Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

„Usłużni i wybrani” dziennikarze wylewają „krokodyle łzy”, usiłując wesprzeć „siły przewodnie”, chociaż zapominają zapewne, że nie ma nic bardziej odrażającego niż takie zachowanie prymitywnego sługusa, okazującego „grupie trzymającej władzę” haniebną służalczość. Ten gatunek ludzi, płaszczących się i za wszelką cenę „bijących punkty” u przełożonych, depcząc przy okazji swoją osobistą godność, budzi odrazę w każdej hierarchii i ustroju oraz we wszystkich organizacjach i społecznościach.
13.05.2012r.


„To wam powiedziałem, aby radość Moja w was była i aby radość wasza była pełna”.

      Któż nie chciałby, żeby tak było?. Ale z czego tu się cieszyć? Maklerzy załamują ręce, bo mijający rok nie był łaskawy dla posiadaczy akcji notowanych na warszawskim parkiecie. „Zaliczyli” straty rzędu 21 proc. Właściciele wielu nie tylko potężnych koncernów, ale i małych firm niemal wpadają w rozpacz, bo zyski coraz mniejsze, więc potrzebna będzie – jak to się zwykło poprawnie nazywać – restrukturyzacja (czytaj: masowe zwolnienia z pracy). Decydenci – zarówno krajowi jak i zagraniczni (co często bywa tożsame) – wszystkim naokoło (naturalnie, zazwyczaj z pominięciem siebie) zapowiadają „zaciskanie pasa”. Słowo „kryzys”, skądinąd dla niektórych bardzo wygodne, odmienia się przez wszystkie przypadki, uzasadniając najczęściej w ten sposób zwykłą nieudolność panujących. Chociaż wątpię, czy tylko o nieudolność tutaj chodzi. „Usłużni i wybrani” dziennikarze wylewają „krokodyle łzy”, usiłując wesprzeć „siły przewodnie”, chociaż zapominają zapewne, że nie ma nic bardziej odrażającego niż takie zachowanie prymitywnego sługusa, okazującego „grupie trzymającej władzę” haniebną służalczość. Ten gatunek ludzi, płaszczących się i za wszelką cenę „bijących punkty” u przełożonych, depcząc przy okazji swoją osobistą godność, budzi odrazę w każdej hierarchii i ustroju oraz we wszystkich organizacjach i społecznościach. Najczęściej owe (przepraszam za wyrażenie, ale jest ono z pewnością adekwatne do tego typu postaw) kanalie atakują tych, którzy nie mogą się bronić. Jakby nie pamiętali lub woleli nie pamiętać, że taka nadgorliwość, zalicza się do najbardziej podłych czynów, okrywających hańbą nie tylko tych, co się ich dopuszczają, lecz także tych, którzy, mając władzę, takiego gestu nie potrafią lub nie chcą potępić.

      I w tym, często tworzonym na życzenie, „piekiełku”, mamy – zgodnie z zaleceniem Pana – kształtować w sobie „pełną radość”. Tak naprawdę wszyscy wyżej wymienieni „cierpiący” nijak się mają do nas. Ich „problemy” są często fraszką w porównaniu z tym, co przychodzi nam przeżywać. A jednak usiłuje się nam wmówić, że jest tak wspaniale. My natomiast nie powinniśmy się dać otumanić. Jeśli ktoś próbuje nas zniszczyć, zaszczuć, podeptać, wówczas, będąc naturalnie cierpliwymi, nie możemy w nieskończoność ulegać, bo nie jesteśmy tchórzami, tylko trzeba w końcu takiemu nadgorliwemu nędznikowi powiedzieć prosto w oczy: „Dlaczego mnie prześladujesz?”

      Jak to się jednak ma do owej „pełni radości”? Niedawno czytałem dość oryginalne rozważanie o tym, czy Pan Jezus się śmiał lub przynajmniej uśmiechał? Gdy patrzymy tak po ludzku, to łatwo zauważyć, że nie bardzo miał powody, aby być radosnym. Poza tym Ewangelia nic na ten temat nie mówi. Ale czy to możliwe, żeby Bóg-Człowiek, który pra¬gnął w pełni dzielić nasz ludzki los, został pozbawiony daru prawdziwej pogody ducha? Jeśli brakuje radości, to człowieczeństwo okazuje się wa¬dliwe, niepełne, jakby pozbawione istotnego elementu. Rozważmy: Czy to możliwe, że Chrystus przybył na przyjęcie weselne w Kanie Gali¬lejskiej ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy jak na pogrzebie? Czy mógłby przycią¬gnąć gromadki rozbawionych zwykle dzieci lub masy prostych ludzi, gdyby był jakimś gderliwym malkontentem, mającym zawsze marsową minę? Czy, skoro swoim wyznawcom zaleca radość i to „pełną”, można przyjąć, by sam nie był radosny? Zapewne był, chociaż, podobnie jak my, a nawet w nieskończenie doskonalszy sposób będąc wrażliwy, widział np. ludzką nędzę (nie tylko materialną) i nad tym osobliwie ubolewał. Podaje też receptę na tę wyjątkową radość. Wynika ona ze szczególnej pozycji, w jakiej – dzięki dziełu Odkupienia – wszyscy się znaleźliśmy. „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał.” To naprawdę napawa i powinno napawać otuchą i radością, zwłaszcza wówczas, gdy mamy przeświadczenie, że wszystko da nam Ojciec, o cokolwiek Go poprosimy w imię Jego Syna. Takie bowiem odczucie jest w stanie przesłonić wszelkie codzienne troski, a nawet największe życiowe dramaty, których oby nam Pan zechciał oszczędzić.

/Ks. Wiesław Multan/



Komentarze
#1 | Kazia dnia 13.05.2012
Pan Bóg musi mieć ogromne poczucie humoru, inaczej nie stworzyłby człowieka Smile Jak zwykle przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem notkę - rozważania Wiel. Księdza Wiesława Smile Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną