – skądinąd trudnego, choć pięknego – wzorca, jaki pozostawił nam Chrystus i nasi przodkowie.

      „(…) a na głowy tych, co stawiają opór, wyznaczy się cenę, aby rozprawić się z nimi w stosownej chwili". Nie będę tutaj rozważał problemu choćby tzw. „seryjnego samobójcy”, co też mieściłoby się w omawianej kwestii. Ale to nie moja rola. Bardziej chcę zwrócić uwagę, że żyjemy w czasach obłudy. Z jednej strony bombardowani jesteśmy polityką dążności do „porozumienia ponad podziałami”. Inna rzecz, że jest to wyjątkowo debilne określenie, bo przecież ludzie zawsze się różnili między sobą, różnią się i różnić się będą, co często bywało motorem napędowym ich rozwoju. Ponadto, z woli Pana, mamy oddzielać ziarno od plew i nie udawać przy tym, że da się porozumieć nawet z samym diabłem, bo się nie da. A z drugiej strony żyjemy w ciągłym strachu, by np. w akcie „dożynania watahy” i nam się przypadkiem dotkliwie nie „oberwało”. Bo wielu pośród nas takich, którzy w dostępny sobie sposób stawiają opór. A tu wciąż kierują się przeciw nam podejrzliwe spojrzenia, a wszechobecna pogarda, drwina i szyderstwo po prostu nas powalają z nóg, odbierając wielokrotnie chęć do normalnej egzystencji. Kto nam zgotował to piekło? Ja wiem kto. Wszyscy wiemy. Ten, który kiedyś Bogu powiedział prosto w twarz; Nie będę ci służył! Szatan – przeciwnik Boga i tych, którzy do Niego należą. To ten, który knuje, oczernia, zniesławia zabija. Jest istotą aktywną, sprytną, pomysłową, zwodniczą i podstępną. To ten, który niszczy siebie i innych, gdyż jest sprawcą śmierci. „Kłamca i ojciec wszelkiego kłamstwa” – tak nazywa go Jezus. „Zabójca od początku” – to także Jezusowe określenie. Mówi ono, że szatan jest tym, który pierwszy dokonał zabójstwa. Każde pojedyncze zabójstwo dokonane przez człowieka, wszelkie ludobójstwo, mają swoje korzenie w demonie. Oskarżyciel – do jego natury należy nieustanne oczernianie. Skierowany tylko ku sobie, nienawidzi wszystkich, którzy są poza nim. Jego celem jest zniesławianie Boga przed człowiekiem. Wmawia nam, że Bóg chce ludzkiego cierpienia, że działa na naszą niekorzyść, że przykazaniami ogranicza naszą wolność. Szatan oskarża też ludzi między sobą, czego efektem jest niszczenie wspólnot. Wystarczy, że zasieje ziarno nieufności. Resztę dopisujemy sami. Szatan jest realnie istniejącą osobową istotą, która skrycie, inteligentnie i z determinacją działa przeciw człowiekowi. To właśnie diabeł, choć czasem przebrany w owczą skórę, potrafi z niewinną miną wymawiać piękne słówka, ubierać najmodniejsze garnitury i krawaty, ślicznie się uśmiechać, zgrabnie się poruszać, głosić wszem i wobec o swej nieomylności itp. A tak naprawdę to on jest źródłem zła i naszych udręk, choć wielokrotnie posługuje się swoimi, mniej lub bardziej świadomymi emisariuszami, których oblicza aż kipią od nienawiści. Nie znaczy to jednak wcale, że my jesteśmy z góry skazani na przegraną, że nie możemy stawić mu czoła. Możemy, a nawet mamy obowiązek stoczyć z nim walkę. Nigdy jednak sami, lecz zawsze z Chrystusem i Jego Matką, we wspólnocie Kościoła. Dlatego dzisiaj, w tym doniosłym Dniu, z głębi serc wołajmy:

„Nie rzucim, Chryste, świątyń Twych,
nie damy pogrześć wiary!
Próżne zakusy duchów złych
i próżne ich zamiary.
Bronić będziemy Twoich dróg.
- Tak nam dopomóż Bóg!

Ze wszystkich świątyń, chat i pól,
popłynie hymn wspaniały:
Niech żyje Jezus Chrystus – Król - w koronie wiecznej chwały.
Niech żyje Maria, zagrzmi róg.
- Tak nam dopomóż Bóg!

Sztandarem naszym będzie Krzyż,
co ojców wiódł do chwały,
i nas powiedzie także wzwyż,
gdzie buja Orzeł Biały.
Zwyciężym znój i stromość dróg.
- Tak nam dopomóż Bóg!

Oto ślubujem z ręką wzwyż,
synowie Polski, córy,
świadkiem nam Zbawca, Jego Krzyż,
Królowa z Jasnej Góry.
Ojczyźnie święty spłacim dług.
- Tak nam dopomóż Bóg!

Młodzieży, nową Polskę twórz,
szczęśliwą, Bogu miłą,
gdy z nami Bóg, przeciw nam któż? -
On jest największą siłą.
Nie spoczniem wpierw, aż pierzchnie wróg.
- Tak nam dopomóż Bóg!”


/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Kazia dnia 11.11.2012
Zło jest krzykliwe, dobro rośnie w ciszy, dziękuję za jasne rozgraniczenie Miłosierdzia i Pobłażliwości. I za kolejne ciekawe refleksje. A uwagi o służbie - niebagatelnie, dziś nikt nie chce służyć, nawet instytucje pozbywają się tej nazwy, mamy "urzędy" podczas gdy do niedawna przeważały "służby", pozostały tylko "służby mundurowe" które mają jak widać innego pana niż naród. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną