Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Jednym z najbardziej interesujących wątków jest opis katastrofy JAKA 40 w której zginęły osoby próbujące prowadzić niezależne śledztwo w sprawie udziału FSB w zamachach moskiewskich. Przy okazji można poznać rolę MAK, który badał przyczyny katastrofy i już po 26 godzinach podał wyjaśnienie.
28.07.2012r.


      Książka Aleksandra Litwinienki i Jurija Felsztinskiego "Wysadzić Rosję" opisuje ciemne strony FSB, jej powiązania ze światem przestępczym, wiodącą rolę w rozpętaniu wojny w Czeczenii a także udział w zamachach terrorystycznych w Riazaniu czy w Moskwie. Jednym z najbardziej interesujących wątków jest opis katastrofy JAKA 40 w której zginęły osoby próbujące prowadzić niezależne śledztwo w sprawie udziału FSB w zamachach moskiewskich. "Przy okazji" można poznać rolę MAK, który badał przyczyny katastrofy i już po 26 godzinach podał wyjaśnienie. Litwinienko i Felsztinski tak opisują katastrofę JAKA:

      "9 marca 2000 roku podczas startu z moskiewskiego lotniska rozbił się samolot z dziewięcioma osobami na pokładzie. Ofiarami byli Artiom Borowik (prezes holdingu Sowierszenno Siekrietno), Zija Bażajew (Czeczen z pochodzenia, szef holdingu Gruppa Alians), dwaj ochroniarze wyżej wymienionych, oraz pięciu członków załogi. JAK - 40, mniej więcej rok wcześniej wyczarterowany przez holding Sowierszenno Siekrietno za pośrednictwem moskiewskiej firmy Aerotex od kompanii lotniczej Wołogda, miał lecieć do Kijowa. Według raportu komisji badającej okoliczności wypadków lotniczych (MAK, patrz niżej - przypis red.), technicy z firmy Wołogda nie spryskali samolotu przed startem specjalnym płynem odmrażającym, przez co klapy skrzydeł odchyliły się tylko o o 10 stopni, a przy starcie wymagane jest odchylenie dwudziestostopniowe. Jednakże rankiem 9.03. na lotniku Szeremietiewo były zaledwie cztery stopnie poniżej zera i nie padało. Nie było więc także potrzeby spryskiwania samolotu płynem odmrażającym Arktika. Co więcej, JAK - 40 mógł wystartować i lecieć z klapami wychylonymi tylko o 10 stopni, tyle że dłużej trwałby rozbieg, a w locie maszyna zachowywałaby się bardziej ociężale. Biorąc pod uwagę, że do katastrofy doszło mniej więcej w połowie pasa startowego, który na tym lotnisku ma 3,6 kilometra, rozbieg maszyny musiał być standardowej długości, to znaczy nie przekraczał 800 metrów. Na wieść o tragedii Giorgij Jawlinski, lider partii Jabłoko i deputowany do Dumy Państwowej, stwierdził, że w ostatnim czasie Borowik i jego ludzie prowadzili niezależne śledztwo w sprawie zamachów w Moskwie (o podłożenie ładunków podejrzewane jest FSB - przypis red.). Możemy się tylko domyślać do jakich wniosków doszedł Borowik."

      Tak wypadek opisany jest na stronie Aviation Safety Network (ASN) Link, która podaje za MAK:

      "It was snowing in Moscow as the Vologodskiye Airlines Yakovlev 40 was prepared for departure. It was to conduct a charter flight to Kiev for the company Aeroteks. Snow was removed from the fuselage, wings and tail section, but de-icing fluid was not applied to the airplane. Planned departure time was 08:00 but the passengers arrived late. At 08:28, just within the 30-minute time slot, the crew asked for permission to start the engines. The crew then apparently tried to leave in a hurry, starting to taxi without permission and taxiing at a speed of 60 km/h, despite the warning that the taxiways were slippery. When still turning onto the main runway the crew already reported ready for takeoff. Flaps were erroneously selected at 11 degrees instead of 20 degrees. At a speed of 165km/h during takeoff the began to rotate the aircraft. It attained a 13-degree angle of attack and climbed to a height of 8-10 metres when it stalled. The airplane rolled left and struck the ground with a 60-65 degree bank angle and crashed."

      “Padał śnieg w Moskwie kiedy Vologodskiye Airlines Jakowlew 40 został podstawiony do odlotu. To miał być lot czarterowy do Kijowa dla firmy Aeroteks. Śnieg został usunięty z kadłuba, skrzydła i części ogona, ale nie zastosowano płynu odmrażającego. Planowano czas wylotu na 08:00, ale pasażerowie się spóźnili. O 08:28, załoga poprosiła o zgodę na rozruch silnika w krótkim przedziale czasu, na 30-minut. Załoga następnie najwyraźniej próbowała opuścić w pośpiechu pas startowy i bez zgody rozpoczęła manewr kołowania przy prędkości 60 km/h, mimo ostrzeżenia, że drogi kołowania były śliskie. Kiedy trwał obrót na główną oś pasa startowego, załoga już zgłosiła gotowość do startu. Klapy były źle wychylone na 11 stopni zamiast 20 stopni. Przy prędkości 165 km/h podczas startu samolot zaczął się obracać. Gdy osiągnął 13 stopni kąta natarcia i wzniósł się na wysokość 8-10 metrów, zatrzymał się. Po czym zaczął obracać się w lewo, uderzył w ziemię pod kątem 60-65 stopni nachylenia i rozbił się.”

      Śmierć Artioma Borowika interpretuje się rozmaicie. Sam Jurij Felsztinski w udzielonym wywiadzie dla Gazety Wyborczej z dnia 22.05.2007 r. dzieli się swoimi podejrzeniami co do udziału służb specjalnych w tworzeniu atmosfery strachu, sprzyjającej wyborowi W.Putina na Prezydenta. Według niego to te formacje stały za wybuchami domów w Rosji, jakie miały miejsce w 1999 r. w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku. Podejrzenia potwierdziły się, gdy w Riazaniu, w piwnicy domu przy ul. Nowosiołow, przypadkowo odkryto zaopatrzone w zapalnik worki z heksogenem, materiałem wybuchowym użytym do wcześniejszych detonacji.

      Na początku media państwowe zgodnie ogłosiły, że milicji udało się zapobiec kolejnej tragedii, lecz wkrótce potem FSB podało, że w Riazaniu nie szykowano żadnej sabotażu, a jedynie służby specjalne przeprowadziły ćwiczenia, żeby sprawdzić czujność obywateli i miejscowych władz. Z całą powagą potwierdzono, że znaleziony zapalnik był atrapą, a worki zawierały nie materiał wybuchowy, tylko cukier. Wszyscy, którzy zajmowali się tą sprawą zginęli w tajemniczych okolicznościach. Poza Litwinienką i Artiomem Borowikiem również Anna Politkowska i jej kolega z "Nowej Gaziety" Jurij Szczekoczichin, a także Siergiej Juszenkow - aktywny członek Komisji Kowaliowa, powołanej dla wyjaśnienia sprawy. Same eksplozje stały się natomiast pretekstem do ataku na Czeczenię.
Artiom Borowik, który zmarł w wieku 39 lat, był jednym z najbardziej znanych rosyjskich dziennikarzy śledczych. Borowik stał się sławny, gdy w latach 1980, kiedy napisał serię artykułów do „Ogonyok”, wiodącego czasopisma z czasów głasnosti, w sprawie Afganistanu.

      Pochodził z sowieckiej elity. Uczęszczał do prestiżowej moskiewskiej szkoły angielskiej, a następnie kształcił się w Nowym Jorku, gdzie został wysłany jego ojciec, korespondent agencji prasowej Nowosti. Po powrocie Borowik ukończył Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych, szkołę radzieckich dyplomatów, i w 1984 roku został wysłany do ambasady w Peru. Jednak wkrótce porzucił dyplomację dla dziennikarstwa i dołączył na stałe do zespołu „Ogonyok”, stając się zagranicznym korespondentem gazety. Wiele podróżował, pisząc o Ameryce i zachodzie, ale to jego seria rzetelnych i solidnych raportów z Afganistanu, zwróciła na niego uwagę. Zbiór jego reportaży z Afganistanu został wydany w języku angielskim w 1990 roku jako „The Hidden War”. Wtedy Borowik założył wydawnictwo i czasopismo „Sovershenno Sekretno”, stając na czele tygodnika jako redaktor naczelny, od 1991 roku prowadził też program telewizyjny o tej samej nazwie. Jak w każdej dobrze prosperującej redakcji rosyjskiej gazety w latach 90-tych, Borowik potrzebował politycznego protektora. Wybrał potężnego mera Moskwy Jurija Łużkowa. Podczas gdy Łużkow opowiedział się za Kremlem, Sovershenno Sekretno miało zaspokoić ciekawość swoich czytelników opowieściami o korupcji na wysokich stanowiskach. Jednak w 1999 r. Borowik zwrócił uwagę oficjalnych czynników swoim rosnącym imperium wydawniczym. Rosyjska telewizja państwowa usunęła Sovershenno Sekretno z programu, gdy rząd oskarżył go o nielegalne pozyskiwanie informacji o politykach. Po tym, gdy zajął się badaniem tajemniczych wybuchów bombowych w Moskwie i zginął, w paranoicznej atmosferze rosyjskiego życia politycznego, jego koledzy są pewni, że jego śmierć Borowika nie była przypadkowa.

      Nas natomiast szczególnie interesuje usłużna rola MAK w całej tej sprawie.

Aleksander Litwinienko, Jurij Felsztinski, Wysadzić Rosję, REBIS, 2012 str. 182.

Link

Zdjęcie - Lukas Lusser: Link

/Redakcja/


Komentarze
#1 | Kazia dnia 28.07.2012
@temat notki niezmiernie ciekawy, wyrażam wielkie uznanie tej części Redakcji, która go przywołała. Bo opisana katastrofa w Moskwie dowodzi jednego - a mianowicie, że MAK działa na usługach Putina i służb, a sam fakt przywołania przez A.Litwinienko opowieści o wypadku samolotu w Moskwie, w kontekście tego, co stało się z samym Litwinienką, skłania mnie do przyjęcia każdej teorii spiskowej a do odrzucenia jakiegokolwiek "oficjalnego raportu" przygotowanego w Rosji.
#2 | Artur dnia 28.07.2012
@Krzysztof Madel SJ - witamy na pomniku. Zdaje się, że zamiast zwyczajnego "dzień dobry" na wejście usłyszeliśmy słowa krytyki. Co do tekstu - owszem, nie jesteśmy ekspertami od lotnictwa, zarzucanie nam świadomej manipulacji jest nieporozumieniem. Ten fragment przetłumaczony został li tylko dla nieznających angielskiego i niewiele wnosi, zwłaszcza że zamieściliśmy oryginał. Co innego jest ważne. Ważna jest usłużna rola MAK wobec FSB i to nie jest nasz wymysł ale jasno wynika z cytatu podanego w notce. Mam pytanie - czy ksiądz zna cytowaną książkę? Czy przeczytał ksiądz chociaż przedmowę, zwłaszcza fragment dotyczący dokumentacji faktów zawartych przez autorów? Szczerze wątpię po tym co ksiądz pisze.
Natomiast nawiązania do TU 154 kompletnie nie rozumiem. W notce nie ma ani słowa o 10.04.2010. Na marginesie - chciałbym przypomnieć, że nie jesteśmy na Salonie 24 ani Onecie i jeśli ksiądz przyszedł tutaj mówić źle o zmarłych to pomylił miejsca. Ale to tak jak z przywitaniem się...
#3 | Magda dnia 28.07.2012
Szczęść Boże

Zazdroszczę „arcyboleśnie prostego” oglądu rzeczywistości. Może kiedyś spłynie na mnie tego rodzaju łaska – proszę się za mnie modlić, bo na razie nie rokuję.

Od dwunastu lat nie udało się wyjaśnić katastrofy opisanej w powyższej notatce, ale widzę, że Ksiądz wie wszystko. Oskarża też standardowo pilotów, co jest nie tylko „skandaliczną manierą” (cytuję), ale grzechem znacznie gorszym, którego, przez wzgląd na cechującą mnie sporadycznie kulturę, nie nazwę wprost. Wplatanie do opowieści pilotów Tupolewa i arbitralnych sformułowań o „zabijaniu wszystkich” klasyfikuje Księdza gdzieś obok „eksperta” znanego jako „Szybki Hypki”. Czyli na dnie den.

Z tego co wiemy, w komunikacie prasowym MAK stwierdzono, że przyczyną wypadku Jaka była pozycja klap, a także śnieg i lód na skrzydłach. I oczywiście wina pilotów. Stwierdzenie to już wtedy spowodowało poważne obawy ekspertów. Przeprowadzono rozmaite matematyczne symulacje wypadku, rzekomo spowodowanego przez to mityczne oblodzenie - należały do nich próby w locie jak i w tunelu aerodynamicznym itp. Wszystko to pomimo faktu, że już w czasie kontroli lotniskowej po katastrofie (dokonanej po 15 minutach od zdarzenia) nie stwierdzono oblodzenia. Stwierdzono za to, że ilość lodu, która musiałaby znajdować się na skrzydłach samolotu aby doprowadzić do wypadku, spowodowałaby zmianę prędkości startowej, natomiast nie zostało to potwierdzone przez rejestry z urządzeń pokładowych. Na wykresie, który został zbudowany po analizie nagrań z czarnej skrzynki, widać było wyraźnie, że doszło do „zahamowania” samolotu, co oznacza nagły spadek w ciągu silnika. Towarzyszył temu huk i język ognia z lewego silnika, co potwierdzili świadkowie. To jak zachowywał się samolot wskazuje ewidentnie na problem z lewym silnikiem. Do wyłączenie silnika doszło najprawdopodobniej w 6 sekundzie przed zderzeniem z płytą. Nadmienić należy, że specjaliści twierdzą, iż układ paliwowy Jaka-40 posiada pewną wadę konstrukcyjną – przy dużej szybkości kołowania, ostrym hamowaniu i zakrętach może dochodzić do automatycznego wyłączenia silnika. Niezależnie od przyczyny, piloci w każdym calu reagowali poprawnie i robili wszystko żeby uniknąć tragedii.

Zeznania świadków (wybuch i języki ognia) są oczywistą poszlaką wskazującą na możliwość zamachu i Księdza nadęcie oraz buta niewiele w tej kwestii zmienią. W każdym cywilizowanym kraju poszlakę taką należy zbadać i wykluczyć. Tymczasem nie podjęto czynności śledczych zmierzających do potwierdzenia lub wykluczenia takiej możliwości. Za to w wyniku akcji ratowniczej i działań policji zniknęły bez śladu wszystkie papiery, które mieli przy sobie pasażerowie. Postacie, które zginęły, oraz ich ranga, pozwalają na szukanie analogii w przeszłości i osobiście nie widzę w tym nic zdrożnego. Powyższe wskazuje na to, że MAK rzeczywiście „usłużnie się pomylił”, ponieważ oblodzenie nie miało tu nic do rzeczy.

Ja zadaję pytania i poddaję w wątpliwość, Ksiądz osądza. Moim zdaniem Ksiądz „przeciągnął". Siła nośna „argumentów” Księdza, które sprowadzają się do powtarzania kłamstw z raportu MAK-u i traktowania go jak wyrocznię, jest bardzo nikła.

Jako że zamieszczone przez Księdza sugestie dot. polskich Pilotów po ludzku mnie brzydzą, a wskazania mojego wysokościomierza wskazują na osiągnięcie przez Księdza dna totalnego, powiem tylko na koniec:

"Peryskop do góry i kołować do rampy!"

Serdeczności
#4 | Kazia dnia 28.07.2012
@Witam w osobie księdza Krzysztofa SJ eksperta lotnictwa. Może zamiast polemiki z przytoczonym zdaniem Aleksandra Litwinienki o katastrofie moskiewskiej z 2000 r. moglibyśmy liczyć na notkę o moralności? albo o prawdach wiary? Przy okazji polecam jako książkę na lato - klasykę, warto aby ksiądz może sobie odświeżył lekturę Słownika zabobonów o.J.M.Bocheńskiego, szczególnie passus o autorytetach. Pozdrawiam.
#5 | Krzysztof Madel SJ dnia 28.07.2012
Z tesktu nic konkretnego nie wynika, a błędy rzeczowe każą wątpić w bezstroność autora. Jeśli w komunikacie MAK jest mowa, że samolot „stalled”, to polski tłumacz nie może mówić, że samolot „stanął”, bo wychodzi z tego totalna bzdrua. Samolt po prostu stracił opływ na płacie, albo w gwarze lotniczej przeciągnął, czyli przy danej kofiguracji i kącie natarcia płata miał zbyt małą prędkość, żeby skrzydło mogło wytwarzać siłę nośną. Raprot opisuje wszystko w najdrobniejszych szczegółach, więc jeśli ktoś chce tam na siłę znaleźć zamach, to musi podać jakieś fakty, bo niestety, w tym wypadku także nie ma nic dziwnego. Zachowanie załogi na lotnisku, szybka jazda do pasa, świadczy o skandalicznych manierach. Po takiej załodze można się wszystkiego spodziewać, ale nie bezpiecznego lotu. Sugestia, że złe odladzanie samolotu spowodowało, że nie można było prawidłowo wysunąć klap, jest tak piramidalną bzdurą, że szkoda komentować. Samolot ma laminarny opływ płata, więc najdrobniejszy szron na płacie może spowodować wypadek. Pilot, który nie wysunął klap jak należy, bo może był niedbały, a mógł być skoro po płycie jeździł jak wariat, a potem poderwał samolot z kątem natarcia 13 stopni. Sugerowanie, że samolot mógł w takich warunkach bezpiecznie leciec to kolejna bzdura. Oczywiście, że mógł, ale tylko pod waruniem, że wszystkie parametry lotu byłyby zachowane, tu jednak nie były, więc wypadek w takich warunkach jest naturalną konsekwencją. Nie ma w nim nic zagadkowego. Przypominam, że załoga polskiego tupolewa robiła błędy już chwilę po starcie z Okęcia. Pierwszy alarm mówił o zbyt szybim chowaniu klap, a drugi o zbyt małej prędkości na danym pułapie. Nie są to sprawy wagi życia i śmierci, samolot akurat w tej fazie lotu ma duży zapas bezpieczeństwa, ale gdyby to był egzamin, załoga by go oblała, bo to błędy szkolne. Ktoś, kto takie błędy popełnia, nie może wozić ludzi na pokładzie. W nieco trudniejszych warunkach wszystkich zabije.
#6 | Magda dnia 28.07.2012
Sprawa znana i w tamtym czasie głośno komentowana, ale warto przypomnieć ponownie te kilka szczegółów.

W samej Moskwie raczej nie zastanawiano się czy to katastrofa, czy zamach, pytano raczej która z ofiar miała być głównym celem zamachu (mnogo tam oszołomów jak widać).

Kiedy samolot runął na płytę, wybuchł pożar, który szybko ugaszono. Z wraku wyciągnięto Borowika, który był nieprzytomny, ale jeszcze żył. Niedługo potem zmarł.
Świadkowie przyznawali, że przed katastrofą słychać było wybuch i samolot zaczął rozpadać się na części zanim w ogóle dosięgnął ziemi. Inne informacje mówiły, że po „odbiciu się” od płyty lotniska (przy czym wysokość określano na 45-50 metrów) wykonał gwałtowny skręt w lewo i jednym skrzydłem uderzył o ziemię. W Moskwie, tak jak napisałam powyżej, rozważano kto był celem. Czy Artiom Borowik, naczelny tygodnika "Sowierszenno Siekrietno", czy Zija Bażajew, ważna persona w branży naftowej.

„Rzepa” pisała wówczas (10.03.2000), opisując 2 wersje wydarzeń uzasadniające tezę o zamachu:
Pierwsza z nich głosi, że jego celem był redaktor naczelny tygodnika "Sowierszenno Siekrietno" Artiom Borowik. Potwierdzała to wypowiedź dla prasy jego ojca, Gienryka Borowika, który przyznał, że przed katastrofą Artiom otrzymywał wiele listów z pogróżkami. Jest to bardzo prawdopodobne, gdyż kierowany przez niego tygodnik od dawna zajmował się najgłośniejszymi skandalami politycznymi w Rosji i miał swój udział w ich ujawnianiu. Zdaniem wielu Borowik był jednym z najlepiej poinformowanych dziennikarzy rosyjskich.
Ostatnio - jak sam mówił w jednym z programów telewizyjnych - szukał drugiego, kryminalnego dna obecnej wojny czeczeńskiej. I zapowiadał, że ujawni wszystkie związane z nią machinacje na najwyższych szczeblach władzy w Rosji. Według niego państwem nadal rządzi ta sama "rodzina" kremlowska, która postawiła na Władimira Putina tylko dlatego, że w przeciwieństwie do jego poprzednika, premiera Siergieja Stiepaszyna, zgodził się wziąć na siebie odpowiedzialność za rozpętanie drugiej wojny czeczeńskiej. Borowik, ze swoimi dziennikarzami, na własną rękę usiłował wyjaśnić, kto faktycznie odpowiada za ubiegłoroczne zamachy terrorystyczne, które stały się bezpośrednim powodem rozpoczęcia operacji na północnym Kaukazie.

Według drugiej wersji celem zamachu był nie Borowik, ale Zija Bażajew. Czeczen z pochodzenia, był jedną ze znaczących postaci w branży naftowej. M. in. w latach 1996-98 pełnił funkcję najpierw wiceprezydenta, a następnie szefa dużej kompanii naftowej "Sidanko". Od 1998 r. kierował powołaną przez siebie nową strukturą - firmą "Grupa Alians", której akcjonariuszami było 15 podmiotów FR oraz dwa duże przedsiębiorstwa rosyjskie. Bażajew, według nieoficjalnych informacji, interesował się kupnem ukraińskich Nikołajewskich Zakładów Aluminiowych - jednego z większych zakładów tej branży. Również Borowik - jak poinformowano - leciał do Kijowa, aby zebrać materiały prasowe w sprawie kupna nikołajewskiej firmy, o nabycie której od dawna zabiegał m. in. Borys Bieriezowski. W ten sposób obaj mogli się narazić którejś ze stron w toczącej się w Rosji wojnie o podział rynku aluminium.


Książka Litwinienki i Felsztinskiego jak najbardziej godna polecenia.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną