Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Fundacja Lux Veritatis nie otrzyma koncesji dla Telewizji Trwam na nadawanie programu na multipleksie cyfrowym, pomyślałem jak bardzo potrzeba nawrócenia i wiary. Mniej lub bardziej uzasadnione (a zazwyczaj zupełnie nieracjonalne) animozje względem takich czy innych osób nie powinny mieć wpływu na zaniechanie dobra (w tym wypadku umożliwienie nadawania na platformie cyfrowej Telewizji Trwam; stacja ta od lat służy przede wszystkim ewangelizacji), które winno być priorytetem w postawie każdego katolika.
16.03.2012r.


„Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powyrzucał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał”.

      Nasz Pan, już od betlejemskiego żłóbka, kojarzy się nam z Kimś niezwykle delikatnym, subtelnym, „cichym i pokornego serca”. I taki rzeczywiście jest. Ale przecież nie byłby prawdziwym Człowiekiem (a przecież prawda o Chrystusowej, bosko-ludzkiej naturze, jest dogmatem naszej wiary), gdyby nie miał – i to w najdoskonalszym stopniu – ludzkich odczuć. Kiedy więc zauważył, że w „Domu Jego Ojca” – pisząc najogólniej – dzieje się źle, zareagował natychmiast i bardzo spontanicznie. Dla niektórych może zbyt gwałtownie. Wielu pewnie wtedy zgorszyła taka postawa. Niektórych gorszy do dziś. Wydaje się jednak, że i w naszych czasach Pan Jezus zrobiłby użytek ze sznurkowego bicza. Może nawet oberwałoby się mnie lub Tobie, bo Chrystus wie „(…) co się kryje w człowieku”. A naszemu wnętrzu jakże daleko do doskonałej harmonii. Nie wpadajmy jednak z tego powodu w rozpacz. Przecież nie stoimy na całkiem przegranej pozycji. W jerozolimskiej świątyni „(…) wielu uwierzyło w imię Jego”. Wystarczy dołączyć do ich grona. Szczególnie teraz, w czasie Wielkiego Postu, mamy ku temu wyjątkową okazję, by pogłębić naszą wiarę i więź z Odkupicielem.

II Niedziela Wielkiego Postu

„Nauczycielu, dobrze, że tu jesteśmy”.

      Kiedy ogarnie nas jakieś uczuciowo-emocjonalne uniesienie (niezależnie z czym związane) chce nam się krzyczeć z radości, podobnie jak owym uczniom na Górze Tabor. W ten bowiem sposób chcielibyśmy wyrazić coś, czego żadne słowo ludzkie wyrazić nie zdoła. Ale mamy również odwrotne reakcje. Zwłaszcza wtedy, gdy opanuje nas ekstremalnie różne odczucie od tego, wspomnianego wcześniej. Zazwyczaj wówczas chce nam się wyć. To żadna przesada, ani figura retoryczna. Tak się właśnie czułem, gdy przeczytałem słowa pewnej, będącej już w słusznym wieku, celebrytki, która bez – jak by to określiła nasza młodzież – „obciachu” przyznała, że zabiła dwójkę swoich dzieci. Owa „dama” mówi: „Zrobiłam to dwa razy. Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła”.

      Przeczytawszy takie „wyznanie” naprawdę chce się wyć. A swoją drogą, to owej – nazwijmy to po imieniu – podłej aborterce, należałoby powiedzieć chyba tylko jedno zdanie: „Nie wydaje się pani, że to może szkoda, iż kobieta, która panią urodziła, nie miała podobnych poglądów na rodzenie dzieci”.

I Niedziela Wielkiego Postu

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

      Niespełna miesiąc temu mieliśmy okazję słyszeć te słowa w niedzielnej liturgii. Ich powtórzenie wydaje się nie być przypadkiem. Kwestia nawrócenia bowiem zawsze jest „na czasie”. Zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy na początku Wielkiego Postu, który jest okresem szczególnym w całym roku liturgicznym. Zazwyczaj kojarzy nam się z umartwieniami, wyrzeczeniami itp. Nasze postanowienia wielkopostne też najczęściej są w tym duchu. Ale trzeba też podejmować dzieła pokutne nieco inaczej rozumiane. Załóżmy, że ktoś np. odmówi sobie – co daj Boże – spożywania alkoholu. Bardzo cenna inicjatywa. Ale można połączyć ją z apostolstwem. Nie wstydźmy się i miejmy odwagę podsunąć innym, by czynili podobnie i też nie brali do ręki kieliszka. Pamiętajmy również, że i jałmużnę można rozumieć bardzo szeroko. Będzie nią z pewnością ofiarowanie drugim nie tylko określonej sumy pieniędzy, ale swojego czasu, dobrego słowa, cierpliwości, zrozumienia, wyciągniętej dłoni w geście pojednania, pomocy (niekoniecznie materialnej) itp. Zauważ ile jest tych możliwości. Pozostaje teraz tylko kwestia Twojej i mojej dobrej woli. Czy nas na to stać?

7 niedziela zwykła

„Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”.

      To jedno z najwspanialszych zdań, które wypowiedział Chrystus. Nic dziwnego, że wywołało ono różnego rodzaju reakcje. Wielu zapewne, tak jak my, ucieszyły te słowa, bo wreszcie mieli nadzieję na to, że Ktoś zdejmie z nas jarzmo naszych grzechów, że będziemy mogli znów zaczynać od nowa, że jeszcze nic straconego, że jeszcze do mnie i do Ciebie Pan powie: „Synu”; „Córko”.

      Ale to jedna strona medalu. Jest i druga. Były (a pewnie i są) i inne reakcje. „Czemu On tak mówi? On bluźni”. Zastanawia mnie zawsze, gdy czytam ten fragment Ewangelii, czy owo „zgorszenie” było prawdziwe, czy też udawane? A może to było „dwa w jednym”. Jeśli w naszych czasach przychodzi nam słyszeć podobnie szokujące słowa; słowa, które nas poruszają i może gorszą, to przypomnijmy sobie postawę Pana Jezusa. Gorzej, jeśli udajemy „zgorszenie”. Wtedy trzeba nam pamiętać, że obłuda i hipokryzja są szczególnie obrzydliwe. Zawsze lepiej uznać swoją słabość, niż udawać „wielkość”. Taka bowiem „wielkość” (celowo ujęta w cudzysłów) jest czymś, czego powinniśmy się wstydzić.


6 Niedziela Zwykła


„Chcę, bądź oczyszczony”.

      Wszyscy potrzebujemy oczyszczenia. Potrzebuje go też nasza rzeczywistość. To oczyszczenie musi dotyczyć wszystkich dziedzin codziennego życia. Jak bardzo zanieczyszczony jest np. nasz język. Nie tylko chodzi o wulgaryzmy, ale o wszelkiego rodzaju oszczerstwa, kłamstwa, obłudę. Zwłaszcza ta ostatnia jest czymś szczególnie dotkliwym. Niedawno wybuchła afera, bo jeden z posłów wyraził się o swoim czarnoskórym koledze per „Murzynek”. Słowo to nie ma żadnego pejoratywnego oddźwięku. Jeśli się mówi o innych, że są mali, głupcy, psychole – nic to. Zaś słowo „Murzynek” (piszę z dużej litery, bo mam szacunek dla każdego człowieka) dziwnie obraża uczucia wszystkich. No… prawie wszystkich, bo sam dotyczący przyznał, że nie czuje się tym wcale dotknięty. U Tuwima był Murzynek Bambo, a u Sienkiewicza Murzyn Kali i jakoś z tego powodu nic im się nie stało. Proponuje więc wszystkim tym oburzonym, by zmienić język literatury, używając zwrotu „Afropolak”. A gospodyniom domowym niech nie przyjdzie do głowy piec „murzynka”. To koniecznie musi być dla odmiany np. „Afroamerykanin”. I wtedy na pewno będzie poprawnie. Tylko czy normalnie? A to już pozostawiam Waszej ocenie.

V Niedziela Zwykła

„Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami. (…). Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”.

      Pan Jezus – jak łatwo daje się zauważyć choćby z dzisiejszego fragmentu Ewangelii św. – w sposób niepodzielny łączył nauczanie z cudami. Co więcej – zawsze szczególny nacisk kładł na to pierwsze. Jemu współcześni, podobnie jak my, woleli raczej oglądać spektakularne wydarzenia, zwane cudami. Wiadomo, że sensacja bardziej pociąga i przykuwa uwagę. Natomiast zapominamy, że najważniejsza jest osobista postawa. Chrystus, szczególnie od tych, których uzdrawiał, wymagał deklaracji wiary. Wymaga tego również od nas. Niestety, często bez skutku, chociaż oficjalnie uważamy się za wierzących. Wygląda więc na to, że są to deklaracje bez pokrycia. Wsłuchajmy się więc w Chrystusowe nauczanie, zawierzmy Panu, a wtedy i my – nawet może niezauważalnie – dostąpimy łaski uzdrowienia z chorób duszy lub ciała.

IV Niedziela Zwykła

„Milcz i wyjdź z niego!” (Mk 1,21).

      Wydawać by się mogło, że opętanie – w jak najbardziej realnym tego słowa znaczeniu – to już relikt przeszłości. Nic bardziej mylnego. Szatan może zmienia tylko metody swego działania, w zależności od miejsca i czasu. To istota na wskroś inteligentna i potrafi dostosować się do każdej, a więc i obecnej, sytuacji. Dzisiaj, wbrew pozorom, też mamy ludzi opętanych. Dla niektórych takie określenie byłoby z pewnością wręcz obrazoburcze. Ale są i tacy, którzy – dla podniesienia swego „prestiżu”, „sławy” czy pieniędzy (to pragnienie już nie wymaga cudzysłowu, bo jest wyjątkowo prawdziwe) – nie mieli by nic przeciwko temu, by na prawo i lewo rozgłaszać np., że są satanistami. Uznają zasadę: „Nie ważne jak, byle się o nich mówiło”. Gorzej, gdy w tym nazywaniu ich jest zawarta – skądinąd bardzo dramatyczna – prawda. Nie mam zwyczaju umieszczać w moich refleksjach jakichkolwiek nazwisk, ale w tym miejscu może trzeba by było odstąpić od tego założenia. Wielokroć bowiem, śledząc postawy niektórych ludzi sceny, pióra, polityki, kultury i wielu innych dziedzin; ludzi, którzy celowo lub nie – to chyba nie ma aż tak wielkiego znaczenia, zatracili poczucie elementarnego człowieczeństwa i nurzają się w – nazwijmy to po imieniu – szambie skandalu i chamstwa, chciałoby się powtórzyć za Zbawicielem: „Milcz i wyjdź z niego!”

III Niedziela zwykła

„Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

      Powyższe słowa wypowiada kapłan w Środę Popielcową, gdy posypuje nasze głowy popiołem. Wydaje się więc, że nie są one najodpowiedniejsze na obecny czas, kiedy w najlepsze trwa karnawał. Czyżby? Gdy dzisiaj usłyszałem, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poinformowała, iż - pomimo apelu Episkopatu i zebraniu setek tysięcy podpisów (tak, wbrew temu co publicznie ogłoszono są to setki tysięcy, jeśli nie miliony) - Fundacja Lux Veritatis nie otrzyma koncesji dla Telewizji Trwam na nadawanie programu na multipleksie cyfrowym, pomyślałem jak bardzo potrzeba nawrócenia i wiary. Mniej lub bardziej uzasadnione (a zazwyczaj zupełnie nieracjonalne) animozje względem takich czy innych osób nie powinny mieć wpływu na zaniechanie dobra (w tym wypadku umożliwienie nadawania na platformie cyfrowej Telewizji Trwam; stacja ta od lat służy przede wszystkim ewangelizacji), które winno być priorytetem w postawie każdego katolika. A może i Ciebie otumaniono tym potokiem pustosłowia, a nierzadko wręcz szatańskiej nienawiści? Zastanów się, czy jest w Twoim sercu i umyśle miejsce na prawdziwą tolerancję i poszanowanie przekonań drugiego człowieka? Jeśli masz sobie tu coś do zarzucenia, to nie czekaj na Popielec, tylko już dziś „nawracaj się i wierz w Ewangelię”, bo w Niej nasz Pan wyraźnie i dobitnie uczy, jak w codziennym życiu realizować prawdziwy pluralizm, tzn. jak ukochać bliźniego, choćby ośmielił się myśleć inaczej.

II Niedziela Zwykła

„Znaleźliśmy Mesjasza”
.

      Wyobrażam sobie entuzjazm i niekłamaną radość św. Andrzeja, gdy przekazywał tę informację swemu bratu Szymonowi, późniejszemu św. Piotrowi. Z drugiej strony trochę smutno, że tego entuzjazmu dzisiaj coraz mniej. Przecież każdy, kto wychodzi ze świątyni, z Eucharystii, winien pałać podobną radością. Ma bowiem wspaniałą możliwość „znalezienia Mesjasza”. Tym bardziej przykre jest to, że zamiast pałającego serca bywa często skrajnie odwrotna reakcja. A to Msza św. trwała za długo, a to kazanie było nudne, a to ludzie nie wiedzieli kiedy klękać, a kiedy wstawać, a to śpiew był za głośny, a to ksiądz politykował… Dużo by jeszcze wymieniać. I w tym gąszczu mniej lub bardziej uzasadnionych (a często całkowicie niesłusznych) naszych utyskiwań zwraca się do nas Pan z zapytaniem podobnym, jak wtedy: „Czego szukacie?” No właśnie. Czego szukamy? Może dobrze będzie zapytać: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” Bez wątpienia wskaże nam właściwe miejsce. Problem w tym, byśmy tylko „poszli i zobaczyli”. Stać Cię na taki wysiłek?

Święto Chrztu Pańskiego

„Gdy Piotr przybył do Cezarei, do domu Korneliusza, przemówił: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie” (Dz 10,34).

      Gdy czytałem te słowa, które przypadają na dzisiejszą niedzielę (II czytanie mszalne), przypomniała mi się niedawna rozmowa z pewną – skądinąd szacowną i mądrą – Osobą. Zwróciła moją uwagę na pewien fakt. Otóż 8 stycznia, już bodaj po raz dwudziesty, jest finał, tak zazwyczaj nagłaśnianej, Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie mam zamiaru wchodzić w ten – dla wielu – dość kontrowersyjny temat, ale chcę nawiązać to słów św. Piotra, który wyraźnie powiedział kto jest „miły Bogu” („ten, kto postępuje sprawiedliwie”). Wielka Orkiestra ma pomagać dzieciom wcześnie urodzonym. Wspaniała i godna pochwały idea. Natomiast, we wspomnianej na wstępie rozmowie, usłyszałem te oto słowa: „Jak to jest, że np. samorządy miast jeszcze tydzień temu wydawały ciężkie miliony na coś, bez czego przecież można było przeżyć, czy nawet godnie się zabawić, a teraz będą do – często biednych i mało zamożnych – ludzi wyciągać rękę po pomoc, w niemal żebraczym geście. Czyż nie dałoby się połączyć jednego z drugim?”. Zastanowiła mnie ta wypowiedź. Ocenę jej słuszności pozostawiam P.T. Czytelnikom.

Nowy Rok-Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki

      Zawsze się zastanawiałem, dlaczego noc sylwestrowa jest taka szczególna? Owszem, kończy się stary rok, a rozpoczyna nowy. Ale czy to rzeczywiście aż taki powód do – w wielu przypadkach – wręcz histerycznych zachowań. Bo jakże inaczej nazwać to, co dzieje się w tę noc na rynkach wielu miast, czy tez w wielu innych miejscach. A przecież to raczej okazja to głębokiej refleksji nad ludzkim przemijaniem. A to winno dokonywać się niewątpliwie w zupełnie innej scenerii. Proszę mnie nie traktować jako swoistego „smutasa”. Daleko mi do takiej postawy. Natomiast uważam, ze okazji do „hucznego” świętowania należy szukać z pewnością w innym miejscu kalendarza. A już tak bardzo konkretnie. Czy należy się spodziewać, że – z okrzykiem „hurra” na ustach – wybiegną w tym roku ze swoich domów te setki tysięcy ludzi (niekoniecznie starszych i schorowanych), którzy, w Wigilię Bożego Narodzenia (naprawdę najlepszy moment na ogłaszanie tego typu „rewelacji”), dowiedzieli się, iż od 1 stycznia będzie usunięte z listy leków refundowanych 847 rodzajów produktów (m.in. leków onkologicznych, kardiologicznych, zapobiegających odrzucaniu przeszczepów, stosowanych przy cukrzycy itp.)? Przecież choroba może dosięgnąć każdego. Ale nie tylko o choroby ciała tutaj chodzi. Jest więcej powodów do osobistych przemyśleń. Jak najbardziej poważnych. Skąd więc bierze się to, często niekontrolowane, szaleństwo sylwestrowo-noworoczne? Wydaje mi się, że z braku osobistej refleksji, czyli – innymi słowy – ze zwykłej bezmyślności. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu (wręcz namawiam do tego), by na progu Nowego Roku, spotykać się w gronie najbliższych i przyjaciół, składać sobie wzajemnie życzenia, kulturalnie się zabawić. Przestrzegam natomiast przed tą rażącą histerią, w której często zatraca się zwykłą ludzką tożsamość.

/Ks. Wiesław Multan/





Komentarze
#1 | Kazia dnia 16.03.2012
Krótkie ale treściwe rozważania skłaniają do zatrzymania się na moment i zastanowienia: nad sobą i tym co jest wokół nas, a o WOŚP - bardzo słuszne.
Pozdrawiam Szanownego Autora.
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną