Nasze Radio Logos nadaje. Program na 24.08.2016: Prof. T. Marczak: Przemówienie pod Konsulatem Niemiec - godz. 1:00, 10:00, 19:00, 24:00. Janusz Dobrosz: Polityczno prawne aspekty układu poczdamskiego - godz. 1:30, 10:30, 19:30. Prof. M. Dyżewski: Muzyczny ogród Panny Maryi - godz. 2:00, 11:00, 20:00. Prof. R. Szeremietiew: Geocywilizacyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, cz. 1 - godz. 3:00, 12:00, 21:00. Prof. T. Marczak: Perspektywy rozwoju kwestii ukraińskiej, cz. 1 - godz. 3:30, 12:30, 21:30. Prof. T. Marczak, cz. 2 - godz. 4:35, 13:35, 22:35. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 1 - godz. 6:00, 15:00. L. Żebrowski: Zdrajcy i Bohaterowie, cz. 2 - godz. 7:15, 16:15. Dr S. Krajski: Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu, cz. 1 - godz. 8:00, 17:00. Dr S. Krajski, cz. 2 - godz. 9:30, 18:30. Między audycjami muzyka.
Nasze Radio Logos - ramówka

Ostatnie komentarze
Z działu "Aktualności":
oraz z pozostałych stron:


Polecane artykuły
Najnowsze artykuły

Tagi

Aktualności

  

Prezesa Kaczyńskiego poprosiłem o ustosunkowanie się do doniesień Zespołu Parlamentarnego min. Macierewicza, zapytałem o zmiany w Europie w kontekście tragedii smoleńskiej, raport Fundacji Batorego ws. manipulacji TVN podczas ostatniej kampanii wyborczej, rolę mediów w rozłamach w PiS i ocenę obecnych działań IPN.
18.12.2011r.


/Artur/





Komentarze
#1 | Wincenty Koman dnia 18.12.2011
Jaką mamy wolną Polskę to najlepiej obrazują fragmenty programów red. Pospieszalskiego "Bliżej" 17.11.2011 (końcówka) i 8.12.2011 r., od połowy do końca.
#2 | Wincenty Koman dnia 15.12.2011
Oczywiście czas pokaże, chociaż już pokazał. Dla Pana Artura już dawno wysłałem łącznie całość i to ze zdjęciami, których tu brakuje. Część została zawieszona. Cóż życzę powodzenia w dochodzeniu, aby Polska była Wolna nie tylko z nazwy.
#3 | Kazia dnia 15.12.2011
O. dziękuję.

Może tak długi tekst wysłałby Pan do Artura? I wtedy mógłby się ukazać jako osobny artykuł. Szkoda go tylko na komentarz, bo może sie okazać że niewielu go przeczyta.
I dziękuję raz jeszcze za odpowiedź. Choć nadal uważam, że obaj bracia Kaczyńscy zawsze działali wspólnie.
W końcu to LK był wcześniej również prezesem PiS-u.
Pozdrawiam najserdeczniej.
#4 | Wincenty Koman dnia 15.12.2011
Pani Kaziu!

Niestety Rząd JK sprzedał Stocznię Gdańską Ukraińcom i tego nie da się zmienić na PO. Stąd ta różnica Prezydent Lech Kaczyński uważał i działał, że Stocznia ma być Polska, z uwagi na znaczenie tego zakładu dla historii, jak jest na całym świecie. Dlatego jestem za prawdą i wolnością w Polsce.

A oto moja droga do tego celu ujęta w mojej pracy "Prawda i Wolność".

Przedmowa


W radosny poniedziałek Wielkanocny wybrałem się na spacer do lasu. Po powrocie dzieliłem się z rodziną swoimi spostrzeżeniami, że ilość i wielkość połamanych drzew w lesie budzi jakąś trwogę nie świadczy to najlepiej o przyszłości.

W sobotę rano mój tato przyniósł informację o tragedii w Smoleńsku. W czasie śledzenia informacji na antenie TVP 1 i 2 oraz Polsat. Uświadomiłem sobie, że mam temat pracy teoretycznej. W Polsacie porównano nawet katastrofę lotniczą z wieżami Word Trade Center jako wydarzenie bez precedensu. W pracy dyplomowej: „Stocznia Gdańska obraz zmian własnościowych w świetle dokumentów. Jak fikcja medialna sprzedaży z dnia 08.09.1998 r. stała się rzeczywistością.”, dowiodłem, iż te wieże uległy kontrolowanemu wyburzeniu.

W prezentowanych rozmowach na antenie TVP SA po katastrofie rozpoczęto przedstawiać Prezydenta w innym świetle co obnażało miałkość i śliskość ludzi, którzy przedstawiali społeczeństwu określony obraz Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Od razu przyszła myśl o dokonanym zamachu na życie Prezydenta odnośnie katastrofy w Smoleńsku.
Będąc młodzieńcem, dziwiłem się, że jest tylu światłych i wykształconych ludzi, mamy telewizję i nikt nie nazywa rzeczy po imieniu? Jeszcze mógłbym zrozumieć filmy fabularne, że nie poruszają aktualnych tematów, ale, że telewizja i film dokumentalny nie zajmują się aktualnymi problemami ― nurtowało mnie pytanie dlaczego tak się dzieje? Na które nie byłem w stanie sobie odpowiedzieć.
W lipcu 1980 r., byłem świadkiem strajku kolejarzy w Lublinie. Do dzisiaj zachowałem w pamięci widok opustoszałego i cichego Dworca PKP w Lublinie. W ocenie Tadeusza Szczudłowskiego to był prawdziwy zryw wolności, gdzie nie było przedstawicieli Komitetu Obrony Robotników. W Gdańsku już KOR dopilnował aby sprawa nie wymkła im się z ich rąk.

Przygotowując się do egzaminów wstępnych do Szkoły Filmowej, zafascynowałem się filmami Luisa Bunuela. Powyższa fotografia jest to jedna z prac wykonanych w rodzinnej wsi, która umożliwiła mi dyskusje z wykładowcami Jerzym Wójcikiem, Januszem Tylmanem, Jackiem Korcellim, Mieczysławem Jahodą podczas egzaminów wstępnych, na Wydział Operatorski i Realizacji Telewizyjnej. Dyskusje te oraz filmy Luisa Bunuela spowodowały, że jako młody człowiek, zainteresowałem się losem człowieka, w szczególności słowami wolność i prawda.
W przygotowaniach do egzaminów wstępnych, przeszkodziło mi powołanie do wojska. Dowódca kompanii jednostki liniowej w zasadniczej służbie wojskowej, nie wyraził zgody na zdawanie do Szkoły Filmowej, stąd moja decyzja o egzaminach do Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Jednak po krótkiej przygodzie w najlepszej technicznej szkole wojskowej, w Polsce, jakim był WAT, skierowałem się ponownie do mojej wymarzonej jedynej dla mnie w Polsce szkoły artystycznej.
Egzaminy do Szkoły Filmowej i uzyskany status wolnego słuchacza umożliwiły mi staranie się o podjęcie pracy w Telewizji Polskiej. Z uwagi na związek emocjonalny z Gdańskiem, wybrałem Ośrodek w Gdańsku.
Pracę zawodową rozpocząłem w styczniu 1988 r. w Oddziale Gdańskim Telewizji Polskiej od funkcji asystenta operatora obrazu. W maju byłem bezpośrednim świadkiem strajku stoczniowców Stoczni Gdańskiej. Nie było to przyjemne przeżycie, kiedy należało wcześniej wysiąść z samochodu (kawałek przed bramą stoczni) i pieszo przejść przez kordon milicjantów, przy okazji odbyła się kontrola dokumentów. Strajkujący stoczniowcy, kordonem milicjantów, zostali odcięci od społeczeństwa. Pomimo tej psychologicznej „wojny przemocy” stoczniowcy tuż przed bramą nr 2, na asfalcie wymalowali potężny napis: „STRAJK DO ZWYCIĘSTWA”. Z napisów wywieszonych na bramie można było jeszcze przeczytać: „Strajk jest prawem pracownika ― a nie PRZESTĘPSTWEM”. To ostatnie hasło jakże jest aktualne także dzisiaj ad. 2011 r. Nasuwa się natarczywe pytanie po co to wszystko było?

Powyższe zdjęcie stanowiło inspirację tematu do pierwszego mojego filmu „Ja Jestem”. Zdjęcie to mówi o tym, czym zwyciężyli pracownicy Stoczni Gdańskiej SA podczas strajku w 1988 r., a także definiuje władzę poprzez napis na plakacie z karykaturą gen. Jaruzelskiego z karabinem i napisem: „GDZIE NAS ŚLEPCZE PROWADZISZ”. Z drugiej strony są tutaj dwie przestrzenie: lewa strona, przedstawiająca władzę ― ciemne tło, prawa strona, przedstawiająca wiarę ludzi ― jasne tło. Całość spajają modlący się ludzie, głównie mężczyźni, w większości młodzi, na dole jak i na górze, skierowani w kierunku krzyża i kapłanów celebrujących Mszę. Tuż nad stojącym krzyżem, prawą część góry zdjęcia, zamyka orzeł z koroną
i napisem: ”DZIĘKUJEMY ZA DOBRĄ PRACĘ”. Temat tego zdjęcia był i jest dla mnie podstawą do uznania odwagi stoczniowców, że w tych latach mieli na tyle siły
i odwagi, aby publicznie powiesić plakat odnoszący się do władzy aktualnie panującej. Z innej perspektywy, do dziś pozostaje przeżycie, które wbiło się
w pamięć na całe życie: modlitwa „Ojcze Nasz” paru tysięcy przeważnie młodych i w średnim wieku mężczyzn, głośno wypowiadających te słowa na terenie swojego zakładu pracy: Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Jednak w tym czasie, jak też
w następnych latach, jako pracownik Telewizji Gdańsk nie miałem okazji do spotkania się chociażby służbowo z Panią Anną Walentynowicz. Wiadomo mi było, że gdzieś istniała. W pewnym sensie uległem potocznej opinii o niej jako o osobie nawiedzonej i nie wiadomo do czego zmierzającej. Pani Ania otworzyła mi oczy w czasie I części Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej w dniu 26.08.2000 r., jednak w grudniu 2001 r., podjęła decyzję o całkowitym poświęceniu się na rzecz działań w celu ujawnienia całkowitej prawdy o Katyniu.
W tamtych latach 26.08.2000 r., na wspomnianym Walnym Zgromadzeniu, Pani Ania Walentynowicz pokazała swoją klasę, w sensie intelektu, wiedzy oraz spójności jej wypowiedzi. Odnośnie podjęcia przez nią decyzji o Katyniu miałem do niej, według mnie, uzasadnione pretensje, jednak dzisiaj uważam, że postąpiła słusznie i jej działania były konieczne, bo tego domagała się dziejowa sprawiedliwość. Odnośnie tych wątków dotyczących Pani Anny Walentynowicz i jej postawy oraz mojej powinności wobec społeczeństwa jako dziennikarza utożsamiającego się z misją telewizji publicznej, więcej piszę w następnych rozdziałach niniejszej pracy.
Powracając do mojej drogi życiowej, to życie i postępowanie dziadków niewątpliwie wywarło na moją postawę w życiu i działaniu jakiś określony wpływ. Jako młody chłopak dużo czasu spędziłem u dziadków bawiąc się i pomagając im w ich pracach, przez co doskonale poznałem trud i wysiłek przy pracy ręcznej na roli. Przy pomocy prostych narzędzi i siły napędowej w postaci konia. Ta okoliczność i obcowanie z dziadkami zaszczepiła u mnie pewną prostolinijność. Tutaj też spotkałem się z marzeniem o wolności Polski, którą zdaniem dziadka i jego sąsiadów mogli przynieść tylko Amerykanie. Dziadkowie ukazali mi też przykład i znaczenie codziennej modlitwy.
Dzięki dziadkom, miałem wspaniałe i cierpliwe osoby do fotografowania. Dzięki nim, między innymi, dostałem się do trzeciego etapu podczas egzaminów wstępnych, na studia dzienne, Wydziału Operatorskiego w Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Dzięki temu zostałem wolnym słuchaczem na jednym semestrze. Dzisiaj ta fotografia tych dłoni jest świadectwem pracy i wysiłku, moich przodków. Tak uczciwa praca i wysiłek oraz modlitwa to charakterystyka moich dziadków.

Dziadek był od zabezpieczenia symbolicznego „chleba” dla rodziny wokół różnych zawieruch dziejowych I i II wojna światowa, wysiedlenie, obozy: ― „podczas II wojny był zakładnikiem, który pod karabinem Niemca wykopał dla siebie dół wraz z innymi zakładnikami. Fakt, iż nie znaleziono partyzanta spowodował, że nie został rozstrzelany. Był także wysiedlony z całą rodziną (5-cioro dzieci) do Zwierzyńca, Majdanku i obozu na terenie Niemiec.”

Kilka lat po powrocie z Niemiec nastąpiło spalenie doszczętne wsi i jego dorobku. Zmagał się z postawą bylejakości komunistów i narzuconą siłą niewoli. Tęsknił za wolnością w którą wierzył, że przyniosą Amerykanie. Nigdy nie opuszczał modlitwy rannej i wieczornej co doprowadziło go do wielkiego zaszczytu w chwili śmierci, dla niego, jak też i rodziny. Pozostawił świadectwo, że jest odpowiedzialność przed Bogiem, każdego człowieka za swoje czyny: te wykonane, jak i te, które człowiek mógł wykonać a z jakiś względów wstrzymał się przed ich wykonaniem: strach, lęk, egoizm, lenistwo itp.: ― „Z jednej strony było mi żal, że odeszła od nas kochająca nas osoba, z drugiej strony odczuwałem radość, że miałem w rodzinie taką osobę, która umierała w obecności świętych. Na tyle byłem ujęty tym świadectwem śmierci dziadka, że w podróżach pociągiem podejmowałem ten temat z ludźmi. Okazało się, że są ludzie, którzy umierają walcząc z diabłem.

W oparciu o świadectwo życia Dziadka i świadectwo jego śmierci (a tą chwilę uważam za najprawdziwsze świadectwo w życiu człowieka) uświadomiłem sobie:

― każdy człowiek odpowie tylko za swoje czyny dokonane

― każdy człowiek odpowie za czyny, które mógł wykonać a nie wykonał ich ze względu na:
a) strach
Cool brak wiary
c) bojaźń

Za dobre uczynki jest nagroda a za złe pokuta. Dobrze jak tą pokutę człowiek może dokonać tu na ziemi.
Jestem przekonany, że to moja modlitwa w Częstochowie przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej w pewnym stopniu przyczyniła się do szczęśliwej śmierci. Tzn. Dziadek zmienił swoje stanowisko względem sakramentu Spowiedzi i Eucharystii. Okoliczności śmierci Dziadka odmieniło moje życie względem świadomości, osobistej odpowiedzialności, za moje czyny w życiu.”
Umierając dziadek wypowiedział ostatnie słowa w życiu: „Najważniejsze w życiu człowieka to jest, żeby żyć z Bogiem” . „Właśnie na tym polega cała rzecz, żeby zawierzyć Bogu, skoro sam przyszedł i dał świadectwo ― sobą. Ale my, ludzkość, chcielibyśmy uwierzyć nie Bogu, a sobie. A przecież jeśli własnymi zmysłami nie możemy ocenić nawet świata ziemskiego, jak oczyma ― biegu atomów, a rękoma ― ich ciężaru, tym bardziej nie możemy poznać świata duchowego. Po prostu jest za subtelny. Istnieje, ale to my jesteśmy zbyt prymitywni, aby móc Go rozpoznać, póki żyjemy. (…) Owszem, mamy umysł, mamy środki przekazu, mamy logiczne sprawdziany, mamy sumienie, które nam mówi, i to jakże wyraźnie, co i jak, ale chcielibyśmy ten świat „mieć”, „widzieć”, „dotykać”, zanurzyć się weń, a wtedy dopiero… „raczyć przyjąć”. No to po co byłoby życie na ziemi takie właśnie, które jest próbą naszej wiary, naszego zaufania, naszej dojrzałości do „tamtego świata”?(…) Właśnie życiem mamy dać odpowiedź, czy pragniemy rozwoju w nas dobra. I do jakiego stopnia pragniemy: czy trochę tylko, czy pomimo wszystko? I co w ogóle uznajemy za dobro? Trzeba wybrać i dążyć, po prostu coś pokochać i dążyć do zjednoczenia się ze swoją miłością, iść ku niej. Tu dojrzewamy, ale wybór, wybór jest wasz, póki żyjecie i tylko wtedy!”
Babcia była osobą, która wiernie uzupełniała dziadka, jak dziadek był od zabezpieczenia „chleba” tak babcia od zabezpieczenia tej przysłowiowej „cebulki”, czyli wszystkiego czego nie mógł zrobić dziadek. Dziadek nie był łatwym człowiekiem do współżycia. Miał wady, bo był szybki i nerwowy, i żona z powodu tych wad miała ciężkie życie. Jednak żonie tuż przed swoją śmiercią powiedział: ― „Ty nie wiesz gdzie ja Cię doprowadziłem w jakie piękności, jak tam … cudownie, jak tam pięknie!

Ciocia Kasia:

― Czy ty masz takie piękności?

Dziadek:

― ja jeszcze nie! Mama ma już odpuszczone wszystkie grzechy a ja jeszcze nie.
W niedzielę będzie bardzo wielka, wielka uczta!

Ciocia Kasia, nie zapytała jaka to będzie uczta, ponieważ pomyślała, że kto będzie ucztował, gdy tato jest tak chory i kto tu będzie ucztował?

Dziadek:

― Taki Dziadek jak ja będzie tu dopiero za 100 lat.”

Być może Dziadek swoją postawą życiową zasłużył sobie na takie wyróżnienie: ― „Jednocześnie nie kłamał nie fałszował nie tknął czyjeś własności ze względu, że był bardzo uczciwy i porządny.
Dziadek w niedzielę i święta nie wziął się za żądną pracę. Nie zjadł śniadania i nie położył się spać bez odmówienia pacierza na klęcząco. W moich oczach nie epatował tą wiarą. Przestrzegał ściśle 10 przykazań Bożych całym swoim życiem. Nie znosił kradzieży, kłamstwa i obłudy. Tych rzeczy nie lubił najbardziej i z nimi walczył. Ciężka praca była dla niego przyjemnością mając ponad 80 lat jeszcze bardzo chętnie kosił kosą.”

Dopiero teraz szukając materiału do pracy znalazłem słowa potwierdzające moje odczucia związane ze śmiercią dziadka i babci: ― „Śmierć tych, którzy nie odrzucili w życiu Pana, jest spotkaniem dziecka z Ojcem swoim i jest najważniejszym momentem życia przede wszystkim dla niego samego, a nie dla tych, którzy patrzą, są obecni itp.” , „Stało się tak dlatego, że ojciec twój wiedział, z kim się spotyka. Dalsze istnienie trwa w wieczności, a tym samym staje się nieosiągalne dla zmysłów człowieka. Podziękuj więc za szybkie bezbolesne przejście, gdyż gdyby nie wstawiennictwo członków rodziny (…), mogłoby być cięższe. Bycie przy śmierci swoich najbliższych bywa łaską i przywilejem, a jednocześnie zwiększonym cierpieniem, ale pamiętajcie, że jest to wyłącznie asystowanie przy spotkaniu, gdzie rozpoczyna życie duchowe w wieczności.”
Kolejną osobowością mającą wpływ na moje życie i postępowanie był papież Jan Paweł II.
Bardzo wiele wniosła w moje życie Maria Jesus Belzunce, a być może najważniejsze „nie wstydziła się swojej wiary”, co w połowie lat 80 było dla mnie bardzo ważnym świadectwem.
Dzięki Joannie Orzeł zdecydowałem się studiować na dwóch specjalizacjach równolegle w Szkole Filmowej.
Po teoretycznej zmianie władzy w 1989 r. nie odczułem zmiany podejścia urzędników prokuratury i sądów do moich osobistych spraw rodzinnych. Po wielu staraniach, aby znaleźć dziennikarza do realizacji tematów związanych z rodziną, która spotyka się z sądami nie udało mi się. Chodziło mi o to, aby zmusić sądy i prokuraturę do działania zgodnego z prawem, odnośnie praw dzieci, gdy dochodzi do rozwodu rodziców. Poprzez działania antenowe chciałem uświadomić obojgu rodzicom, jakie znaczenie dla ich dzieci i wpływ na ich wychowanie. Ma ich osobista troska, właśnie tylko i wyłącznie ich dwojga oraz dziadków.
Praca w telewizji daje człowiekowi pewien szczególny wgląd w rzeczywistość nas otaczającą i w życie innych ludzi, jakiego nie posiada chyba nikt inny. Jest to medium potężnym narzędziem wpływania na rzeczywistość i na życie ludzi. Czego doświadczyłem po emisji w TVP 1 reportażu pt. „Ojcowie”, jedna z matek napisała do redakcji „Zawsze po 21-szej”, że powiedziała ojcu dziecka ― „od dzisiaj masz drogę otwartą do dziecka”. Cena jaką zapłaciłem za zaistnienie tego reportażu była utrata pracy. Jednak w dorobku twórczym ten reportaż dał mi największą satysfakcję moralną, związaną z wykonywaniem pracy zawodowej. Chciałem dalej kontynuować temat sytuacji dziecka kiedy rodzice rozstrzygają swoje sprawy przed Sądem. Kierownictwo Panoramy nie pozwoliło mi ciągnąć tematu. Wobec powyższego zająłem się tematem Stoczni Gdańskiej SA. Dla mnie jako obserwatora działań Stoczni Gdańskiej upadłość Stoczni Gdańskiej jakoś nie mieściła mi się w głowie.
Jakże ważne w tamtych ciężkich czasach dla mnie i mojej rodziny było świadectwo filmów Bunuela, które intuicyjnie wyczuwałem jako idące w kierunku wolności człowieka i sprawiedliwości, co potwierdziły słowa, które przeczytałem w jednej z książek poświęconej Bunuelowi: ― „(…) Luisa urodzonego w 1900 r., i szóstki jego młodszego rodzeństwa. Po ojcu, postaci bardzo interesującej, jego najstarszy syn odziedziczył najlepsze cechy: wrażliwość (…) umiłowanie wolności i sprawiedliwości.” Szczególnie napis końcowy w filmie „Mleczna droga” cytuję „Wszystko, co w tym filmie dotyczy religii katolickiej i herezji, szczególnie dogmatycznego Punktu widzenia jest autentyczne. Teksty i cytaty są zapożyczone z Pisma Świętego, z dzieł teologicznych i historii kościelnych dawnych i nowych.”
Dla mnie przeżywającego własne doświadczenie świadomości wiary i fakt, że ktoś nie wstydzi się o tym mówić, ba dosłownie cytuje Pismo Święte, było wyrazem najwyższej odwagi i godnym autorytetem do naśladowania.
Przez Szkołę został wyprodukowany film „Anna Proletariuszka”, gdzie umieszczona jest scena filmu w której: Pani Ania Walentynowicz wypowiada się na tle wodowanego statku: ― „Upłynęło już prawie 30 lat, ale ja dokładnie pamiętam ten dzień, pełen niepokoju, nie byłam pewna czy mnie przyjmą do pracy w Stoczni. Właściwie znalazłam swoje miejsce! Dla mnie sponiewieranej dziewczyny, bez domu, bez rodziców, było to naprawdę wielkie szczęście! Z wielkim zapałem zabrałam się do tej pracy. Modliłam się dziękując Bogu, za to co osiągnęłam. Przyrzekałam sobie w sercu, że będę tak pracować, że mnie nikt i nigdy nie będzie chciał zwolnić!” .
Jakże te słowa współbrzmią ze słowami byłego Rektora prof. Henryka Kluby, wówczas Dziekana Wydziału Reżyserii, który udzielił wywiadu Władysławowi Wasilewskiemu jako prowadzącemu cykl „Lustro PRL w filmach studentów Łódzkiej Szkoły Filmowej” realizowany przez: Andrzeja Bednarka, Jarosława Kamińskiego, Zdzisława Kuczyńskiego, Janusza Tylmana: ― „Film ten zawiera pewien obraz klimatu tych czasów, owego napięcia a wreszcie najistotniejsza sprawa dla mnie: to, że została utrwalona wyjątkowa osobowość. W gruncie rzeczy historycy kiedyś napiszą, że to od niej, że to w obronie jej statusu, że to w obronie jej godności, w jej obronie, to był ten maleńki kamyczek, który pociągnął za sobą lawinę i w tym sensie mam maleńką satysfakcję, że ten film powstał, że jest i będzie!”
Ciekawie brzmi też zapowiedź filmu przez Wasilewskiego, w której porusza jakże ważny aspekt, że etiudy studentów nagromadzone przez 40 lat stanowią swoiste lustro życia ludzi w PRL. W tej zapowiedzi odnosi się do niezwykłego, jego zdaniem filmu „Anna Proletariuszka” skierowanego do produkcji tuż przed stanem wojennym i dokończonego w 1982 r., kiedy za oknem szalały wszelkiego rodzaju komisje wojskowo milicyjne, zabronione w ogóle było używanie słowa solidarność.

W tej wspomnianej zapowiedzi prowadzący zadaje pytanie Rektorowi Szkoły Filmowej:
― Henryku byłeś wtedy Dziekanem Wydziału Reżyserii powiedz jak to się stało, że tego filmu SB-cja nie skonfiskowała?
W odpowiedzi Pan Wasilewski usłyszał, że szkoła jeśli chodzi o wydarzenia historyczne zachowywała się dosyć odważnie. Wynika to z poczucia jakiegoś obowiązku historycznego i w tym przedsięwzięciu był także udział Wytwórni Filmów Oświatowych ― „W pewnym sensie to, że w zasadzie nie można sprawować jakiegoś stanowiska jakieś funkcji w klimacie obaw, jakiegoś oportunizmu. Uważałem to za tak prostą i naturalną rzecz, skierowanie tego filmu do produkcji, że ani przez chwilę się nad tym nie zastanawiałem. Ani też nie uważam tego dzisiaj za szczególne bohaterstwo.”
We współczesnej dokrętce, (1994 r.) załączonej do filmu, jest również załączona rozmowa z Panią Anną Walentynowicz:
„Wasilewski:
― A czy Pani sama czasem nie czuje się samotna?
Anna Walentynowicz:
― Bardzo często, bardzo często czuję się samotna bezradna i jest mi żal, że tak wielki zryw narodowy, zresztą wiele było zrywów naszego narodu, przypominając rok 56, 68, 70 wreszcie 80 no i właśnie ten ostatni, który dokonał wielkiego wydarzenia, kiedy zadziwiliśmy świat! To my jako społeczeństwo w tej chwili nie potrafiliśmy już tego utrzymać!”
#5 | Kazia dnia 15.12.2011
? przecież stocznię ostatecznie sprzedał i rozdrobnił obecny-były rząd Tuska.
O ile wiem, były plany restrukturalizacji stoczni, na antenie RM mowił o nich min.Polaczek, tylko rząd JK nie zdążył.
Niestety, wiele spraw nie jest tak prostych aby dokonać zmian jednym "ukazem", i to jeszcze w warunkach jadowitej opozycji, jaka był PO (pamieta Pan jak zażyczyli sobie czytania jakiegoś durnego raportu i Sejm nie zdążył przepchnąć wielu ustaw L.Dorn czytał ten raport kilkanaście godzin). W końcu JK był premierem raptem troszkę więcej niż rok, a przed nim Marcinkiewicz też koło roku. Kadencja została przecież skrócona, bo nie wsposób było trzymac w rządzie po prostu przestępcy. Jak na tak krótki okres i tak wiele zrobiono.
#6 | Wincenty Koman dnia 14.12.2011
Pani Kaziu!

Obaj Panowie różnili się w podejściu do Stoczni Gdańskiej. Gdyby Pan Prezes miał wspólną wizję z bratem to dzisiaj Stocznia Gdańska, byłaby własnością Narodu łącznie z terenami. A jaka jest sytuacja dzisiaj?
#7 | Kazia dnia 14.12.2011
... miałam na myśli Pana pytanie o kontynuację przez Pana Jarosława Kaczyńskiego polityki Jego Brata. Uważam, że Pan Prezydent działał wspólnie z Panem Prezesem, obaj, pomimo pewnych różnic, które wynikały raczej z charakterów obu osobowości, mieli wspólną, jedną, wizję Polski i jej państwowości. Dlatego pańskie pytania w tej materii są dla mnie zwrotem retorycznym.
I oczywiście zgoda - na kłamstwie nic dobrego nie wyrasta, dlatego jestem "kaczystką". Bo jestem pewna, widzę, iż Pan J.Kaczyński kieruje się w życiu zasadami, także prawdą.

Pzdr. : )
#8 | Wincenty Koman dnia 14.12.2011
Pani Kaziu!

Władza jest po to by służyć ludziom. Nie może być tak, że przechodzi się na porządku dziennym, że ktoś kłamie i wszystko jest w porządku, bo on czy ona kłamie. Pani Ania to się w grobie przewraca a czy mamy piękniejsze świadectwo życia i działania niż jej? Czy dalej komuna nami nie rządzi?
#9 | Kazia dnia 13.12.2011
Ależ Panie Wincenty, dziwię się Pana pytaniom, są chyba zupełnie retoryczne...
#10 | konstanty dnia 12.12.2011
TAK JEST , na wszystkich plaszczyznach . Z powazaniem .
Dodaj komentarz
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

ZALOGUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

ZAREJESTRUJ SIĘ aby móc dodać komentarz.

Powrót na stronę główną