Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Trwają nadal mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Trudno tego nie zauważyć, skoro media ponad wszelką miarę nadmuchały tę imprezę jak gumowy balon. Z tym, że był to balon niczym nieuzasadnionych oczekiwań. Nie będę się zastanawiał się nad celowością takiego działania. Niestety już nie ma naszych(?) reprezentantów. Balon pękł. Boleśnie wróciliśmy do szarej rzeczywistości.
24.06.2012r.


      „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”

      Trwają nadal mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Trudno tego nie zauważyć, skoro media ponad wszelką miarę nadmuchały tę imprezę jak gumowy balon. Z tym, że był to balon niczym nieuzasadnionych oczekiwań. Nie będę się zastanawiał się nad celowością takiego działania. Niestety już nie ma naszych(?) reprezentantów. Balon pękł. Boleśnie wróciliśmy do szarej rzeczywistości. Już wcześniej miałem się odnieść do tych zawodów, ale poczekałem na wynik fazy grupowej, która dla biało-czerwonych (w takich bowiem strojach występowali „nasi”; jak to dobrze, że na koszulkach znalazło się miejsce dla polskiego godła) była wyjątkowo przewidywalna. Nie mam zamiaru „kopać leżących” i pastwić się nad – skądinąd w sumie sympatycznymi i ambitnymi – chłopakami. Tak naprawdę, są to (poza naprawdę nielicznymi wyjątkami) bardzo mili młodzi ludzie. Nie jestem też aż takim wytrawnym znawcą sztuki piłkarskiej, ani nie mam zamiaru wnikać w futbolowe zawiłości, które bez wątpienia, w wielu wypadkach, sięgają bardzo daleko poza sportowy wymiar, by podejmować się prób analiz boiskowych (i pozaboiskowych też) wydarzeń. Tu raczej powinna wykazać się jakaś komisja śledcza. Najlepiej jednak, by nie była „zsekułaryzowana”.

      Ale przecież ewangeliczne motto dzisiejszych rozważań zobowiązuje, by do niego nawiązać. Jak do tej pory można odnieść wrażenie, że zupełnie o nim zapomniałem. Otóż nie. Pamiętam świetnie, a pomagają mi przy tym „oflagowane” domy, samochody, traktory, szopy, stodoły (sic! – sam widziałem), itp. Początkowo nawet myślałem, że to jakiś masowy strajk, albo zbiorowa odpowiedź na Chrystusowe wezwanie, by nie być bojaźliwymi w okazywaniu swoich uczuć religijnych, patriotycznych, ogólnoludzkich. W mojej piersi zawsze biło i bije polskie serce, dlatego raduję się, gdy widzę jak jest „pięknie”. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie dostrzegł, że to „piękno” niewiele ma wspólnego z prawdziwym patriotyzmem. A już na pewno nie z religijnością. A przecież w naszej tradycji te wartości były zawsze nierozłączne. Stąd, narażając się pewnie wielu, muszę rzecz nazwać po imieniu. To oczywiście moja osobista i prywatna opinia i nie każdy musi przyjmować ją jako dogmat. Uważam bowiem, że to, co dzieje się w społeczeństwie jest zwykłą zbiorową histerią, pomijając już fakt, iż różnej maści (nazwijmy to po imieniu) cwaniacy, biurokraci, kombinatorzy zarabiają na niej krocie. Jedno jest pewne – z chrześcijańskim duchem sportu, którego wagę tak mocno podkreśla św. Paweł w liście do Tymoteusza ("W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem.") na próżno szukać jakiegokolwiek utożsamienia. Przytoczę tutaj, pełne wiary i troski, a zarazem odważne słowa Przewodniczącego Zespołu Apostolstwa Trzeźwości przy Episkopacie Polski. Podkreślił w swym kazaniu na Jasnej Górze, że nie ma nic złego w piłce nożnej i kibicowaniu, ale "(…) wielu wykorzystuje mistrzostwa Europy do promowania alkoholu, przede wszystkim w strefach kibica, ze stoiskami piwnymi browaru sponsorującego imprezę. Już od miesięcy browary uczyniły wiele, aby w świadomości kibiców stworzyć silną więź łączącą piwo z emocjami sportowymi, ze wspólnym kibicowaniem, a nawet z wartościami patriotycznymi. Nie zawahano się wykorzystać barw narodowych oraz polskiego hymnu, by rozpijać Polaków. Jest to strategia oburzająca, zasługująca na potępienie. Ten spektakl akcji promocyjnej pokazuje, jak niedoskonałe jest prawo obowiązujące obecnie w Polsce, a jednocześnie jak bierne są władze, odpowiedzialne za ochronę Polaków przed skutkami nadmiernej konsumpcji alkoholu. Wystarczy postawić pytania, czy rzeczywiście przestrzega się zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim? Kto widział relacje z warszawskiego metra po meczu Polaków, ten bez problemu spostrzegł młodych ludzi powracających chwiejnym krokiem do domu. (...) Bądźmy świadomi, że największymi przegranymi tych mistrzostw nie będą piłkarze odpadających drużyn. Największymi przegranymi będą młodzi ludzie, w których umysłach na wiele lat zakoduje się, że bez alkoholu nie ma dobrej zabawy, nie ma wspólnoty. Największymi przegranymi będą ci, którzy wpadną w uzależnienia. O Euro zapomnimy bardzo szybko, a te dramaty będą ciągnąć się latami. (...) Gdy reprezentant Polski ukląkł i przeżegnał się (jak wielu z nas wie, polski bramkarz Przemysław Tytoń przed rozpoczęciem gry przyklęknął i uczynił znak krzyża – przyp. mój), w mediach podniósł się krzyk, że to kompromitacja reprezentacji i zachowanie niewłaściwe dla dzisiejszych czasów. Gdy tysiące ludzi upija się publicznie, wszyscy milczą, nie widząc w tym nic kompromitującego ani niebezpiecznego”. A teraz P.T. Państwa zaskoczę może najbardziej. Powyższy cytat zaczerpnąłem nie np. z „Niedzieli” ani „Gościa Niedzielnego”, ale z internetowej, częstochowskiej „mutacji”, „jedynie słusznej, wybiórczej” gazety.

      Z tym co stwierdził ks. biskup Bronakowski wiąże się, co ciekawe, także problem wspomnianego już oflagowania naszego kraju. To naprawdę chwyta za serce, gdy Polacy afirmują swoją narodową tożsamość. Ale, jak zawsze, brakuje w tym zwykłego ludzkiego rozsądku. Nie miałbym nic przeciwko np. samochodom jeżdżącym z biało-czerwonymi chorągiewkami, gdyby podobny zwyczaj wprowadzono nie tylko w czasie trwania jakichkolwiek zawodów sportowych, ale również 11 listopada, 2-3 maja czy 15 sierpnia. To świadczyłoby zarówno o odwadze jak i przywiązaniu do narodowych tradycji i prawdziwych wartości. Natomiast auto jadące z kilkoma nawet łopoczącymi chorągiewkami, póki co, bardziej kojarzy mi się z traktowaniem narodowych barw jak baloników odpustowych, czy z mało przemyślaną farsą, niż z autentycznym przywiązaniem do polskości. A tak bardzo bym chciał, żeby to był wyraz prawdziwego zjednoczenia Polaków. Takiej jedności, jakiej przykłady mieliśmy już wielokrotnie w przeszłości, a której tak bardzo się boją ci, którzy raczej nie myślą, ani nie czują po polsku. I szczerze pisząc, mam nadzieję, że mimo wszystko taka reakcja społeczna jest jakąś przesłanką ku temu, by sądzić, że wielu z nas jakby się przebudziło i przypomniało sobie „(…) skąd nasz ród”. Jeśli takie będzie nastawienie moich Rodaków, to publicznie oświadczam, że osobiście udekoruję swój samochód (i nie tylko) na biało-czerwono, nawet z okazji masowych imprez sportowych. Ale śmiem twierdzić, że to chyba jednak na razie tylko moje nieśmiałe marzenia, bo na pewno wyrazem chyba – proszę wybaczyć – bezmyślności jest ozdabianie domów niby biało-czerwoną flagą, która w efekcie jest kryptoreklamą browarów. Były sędzia Trybunału Konstytucyjnego powiadomił nawet w związku z tym prokuraturę, uważając, że doszło do znieważenia flagi narodowej.

      Pamiętając o wskazaniu naszego Nauczyciela i Zbawcy, przeczytanym w dzisiejszej Ewangelii, abyśmy nie byli „bojaźliwi”, powrócę jeszcze raz do gestu polskiego bramkarza, a konkretnie do tego, co było potem, a co bp Bronakowski nazwał „medialnym krzykiem”. Kiedy kolega Przemysława Tytonia, Perquis, po strzeleniu gola w majowym meczu ze Słowacją, wykonał gest voodoo „Nasz Dziennik” , zaangażował znanego demonologa, o. Aleksandra Posackiego, który orzekł, że magia voodoo jest kultem opętańczym, natomiast ludzie ją praktykujący "(…) do końca nie są świadomi tego, z jakimi siłami mają do czynienia". To wychodzi dopiero w konfrontacji z chrześcijaństwem. Inni „znawcy” jakby tego nie zauważyli. Natomiast Tytonia za chrześcijański gest zaatakował jeden z pseudoautorytetów. Według niego znak krzyża miał skompromitować całą naszą reprezentację. Serwis wPolityce.pl, który przytacza słowa owego, zniesmaczonego pięknym gestem, pana, podkreśla także, że autor słów bijących w bramkarza dałby Tytoniowi "czerwoną kartkę do końca Euro". Jednak można było również wyczytać tam inne, jakże krzepiące, słowa: "Trudno z Błaszczykowskiego czy Tytonia zrobić moherowy beret. Jednak będą próbowali. Na razie im nie wypada”.

      Na koniec – więcej optymizmu. Otóż kiedy przestaniemy być „bojaźliwi”, wówczas zrozumiemy to, do czego wzywa nas poeta Jan Kochanowski w Pieśni XX: "Miło szaleć kiedy czas potemu…”. Nie ulega wątpliwości, że należy rozważnie cieszyć się życiem. Tę radość możemy i powinniśmy okazywać również na sportowych arenach. Kochanowski był wielkim humanistą i w ten sposób pojmował ideał szczęścia. Jest nim możliwość oddawania się ulubionym zajęciom, życzliwość wobec innych ludzi, możliwość osiągnięcia wewnętrznej harmonii. Powtarzał wciąż, że w życiu ludzkim najważniejsze są: cnota i czyste sumienie. Jedną z tych cnót jest chrześcijańska odwaga, wynikająca z prawdziwej wiary, a do takiej właśnie usilnie wzywa nas Pan.

      Tak bardzo potrzeba nam odważnej wiary, która jest niezależna od życiowych okoliczności; która daje siłę i moc w szarej codzienności; która nie boi się całkowitego, wręcz ślepego zaufania, bo wie w Kim to zaufanie pokłada. Potrzeba nam takiej wiary, jaką miał dzisiejszy Patron św. Jan Chrzciciel.

/ks. Wiesław Multan/

Nasze blogi:






Komentarze
#1 | Artur dnia 26.06.2012
Cunik - wzajemni wszystkiego dobrego!
#2 | XWM dnia 25.06.2012
Do P.T. Czytelników
Serdecznie dziękuję za miłe słowa. Napawają mnie otuchą, bo przecież w kwestii literackiego "udzielania się" jestem absolutnym amatorem. Natomiast wszystkie powyższe rozważania to efekt moich przemyśleń, z którymi chcę się z Państwem dzielić i szalenie mi miło, gdy decydujecie się z nimi zapoznawać. Będę wdzięczny za wszelkie sugestie i pomoc w powstawaniu następnych tesktów. Gorąco pozdrawiam. Ks. WM
#3 | cunik dnia 25.06.2012
Tak samo jak ksiądz zauważyłem swoisty zalew flag narodowych i quasi narodowych na samochodach, na balkonach, na domach a nawet na twarzach kibiców. Żałuje tylko,że w czasie świąt narodowych jak 3 V, 11 XI, 1 IX, 1 VIII tylko nieliczne budynki są ustrojone. Nie wymagam by każdego 12 wywieszać flagę polską i kirem , choć ja tak czynie. Podczas pobytu w USA ze zdziwieniem obserwowałem jakim szacunkiem darzą Amerykanie swoją flagę. Polecam krótki film http://www.youtube.com/watch?v=ASRdDh3SVyE
Serdecznie pozdrawiam księdza Multana i Artura
#4 | Artur dnia 24.06.2012
Wystarczy popatrzeć w większych miastach na bannery w uczęszczanych miejscach koło dworców i galerii, znane twarze reklamują piwo... Ma ksiądz całkowitą rację, a co do flag wywiesiły je tzw. pikniki - już niewiele zostało. Pozdrawiam
#5 | Kazia dnia 24.06.2012
@XWM
Ciekawie Ksiądz ujął to przeinaczanie i wykrzywianie wartości - pozytywnej rywalizacji sportowej czy symboli narodowych - do doraźnej polityki albo celów komercyjnych. Jakby Polskę nawiedził Woland z Behemotem. Ostatnia kumulacja absurdalnych i nieszczęśliwych zdarzeń każe spojrzeć na nasz kraj jak na próbę uczynienia z niego poletka doświadczalnego.
Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną