Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Podziwiam wielu ludzi, którzy nie zrażają się przeciwnościami. Bywa, że celowo kładzie im się kłody pod nogi. Wystarczy wspomnieć tutaj Rodziny dotknięte tragedią smoleńską. Trzeba nie lada męstwa i wytrwałości, by przetrzymać wszystkie przeciwności i – nazwijmy to po imieniu – podłość wszelkiego rodzaju hołoty i miernot moralno-intelektualnych. Chyba nie ma nic bardziej odrażającego, gdy ktoś doprowadzi się do takiego stanu ducha, że jest całkowicie obojętny na czyjś niewyobrażalny ból i łzy. To jest poniżej poziomu zwierzęcego, bo nawet czworonogi potrafią wyczuć, gdy nas coś boli. Czy są jakieś granice ludzkiej niegodziwości?
28.10.2012r.


     
„Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał…”

      Byli tacy, którzy nie mogli słuchać słów: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną". Bali się jak ognia mesjańskiego określenia – „Syn Dawida”, które podkreślało prawdziwą tożsamość Jezusa. A na tamte czasy (i nie tylko) to było bardzo niepopularne. Dziś powiedzielibyśmy – niepoprawne politycznie. A jednak to odważne, wytrwałe, przepełnione wiarą wołanie sprawiło, że Chrystus uzdrowił niewidomego Bartymeusza. Podkreślił jednak: „Twoja wiara cię uzdrowiła”.

      Przeżywamy Rok Wiary. Warto zatrzymać się chwilę, spoglądając i weryfikując naszą rzeczywistość przez pryzmat Dobrej Nowiny. Najpierw zastanówmy się nad odwagą niewidomego. Co prawda kalectwo w jakiś sposób pewnie determinowało go do postawienia wszystkiego na jednej szali. Ale czy tylko to? Myślę, że nie.

      Jego wiara była odważna. Zdawał sobie sprawę, że zewsząd otaczają go podejrzliwe, faryzejskie oczy. Nie bał się jednak zagrożenia z ich strony. Zupełnie inaczej niż ma to miejsce pośród ludzi nam współczesnych (a może nawet nas samych). Tak bardzo bowiem tej odwagi brakuje, a przecież przed przyjęciem Sakramentu Bierzmowania każdy(a) z nas zwracał(a) się do biskupa ze słowami: „Pragniemy, aby Duch Święty, którego otrzymamy, umocnił nas do mężnego wyznawania wiary i do postępowania według jej zasad”. A dzisiaj, może po wielu latach gdzieś to pragnienie prysło. I nie ma już „mężnego wyznawania wiary”. Nie stać nas na to, by bronić swoich przekonań. Kierowani fałszywym i niczym nieuzasadnionym wstydem, bojaźnią i Bóg wie czym jeszcze, wolimy się nie narażać, nie wychylać. A czasem aż się prosi, by wrzasnąć na całe gardło: „Synu Dawida ulituj się!” Kiedy patrzymy na wszelkiej maści łotrów, którzy czynią nasze życie piekłem nie możemy milczeć! Kiedy widzimy niesprawiedliwość, bezprawie, bezkarność rządzących – nie wolno nam udawać, że nic się nie dzieje! Gdy uderza nas krzywda bezbronnych, najsłabszych, niewinnych – musimy krzyczeć! Inaczej będziemy, jak – opisywane już przeze mnie – „nieme psy”. Ale nie dziwmy się wtedy, że Pan może nawet na nas nie spojrzy, gdy o cokolwiek się do Niego będziemy zwracać. I nie miejmy wtedy do Niego pretensji. Miejmy je do siebie. Znam i podziwiam pewnego kapłana, który – delikatnie pisząc – „narażał się” różnym władzom. Kiedy wszyscy bojaźliwie milczeli on wołał, bo zawsze uważał, że powinien mówić prawdę. W środowisku duchownych znany był ze swej bezkompromisowości. Po przemianach w 1989 r. niektórzy jego koledzy, chyba trochę z przymrużeniem oka, a może i z pewnym zabarwieniem ironicznym pytali go: „A o czym ty teraz będziesz mówił, gdy komuna już upadła?” Obawiam się, że dzisiaj już tego pytania by mu nie zadano. Wielu bowiem znów milczy, a on – jeśli tylko ma ku temu okazję (a miewa ją, niestety, coraz rzadziej – dlaczego?) dalej mówi, woła, wręcz chce wykrzyczeć prawdę. Pytałem się go czasem, czy się nie boi? „Oczywiście, że się boję – odpowiadał. Tylko głupcy i szaleńcy zapominają co to jest strach. Pan Jezus w Ogrójcu też się strasznie bał. Ale jeśli mam Mu służyć, muszę pokonywać strach. Podobnie jak np. bł. Ks. Popiełuszko, z którym się spotykałem i wielu innych odważnych kapłanów”. I mój Przyjaciel wciąż pokazuje tę odwagę, będąc dla wielu (w tym także dla piszącego te słowa) prawdziwym wzorem kapłana i patrioty. Tylko tak bardzo smutno, że często w swojej walce ogromnie osamotnionym. Dlaczego?

      Bartymeusz był wytrwały. A tej cechy chyba nam także często brakuje. Nieraz wystarczą drobne przeciwności i rezygnujemy z misternie ułożonych wcześniej planów, dobrych zamiarów. Nie potrafimy doprowadzić do końca ich realizacji. A wróg (ten widzialny i ten niewidzialny) tylko czeka na tę naszą niemoc. Ona jest mu jak najbardziej na rękę. Podziwiam wielu ludzi, którzy nie zrażają się przeciwnościami. Bywa, że celowo kładzie im się kłody pod nogi. Wystarczy wspomnieć tutaj Rodziny dotknięte tragedią smoleńską. Trzeba nie lada męstwa i wytrwałości, by przetrzymać wszystkie przeciwności i – nazwijmy to po imieniu – podłość wszelkiego rodzaju hołoty i miernot moralno-intelektualnych. Chyba nie ma nic bardziej odrażającego, gdy ktoś doprowadzi się do takiego stanu ducha, że jest całkowicie obojętny na czyjś niewyobrażalny ból i łzy. To jest poniżej poziomu zwierzęcego, bo nawet czworonogi potrafią wyczuć, gdy nas coś boli. Czy są jakieś granice ludzkiej niegodziwości?

      Niewidomy z Ewangelii pokazał też, że jest człowiekiem wiary. Dziś, gdy świat Boga spycha na najniższe poziomy swojej hierarchii wartości, gdy niewiara stała się niemal stylem życia, chcąc nie chcąc musiałby założyć moherowy beret i liczyć się z przynależnością do ciemnogrodu. Ale, o czym jestem głęboko przekonany, nie zmieniłby swej postawy. A ta moja pewność wynika z tego, że gdyby miał słabą wiarę nie dostąpiłby łaski uzdrowienia. Jaka winna być nasza wiara? Co robić, by nie popaść w zwątpienie? Oj, nie łatwo na to odpowiedzieć. Przecież jest tyle przeciwności, z ludzką słabością na czele. I właśnie dlatego wręcz konieczne jest osobiste i całkowite zaufanie Bogu; niezbędne jest ciągłe umacnianie swej wiary i jej pogłębianie. I nie trzeba nam się wstydzić tego, że jesteśmy wierzącymi. Nawet wtedy, gdy próbuje się nas ośmieszyć, czy też otwarcie się nami gardzi. Właśnie wtedy, tym bardziej stańmy w obronie naszych przekonań. Atak tych, którym Bóg najwyraźniej chyba przeszkadza jest zazwyczaj krzykliwy i spektakularny. Nie wolno nam siedzieć wtedy cicho, w lęku i bojaźni. Może – jak w dzisiejszej Ewangelii – będą na nas nastawać, byśmy umilkli. Wtedy jeszcze głośniej wołajmy, wręcz wykrzyczmy naszą wiarę. Kardynał Stefan Wyszyński powiedział kiedyś: “Światu współczesnemu potrzeba wiary! Ale nie tylko wiary cichej, lecz wiary, która głośno wyznaje. Niektórzy mówią, że wystarczy sama obecność człowieka wierzącego, nie potrzebuje on nic mówić... Inaczej mówił Chrystus i Jego naśladowcy. Bo świat potrzebuje ciągle sprawdzianu dla wiary, która jest wprawdzie naszym darem ukrytym, ale życie społeczne w Kościele wymaga, abyśmy ten sprawdzian objawili nie tylko w naszych myślach, ale w słowach i czynach”. Dlatego kształtujmy w sobie wiarę, która góry przenosi; wiarę głęboką, prostą, szczerą, ufną, prawdziwą itp. W tym zwariowanym, mającym wręcz samobójcze tendencje świecie, który zapomina o Bogu i o sobie samym, właśnie Boga i wiary w Niego szczególnie potrzeba. Bo jeśli tego zabraknie, to nie pozostanie już nic.


/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Artur dnia 28.10.2012
Poruszył ksiądz wiele ważnych dzisiaj wątków. Milczenie otoczenia, zezwierzęcenie wrogów, bierność na cierpienie. Owego heroicznego księdza znam - o ile myślimy o tej samej osobie. W tej całej niełatwej sytuacji jedno jest bardzo zastanawiające - wyłączenie myślenia. Można mieć inne poglądy polityczne, ale nie można przestać myśleć. Pamiętamy wszyscy jak pewna znana gazeta przyjęła narrację naciskową, jak później jeden z tzw. dziennikarzy tej gazety chciał opublikować zdjęcia sekcyjne prezydenta, jak w końcu ostatnio obśmiewa się w tej gazecie konferencję smoleńską pisząc o "niby naukowcach". I ja od dłuższego czasu nie rozumiem sposobu myślenia tych ludzi. Idący w parze brak honoru, antypolskość, przeczenie faktom muszą mieć jakieś uzasadnienie. Ja go nie znam. Może ktoś z naszych czytelników pomoże? Pozdrawiam księdza
#2 | Kazia dnia 28.10.2012
Wytrwałość w odwadze i męstwo, które też jest wytrwałością w dążeniu do dobra. Trudne ale ważne wskazówki Księdza na dziś, pozdrawiam i dziękuję za kolejne mądre rozważania.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną