Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Rosjanie nie cofną się przed niczym, zasłonią się każdym prawem czy propagandą, aby ochronić swoje interesy. My też moglibyśmy używać jakiś słów dla zamaskowania naszych intencji.
28.12.2011r.


     
Już na początku premier powiedział, że nie możemy działać inaczej, bo może między nami a Rosją dojść do zimnowojennych stosunków. Czy takie stwierdzenie nie przyhamowało działalności większości osób, którym powierzono wyjaśnienie przyczyn katastrofy?

Ja myślę, że premier zwyczajnie się boi. Rosjanie nie cofną się przed niczym, zasłonią się każdym prawem czy propagandą, aby ochronić swoje interesy. My też moglibyśmy używać jakiś słów dla zamaskowania naszych intencji. Możemy używać tej przyjaźni polsko-rosyjskiej, która tak wspaniale rozkwita. Zresztą, co ja ich będę uczyć…

Czy nie jest tak, że rząd jest zakładnikiem przywódców Rosji?


Niewykluczone, że tak właśnie jest. Jak może kraj z ministrami przy zdrowych zmysłach godzić się na taką umowę? To jest kuriozum. To budzi podejrzenia.

Czego możemy się spodziewać po raporcie Jerzego Millera i dlaczego jest tak odwlekany w czasie?

Nie bardzo wiem, na czym oni pracują. Jeżeli komisja Millera coś ma i nie dała tego prokuraturze, to ciekawa rzecz się dzieje.

Czy ten rok był dla Pani normalnym rokiem żałoby, który każdy przeżywa po stracie kogoś bliskiego?

Nie wiem, jak wygląda normalna żałoba. Mogę tylko mówić o mojej żałobie.
Właściwie trudno powiedzieć, żebym miała taki moment, kiedy mogłabym w pełni żałować odejścia mojego męża. Okoliczności towarzyszące tej tragedii, późniejsze wydarzenia, hałas medialny związany z podawaniem wiadomości o katastrofie były tak bulwersujące, że nie miałam chwili, żeby pomyśleć osobiście i prywatnie o moim mężu.
Musiałam wyjechać z Polski na dwa tygodnie i wtedy czułam, że jesteśmy jakby razem. To był taki krótki moment, kiedy doznałam wyciszenia i spokoju, żeby spróbować dać sobie radę z tym nieszczęściem, że jestem sama, bo jego już nie będzie i nigdy nie wróci.
Mimo to mam nieustannie poczucie, że może za chwileczkę się pojawi. Często wyjeżdżał, więc byłam przyzwyczajona, że nie ma go w domu. Czekam, że wróci i weźmie znów sprawy w swoje ręce. Weźmie za wszystko, jak zwykle, odpowiedzialność i pokieruje całą tą sprawą smoleńską. Wydaje mi się, że byłby bardzo odpowiednią osobą, żeby się tym zająć, i że można by na nim polegać. Zrobiłby, co w ludzkiej mocy, by ta sprawa nie wyglądała tak, jak wygląda teraz.

Co Pani mężowi szczególnie by się w tej sprawie nie podobało? O czym by mówił?


Mój mąż był prawnikiem. Prawdopodobnie szukałby rozwiązań prawnych, które pozwoliłby Polsce mieć większy wpływ na śledztwo prowadzone w sprawie katastrofy. Zapewne pierwszy wpadłby na pomysł, że załącznik 13 konwencji chicagowskiej można byłoby tu wykorzystać, gdyż daje on ogromne kompetencje akredytowanemu. Mąż naciskałby z pewnością na niego, by wywiązywał się ze swoich obowiązków.
Trudno mi do końca wyobrazić sobie, jakby postępował, ponieważ zawsze zaskakiwał mnie swoimi rozwiązaniami – i chyba nie tylko mnie, ale również środowisko prawnicze – ale jestem zupełnie przekonana, że katastrofa smoleńska byłaby jego największym priorytetem.

Z pewnością Janusz Kochanowski miałby co robić w tej sprawie. Jakby zareagowałby na obrażanie polskiego generała, dowódcy Sił Powietrznych, który zdaniem komisji MAK był pijany i wywierał presję na pilotów, co w efekcie doprowadziło do katastrofy? Nikt z polskich władz nie protestował w tej sprawie…

To jest zdumiewający brak honoru. Wydaje się, że Polacy funkcjonują, czy też funkcjonowali, w świadomości innych narodów jako ludzie honoru. Okazuje się, że teraz czegoś takiego zabrakło. Zachowaliśmy się, jak jakieś biedne szczury zagonione do kąta, którym do tego wszystkiego można jeszcze pałką przyłożyć. To niebywałe.
Jakakolwiek była prawda, raport MAK-u nie dość, że nieuprawniony do zaistnienia, przeprowadzony z rażącym naruszeniem wszelkich procedur, to jeszcze zastał rząd i osoby odpowiedzialne za badanie tej katastrofy kompletnie nieprzygotowanych.
Riposta, którą opracowano, była w języku polskim i rosyjskim, podczas gdy Rosjanie zamieścili swoją wersję również w języku angielskim. Znakomicie otwiera to możliwość reklamy takiego raportu na zewnątrz. Jakkolwiek mielibyśmy rację, to wyszeptaliśmy ją w kącie. Nie pozwoliliśmy wybrzmieć jej na świecie.

Czy władzom polskim nie zależy na wyjaśnieniu tej katastrofy?


Nie zależy. Po roku mogę to już powiedzieć z całą pewnością.
Kilka tygodni po katastrofie pewien bardzo szanowany profesor, zwolennik obecnej partii rządzącej, powiedział do mnie: „A cóż takiego się stało? Zostało wyeliminowane parę zbędnych osób”. Byłam w szoku, kiedy to usłyszałam. Wydawało mi się nieprawdopodobne, że można coś takiego powiedzieć do wdowy, w ogóle do kogokolwiek. Z biegiem czasu jednak widzę, że jego bardzo przenikliwa konstatacja ma całkowite pokrycie w rzeczywistości.
Nasz rząd zachowuje się tak, jakby właściwie zostało wyeliminowane parę zbędnych osób. W związku z tym uwaga poświęcona temu śledztwu jest właśnie tego formatu. Potwierdza się to na każdym kroku.

Skoro mówi pani o wyeliminowaniu, to czy można uznać to za celowe działanie?

Nie wiem. Zawsze natomiast mówię, że wolałabym, żeby to był udany zamach, a nie efekt dziadostwa naszego państwa. Jeżeli przyczyną tej tragedii ma być czyjaś nieudolność, zaniedbanie, bałaganiarstwo, a do tego pogarda dla prezydenta i większości osób znajdujących się na pokładzie, to bardzo bym tego nie chciała.

Czy Polska zmieniła się po 10 kwietnia?

Nastąpiło dramatyczne przebudzenie. Do 10 kwietnia 2010 roku większość społeczeństwa, nawet jeśli miała jakieś podejrzenia, że może coś jest nie w porządku, była usypiana różnymi okrągłymi zdaniami, powiedzeniami, interpretacjami. Tak jakoś to wszystko było przysypane pudrem. Po 10 kwietnia okazało się, że w państwie działa niewiele albo nic, wszystko opiera się właściwie na słowach lub pobożnych życzeniach. Państwo polskie rozbiło się o brzozę smoleńską.

Z informacji prasowych dowiadujemy się jednak, że państwo otoczyło szczególną opieką osoby, które w katastrofie straciły bliskich. Czy tak jest w rzeczywistości?


Mam wrażenie, że tego rodzaju informacje są rozpuszczane po to, żeby, po pierwsze, przykryć faktyczne nicnierobienie w sprawie śledztwa; po drugie, żeby przedstawić rodziny jako tych, którzy nie ustają w swoich wydumanych i absurdalnych żądaniach; po trzecie, pokazać ich jako chciwe i pazerne osoby, którym się właściwie wszystko, co tylko było można, ułatwiło, a one jeszcze są niezadowolone.
Najbardziej bolesne jest granie na najniższych instynktach. Upublicznienie wiadomości na temat wysokości kwoty zadośćuczynienia spowodowało bardzo negatywne nastawienie społeczeństwa do nas. Niektóre rodziny, zwłaszcza te z małych miejscowości, są bardzo dotknięte tego rodzaju informacjami, które są publikowane w mediach.
Nieustannie mam wrażenie, że nami się manipuluje.

Czy rodziny ofiar są podzielone?


Ja już wielokrotnie słyszałam ten truizm. Każdy z nas jest inny, inaczej reaguje na tę tragedię. Jakkolwiek banalnie to brzmi, jest to prawda. Ja natomiast nie wyobrażam sobie, żebym mogła, po przeżyciu blisko czterdziestu lat z moim mężem, nie być zainteresowana sprawami publicznymi, ich przebiegiem. Całe życie właśnie te sprawy leżały mu najbardziej na sercu. Jestem tak ukształtowana i tak patrzę na świat, i tak patrzę na Polskę, i na życie. Przed moim interesem jest interes kraju. W tym przypadku został on po prostu zaprzepaszczony.

Co Panią najbardziej zbulwersowało w toczącym się śledztwie?


Od pierwszej chwili uważałam, że śledztwo w sprawie katastrofy powinno być prowadzone przez niezależną, międzynarodową komisję. Nawet Wiktor Suworow stwierdził ostatnio, że Rosjanie, dotykając czarnych skrzynek, pokazali, że mają coś do ukrycia.
Szokujące też było postawienie diagnozy o przyczynach katastrofy już kilkanaście minut po tej katastrofie. Wydawało mi się to bardzo łatwym wyjaśnieniem. Oczywiście pomijam to, że nigdzie na świecie, w żadnym cywilizowanym kraju, nie oskarża się pilotów przed udowodnieniem ponad wszelką wątpliwość, że to oni spowodowali wypadek. U nas taka diagnoza powstała kilkanaście minut po tej katastrofie. Co gorsze, jeszcze zwielokrotniona i spotworniona znalazła swój wyraz w raporcie MAK-u.


Na prawym pasku link do publikowanych wcześniej fragmentów książki



/Artur/



Komentarze
#1 | Jeden z bandy dnia 27.12.2011
"Państwo polskie rozbiło się o brzozę smoleńską".
I tak wlasnie jest.

"...Kilka tygodni po katastrofie pewien bardzo "szanowany profesor"..."
Mysle,ze "pan szanowany" zaglada tu ukradkiem,albo przynajmniej ktos w jego interesie?
Dla "pana bardzo szanowanego profesora":http://www.youtube.com/watch?v=JFHanoST-vI
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną