Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Jeżeli państwo nie zdaje egzaminu nawet w tak podstawowej kwestii, jak godne upamiętnienie ofiar katastrofy w Smoleńsku, to każda inicjatywa wypływająca z potrzeby serca powinna spotykać się ze społecznym wsparciem. Tutaj liczy się idea i zasady; Wojciech Cieśla wie co to? Niech sprawdzi pod „I” i „Z”.
16.07.2012r.


     Obserwując ostatnią troskliwą ofensywę domorosłych architektów krajobrazu, których obawy i rozterki można prześledzić wklikując się w wymowne tytuły w rodzaju „Pomniki smoleńskie zalewają Polskę”, (Link), lub „Żałoba płaska i przestrzenna”, (Link), zdałam sobie sprawę jak dużo obecnie w społeczeństwie jest ludzi utalentowanych i wrażliwych na piękno – na samą myśl aż serce rośnie. Kto by pomyślał - nie miałam nigdy świadomości, że tak tego mnogo, prawie jak na szalce Petriego.


     Zastanawia co prawda, dlaczego przy takim stężeniu architekta na metr, nie chodzę jeszcze na spacery wśród fantazyjnych bukszpanowych szpalerów i wiszących ogrodów Semiramidy. Otóż, przyczyna jest oczywista: domorośli architekci krajobrazu mają wyjątkowo wąską specjalizację, która nazywa się Smoleńsk. Samo przez się jest teraz zrozumiałe, dlaczego nie uzyskamy od nich porad w żadnych innych zakresach, np. na temat niezmiennego istnienia w krajobrazie pomników hańby, zwanych zamiennie ubeliskami. Nie dowiemy się, dlaczego na renowację pomnika Braterstwa Broni z ZSRR przeznaczono 2 mln złotych (Link). Ale, dzięki Bogu, w temacie Smoleńska są zawsze dyspozycyjni, co przejawia się na różne sposoby, m.in. skrupulatną inwentaryzacją obiektów upamiętniających ofiary tej tragedii (nie bez jaskółczego niepokoju serca, właściwemu każdemu prawdziwemu archiwiście). Wojciech Cieśla z Newsweeka rejestruje:

„Obeliski, dęby, mgła z tworzywa sztucznego i betonowy samolot. Statystycznie co dwa, trzy dni w Polsce powstaje tablica lub pomnik ku czci ofiar katastrofy w Smoleńsku.”

„Na objechanie Polski szlakiem miejsc pamięci o Smoleńsku nie starczyłoby wakacji.
(...) Pomniki smoleńskie powstają od morza do Tatr.
(...) Nikt nie wie dokładnie, ile jest tablic i pomników smoleńskich.”

„Zgodę na postawienie pomnika wydaje samorząd, tablicę można zawiesić bez żadnych pozwoleń. Ktoś próbował to zliczyć, tworząc w Wikipedii hasło "Pomniki i tablice pamiątkowe po katastrofie polskiego Tu-154 w Smoleńsku (2010-2011)” i szukając informacji w internecie. Tylko do jesieni 2011 r. namierzył, ich ponad 400 w Polsce i na świecie.”

     Po „namierzeniu” niesubordynowanych tablic i pomników, domorośli architekci krajobrazu, sporządzają stosowne opisy:

„Dziś nikt nie mówi o Kałkowie dlatego, że ksiądz Wala założył tu hospicjum i ośrodek dla niepełnosprawnych. O Kałkowie mówi się z powodu samolotu. (...) Tuż obok Golgoty pomnik tupolewa wygląda jak sen prymitywisty. Pomalowany na biało-czerwono koślawy samolot, stal oblana betonem, dziesięć na jedenaście metrów. Pod skrzydłami z betonu koła od poloneza.
– Zrób mi zdjęcie przy tupolewie – prosi ktoś z wycieczki. Starsza kobieta staje przy wejściu. Zza jej ramion uśmiechają się ciepło Lech i Maria Kaczyńscy. W pozostałych oknach prezes IPN Janusz Kurtyka, poseł PiS Przemysław Gosiewski, ostatni prezydent Polski na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski i współzałożycielka Solidarności Anna Walentynowicz. Kolorowe fotografie. Uśmiechnięte twarze. Ktoś z wycieczki zagląda do kokpitu. Dwa siedzenia od fiata 126p udają fotele pilotów. Na jednym z nich biała marynarska czapka. Pod prawym skrzydłem tupolewa w lipcowym skwarze schnie młoda brzózka.”


    Artystyczna dusza daje o sobie znać, bo autor kreśli opisy z prawdziwie epickim rozmachem, pasującym raczej do charakterystyki nadniemeńskiego pejzażu niż świętokrzyskiej wsi. Chociaż coś jest na rzeczy, tu i tam konflikt między „dworem” a „zaściankiem”. Tam mogiła powstańców oraz Jana i Cecylii, tu symboliczna makieta samolotu wzniesiona z datków wiernych, którzy dali cząstkę siebie, aby upamiętnić ofiary smoleńskiej tragedii. Pytanie tylko, kim w tej opowieści jest Wojciech Cieśla? Różycem, czy Bohatyrowiczem? Niech sobie Cieśla sam odpowie w swoim sumieniu na to retoryczne pytanie, najlepiej przy okazji kolejnego remanentu smoleńskich pomników. Zresztą niedługo ostatecznie utracisz pan kontrolę nad liczbą społecznych inicjatyw zmierzających do oddania hołdu ofiarom katastrofy. Rozumiem, że wzbudza to jakiś ukryty lęk, bo już teraz w opisach czuć pobrzmiewającą nutkę niepokoju spowodowaną brakiem kurateli nad procesem:

„Na tablicach i pomnikach, które jak grzyby po deszczu powstają w całym kraju, motywy symboliczne i patriotyczne: krzyż, łańcuch, orzeł. I samolot. Najczęściej wspominani są Lech i Maria Kaczyńscy. Oprócz nich lokalni działacze i politycy, którzy zginęli w Smoleńsku.”

    Jeżeli państwo nie zdaje egzaminu nawet w tak podstawowej kwestii, jak godne upamiętnienie ofiar katastrofy w Smoleńsku, to każda inicjatywa wypływająca z potrzeby serca powinna spotykać się ze społecznym wsparciem. Tutaj liczy się idea i zasady; Wojciech Cieśla wie co to? Niech sprawdzi pod „I” i „Z”. Nigdy nie myślałam, że będę bronić pomnika w Kałkowie jak Niepodległości, nigdy nie przeczuwałam też, że odczuję nagłą sympatię do obcych sobie ludzi, którzy zrobili wszystko, żeby powstał. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że tak bliski stanie mi się ksiądz Czesław Wala. Jedynie co do Newsweeka moje uczucia są constans.


    Nasz wąsko wyspecjalizowany domorosły architekt krajobrazu kończy swoją analizę próbą przedstawienia intencji jednego z rzeźbiarzy, inwentaryzuje także w kapowniku psychologiczne reakcje „znawców problematyki smoleńskiej”:

„Największy pomnik stoi w Rembertowie. Jest wysoki na siedem metrów i imponuje rozmachem: rzeźba symbolizuje rozpruty kamień, z którego wystrzeliwuje spiżowy gejzer. Matka Boża przytula głowę oficera z przestrzeloną potylicą. Na pomniku różaniec, dłonie, wojskowa szachownica. Gejzer łączy dwa wydarzenia: zbrodnię katyńską i katastrofę w Smoleńsku. Stanął w kwietniu dzięki staraniom miejscowego księdza, za składkowe pieniądze. Autor pomnika, krakowski profesor Czesław Dźwigaj, stworzył ponad 70 pomników Jana Pawła II. Tworząc pomnik w Rembertowie, zajął niejasne stanowisko w sprawie przyczyn katastrofy – spiżowy gejzer tryska w górę na cztery metry, widać, że coś w niego uderzyło, przecięło. Ale co? Brzoza czy ładunek wybuchowy? Nie wiadomo. Znawcy problematyki smoleńskiej mają kłopot z pomnikiem w Rembertowie: pomnik nie odnosi się do prawdy o katastrofie. Przy pomniku posadzono brzozę, a przecież eksperci posła Macierewicza dowiedli, że żadna brzoza nie mogła uszkodzić rządowego tupolewa.”

    Sonduje również jak odbiera nas świat, nie ma przecież ważniejszej rzeczy niż to, jak pomnik z Kałkowa odbierze czytelnik brytyjskiego lub francuskiego dziennika:

„O Smoleńsku świat dowiaduje się (...) dzięki tupolewowi z Kałkowa. Brytyjski "Daily Mail" zamieścił właśnie fotoreportaż z sanktuarium: betonowy samolot z wklejonymi w okna zdjęciami uśmiechniętych ofiar.”

    Wojciechowi Cieśli nie pomogą epickie opisy – epopei na miarę „Nad Niemnem” raczej nie napisze. Pulitzera za poślednie drwiny nie przyznają, ale szef pewnie po pleckach poklepał. Zawsze to jakaś pociecha. Cóż mi pozostaje powiedzieć na ten pomnik żenady, jaki wystawił sobie Newsweek cytowanym artykułem? Spiżowy gejzer arogancji tryska w górę na cztery metry, widać, że coś w niego uderzyło, przecięło. Ale co? Propaganda, czy głupota? Nie wiadomo. Samobójcza fiesta trwa.




/Magda/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Kazia dnia 16.07.2012
@Magda, gratuluję dobrej recenzji, wartość pomnika to nie tylko jego forma lecz i emocje jakie w nim się mieszczą, tak samo jak w każdym dziele sztuki. Są tacy, którzy tego nigdy nie zrozumieją. Pozdrawiam.
#2 | Artur dnia 16.07.2012
Ten pazur uwielbiam... Boli ich i bolec będzie. A pomników i tablic przybywa. Pozdrawiam serdecznie
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną