Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Wszystkim nam, bez wyjątku, przychodzi – mniej lub bardziej – zmagać się z różnego rodzaju wątpliwościami i trudnościami, związanymi z naszą wiarą. Czasem może nawet – choćby po cichu – powiemy sobie: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” To zrozumiałe. Trzeba nam jednak pamiętać, i niech to będzie dla nas ostrzeżeniem, że po wypowiedzeniu tych słów, jak czytamy w dzisiejszej Ewangelii, „(…) wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodzili”.
26.08.2012r.


„A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”

      Wielokrotnie, nawet w prywatnych rozmowach, używamy sformułowania: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” Bardzo dobrze odpowiada naszym nastrojom, gdy z czymś się wprost nie zgadzamy albo mamy jakieś – mniej czy bardziej uzasadnione – wątpliwości. Natomiast naszej uwadze umyka zapewne fakt, że słowa te wypowiedzieli… uczniowie Chrystusa. Wyraźnie Ewangelista zaznacza: „A spośród Jego uczniów, (…) wielu mówiło…”. Pan miał więc oponentów nie tylko w – okrytych złą sławą – faryzeuszach. Musiał stawiać czoła tym, którzy wydawali się być tacy bliscy. Takiemu zadaniu najtrudniej podołać.

      Mijają wieki, przyzwyczajenia pozostają. Jednym z największych polskich Świętych (jeżeli w ogóle świętość da się zmierzyć) jest O. Maksymilian Maria Kolbe. Nie oznacza to wcale, że i jego „mowa nie bywała trudna”. Do dziś, w pewnych środowiskach bywają tacy, którzy krytycznie wypowiadają się o działalności Świętego Zakonnika. Rzecznik współpracy katolicko(sic!)-żydowskiej, w wywiadzie dla Angory w 1999 roku odniósł się do osoby św. Maksymiliana w taki oto sposób: „Co do ojca Kolbego, to rzeczywiście niezbyt pochlebnie wyrażał się o Żydach. W jego tekstach możemy przeczytać, że nazywał ich słowami: obrzezani, żydki. Dlatego też nie proponowałbym, żeby świętego Maksymiliana Kolbe uczynić patronem dialogu żydowsko-chrześcijańskiego”. Pomijając fakt, że nie bardzo jakoś dopatruję się szczególnie dotkliwego znieważenia (widać jestem gruboskórnym i w dodatku antysemitą) przez św. Maksymiliana wyznawców religii Mojżeszowej (przecież są obrzezani, a określenie „żydki” funkcjonowało w ówczesnym języku i bynajmniej jakoś śmiertelnie nie dotykało tych, których dotyczyło; dzisiaj pewnie ma bardziej pejoratywny oddźwięk), to wyraźnie nasuwa się analogia: „Trudna była ta mowa”. Ale dzięki niej mamy Świętego, którego zna cały świat i dzięki któremu ten świat jest może choć trochę lepszy.
Rok 1965. Przed tysiącleciem Chrztu Polski nasi biskupi wysłali około 50 listów do episkopatów w różnych krajach z zaproszeniem na milenijne uroczystości. Jeden z listów został wysłany do Niemiec. I on wywołał graniczącą z obłędem reakcję komunistycznej propagandy. Kluczowe, jak się okazało, były słowa: „W tym jak najbardziej chrześcijańskim ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy - biskupi niemieccy i Ojcowie Soboru po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millennium w sposób całkowicie chrześcijański”. Na list, nazwany także „Orędziem” reagowano, z pewnością celowo, w sposób wręcz histeryczny. Na biskupów (w tym m.in.: Kominka, Wyszyńskiego i Wojtyłę) posypały się gromy z jasnego nieba. Przeciwko, wówczas arcybiskupowi, Wojtyle wykorzystano nawet dawnych robotników z fabryki „Solvay”, gdzie, jak wiadomo, podczas okupacji pracował przyszły papież. Ataki propagandy, co najbardziej przykre, często padały na podatny grunt. Idea listu budziła bowiem zastrzeżenia, niestety, nawet ze strony niektórych środowisk katolickich. Wygląda na to, że dla nich „Trudna była ta mowa”. Dobrze, że nie dla wszystkich.

      Pod koniec ubiegłego roku Radio Maryja obchodziło 20. rocznicę powstania. Z tej to okazji, za pośrednictwem kard. Bertone, specjalne przesłanie wystosował papież. Pewnie znamy treść (pisałem zresztą już o tym), ale powtórzę jeszcze raz fragment: „Ojciec Św. Benedykt XVI dziękując wam za 20 lat, ofiarnej Misji Ewangelizacyjnej, prosi Boga, za przyczyną Matki Najświętszej Patronki Radia Maryja, aby to Dzieło przenikania wiary, do sumień ludzkich, prowadzone przez Zgromadzenie Zakonne Redemptorystów w Polsce i na świecie, zaowocowało trwałym zwycięstwem dobra nad złem i przyczyniło się do dobra wielu chrześcijan i całego waszego kraju. W tym duchu łączę się i ja w radości jaką przeżywacie i pozdrawiam wszystkich uczestników uroczystości oraz radiosłuchaczy”. To jednak była dość ”trudna mowa”, zwłaszcza dla jednego „reformatora Kościoła”, który wzywa biskupów, by „(…) jasno dali do zrozumienia wiernym, że telewizja Trwam nie jest oficjalnym głosem Kościoła. To zasługuje na szczerą ocenę i refleksję ze strony, na przykład, Komisji ds. środków przekazu, na czele której stoi arcybiskup Głódź”. Nie podam w tym miejscu personaliów autora tych słów, bo trochę mi wstyd. Biskupi – póki co – „nie dali nam nic do zrozumienia” w tym względzie, natomiast – nawet bez szczególnej pomocy – sami rozumiemy i chce nam się głośno krzyczeć: Boże nas broń przed takim obłudnym „zatroskaniem” o sprawy Kościoła i Narodu.

      Pewien ogromnie pracowity i zasłużony duszpasterz (chociaż nie wszyscy to dostrzegali i nadal nie dostrzegają) opowiadał mi o niezwykle ciekawym wydarzeniu. W parafii, w której proboszczował, głosił kazanie. Były to lata 80-te ubiegłego wieku. Należał do kapłanów, którzy nigdy nie wymagali, by ktoś „przed nimi klękał”, ale nie miał też sam zwyczaju bić czołem przed władzą. Zawsze mówił prawdę (całą) i czyni to do dziś. W pewnej chwili, w czasie kazania usłyszał z wnętrza kościoła dość wyraźny pomruk: „I znowu ta polityka”. Jak bumerang, jak widać, wciąż wraca Chrystusowe zdanie: „Trudna jest ta mowa”. Jak się okazało, dla owego słuchacza – za trudna. Ksiądz, jak to ma w swoim zwyczaju, osobliwie zareagował na tę oczywistą prowokację i powiedział krótko: „Ja głoszę Boże słowo, nie swoje. Dlatego proszę nie przeszkadzać, bo Pan Bóg nie pozwoli drwić z siebie i może sam zamknąć usta temu, kto Go lekceważy”. Pewnie nie do końca przekonał dotyczącego. Za dwa lata odprawiał już jego pogrzeb. Zmarł ów nieszczęśnik na raka gardła. Nikt tego głośno nie powiedział, ale każdy przypomniał sobie owo kazanie, bo to – pomimo, iż „trudna” i przekazywana ludzkimi ustami – była jednak Boża „mowa”.

      Wszystkim nam, bez wyjątku, przychodzi – mniej lub bardziej – zmagać się z różnego rodzaju wątpliwościami i trudnościami, związanymi z naszą wiarą. Czasem może nawet – choćby po cichu – powiemy sobie: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” To zrozumiałe. Trzeba nam jednak pamiętać, i niech to będzie dla nas ostrzeżeniem, że po wypowiedzeniu tych słów, jak czytamy w dzisiejszej Ewangelii, „(…) wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodzili”. Ale, w co mocno wierzę, to nie jest nasze rozwiązanie. Nie tak pokonamy wszelkie trudności, z własnymi słabościami włącznie. Przed nimi uciec się nie da. A nie lepiej wówczas powtórzyć za pierwszym papieżem, św. Piotrem: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”? Lepiej. Zdecydowanie lepiej.

/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Kazia dnia 26.08.2012
@XWM
Trudna mowa bo "prawda w uszy kole" jak mówi staropolskie porzekadło. Oby nie nas... Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną