Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Natomiast katastrofą jest, gdy były premier tak oto tłumaczy ten swoisty lapsus swojego młodszego kolegi: „Sądzę, że gdybyśmy zrobili uliczną sondę to odpowiedzi były podobne. To dowód, że najmłodsze pokolenie polityków nie interesuje się za bardzo historią i wydarzeniami, które przeorały polską świadomość". Dramat. Zapewne ów pan bardziej interesuje się koncertami „pożytecznych idiotów”, których wykorzystuje się do nadania odpowiedniego wizerunku rządzącym.
15.07.2012r.


      „Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”.

      Po blisko 30-letnim doświadczeniu pracy kapłańskiej zauważam dzisiaj, że po wielokroć by należało „strząsnąć proch z nóg na świadectwo dla nich”. Nie pora zastanawiać się kim byliby ci „oni”, przed którymi Chrystus przestrzega. Zarówno w czasach Jemu współczesnych, jak i obecnie, nie brak takowych. Zatrzymajmy się jednak nie tyle na osobach, co na sytuacji. Dzisiaj kapłani w swojej duszpasterskiej pracy też nie mają łatwo. Nawet w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, która mieni się być na wskroś religijną (choć już katolicką – w oczach wielu – niekoniecznie). Pomijam fakt, że często trudne jest porozumienie, bo nawet u władzy mamy półanalfabetów i – co tu ukrywać – zwykłych nieuków. Jeśli np. jakiś „wielki tego świata” ogłasza wszem i wobec, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1988 r., to możemy uważać, że albo jest niedouczony, albo się pomylił. Kiepskie to tłumaczenie, ale jeszcze ujdzie. Natomiast katastrofą jest, gdy były premier tak oto tłumaczy ten swoisty lapsus swojego młodszego kolegi: „Sądzę, że gdybyśmy zrobili uliczną sondę to odpowiedzi były podobne. To dowód, że najmłodsze pokolenie polityków nie interesuje się za bardzo historią i wydarzeniami, które przeorały polską świadomość". Dramat. Zapewne ów pan bardziej interesuje się koncertami „pożytecznych idiotów”, których wykorzystuje się do nadania odpowiedniego wizerunku rządzącym. Zapewne wie, kto to jest niejaka (Boże odpuść!) Madonna, której – skądinąd skandaliczne albo wręcz szatańskie – wygłupy (trudno to nazwać koncertem) zaplanowano na 1 sierpnia. Tak osobiście doradzam, by skojarzyć tę datę właśnie z Powstaniem i stworzyć sobie na przyszłość tzw, skrót mnemotechniczny. Gdyby to pojęcie dla zainteresowanego okazało się zbyt skomplikowane odsyłam do encyklopedii (ewentualnie do Wikipedii, bo to również w pewnych kręgach jest dość uznaną tradycją). Już słyszę wrzaski oburzonych: A co to ma wszystko z religijnością? Odpowiadam, korzystając ze słów Kogoś, Kto jest jednym z największych autorytetów naszych czasów. Tego obecnie, na całym świecie, nikt trzeźwo myślący nie kwestionuje. Bł. Jan Paweł II, bo o Nim mowa, tak powiedział (nie tylko do wierzących, ale – jak sam często podkreślał – do wszystkich ludzi dobrej woli) podczas pierwszej wizyty Warszawie: „Kościół przyniósł Polsce Chrystusa - to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. (...) Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski - przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię. (...) Otóż tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa. (...). Trzeba iść po śladach tego, czym - a raczej kim - na przestrzeni pokoleń był Chrystus dla synów i córek tej ziemi. I to nie tylko dla tych, którzy jawnie weń wierzyli, którzy Go wyznawali wiarą Kościoła. Ale także i dla tych, pozornie stojących opodal, poza Kościołem. Dla tych wątpiących, dla tych sprzeciwiających się. (...) Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie“.

      Jeśli ktoś próbuje negować taką argumentację, to – jako żywo – naprawdę brak mu dobrej woli. Wystarcza jej natomiast tym, którzy cały czas karmią nas – znaną już z historii i dość mocną zużytą – propagandą sukcesu. Gdy o tym piszę, przypomina mi zapewne znany, stary żart śląski. Nie wiem czy dokładnie go przytoczę, ale spróbuję:
Syn do ojca:
- ociec chwolom nos!
- kto?
- my wos, a wy nos!

      Siłą rzeczy muszę znów powrócić do zakończonych niedawno Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Impreza jak najbardziej potrzebna i to nie tylko w sensie sportowym. O tym już zresztą pisałem przed kilkoma tygodniami. Natomiast czkawką się odbija (nie tylko chyba mnie) ciągłe powtarzanie zdania, wymyślonego przez kogoś będącego w stanie upośledzenia umysłowego w stopniu zaawansowanym (albo zaprzedanego, usłużnego, nadgorliwego PR-owca): „Polska zdała egzamin”. Jako Polak się pytam: A kto ma prawo mnie (nas) egzaminować? Czyż my jesteśmy jakimiś uczniakami (w założeniu niektórych – tępakami) ze szkółki w Koziej Wólce, których trzeba odpytywać na okoliczność rozgrywek piłkarskich? A teraz owe uczniaki szaleją z radości, bo „szanowna komisja” okazała się dla nich niezwykle łaskawa i wyrozumiała. „Hurra! Zdaliśmy!” I słychać ten szalony wrzask na okrągło, że aż ludziom rozsądnym zwyczajnie robi się niedobrze. Jakoś bardzo mało podkreśla się fakt – co prawda chwilowego – zjednoczenia narodu. W zasadzie tylko jedną sensowną wypowiedź słyszałem. Oto były sportowiec ową jedność porównał do tej, jaka była w chwili wyboru kard. Wojtyły na Papieża. W mojej opinii nieco ten pan przesadził, bo to jednak nie ten poziom, ale należy mu się pochwała za to, że zauważył rzecz najważniejszą. Dobre i co. Oby więcej takich słów, ale, niestety, póki co, jest ich jak na lekarstwo.

      Niewątpliwie jestem wyrazicielem głębokich kapłańskich pragnień i marzeń, byśmy nie musieli „strząsać prochu z nóg naszych”. Zwłaszcza w swojej Ojczyźnie. Dopóki jednak Ona nie przyjmie nie tyle nas, co nauki Chrystusowej, której jesteśmy – często nieudolnymi – „przekaźnikami”, „strząśnięty proch z kapłańskich nóg będzie świadectwem przeciwko Niej”. A przecież Ojczyzna to my. Nieprawdaż?

/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Kazia dnia 15.07.2012
@XWM "Polska zdała egzamin?" właśnie, przed kim? Chyba przed Putinem. Skoro sam egzamin przygotowali "Oni", nie ma co się dziwić ani jego rezultatom ani przebiegowi, ani nawet potrzebie zdawania. Dobrze tylko abyśmy zdawali sobie z tego sprawę. A dzięki "noszącym sandały" jest na to szansa. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną