Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Tendencyjność przedstawianych treści nie raziłaby, gdyby profesor Czapiński wypowiadał się jako osoba prywatna, kiedy jednak wzywany jest do mediów jako psycholog społeczny, oczekiwałabym bardziej złożonej analizy ludzkich postaw. Powyższy wywiad nie jest niestety przypadkiem odosobnionym, pan profesor bowiem ma widoczne ciągoty do tego, aby stać się opiniotwórczym i dyspozycyjnym organem zaprzyjaźnionych mediów.
07.07.2012r.


      Z niesłabnącym zaintrygowaniem zapoznaję się z komentarzami psychologów na temat Smoleńska, Euro, jakości życia pod rządami miłościwie nam panującego, czy innej bieżącej tematyki. Przy czym moja ciekawość kształtuje się na względnie stałym poziomie – niezależnie od rodzaju i „rangi” komentatora.

      Śledzę więc poczynania psychologów z rodzaju „dyżurnych”, którzy niczym Tomasz Hypki (nazwisko, które stało się symbolem) każdorazowo firmują swoją osobą różne podłe teorie, po których obaleniu obracają się chwilowo w medialny niebyt, by wypłynąć ponownie na powierzchnię, gdy tylko ludziska choć trochę zapomną formułowane przez nich brednie. Przypatruję się również tym, którzy z gorliwością neofitów lansują wyczytane w amerykańskich podręcznikach frazesy i przykładając je bezmyślnie do polskich realiów, doprowadzają całą analizę zdarzeń do absurdu.

      Obserwując środowisko wychodzi więc na to, że w większości mamy do czynienia z niespełnionymi serwilistami systemu lub z rozkosznymi komediantami, nie wiedzącymi co czynią. To na szczęście pozory, ale ci są najgłośniejsi i najchętniej eksploatowani.

      Łączy ich jedno – wykorzystywanie nauki do takiej interpretacji realiów, by była ona zgodna z oczekiwaniami rządzących i wspierała lansowane przez Salon teorie, wytłuszczane później w leadach do artykułów zaprzyjaźnionych pism. Nie ma przy tym znaczenia, czy manipulują i naginają rzeczywistość świadomie, czy nieświadomie, bowiem faktem jest brak jakichkolwiek pozorów obiektywizmu. A to już ciężki grzech dla naukowca.

      Mamy więc z jednej strony artykuły pod wymownymi tytułami, jak np. „Skłonność do paranoi” (Wprost, nr 41/2010), gdzie profesorowie (tu akurat Janusz Czapiński w rozmowie z Tomaszem Machałą), częstują nas naukowymi i na pewno popartymi stosowną analizą i metodologią diagnozami:

„...Część konserwatystów nie dopuszcza żadnych argumentów. To są fundamentaliści. Z nimi nie ma żadnej dyskusji, tak jak nie było żadnej dyskusji pod krzyżem i Pałacem Prezydenckim.”

„Większość polaków (pisownia oryginalna- przyp. M.) jest skłonna wierzyć w teorie, że katastrofa smoleńska była zamachem, że dobijano rannych”

„Są miliony Polaków, którzy myślą o tej sprawie w podobny sposób. Gdyby nie, to uskrajnienie retoryki i popadanie w paranoidalne myślenie przez Jarosława Kaczyńskiego spowodowałoby dołowanie PiS w sondażach. Tak się nie stało. On stracił kontakt z ziemią, a ten elektorat go popiera.”

„My jesteśmy zakładnikami tej większości.”

„Polacy węszą, że gdzieś ciemne siły maczały palce i że to jest nie do wyjaśnienia. Jest w polskim spojrzeniu na rzeczywistość trochę skłonności do takiego paranoidalnego myślenia.”

„Gdyby pan rozmawiał z losowo wybranym proboszczem z małej parafii, to włosy stanęłyby panu dęba. To jest przerażająca opowieść. Oni ciągle w taki sposób myślą: że nie odzyskaliśmy suwerenności, że nie jesteśmy samodzielni. Że ciągle ktoś spiskuje przeciwko nam.”

„Można naprawdę wiele zrobić, żeby zaszczepić Polaków przeciwko ustawicznemu podejrzewaniu, że wszyscy, z którymi próbują coś załatwić, mają złe intencje. To jest podstawa tego paranoidalnego myślenia.”

„Dwie hordy, które będą na siebie podejrzliwie patrzeć. Zresztą ci zgromadzeni pod krzyżem też sobie tak w pełni nie ufali. Jedni uważali się za lepszych wyrazicieli idei, a innych za gorszych albo za zdrajców. Więc nawet w – ramach tych hord Polacy nie potrafią z sobą współpracować.”

„[Jarosław Kaczyński] wolałby sobie strzelić w łeb, niż dać się zmusić, by iść na jakiekolwiek kompromisy. Kaczyński nie będzie gotowy, żeby wracać do centrum. To była krótka podróż pod wpływem środków chemicznych.”

„Będziemy mieli zakonserwowaną strukturę mentalną z przewagą tych, którzy są zamknięci na jakiekolwiek argumenty w zakresie światopoglądu. Oni uważają się za obrońców wartości narodowych. I tak do upadłego będą ich bronić, nawet jeśli ten polski pociąg rozwoju się zatrzyma. Wtedy zaczną protestować, że jest im źle, że nie mają pieniędzy.”

      Tendencyjność przedstawianych treści nie raziłaby, gdyby profesor Czapiński wypowiadał się jako osoba prywatna, kiedy jednak wzywany jest do mediów jako psycholog społeczny, oczekiwałabym bardziej złożonej analizy ludzkich postaw. Powyższy wywiad nie jest niestety przypadkiem odosobnionym, pan profesor bowiem ma widoczne ciągoty do tego, aby stać się opiniotwórczym i dyspozycyjnym organem zaprzyjaźnionych mediów. Koszta w postaci utraty naukowej wiarygodności oraz sprzedania bardzo tanio, bo w zamian za chwilową popularność, naukowej rzetelności, wydają się nie być dla niego za wysokie.

      Spójrzmy na kolejne arbitralnie głoszone mądrości tego psychologa (Gazeta Wyborcza, 2012-04-23) i wywiad pt.: „Prof. Czapiński: Lud radiomaryjny jest silniejszy niż lud smoleński” , na temat manifestacji w obronie telewizji Trwam:

„80 proc. Polaków jest coraz bardziej zadowolonych z życia, ale na placu Trzech Krzyży była ta frakcja polska, która jest niezadowolona i nigdy nie zdradzi ojca Rydzyka.”

„Lud smoleński jest moim zdaniem mniejszy niż lud radiomaryjny. Nie wszyscy słuchający Radia Maryja czy czytający "Nasz Dziennik" wierzą w spiskową teorię katastrofy smoleńskiej.”

„To był rzeczywiście imponujący marsz. W Polsce rzadko się zdarza, żeby zmobilizować aż tak dużą grupę ludzi. Ale wiele wskazuje na to, że tak wielkich demonstracji będzie coraz mniej.”

„Niewątpliwie zostali pokrzepieni. Każda sytuacja, w której możemy policzyć ludzi do nas podobnych, krzepi. To mocne wsparcie społeczne. Zapewne uczestnicy marszu wrócili do domu podbudowani. Ale ta tabletka nie uśmierza bólu na długo.”

      Lub na te wygłoszone w wywiadzie dla portalu TVP Info (08.04.2011) pt.: „Rozpacz minęła, została polityka” :

„Uruchamiane są też próby zarażenia Polaków spiskowymi teoriami, że to nie był przypadek i katastrofa mogła zostać przez kogoś zaaranżowana. Ale nawet gdy włączy się do przeżywania tej tragedii dodatkowy mechanizm, związany z interesem politycznym, to jeszcze nie znaczy, że większość Polaków jest skłonna wierzyć w tego typu interpretacje.”

„Musimy sobie zdawać jednak sprawę, że ta autentyczna, emocjonalna żałoba jest już za nami. Na pewno dla ogromnej większości Polaków. Wszelkie próby podrasowania nastroju tragedii narodowej trafią dzisiaj na mniej podatny niż pół roku, temu grunt.”

„Emocje będą miały barwę polityczną, będzie w nich sprzeciw wobec tych, których się oskarża o niecne postępowanie wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czy całego obozu skrajnej prawicy w Polsce przed tą tragedią. To będą emocje wykluczające dużą część Polaków, jako tych, którzy nie mają prawa identyfikować się z głównymi ofiarami, czyli z parą prezydencką. Innymi słowy w tle będzie tragedia smoleńska, na wierzchu – walka polityczna.”

„Niewątpliwie są jednak w Polsce duże grupy społeczne, bardzo sfrustrowane, lokujące przyczynę własnych nieszczęść po stronie państwa, rządu. Obwiniana jest też historia. Ogromna część Polaków, można śmiało powiedzieć, że ok. połowa dorosłych, uważa, że gdyby nasza historia potoczyła się inaczej, Polska byłaby w lepszej kondycji. Gdybyśmy urodzili się gdzie indziej, w innym czasie; gdyby nie było wojen, fałszywych rządów, szeregu tragedii narodowych, bylibyśmy bardziej u siebie w domu.”

„To nie zawsze jest szukanie usprawiedliwienia dla nieudolności życiowej. To jest także szukanie wyjaśnienia, dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje i w tym sensie polska mentalność jest zarażona teoriami spiskowymi. One dostarczają spójnego i łatwego wyjaśnienia, dlaczego nam się nie wiedzie, dlaczego nie doszliśmy do miejsca, o którym marzyliśmy w 1990 r. Ludzie ciągle zadają sobie pytania, dlaczego jest tyle niesprawiedliwości, dlaczego rząd jest nieudolny, dlaczego sobie nie ufamy i dlaczego wiedzie mi się gorzej niż sąsiadowi. Najłatwiej odpowiedzieć na te trudne pytania, odwołując się do tezy, że to jest w czyimś interesie. I okazuje się, że „komuś” zależy, by nam się źle wiodło, byśmy byli marginalizowani w Unii Europejskiej i żeby polski rząd był nieudolny. Przykłady można mnożyć. Natura spiskowych koncepcji jest taka, że nie da się ich ani obalić, ani potwierdzić.”

„Teoria spiskowa jest zawsze wynikiem nieszczęść, kryzysów i frustracji. Polacy należą do społeczeństw szczególnie pokiereszowanych przez historię. Tragedia smoleńska jest doskonałą pożywką dla teorii spiskowych. Niezależnie od tego, ile powstanie raportów wyjaśniających jej przyczyny, nikt nie zdoła obalić popularnych w wielu środowiskach koncepcji, że za nią kryły się niecne zamiary wrogich sił.”

„Będą padać pytania, na które nikt nigdy nie udzieli wiążącej odpowiedzi. To zarzewie różnych sporów politycznych i ideologicznych przetrwa całe wieki i pozostanie stałym elementem polskiej debaty. Nigdy nie powróci jednak taki emocjonalny koloryt, jaki obserwowaliśmy tuż po 10 kwietnia 2010 r.”

„Minął już okres żałoby i wystygły emocje.”

„Jeśli miałbym wskazać, co dominuje w polskiej mentalności, to jest to skłonność do przypisywania innym złych intencji. Gra jest zero-jedynkowa – albo moje na wierzchu, albo podstępnego wroga.”

„Problemem jest to, że są niezwykle precyzyjne kryteria, określające sojuszników. Duża część Polaków tych warunków nie spełnia i można ich nazwać zaprzańcami, tak jak to uczynił swego czasu poseł Antoni Macierewicz.”

      I dalej:

„On [Jarosław Kaczyński] jest wręcz usposobieniem takiego rozumienia wspólnoty politycznej. Jako polityk ma do tego prawo. Ale gdyby przejął władzę, to takie myślenie staje się niebezpieczne dla reszty, nawet dla tych, których był skłonny zaliczyć do swoich. Innymi słowy, taki sposób myślenia w polityce może w pewnym momencie przerodzić się w prawdziwą tragedię narodową. Mieliśmy do czynienia z wieloma tego typu przykładami. Ekstremalny i najbardziej bolesny kształt przybrało to na terenie dawnej Jugosławii, gdzie doszło do wojny domowej. Uruchomienie stereotypów, dzielących w sposób ostry na swoich i obcych, może zaowocować najgorszym.”

„Mogę tylko stwierdzić z przykrością, że połączenie tragedii osobistej i politycznej daje w efekcie mieszankę wybuchową. Zamiast w milczeniu i odosobnieniu przeżywać żałobę osobistą, on ją obleka w entourage polityczny i próbuje Polakom powiedzieć, że jest jedynym heroldem prawdy, jedynym obrońcą dobrego imienia swojego brata. Twierdzi, że jest depozytariuszem wszystkich najważniejszych wartości narodowych, które realizował zmarły prezydent.”

„Poznałem niedawno wyniki sondy, przeprowadzonej wśród studentów i z przerażeniem stwierdziłem, że większość z nich w ogóle nie wie, co wydarzyło się w Katyniu. Niektórym myliły się te dwie tragedie. Byli tacy, którzy sądzili, że Smoleńsk to drugi Katyń. Jeśli taki mentlik panuje w głowach wykształconej polskiej młodzieży, to w głowach większości Polaków nastąpi silna zbitka jednej i drugiej tragedii i odległość w czasie między nimi przestanie mieć znaczenie.”

      W „Dużym Formacie” w wywiadzie pt. ”Inna ballada o Januszu Czapińskim” (27-03-2011) padła na koniec znamienna wymiana zdań:

„- Był czas, kiedy występował pan we wszystkich programach i stał się dyżurnym autorytetem kraju.
- Dziś częściej odmawiam. Bo to był mój nie drugi czy trzeci, ale pierwszy etat. Zabierał mi czas na stanie w oknie i stawianie pasjansa (śmiech).”

      Profesorze, apeluję o konsekwencję w powziętym zamierzeniu!

      Niechlubną tradycją był wkład niektórych psychologów i socjologów w umacnianie minionego systemu. Przy podobnym wsparciu wzmacniane się dzisiejsze patologie i da się łatwo zaobserwować, że prace takich autorytetów od walki informacyjnej i manipulacji jak Vladimir Volkoff, Wiktor Suworow, czy Anatolij Golicyn nie tracą na aktualności. Manipulacja czytelnikami za pomocą „autorytetów”, „ekspertów”, czy konkretnie „psychologów” ma długą tradycję, proszę jednak mieć na uwadze profesorze, że w zderzeniu z faktami, nauką i metodą, bardzo łatwo skończyć jako pseudoautorytet.

      Dla odprężenia, już w ramach zabawnej dykteryjki, pozostaje mi tylko wspomnieć o drugiej stronie medalu, jaką jest naiwna, infantylna i neoficka interpretacja rzeczywistości przy wykorzystaniu podręcznikowych formułek i powierzchownych sloganów. Tu również mamy do czynienia z pseudoanalizą - oderwaną od kontekstu propagandą sukcesu, która sugeruje, że Autor jest właśnie na jakiejś abstrakcyjnej krzywej wznoszącej i (zacytuję klasyka), „odleciał tak bardzo, że został naturalnym satelitą Ziemi”. Na tym polu nieocenione zasługi odniósł ostatnio dr Konrad Maj („Po zakończeniu olimpiady mieszkańcy Lillehammer wpadali w depresję. Jak będzie z nami po Euro?” , Gazeta Wyborcza, 02-07-2012). Przy czym cały wywód nosi znamiona jakiejś skrajnej zewnątrzsterowności, nerwicowego wyczulenia na oczekiwania i preferencje innych ludzi oraz niepokojącej potrzeby zdobycia akceptacji i sympatii za wszelką cenę. Panie Kondradzie, spokojnie, polubiłam pana za ten wywiad i dlatego uwieczniam go dla potomności. Oto garść euforycznych mądrości:

„- Czy będzie nam brakować Euro?
- Na pewno będzie brakowało, bo to było pierwsze tak wielkie wydarzenie sportowe w naszym kraju. W związku z podobnymi imprezami mówi się czasem o syndromie Lillehammer, nazwanego tak od norweskiego miasteczka, w którym w 1994 r. odbyły się zimowe Igrzyska Olimpijskie. Lillehammer liczy 25 tysięcy mieszkańców, i gdy po zakończeniu olimpiady wszyscy kibice i ekipy sportowe wyjechały, mieszkańcy bardzo silnie to odczuli, stali się apatyczni, smutni, urosło w nich przekonanie, że nic ciekawego już ich nie spotka, że to była jedyna okazja dla ich miasta, by stać się centrum zainteresowania. W skrajnych przypadkach niezbędna była interwencja psychologiczna, a u niektórych osób stwierdzano objawy depresji. Oczywiście dużym polskim miastom, w, których odbywały się mecze, to zjawisko nie zagraża w takim stopniu, bo są one żywe, pełne rozmaitych wydarzeń kulturalnych, ale mieszkańcom Gniewina czy Opalenicy może być trudno poradzić sobie z faktem, że nie ma już u nich wspaniałych gości - nie tylko piłkarzy, ale kibiców i dziennikarzy z wielu krajów. Owszem, przez ostatni miesiąc żyliśmy w nieco innej rzeczywistości - bardziej kolorowej, gdzie ludzie się bawią na ulicach, tańczą, przebierają. Ale taka jest kolej rzeczy, trzeba wrócić po ty miesiącu zabawy do codziennego życia.”

„- Czy coś po tym Euro, nam zostanie? Czy mistrzostwa czegoś nas nauczyły?
- Na pewno było lekcją pozytywnego patriotyzmu. Zobaczyliśmy, że nie tylko kibicowanie, ale również patriotyzm, który w jakim sensie jest z nim związany, może mieć wesoły, karnawałowy charakter. Nie zawsze musi przybierać poważną minę. Dotychczas biało-czerwona flaga i hymn pojawiały się zwykle przy okazji okoliczności budzących negatywne emocje, gdy chcieliśmy pokazać, że jest nam źle, np. przy okazji protestów, wyrażania niezadowolenia albo świąt narodowych. Tu nagle okazało się, że barw narodowych nie trzeba zawsze traktować z patosem i czcią - że można nosić biało-czerwoną czapkę lub śmieszne spodenki i to też jest sposób okazywania dumy.”

„...Mistrzostwa były dla nas czymś na kształt zbiorowej psychoterapii. Pokazały nam, że liczy się człowiek, a nie narodowość i nie jest istotne, że ktoś ma na swojej fladze jeden pasek więcej albo czy ma on kolor niebieski czy zielony. Widziałem ludzi, którzy mieli na jednym policzku flagę rosyjską, na drugim niemiecką, a na czole biało-czerwoną. Każdy też widział egzotycznych obcokrajowców z barwami polskim, śpiewającymi łamaną polszczyzną "poooolska - białoceeerwony". Coś, co kiedyś byłoby chyba do uwierzenia. Oni nam kibicują, utożsamiają się, wyrażają dla nas podziw! To nie chodzi tylko o wymiar sportowy - to sygnał ogólnej sympatii dla nas, podziwu. Czas w to uwierzyć, że mamy powody do zadowolenia.”

„W mojej opinii Euro było symbolicznym zakończeniem okresu transformacji. Kibice, którzy przyjechali z zagranicy wystawili nam cenzurkę z celującymi wynikami. Politycy na co dzień lubią nam psuć humory, a tu nagle przyjeżdża ktoś z zewnątrz i mówi, że jest Polska jest cudowna. Taka zewnętrzna ocena może mieć czasem większe znaczenie, niż wewnętrzna - usłyszeliśmy, że jesteśmy gościnni, a nawet, że jest u nas czysto i mamy dobrą infrastrukturę oraz hotele.”

„Skończyła się impreza, zostaliśmy w wyremontowanym domu, trzeba więc posprzątać i zastanowić się: co dalej? By nie osiąść na laurach, warto postawić cel, bazując na pozytywnych emocjach, których ostatnio byliśmy świadkami. Może w dalszej perspektywie Mundial albo Olimpiada? Wyznaczenie sobie takiego celu może pomóc podtrzymać w nas motywację do zmian, oraz aby nadal przedstawiać się z jak najlepszej strony i umacniać pozytywny stereotyp - "Gościnny Polak".”

„- Euro było okazją nie tylko do świętowania z kibicami z innych krajów, ale i zabawy ze znajomymi. Czy bez mistrzostw nadal będziemy tak skłoni do wspólnego świętowania?
- Pokazaliśmy wyraźnie, że potrafimy się bawić doskonale, jeśli stworzy się nam odpowiednie ku temu warunki. Takie zapewniały strefy kibica. To były miejsca, o których wiedzieliśmy, że można się tam wytańczyć, wyśpiewać, naładować akumulatory. W wielu miastach takimi centralnymi miejscami, w których można wspólnie się bawić są rynki. W Warszawie to jest trochę rozmyte, ale plac pod Pałacem Kultury sprawdził się tu dobrze. Może władze miasta powinny pomyśleć, by takie miejsce zostało na stałe? Żeby można było tu przyjść, choćby po to, aby posłuchać na żywo muzyki. A ktoś, kto przyjedzie do stolicy nie musiał szukać miejsc, gdzie naładuje się dobra energią.”

      Na takie dictum pozostaje mi tylko „założyć śmieszne spodenki”, choć chyba wolę „podejrzliwie na to spojrzeć” jako sceptyczny „ordyniec”. I zapłakać.

/Magda/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Kazia dnia 07.07.2012
Pseudopsychologia i pseudosalon. A wszytko podlane sosem pseudointeligenckim. Magda fajnie wyłapałaś owe niby to profesjonalne diagnozy które są puste jak główki je wygłaszające. Pozdrawiam.
#2 | Artur dnia 07.07.2012
Przyzwyczaiłem się do takiego typu komentarzy. W tym akurat zdanie: "odleciał tak bardzo, że został naturalnym satelitą Ziemi" bije na głowę wszystko. I choć to klasyk to uśmiałem się do łez. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną